Rozwój własny wspierany sportem.
2010-02-19, 3:58 pmSport, aktywność fizyczna to odkąd pamiętam element mojego życia. Jako dzieciak biegałem za piłką, jeździłem rowerem, później w liceum po 2-3 razy na tydzień grałem w koszykówkę, po liceum przez rok intensywnie (pod okiem trenera) trenowałem kolarstwo górskie. W czasach trenowania kolarstwa nauczyłem się i polubiłem biegać. Do dnia dzisiejszego (poza kilkoma przerwami) rzadkością są tygodnie, w których choć raz nie pójdę pobiegać, choćby miały to być 3 kilometry
Obecnie w moim przypadku nie jest to też aż tak intensywne uprawianie sportu, abym mógł powiedzieć, że jestem sportowcem. Jestem amatorem. To czynność naturalna, którą wykonuję gdy mam ochotę i nie muszę się szczególnie nad nią zastanawiać a tym bardziej zmuszać do niej. Zdaję sobie sprawę, że wielu z nas ma świadomość zdrowotnych korzyści, jakie daje aktywność fizyczna, więc poruszę jej inny aspekt. Mianowicie wpływ na życie codzienne, na nasz sposób postępowania, funkcjonowania. Wszystko co niżej opisuje samoistnie zaczęło funkcjonować w moim życiu. Jedna rzecz, dość często naświetlana, nie zafunkcjonowała u mnie - nie nauczyłem się żelaznej konsekwencji czy wytrwałości takiej, aby zagryźć zęby i napierać do końca
Jeśli ktoś z Was nauczył się takiej wytrwałości to dajcie znać w komentarzach.
Co do korzyści, jakie daje uprawianie sportu podczas gdy pracujemy nad swoim rozwojem, to z pewnością jest ich więcej, natomiast skupię się na 5 głównych, moim bardzo istotnych i przyjemnych:
- Stabilizuje się i poprawia samopoczucie - bardzo przyjemna korzyść, szczególnie dla tych, którym nastrój płata figle i potrafi zmieniać się z dnia na dzień
Czyż nie efektywniej pracuje się czy nawet snuje wizje naszego przyszłego życia, rozwoju, gdy jesteśmy w dobrym nastroju? Po prostu podczas wzmożonego wysiłku wydzielają się serotonina oraz dopamina, i to one powodują taki przyjemny efekt. Lubię wykorzystywać ten fakt szczególnie w okresie jesienno-zimowym. W momentach, gdy czuję spadek nastroju wystarczy mi 30-40 minut biegu i wszystko wraca do normy, czyli dobrego nastroju 
Mała uwaga: jeśli wcześniej nie uprawialiście sportu to wspomnę, że dobry nastrój odczuwalny będzie dopiero po ok. 2-3 tygodniach (6-10 razach) - organizm musi nauczyć się regenerować, aby zmęczenie nie zagłuszało dobrego samopoczucia
- Świadomość, że forma i kondycja (zarówno fizyczna, jak i psychiczna) nie są stałe - tak jak nie każdego dnia z łatwością jestem w stanie przebiec taki sam dystans tym samym tempem, tak nie każdego dnia z łatwością czytam duże ilości materiałów (książek, blogów, artykułów, raportów), uczę się nowych rzeczy, z łatwością rozwiązuję różne problemy czy nie każdego dnia tak samo dobrze radzę sobie w kontaktach z ludźmi. Bardzo przydatna lekcja, aby nie próbować na siłę danego dnia zrobić czegoś i przy tym potwornie się umęczyć i zniechęcić, gdy to samo z łatwością i przyjemnością możemy zrobić dnia następnego czy jeszcze kolejnego. Zauważyłem, że do czytania książek mam lepszą formę wiosną i latem (wtedy czytam większość książek), a zdecydowanie niższą jesienią i zimą. Od grudnia czytam jedną książkę po 1-2 strony dziennie i jeszcze nie ukończyłem
A mając świadomość, że na wiosnę forma do czytania wróci mogę takim ślimaczym tempem czytać ze spokojnym sumieniem. - Warto mieć w miarę przemyślany plan rozwoju
Więcej o planach treningowych:
Daj sobie w kość… czasem.- tak jak ze sportem, można próbować rozwijać się na tzw. “czuja” czy w sposób nieprzemyślany. Trenując kolarstwo nauczyłem się, że jednego dnia powinienem włożyć więcej wysiłku w swój rozwój, innego dać sobie odpocząć. Nawet jeśli czułem, że mógłbym przejechać więcej kilometrów, to wiedziałem, że długoterminowo lepiej będzie, jeśli danego dnia sobie odpuszczę, a przycisnę innego. Samoczynnie zacząłem praktykować “pracuj mądrze, a nie ciężko”.
- “Najważniejsza część treningu? Odpoczynek!” - nie wiem czy to stara kolarska prawda, ale chętnie powtarzana przeze mnie gdy trenowałem
Nie po to, aby się poobijać, bo to przyjemne, ale dla tego, że tak jak mięśnie tak i mózg potrzebują co jakiś czas wytchnienia. Z pewnością znacie sposób na “przespanie się z problemem”… jak często korzystamy z tego dobrodziejstwa? Po przeczytaniu książki, po zaznajomieniu się z problemem warto zająć umysł czymś lżejszym, dać mu wypocząć. Może być to drzemka, pełny sen, albo też pójście na spacer, zajęcie się gotowaniem. - Im jest się lepszym tym mniejsze postępy - no i nie wiem czy to korzyść, bo mało przyjemny jest fakt, że wraz z rozwojem każdy wzrost umiejętności, wiedzy czy kondycji jest trudniejszy. Natomiast bardzo dobrze mieć świadomość tego, aby przypadkiem nie załamać się. Na początku postępy (niezależnie od dziedziny) są oszałamiające - jeśli nie chodzicie na siłownie to przejdźcie się i spróbujcie wycisnąć 40-kilogramową sztangę 10 razy. Za dwa dni przyjdzie Wam to łatwiej, za tydzień być może bez problemu wyciśniecie 60-kilogramową… a za miesiąc będziecie niemal w tym samym miejscu
Po wyżej pewnego poziomu trzeba mieć na uwadze, że kolejne postępy nie przychodzą już tak łatwo, nie są tak widoczne. Łatwo wtedy zrezygnować, odpuścić. Mając świadomość, że to dotyka każdego i jest naturalnym etapem w rozwoju łatwiej jest robić po prostu swoje, na spokojnie. To ten moment, gdzie wielu odpuszcza, a każdy kto przetrwa go wyjdzie obronną ręką.
Wracając jeszcze na moment do punktu nr 3, powinienem wspomnieć, że mój plan jest daleki od optymalnego. Tak jak dbanie o swoją kondycję fizyczną tak i dbanie o rozwój własny trzymam raczej w pewnych dość swobodnych ramach, a nie w rygorystycznym planie. Przy tym cały czas myślę jak to zrobić mądrze, a nie siłować się głupio. Sport zawodowy wymaga pewnych wyrzeczeń i stalowej dyscypliny - podobnie może być z rozwojem własnym. Natomiast warto mieć świadomość, że sport zawodowy ma niewiele wspólnego ze zdrowiem i czasem niewiele wspólnego z przyjemnością. Jest to po prostu ciężka praca. Z rozwojem własnym można zrobić to samo, w rok zostać najlepszym sprzedawcą w firmie, “robotem komunikacyjnym” (kimś bardzo sprawnym werbalnie i towarzysko), natomiast łatwo utracić coś co w rozwoju własnym i życiu jest najważniejsze - przyjemność i odczuwalną jakość życia.
Jak podpytałem na Blipie, to Ania Watza (z blogu o marketingu, PR, internecie i życiu) napisała mi, że sport daje jej “lepszą organizację czasu i nie-danie się pracoholizmowi
(mam plan i się go trzymam, bo inaczej wejścia mi przepadną)” oraz “oprócz tego lepszy odpoczynek, bo rzeczywiście odrywam się od pewnych spraw”, natomiast Paweł Pela (Nasz Czytelnik) potwierdził pozytywny wpływ na samopoczucie.
Jeszcze szerzej temat opisał Kuerti z PK4.pl w poście 9 rzeczy, które nauczyły mnie rajdy - spojrzenie człowieka, który 100-kilometrowe rajdy pokonuje ze względną dla siebie łatwością
Szczególnie polecam go przeczytać. W korespondencji ze mną potwierdził także pozytywny wpływ na nastrój - resztę, mam nadzieję, że dopisze w komentarzach
Nie będę Was na siłę przekonywał, abyście koniecznie zmieniali tryb życia na bardziej aktywny i bogatszy w sporty aerobowe (takie, gdzie serce i płuca muszą popracować). Chciałbym jednak, abyście rozważyli, każdy według potrzeb, opcję takiego “sportowego wsparcia” swojego rozwoju.
Jeśli doświadczyliście innych ciekawych korzyści z uprawiania sportu (w kontekście rozwoju własnego), to zapraszam Was do podzielenia się nimi w komentarzach ![]()





Jan Tabaka
Arkadiusz Recław
Klapki Kubota
Krzysztof Wysocki (TesTeq)
Łukasz Swojak
Michał Pasterski
Paweł Tkaczyk
Radek Białek
ks. Piotr Pawlukiewicz
Psychologia Biznesu
Jeśli chcesz rozpowszechniać, kopiować rzeczy z tej strony, to pamiętaj,
2010-02-21 o 8:54 am
Hej Orest!
Dobry post. Mam za sobą okres codziennego rannego biegania przez ok 20 minut. Pamiętam, że na początku było ciężko, ale później o dziwo naprawdę sprawiało mi to frajdę.
Ostatnio też uczę się rozmawiać z człowieczkiem, który siedzi w nas i mówi aby dać sobie spokój gdy jest nam ciężej .. wspomina o nim też Will Smith w Reading & Running. Odkryłem, że mój znajomy którego postrzegam jako bardzo zdyscyplinowaną osobę (mama wpoiła mu takie zasady od dzieciństwa) też rozmawia z tym człowieczkiem. Więc może Orest powinieneś więcej rozmawiać z tym człowieczkiem który siedzi w Tobie i mówi Ci “nie chce mi się teraz..”?
Ja dopiero uczę się tych rozmów (z człowieczkiem), i powracam do biegania od jutra.. tym bardziej że rzeczywiście naukowo jest to udowodnione - bieganie powoduje wydzielanie się hormonów szczęścia (jak zwał, tak zwał).
Fajnie przeczytać ten post w tym okresie - idzie wiosna;)
Czółko,
Kamil
2010-02-21 o 9:46 am
Mam podobne doświadczenia. Bieganie każdego dnia przez okres kilku miesięcy w lecie istotnie pomaga mi się odprężyć, poprawia samopoczucie i daje mnóstwo satysfakcji z faktu, że robię coś dla siebie, dla zdrowia - a więc z głową. Regularne uprawianie sportu pozytywnie oddziałuje również na naszą “słowność”, dotrzymywanie zobowiązań wobec siebie samego - “założyłem, że będę biegał? Chcę tego? Wiem, że jest dla mnie dobre? No to w imię zasady, że w pierwszej kolejności nie wolno łamać umów zawartych z samym sobą idę biegać!”. Umowy warto co najwyżej renegocjować, gdy zmieni się nasze podejście czy priorytety
Sport (dla mnie zwłaszcza bieganie) ma jeszcze ten plus, że jest to czas na przemyślenia. Nigdy nie biegam ze słuchawkami - raz, że biegnąc w terenie zabudowanym chcę mieć kontakt z otoczeniem (dla bezpieczeństwa własnego i innych ;), dwa - by wykorzystać te kilka chwil na przemyślenie ważnych spraw, które w natłoku codziennych obowiązków gdzieś umykają. Specjalnie deleguję refleksje właśnie na czas biegania
Chciałbym biegać przez cały rok, ale nie potrafię zmobilizować się do tego zimą - nie mam odpowiedniego wyposażenia (ubiór, buty) na taką pogodę, a bliscy dodatkowo straszą “zapaleniem płuc” :p
Chcę w najbliższym czasie ruszyć z kopyta ze sportem - na wiosnę. W planach bieganie, basen raz w tygodniu, siłownia również raz (w ramach zajęć na uczelni) + ćwiczenia w domu, do tego badminton z rodziną i może jakiś kurs tańca z wybranką? Kto wie ile z tego uda się zrealizować…
PS. może ktoś z Was polecić jakiś kurs samoobrony? Szukam czegoś, co pomoże “przetrwać na ulicy”.
Pozdrawiam serdecznie,
Krzysiek
2010-02-21 o 10:54 am
Witam,
Co do tej żelaznej konsekwencji - nie, mnie również ta sztuka się nie udała. Oczywiście podczas trudnych zawodów jestem w stanie zacisnąć zęby i walczyć do samego końca mimo bólu i zmęczenia. I myślę, że dzięki tym doświadczeniom udało mi się wyrobić w sobie taką cechę, z tymże na co dzień wydaje się ona być uśpiona. Na zawodach sprawa jest prosta - jest start i meta, cały świat redukuje się do możliwie szybkiego pokonania tego odcinka. Nie trzeba nad niczym innym się zastanawiać - można skupić się tylko na tej walce z samym sobą. Nie ma żadnych wątpliwości - świat pomalowany jest na czarno-biało.
W życiu codziennym jest za dużo wątpliwości. To zastanawianie się, a czy mi się uda? Czy to ma sens? Przecież jestem za słaby itd. Na zawodach tego nie ma - owszem, przed startami są wątpliwości, ale już na trasie jest tylko myśl o mecie - to ogniskuje całą uwagę. Nic nie odtrąca naszej uwagi od celu. Myślę, że gdyby udało mi się nakreślić tak jasny cel (odpowiednik mety z zawodów sportowych), to potrafiłbym wykorzystać tę determinację i na co dzień.
Z korzyci, które ja widzę u siebie, a których nie wypisałem w tekście na PK4:
1. Systematyczność - jak już się czegoś uczepię to potrafię robić to bardzo długo.. choćby nauka angielskiego. Wcześniej przez wiele lat miałem z tym problem, a teraz, od jakiegoś roku z hakiem dzień w dzień ćwiczę z programem profesor Henry i powtarzam słówka.
2. Ta energia, o której wspomina Orest, faktycznie, po treningach zawsze czuję się lepiej, optymistyczniej nastawiony do życia, pełny sił.
3. Radzenie sobie ze stresem. W tym temacie godzinna przebieżka naprawdę może uczynić wiele dobrego! Generalnie trening jest dobry na radzenie sobie z negatywnymi emocjami.
2010-02-21 o 12:50 pm
Kamil:
Ten człowieczek w środku to mój najlepszy “kumpel” - ostatnio często mówi “poszukaj możliwie łatwego sposobu na osiągnięcie tego co chcesz i wtedy się za to zabierz. Pamietaj: pracować mądrze, a nie ciężko”
Najlepsze jest co, że mamy wpływ na to, co wypowiada ten człowieczek.
Krzysiek:
Zimą też mniej biegam - znaczy krótsze dystanse, lżejszym tempem. Dodatkowo raczej odpuszczam sobie w największe mrozy i gdy leży błoto. Natomiast wystarczają mi te same buty co używam latem z grubszymi skarpetami pod spodem.
“Specjalnie deleguję refleksje właśnie na czas biegania” - ja podczas biegania wymyślam tematy postów i sposoby na radzenie sobie z niektórymi trudnościami
Widzę, że masz ambitny plan na wiosnę. Jeśli mogę coś zasugerować, to postaraj się wprowadzać sukcesywnie po jednej rzeczy. Po każdej aktywności organizm potrzebuje wypocząć - przy takim “z kopyta” łatwo się przemęczyć i zniechęcić. Tutaj lepiej zadziała ZTD niż GTD
Kuerti:
Bardzo dobrze to ująłeś:
“Myślę, że gdyby udało mi się nakreślić tak jasny cel (odpowiednik mety z zawodów sportowych), to potrafiłbym wykorzystać tę determinację i na co dzień.”
Gdy myślałem nad postem (podczas biegu), to zdałem sobie sprawę, że zawsze mam świadomość gdzie jest ten koniec - nawet gdy jestem odwodniony, to wiem gdzie jest to jeszcze 5 kilometrów biegu, że koniec podjazdu jest “tam” i wtedy łatwiej wgryźć zęby w kierownicę
Teraz tak myślę, że to może wynikać z tego, że w sporcie możemy zobaczyć na mapie trasę, najczęściej na niej wcześniej już byliśmy, trenowaliśmy. W życiu niemal każdą trasę pokonujemy pierwszy raz, nie widzimy gdzie jest meta, nie znamy jej profilu, stąd ani nie wiadomo jak rozłożyć siły ani na jak długo zacisnąć zęby.
(zapisałem sobie, aby zająć się tym tematem i poszukiwać sposobu na to jak umiejętnie rozkładać w życiu siły i kiedy ewentualnie zaciskać zęby)
Dziękuję za inspirację do poszukiwań i za te pozostałe korzyści
Uśmiechy!
Orest
2010-02-21 o 6:08 pm
Tak treningi uczą systematyczności. Jak się zapłaciło za pół roku z góry za siłownię, to pomijając cel i nastawienie do ćwiczeń, to jest to pewien asumpt do treningów :).
Co do pozytywnego uczucia to jak najbardziej, ja po ciężkich acz przyjemnych treningach na siłowni, wracałem i z uśmiechem na twarzy …zmywałem naczynia i sprzątałem. Cudowne uczucie.
Ciekawy tekst o tym, że im później tym więcej wysiłku trzeba włożyć i rozsądnie planować bo możliwość zrobienia dużych postępów maleje wraz z czasem właśnie
polecam udokumentowanie swoich wyczynów, aby wiedzieć kiedy przycisnąć i podnieść 10 kg więcej, przebiec 5 minut dłużej.
Ja jak trenowałem na siłce miałem dziennik sportowy, teraz zapisuje sobie na forum w sportowym wątku
Korzyści inne niż ww wymienne ? hmm, zdrowszy jestem
i lubię swoje ciało
2010-02-22 o 12:20 pm
Piotrek:
Faktycznie jest to sposób na stanie się systematycznym
Dziennik postępów ma właśnie taką zaletę, że łatwiej zauważyć swoje postępy a dodatkowo trochę motywuje - puste miejsca nie są powodem do dumy (to ze wspomnień gdy trenowałem kolarstwo)
Uśmiechy!
Orest
2010-02-23 o 12:15 pm
bieganie ponoc wcale nie jest zdrowe - potem na starosc powoduje problemy ze stawani skokowymi.. zaden ze mnie specjalista ale tak slyszalem
zdrowsze jest chodzenie!
do treningow systematycznych trudno sie zmusic jak jasna cholera… bo zawsze sie znajdzie wymowka.. a to juz mi sie spac chce, a to wlasnie dzis nie mam czasu, a to dzis sie zle czuje, a to wczoraj sie zle czulem i wole nie ryzykowac… eh wiem po sobie :\
fakt - oplacona do konca miesiaca silownia motywuje
jak to sie mowi w Poznaniu “lepiej zjesc i zwymiotowac nizby mialo sie zmarnowac” albo “zaplacone - zjedzone”
2010-02-23 o 5:04 pm
@Larofan: No właśnie… “ponoć”. Opierając się na wynikach konkretnych badań twierdzę coś innego - całkowicie przeciwnego. Problemy ze stawami to raczej problemy wynikające z kontuzji lub nadmiernego przeciążania organizmu, a nie biegania per se. Na dłuższą metę bieganie jest bardzo zdrowe i ma szereg zalet, o czym już wspominał powyżej Orest.
Jeśli chodzi o bieganie i konsekwencje na starość to ze swojej strony proponuję lekturę: http://zajaczkowski.org/2008/11/13/wybiegaj-sobie-zdrowie/ Zebrałem tam na ten temat dużo więcej informacji.
2010-02-23 o 10:29 pm
Witaj Larofan na blogu!
W kwestii stawów do dziś nie wiadomo jak to jest “na pewno” - więc “ponoć” jest dobrym określeniem
Mój brat Janek napisał trochu o stawach tutaj:
http://jan.tabaka.eu/blog/2009/bezpieczenstwo-i-jak-dziala-nasz-organizm/
Według jego najlepszej wiedzy faktycznie raz uszkodzone już się tak nie regenerują. Natomiast zwrócił uwagę na to, aby dawkować sobie obciążenie - wtedy staw ma możliwość przygotować się do dłuższych i większych wysiłków. To co Bartek napisał u siebie wskazuje, że tak może to działać.
PS: Nie znałem tego powiedzenia
Bartek:
Dzięki
Uśmiechy!
Orest
2010-02-24 o 10:12 am
Jak ktoś ma obawy przed bieganiem, to inna możliwością jest szybkie chodzenie w tempie 4-6 km na godzinę. Według niektórych lekarzy jest to zdrowsze i bezpieczniejsze.
pozdrawiam
2010-02-24 o 12:13 pm
Piotrek:
Można i chodzić (choć 4-6 km/h to normalny chód)
Coraz mniej przywiązuję wagę do tego co mówią lekarze (często prowadzący mało aktywny tryb życia i o kiepskim zdrowiu) a słucham osób, które w danej dziedzinie się realizują na poziomie pro-amatorzy. Czyli tacy amatorzy, którzy zajmują się tym na poważnie
Uśmiechy!
Orest
2010-02-26 o 12:42 am
Dlatego napisałem “wg. niektórych lekarzy”
2010-08-23 o 11:54 am
Potwierdzam wszystkie spostrzeżenia. Dla mnie największym odkryciem był pkt. 2 a największą korzyścią pkt. 1. Nagle okazał się, że nie jestem susłem, nie chce mi się spać do 11-12.00, rzekoma bezsenność odeszła jak ręką odjął. Krótka mówiąc: bardzo duża poprawa jakości życia.
Ważna sprawa: uprawiany sport musi dawać radochę! Koniecznie! Nie ma co na siłę się dręczyć bieganiem jeśli akurat tego nie znosisz… pływanie, rolki, rower… do wyboru do koloru
Tak jak piszesz, to nie może być orka w polu…
Druga sprawa, uprawiany sport powinien być mało kłopotliwy organizacyjnie, żeby nie było powodów do wymówek. Założenie butów i jogging niewiele wymaga ale mecz w piłkę nożną jeśli już człowiek nie jest w szkole/na studiach… to już ekwilibrystyka
Jeden kumpel ma wieczorną zmianę w pracy, drugi studia podyplomowe, trzeci z dzieckiem akurat siedzi… Może to mało modne, ale sporty drużynowe od pewnego momentu nie dają się uprawiać. Przynajmniej w moim środowisku.
Warto też spróbować różnych dyscyplin, na pozór Ci obcych, nie ograniczać się do tych najpopularniejszych. Nie umiesz tańczyć? Zapisz się na kurs tańca towarzyskiego, salsy czy innego pląsania (efekt mogą Cię zaskoczyć - sprawdzone naskórnie :-)) Nigdy nie uderzyłeś nikogo oprócz muchy? Brzydzisz się przemocą… zapisz się na boks/muay-thai/aikido/itp.
Również możesz się zaskoczyć (także sprawdzone naskrórnie). Na dużych wysokościach czujesz się niepewnie? Polecam kurs latania na paralotni
(tak, tak… także sprawdzone naskórnie :-)) Oprócz zdrowia i kondycji, posmakujesz świata - a tego nigdy za wiele, choć niektóre “smaki” nie będą Ci odpowiadać i do nich nie wrócisz - normalne. Oprócz tego to kolejna okazja do “wychodzenia ze skorupy”.
Jedna ważna rzecz: by w tych eksperymentach nie zapomnieć o swojej podstawowej aktywności (taki bread and butter <> kondycji i zdrowia).
Ważne by tak jak do wszystkiego, jeśli ktoś dopiero rozpoczyna przygodę ze sportem, się przygotować - doczytać, podpytać co robić i czego nie robić. Ja np. po 1 sezonie biegania dowiedziałem się, że zamiast budować formę, po dość szybki jej skoku, zacząłem ją… kanibalizować - przetrenowywałem się. Obecnie biegam z pulsometrem i jakimiś tam planem… Może szczyt spontaniczności to nie jest, ale wiem przynajmniej na czym stoję i dokąd zmierzam.
Osoby, które miały dłuuuuugi odpoczynek od sportu warto by przeszły się do lekarza na przegląd ogólny swojego ciała. Nie zawsze to co dobre co do zasady, w danym, szczególnym przypadku jest równie dobre.
Pozdrawiam serdecznie
2010-08-23 o 10:32 pm
Witaj na blogu Lookanio!
Dziękuję za Twoje spostrzeżenia. Widzę to dość podobnie, choć sam jakoś rzadko korzystam z dobrodziejstwa różnych dyscyplin. Mam gdzie się poprawić
Uśmiechy!
Orest
2010-10-30 o 4:56 pm
Dziś znalazłem na jednym z moich ulubionych blogów ciekawe porady na temat jak odrobina gimnastyki (np. 10 minut) może pomóc w blogowaniu: http://writetodone.com/2010/10/26/how-to-lift-your-writing-to-new-heights-%E2%80%93-in-just-10-minutes/ Bardzo polecam :]
2010-11-10 o 10:05 pm
Dzięki Paweł! Przeczytam jak tylko ogarnę 2 tygodniowe bycie offline