» Czy łatwo się z Tobą współżyje? - Orest Tabaka

Czy łatwo się z Tobą współżyje?

2010-06-12, 2:17 pm

Dziś powiemy sobie o temacie współżycia z innymi ludźmi. Mówimy o znaczeniu przebywania wśród ludzi, życia z nimi, bycia w intensywnej relacji. Takiej niemal 24/24h. Pod jednym dachem. Jako domownicy, współlokatorzy (np. studenci wynajmujący wspólnie stancje) czy współpracownicy.

    Zainspirowany ostatnim projektem MARS 500 (rozpoczął się na początku czerwca) pomyślałem, że warto napisać o zwracaniu uwagi na cechy, wg których dobieramy sobie współtowarzyszy. Projekt MARS 500 polega na tym, że 6 astronautów zostało zamkniętych ze sobą na 520 dni (ponad 17 miesięcy!!!) na powierzchni 180 m² (wielkość domku jednorodzinnego) bez wizyt rodzin i znajomych. Psychologowie z NASA będą obserwować czy dobrze dobrali ludzi do zespołu i czy „nie pozabijają się” od tak ciasnej i intensywnej relacji. To element przygotowań do podróży na Marsa, która ma trwać właśnie 500 dni. To sytuacja na którą świadomie zgodzili się ci ludzie. Lecz zapewne są cechy, które w warunkach normalnych ułatwiają intensywne i harmonijne współżycie z innymi oraz takie, które utrudniają je.

Wszędzie tam gdzie z innymi osobami dłużej przebywamy zaczynamy zachowywać się swobodniej, bez udawanej grzeczności i uprzejmości… i wtedy wyłażą (jak robale spod podniesionego kamienia) z nas lub z naszych współtowarzyszy różne niespodzianki, które utrudniają to współżycie. Jeśli nie wiemy czego szukać to najpewniej ich nie zauważymy zawczasu, bo lubimy się maskować, pokazywać siebie w lepszym świetle, „dobrze sprzedawać” :)

Jest kilka rzeczy, na które zwracam uwagę, które zapalają lampkę szczególnie!!! gdy wchodzę w intensywniejsze i bardziej zależne relacje z innymi osobami. Te lampki powinny zapalić się także, gdy dostrzeżemy je u siebie – wtedy mamy coś, nad czym warto u siebie popracować. Ich występowanie u innych psuje fun z kontaktu z nimi, a przecież jak wchodzimy w kontakt z ludźmi to aby było przyjemnie, czyż nie? :) Oczywiście różne osoby mają różne oczekiwania i jest cała gamma zachowań, które będę ułatwiać to współżycie – np. bałaganiarz z bałaganiarzem czy imprezowicz z imprezowiczem będą radzić sobie całkiem dobrze.

    Czymś, co baaardzo łatwo wychwycić to ton głosu wyrażający pretensje. „Wyłazi” bardzo często w rozmowie na dotyczące tej drugiej osoby tematy (np. praca, rodzina, polityka) lub gdy jesteśmy świadkami rozmowy telefonicznej tej osoby z inną. Także brak dystansu do siebie sprawia, że trzeba niezwykle uważnie pilnować tego co mówimy o drugiej osobie czy nadmierna wrażliwość na niektóre słowa. Postawa „wiem lepiej” (rzadko takie osoby liczą się ze zdaniem innych) a także bycie osobą konfliktogenną, która z każdej nawet bzdurki potrafi zrobić awanturę - te omijam szeeeeerokim łukiem :)

    Także wtedy, gdy domyślny stan naszego potencjalnego współtowarzysza to „smutek”. Mamy ich dookoła całe mnóstwo – osób, które potrzebują wyraźnego powodu, aby być wesołymi, radosnymi, a bez żadnego pozytywnego bodźca są smutne, złe, przybite. Kiedyś pisałem o tym, że radość i optymizm to coś, co warto się nauczyć, jeśli tego nie mamy.

    Do tego dochodzą trochę trudniej zauważalne w pierwszych kontaktach sprawy takie jak bycie osobą problematyczną, która z wszystkiego robi problem i roztrząsa sprawę ponad konieczność. Także kapryśność oraz brak stabilności emocjonalnej (post Alexa) - w kwestii wspólnego pomieszkiwania czy wspólnych spraw wolę osoby, po których mniej więcej wiadomo jak się zachowają nawet w sytuacjach, które dostarczają złych wibracji. Wiem, że są różne sytuacje życiowe, że ludzie mają złe dni (PMS, ból zęba, problemy rodzinne czy zawodowe), lecz dla mnie to ważne, żeby ktoś będąc stabilnym emocjonalnie nie wyładuje się na mnie. Zawsze przecież można powiedzieć, że to nie jest dobry moment i uprzedzić, aby trzymać się od nas dziś z daleka :)

To te podstawowe sprawy, na które zwracam szczególną uwagę i gdzie bardzo łatwo skreślić się u mnie z listy osób, z którymi chciałbym w dłuższej perspektywie mieć intensywne relacje czy robić coś wspólnie.

Zwracacie uwagę na takie rzeczy? Może macie jeszcze inne ważne „lampki ostrzegawcze”? Ci z Was, którzy jako studenci mieszkają na stancjach z pewnością mają wiele do powiedzenia. Zapraszam do dyskusji :)

PS: Gdyby ktoś natrafił na artykuły o misji Mars 500 dotyczące właśnie tego wg jakiego klucza dobierano astronautów, opisujące obserwacje psychologów z NASA to będę wdzięczny za podesłanie ich np. mailem.

Podziel się nim: mailem, na FB, blipie czy w inny sposób!


Komentarze (10):

  1. Piotr Mitura
    2010-06-13 o 10:12 am

    Odpowiedź na pytanie zawarte w temacie trzeba byłoby zadać mojej żonie, wtedy byłaby najbardziej wiarygodna, taka z dystansem :)
    Poważnie mówiąc: lampki ostrzegawcze o których piszesz bardzo często zapalają się dopiero w momencie kiedy już bliższa relacja jest nawiązana. Nie należy do łatwych umiejętności wychwycenie owych negatywnych impulsów zaraz na początku jakiejś znajomości. W takiej sytuacji są dwa wyjścia: albo relację zrywamy, ograniczamy do minimum (łatwo jako współlokatorzy stancji np.) albo walczymy aby jakość tej relacji, mimo lampek, często licznych i świecących mocnym światłem, stała się jak najlepsza - to np w przypadku małżeństwa. Dobra postawa to szukać w każdym człowieku jakiegoś pozytywu. Tyle że takiej postawy trzeba się nauczyć, a tego już się nam czasami najzwyczajniej nie chce.

  2. Orest Tabaka
    2010-06-13 o 12:43 pm

    Piotr:
    Właśnie dlatego, że te lampki często zapalają się zbyt późno, gdy już relacja jest na poważnym etapie, napisałem ten post. Później tak jest, że albo zaczyna się unikać tych osób, albo człowiek męczy się, albo nie nie dostastaje z relacji tyle ile mógłby. Pracę nad relacją polecam wtedy, gdy mamy zielone światełko od drugiej osoby. Wówczas wysiłek w nią włożony ma szanse przynieść coś dobrego. Inaczej to niepotrzebne ścieranie się :)

    PS: Możesz zadać żonie to pytanie - o nuż dowiesz się czegoś ciekawego o sobie :)

    Uśmiechy!
    Orest

  3. piotrmanps
    2010-06-13 o 10:37 pm

    oj, ja tutaj chyba zabiorę dłuższy głos, ale to później
    na razie sygnalizuję, cierpliwości :)

  4. Orest Tabaka
    2010-06-15 o 12:31 pm

    Piotrek: Czekamy :)

    Swoją drogą trochę dziwię się, że prawie nikt nie zabrał głosu tutaj. Z prywatnych rozmów wiem, że niektórych ten post poruszył - kilka osób przygnębił tym, że uświadomili sobie posiadanie niektórych z tych wad, a kilka zachęcił do zwracania na te rzeczy uwagi. Wiem też, że wielu z Was ma wiele w tym temacie do powiedzenia, mając chociażby doświadczenia z różnymi współlokatorami. Gorąco zachęcam!

    Uśmiechy!
    Orest

  5. Orest Tabaka
    2010-06-16 o 8:27 am

    Jako, że antyspam blokował komentarze pisane przez proxy, wklejam komentarz Łukasza. Teraz powinno się dać (jakby co to mail). Oto ten komentarz, na którego odpowiem później:

    Łukasz Nowak:
    2010-06-15 o 07:43

    Orest.

    Patrząc na otaczających nas ludzi, oraz na jakość “partnerstwa”, często deklarowaną przez nich samych, trudno nie dojść do wniosku, że w sporej części przypadków ludzie współżyją ze sobą (obok siebie) nieco na siłę.

    Z uwagi na fakt, że poruszony przez Ciebie temat jest dla mnie bardzo interesujący, wielokrotnie osobom z mojego otoczenia zadawałem pytania, które pozwoliłby mi zrozumieć dlaczego, pomimo braku satysfakcji z relacji w jakiej tkwią, nadal jest ona ich udziałem.

    Odpowiedzi uzyskiwałem bardzo różne.

    Z przerażeniem jednak doszedłem do wniosku, że niemałą część z nich można by sprowadzić do stwierdzenia “jeżeli nie on/ona, to kto”.

    Pierwszy wniosek, jaki mi się nasuwa to taki, że niemała grupa otaczających nas ludzi ma duże problemy z poczuciem własnej wartości. Gdy udaje im się “złapać” kogoś, kogo później nazywają partnerem niejako z definicji wyłączają filtry, które nazwałeś lampkami ostrzegawczymi. Starają się pewnych cech, zachowań, postaw nie widzieć, albo je tłumaczyć w sposób, który nie pozwoli na “eliminację” takiej osoby z własnego życia. Skutki takiego podejścia w dłuższej perspektywie czasowej są opłakane.

    Drugi wniosek, może właściwie obserwacja jest związana z tym, w jaki sposób dzisiaj pewna część ludzi rozpoczyna budowanie relacji. Portale randkowe, wyjścia na “polowania”, wsparcie osób trzecich, którego celem jest poznanie “kogoś”. Ludzie, którzy w ten sposób poszukują osoby, z którą będą chcieli wejść w dłuższą relację narażają się na bardzo duże ryzyko związane z czymś, co ja nazywam tańcem godowym. Co przez to rozumiem? Myślę, że każdy świadomy siebie człowiek zdaje sobie sprawę nie tylko ze swoich mocnych stron, ale z tych słabych również. Wdając się w ów taniec godowy osoba taka zadaje sobie bardzo dużo trudu, żeby te ostatnie ukryć, a przynajmniej bardzo dobrze zamaskować. Skutkuje to tym, że ludzie poznają się (o ile można w tym przypadku użyć takiego określenia) bardzo powierzchownie. Ba, dzięki owej grze niejednokrotnie udaje im się w dobrze zamaskowanym potencjalnym partnerze zobaczyć “ideał”. Relacja się zacieśnia, dochodząc w pewnym momencie do etapu, z którego nie każdy potrafi się wycofać. I tu niejednokrotnie zaczyna się problem, bo partner mający świadomości coraz bliższej relacji często zmniejsza ilość energii niezbędnej do ukrywania słabszych cech lub przestaje to robić w ogóle. Nie raz bywa tak, że jest już po ślubie, na świecie pojawia się nowy człowiek, jest wspólny kredyt, mieszkanie itp., które nie ułatwiają na podjęcie trudnych często decyzji.

    Odnoszę wrażenie, że w wielu przypadkach opisane powyżej sytuacje są wynikiem dwóch składowych. Po pierwsze uwarunkowań edukacyjno- wychowawczych, które sprawiły, że dorosły człowiek jest tworem pełnym kompleksów. Drugi czynnik to zwykłe lenistwo powodujące, że nie dokłada się należytych starań do tego, aby kogoś, kto potencjalnie będzie wypełniał część naszego życia poznać wystarczająco dobrze.

    Ot, taka garść moich przemyśleń.

    pozdrawiam

  6. Orest Tabaka
    2010-06-16 o 3:09 pm

    Witaj Łukasz na blogu! :)

    Bardzo dobrze ująłeś te obserwacje. Mogę tylko douzupełnić jedną kwestię.

    Piszesz: “Starają się pewnych cech, zachowań, postaw nie widzieć, albo je tłumaczyć w sposób, który nie pozwoli na “eliminację” takiej osoby z własnego życia.”
    Czasem nie trzeba sobie nic tłumaczyć - w przypływie ekscytacji nową znajomością zwyczajnie w świecie nie zwracamy często uwagi na takie kwiatki (to jak z tym tańcem godowym). W sumie to nie problem mieć super relację ze świeżo poznaną osobą. I nawet mnie to specjalnie nie dziwi, bo sytuacja jest wyjątkowa, bo bilans zalet wygląda bardzo korzystnie w pierwszych chwilach. I jestem zdania, że i z takich relacji warto korzystać (obustronnie), z tymże być trochę powściągliwym przy zbyt szybkim wchodzeniu w bardzo zależną relację.

    PS: Zmieniłem opcje, więc powinieneś już mieć możliwość komentowania :)
    Uśmiechy!
    Orest

  7. aguta78
    2010-06-20 o 9:40 pm

    Witam.Chciałabym napisac o swojej dosc nietypowej sytuacji;) aktualnie mieszkam z przyjacielem (homoseksualista) i rowniez z Nim pracuje codziennie po 7 godzin..wiec niemal cały czas jestesmy w tej samej przestrzeni ;) ale jest bardzo fajnie…nie przeszkadzamy sobie,jesli jest jakis drobny konflikt to zaraz go niema bo wszystko sobie wyjasniamy.Trwa juz to połtora roku…ale jest jeden problem do mego sublokatora mega czesto przychodzi partner ktory jest nadpobudliwy,głosny,no i w ogole koles z pokroju tych ktorzy jak mi sie wydaje nie kumaja o co mi chodzi ani ja nie kumam ich.I w tym momencie musiałam znalezc “złoty srodek” zeby sie emocjonalnie nie zajechac ;) troche mnie to kosztowalo pracy nad soba ;) ale za kazdym razem kiedy sie widzimy (bardzo czesto) mówie do siebie ;daj spokoj!,wysylaj mu miłosc!,nie wkurzaj sie na niego tylko dlatego ze jest inny niz ty! zaakceptuj go! to przeciez miłosc twojego przyjaciela!Miej dystans…bądz pond to wszystko! skup sie na czyms fajnym! albo poczytaj blog o samorozwoju! ;) ;) I wiecie co, to działa!!!!!!!!!!!!!!! i to jeszcze w taki sposób ze przekłada sie rowniez na relacje z innymi! po pewnym czasie takiej pracy stwierdzasz ze Ty juz nie musisz odbijac tych złych emocji …jestem swiadome ze sa i natychmiast uruchamiam zastepstwo pt “dobro”! po prostu jest bomba jesli to wejdzie w nawyk!!!!!!!! ale zauwazyłam tez ze trzeba uwazac bo ja po tych swoich nazwijmy ‘medytacjach dobra’ nie moge sie odpedzic od ludzi!!! ;)))) powaznie!!! ale sobie mysle ze to swietnie bo od kazdego moge sie czegos fajnego lub nie fajnego nauczyc co tez jest dobra nauka dla mnie i o mnie prawda?? ;) ps.mam nadzieje ze zbyt chaotycznie nie opisałam tego wszystkiego….mam nadzieje ze skumacie ;) sprobujcie chociaz ;) na spontanie przelałam wszystko co w głowie w tej chwili mam!!!! ;)))) pozdrawiam!!!!!! SWIETNY TEN BLOG!!!!!Aguta ;)

  8. Orest Tabaka
    2010-06-20 o 10:55 pm

    Witaj na blogu Aguta78! :)

    Dzięki za podzielenie się Twoim doświadczeniem. Wyraźnie widać, że takiego podejścia można się nauczyć i dajesz przykład. Brawo! :)

    PS: Zachęcam Cię do częstego zabierania głosu - z pewnością masz czym się podzielić :)

    Uśmiechy!
    Orest

  9. aguta78
    2010-06-21 o 8:40 pm

    hej!! dzieki za odpis!! ;) Mam czym sie podzielic! jesli chodzi o rożne przekroje ludzkich charakterków,osobowosci…pracuje w branzy gdzie kreuje wyglad (fryzjerka-stylistka) ;) i zauwazyłam ze dla wiekszosci ludzi (równiez panów) wyglad zewnetrzny ma tak ogromne znaczenie,ze czesto wizyta u Nas jest porównywalna do tych najdorszych u dentysty! ;) to troche smutne bo robimy wszystko by wyglądali lepiej niz przedtem..i w 100% finalnie wygladaja,ale ile przy tym stresu! i nerwow!!…..wniosek jest prosty! ludzie ( jakies 70%)z ktorymi mamy kontakt sa tak mega wyczuleni na punkcie swego wygladu,ze czesto musimy (fryzjerzy) pełnic role psychologow…pogadac,pocieszyc,wesprzec,wymasowac główke ;) bo czesto boli po napietym dniu ;) slicznie obciac,pofarbowac,ułozyc…jesli sie da to moze doczepic (najlepsza i najnowsza metoda,no i nie za droga oczywiscie ;))i ja kocham swoja prace.Jednak trzeba troche wyczucia,empatii,dystansu.Zmierzam do tego ze ciagla praca nad soba i wlasnym rozwojem w kontaktach miedzyludzkich bardzo sie przydaje! bo zdarza sie ze w przeciagu dnia mam do czynienia z 15 roznymi osobami ktore przelewaja na mnie setki swych mysli,pogladow,radosci,żalow,lęków..itd itd…………wiec ja wysyłam im wszystkim zawsze troche swojej dobrej energii….reszte zostawiam dla siebie ;) i wracajac do swojej przestrzeni moge juz tylko zajac sie soba i samymi dobrymi rzeczami! ;)) zbyt wielu niekoniecznie fajnych nasłucham sie w ciagu dnia ;)) i nie chce juz zasmiecac sobie nimi umysłu! ale sie rozpisałam ;) Obiecuje ze wiecej historii apropo ludzi i komuniakaci bedzie!! ;) PS.CZY TY OREST SADZISZ ZE TO DOBRA POSTAWA? CHYBA TAK JESLI MI I KLIENTOM SŁUZY! ;) NA BRAK NIE NARZEKAM…A MOZE DODAŁ BYS COS JESZCZE ZEBY BYŁO MEGA EFEKTYWNIE? WIEM ZE NIE MA LUDZI NIEZASTAPIONYCH ;) ALE CZY TO BŁAD ZE JA WLASNIE TAKA CHCIAŁABYM SIE STAC? ;)) POZDRAWIAM JAK ZAWSZE USMIECHOWO!!!! AgUtKa

  10. Orest Tabaka
    2010-06-22 o 10:40 am

    Aguta78:
    W takiej sytuacji, w której mam do czynienia z kimś, z kimś przez jakiś czas niejako muszę być, to staram się niedopuścić do tego by zbytnio narzekali czy zaśmiecali mi umysł bzdurami. U Alexa w komentarzu kiedyś pisałem o tym jak można “wyciągać nastrój” do góry - o tutaj:
    http://alexba.eu/2008-04-25/rozwoj-kariera-praca/rezonans-limbiczny/#comment-56832

    (weź poprawkę na to, że to pisałem 2 lata temu i zbyt akademickim językiem :) lecz podstawowa zasada działania pozostała taka sama)

    Uśmiechy!
    Orest

Chcesz coś dopowiedzieć? Wyraź to!