Kilka tygodni temu pewien znajomy przyszedł do mnie z prośbą. Nie zaczął od niej a od pytania “czy mam czas?”
Oczywiście, że mam - zawsze mam czas na ciekawe rzeczy
Później padła propozycja: “Ty się znasz na komputerach, więc może mógłbyś mi przepisać trochę tekstu na komputer?”. Trochę mnie zaskoczył, także tym, że propozycja obejmowała zapłatę w postaci dwóch piw. Pomijam fakt, że nie piję piwa, więc z zapłaty nie miałby pożytku. Szybko w głowie zadałem sobie pytanie:
“Czy gdyby miał świadomość, że za godzinę swojej pracy mogę wziąć np. 20 czy 50 złotych (na wolnym rynku) to czy faktycznie poprosiłby mnie o taki banał czy może o coś poważniejszego?”
Nie chodzi o bycie primadonną, którą to nie wypada poprosić o drobnostki. Często spełniam różne drobne prośby. Mówimy tutaj o tym czy warto angażować osobę “dobrze znającą się na rzeczy” do zadania prostego/banalnego, które może wykonać np. kilkulatek czy też lepiej angażować ją wtedy, gdy sprawa wymaga odpowiednich, unikalnych umiejętności i wiedzy?
Spójrzmy na sytuację, w której (przykładowo) bardzo dobra, profesjonalna krawcowa, specjalizująca się w tworzeniu skomplikowanych sukien wieczorowych i balowych zostaje poproszona o uszycie rękawicy kuchennej albo fartuszka. Owszem może to zrobić - najpewniej to potrafi
Wieść się rozniesie i przyjdzie kolejna osoba z prośbą… i kolejna… i jeszcze jedna. W efekcie krawcowa zamiast zajmować się tym co potrafi najlepiej, właściwie wykorzystywać swój potencjał oraz rozwijać się, marnuje go na fartuszki, które może uszyć prawie każdy, kto opanuje maszynę do szycia w stopniu podstawowym.
Czy teraz zwrócilibyście się z prośbą do takiej krawcowej o uszycie fartuszka, czy może wówczas, gdy zbliża Wam się poważna uroczystość i potrzebujecie wyjściowej kreacji?
Czy chcielibyście, aby ktoś Was co trochę prosił o wykonanie drobnostki gdy jesteście w stanie wykonać dużo bardziej odpowiednią do Waszych umiejętności prośbę?
W sytuacji, gdy sprawa jest wymagająca, a my nie mamy odpowiednich umiejętności czy wiedzy (nawet takiej, aby spróbować coś zaimprowizować) zawsze możemy odmówić słowami: “To zbyt zaawansowana sprawa, abym był w stanie Tobie w tym pomóc”.
Jeśli wciąż macie wątpliwość typu “A tam Orest… gadanie. Przecież to drobnostki, nie ma co robić afery”, to pozwólcie, że przytoczę pewną anegdotę (z pamięci)
Do fabryki zakupiono nowoczesną maszynę. Maszyna pracowała przez pewien czas po czym się zepsuła, tym samym unieruchomiła całą linię produkcyjną. Wzywani fachowcy nie byli w stanie naprawić maszyny - wszak była nowoczesna
Kolejny wezwany fachowiec obejrzał maszynę, wyciągnął młotek i stuknął w maszynę tak, że maszyna ruszyła!
Uradowany dyrektor fabryki podziękował, po czym zapytał “ile się należy?”. Mechanik odpowiedział: “10000 złotych”. Zaskoczony dyrektor nie chciał zgodzić się na tak wysoką cenę za stuknięcie młotkiem. Poprosił o rachunek z wyszczególnieniem wykonanych prac. Na otrzymanym rachunku ujrzał:
|
Stuknięcie młotkiem: |
1 złoty |
|
Wiedza gdzie stuknąć: |
9999 złotych |
|
Razem: |
10000 złotych |
Dyrektor zreflektował się i zapłacił za wykonaną usługę
Tak więc miejmy świadomość, że to co dla nas wygląda na drobnostkę, banał, często mogło być okupione ciężką pracą, wieloma godzinami nauki. Przyznam się Wam, że dużo chętniej spełniam prośby, przy których wykorzystam swoje umiejętności niż prośby, przy których nie wykorzystam nawet 5% swoich umiejętności. A wiem, że nie tylko ja mam takie podejście w temacie marnowania możliwości i umiejętności innych.
Jak to u Was wygląda? Zapraszam do dyskusji 