Twoje problemy są Twoimi problemami…
2010-06-21, 7:37 pm…przeważnie. I tak powinno pozostać, za wyjątkiem trzech sytuacji:
-
1. Gdy Twoje problemy mają w pewien sposób realny wpływ na życie innych (zależnych od Ciebie) osób. Np. choroba nowotworowa rodzica może być problemem jego dziecka (gdyby rodzic nie wygrał walki), czy problemy zawodowe jednego małżonka mogą być problemami współmałżonka (np. posiadając wspólny kredyt hipoteczny), czy problemy jednego wspólnika (finansowe lub czy prawne) mogą wpływać na drugiego wspólnika.
W tej sytuacji moim zdaniem mamy powinność powiedzieć osobom zależnym od nas o tym z czym się borykamy i jak może to na nich wpłynąć. Osoby od nas zależne powinny mieć świadomość, że potrzebują plan B oraz czas na jego stworzenie na wypadek, gdyby problemy się ziściły. Gdy my jesteśmy osobami zależnymi to chyba chcielibyśmy wiedzieć co się szykuje, aby się na to przygotować, czyż nie?
-
2. Gdy mamy problem z daną osobą, instytucją czy firmą - np. przeszkadza nam ona w czymś, nie możemy się dogadać, mamy zobowiązania z których nie możemy wybrnąć.
Z doświadczenia wiem, że czasem jedna ze stron może nie mieć świadomości, że jest czy jej działania są problemem dla drugiej. Wówczas poinformowanie drugiej strony sprawia, że staje się ona świadoma tego i może zmienić swoje postępowanie, bądź stworzy się okazja do rozwiązania problemu. Po prostu idziemy do właściwego adresata.
-
3. Gdy inna osoba może nam pomóc (czynem, radą, wskazaniem właściwej osoby) przy tym problemie - wtedy również warto się podzielić tym problemem.
WAŻNE: Gdy chcemy od kogoś rady czy innej formy pomocnej w rozwiązaniu tego problemu to nie zatajamy istotnych jego elementów!!! Doświadczenie pokazuje, że osobom, które upiększają, umniejszają problemy czy ukrywają istotne jego elementy, baaaardzo trudno się pomaga. A przecież jeśli chcemy pomocy to powinno nam zależeć na tym, aby druga strona miała pełen obraz i jest wtedy w stanie w lepszy sposób pomóc.
W innych sytuacjach (moim zdaniem) dzielenie się swoimi problemami z innymi jest bardzo niekorzystne. Choćby z tego powodu, że każdy ma garść własnych problemów (problemy są częścią naszego życia i każdy większe bądź mniejsze, ale je ma) i bez sensu jest przygniatać innych psychicznie jeszcze naszymi problemami, zwłaszcza w sytuacjach gdy nie mają żadnego wpływu na ich rozwiązanie.
Również wykorzystywanie swoich problemów do budowania relacji (gdy wymieniamy się własnymi problemami) choć pozwala nawiązać relację to długoterminowo przynosi to więcej szkody niż pożytku. Pamiętacie post stawaniu się lepszym w tym co trenujemy? Dzielenie się swoimi problemami to taki trening w wyszukiwanie i obarczanie innych naszymi problemami. A im lepsi jesteśmy w wyszukiwaniu problemów tym mamy wrażenie, że jesteśmy bardziej nieszczęśliwi. I jak kiedyś słyszałem cytat (z pamięci): “miałem w życiu wiele problemów - żadne się nie spełniły”. Większość naszych problemów istnieje tylko w głowie, a jeśli są to przyrównując do problemów innych (poważne kalectwa, traumy) okazują się przeważnie drobnymi bzdurkami
Zatem nie obarczajmy swoimi problemami innych i nie dajmy się obarczać - poza wyjątkiem tych trzech sytuacji.
Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!





Jan Tabaka
Arkadiusz Recław
Klapki Kubota
Krzysztof Wysocki (TesTeq)
Łukasz Swojak
Michał Pasterski
Paweł Tkaczyk
Radek Białek
ks. Piotr Pawlukiewicz
Psychologia Biznesu
Jeśli chcesz rozpowszechniać, kopiować rzeczy z tej strony, to pamiętaj,
2010-06-21 o 7:58 pm
Mówienie sobie nawzajem o smutkach, problemach czy rozterkach pozwala stworzyć bliskość między dwiema osobami a to moim zdaniem jest najważniejsze. Choć oczywiście wszystko z umiarem. Chyba, że nie zależy nam na tym, to wtedy owszem, nie warto dawać komuś sterty problemów, z którą nie wiadomo nawet co zrobić…
2010-06-21 o 8:30 pm
Kathleene:
Bliskość między dwoma osobami można wytworzyć dzieląc się pozytywnymi rzeczami (marzeniami, planami, rozwijającą rozmową) a i przyjemność z takiej relacji dużo większa. Czemu by tak nie spróbować?
PS: Ze mną już dawno nikt nie zbudował nawet dobrej relacji dzieląc się problemami. Nie ma takiej szansy!!!
PPS: Właśnie obejrzałem dobrą prezentację, gdzie widać (w badaniach) o ile zwiększa się szansa na stanie się osobą otyłą, nieszczęśliwą jeśli ktoś z naszych bliskich znajomych taki jest czy nawet znajomi znajomych tacy są. To ma też pewnie zastosowanie w tym ile mamy własnych problemów:
http://www.ted.com/talks/nicholas_christakis_the_hidden_influence_of_social_networks.html
Uśmiechy!
Orest
2010-06-21 o 11:11 pm
Witam,
Obserwując otoczenie zauważam, że miano zbyt często problemu nadajemy po prostu sprawom do załatwienia. Szczególnie tym trudnym do załatwienia.
W ten sposób uginamy się pod ciężarem i wielością problemów, zamiast ustawić w szeregu sprawy do załatwienia i załatwiać je jedna po drugiej.
Pozdrawiam, Ewa
2010-06-21 o 11:12 pm
Miało być:
zbyt często miano problemu nadajemy po prostu sprawom do załatwienia
Ewa
2010-06-22 o 10:42 am
Ewa:
Niektórzy mówią, że problemów nie ma - są tylko wyzwania
2010-06-22 o 6:35 pm
Ciekawi mnie przypadek 3. “Gdy inna osoba może nam pomóc (czynem, radą, wskazaniem właściwej osoby) przy tym problemie - wtedy również warto się podzielić tym problemem.”
Jeśli mam jakiś problem, skąd mam wiedzieć, czy ktoś może mi pomóc, dopóki mu o tym problemie nie powiem? Jeśli mam problem, to może to oznaczać tyle, że nie widzę na razie żadnego rozwiązania…
Zdarzyła się w moim życiu następująca sytuacja, trochę wzmacniająca Twoją sugestię, by uważać, czym i jak dzielimy się z innymi ludźmi: miałem duży życiowy problem, który czynił mnie nieszczęśliwym. Mówiłem o nim otwarcie niewielkiej grupie bliskich znajomych. Niektórzy próbowali mi wmawiać, że nie mam żadnego problemu (niespecjalnie mi to pomagało, oczywiście). Inni próbowali pomóc, ale nie umieli.
Po pewnym czasie większość oddaliła się ode mnie, bo w kiepskim humorze byłem nie do zniesienia. Z perspektywy czasu nie dziwię im się
Z drugiej strony jednak nikt z tych, którzy się oddalili, nie oznajmił mi, że to robi; nikt nie powiedział, jak to wygląda z jego perspektywy, ani jak interpretują oni mój problem - a przynajmniej nie pamiętam ani jednej takiej rozmowy. Po prostu stwierdzili, że najlepiej się odizolować.
Dało mi to do myślenia.
Po pierwsze, uznałem, że są problemy, z którymi muszę sobie poradzić sam - ludzie dookoła mnie nie są w stanie mnie wesprzeć w każdej sytuacji. Może to wynikać np. z braku kompetencji, natury problemu, braku znajomych o odpowiednim doświadczeniu życiowym. Nie wiem jak rozpoznać który probem ma tę cechę… ale ewidentnie takie istnieją. Wtedy można np. sięgnąć po zewnętrzną pomoc (co też ja zrobiłem, z bardzo dobrym rezultatem końcowym).
Po drugie, jeśli mój osobisty problem powoduje, że spotkania z przyjaciółmi stają się dla nich nieprzyjemne, to większość - nie czekając na nic- po prostu zacznie mnie unikać, bez żadnego patyczkowania się w wyjaśnianie, dopytywanie itp. To jest dla mnie bardzo dobry powód, aby spotkania z ludźmi gdy jestem w kiepskim humorze ograniczyć do minimum, a i wtedy nie poruszać tego problemu, chyba żeby wyjaśnić, że z czymś się borykam i mogę być “nieswój”.
Po trzecie, powinienem lepiej rozpoznać zawczasu, jak bardzo innym ludziom zależy na moim dobru, a jak bardzo na własnym samopoczuciu. Ilu potrafi wprost powiedzieć coś trudnego, a ilu się czai lub chowa. To pozwoli mi mieć realistyczne oczekiwania, gdy nadejdą ciężkie czasy - i efektywniej budować bliskie relacje.
2010-06-22 o 11:07 pm
Witaj na blogu Jakub!
Pytasz: “Jeśli mam jakiś problem, skąd mam wiedzieć, czy ktoś może mi pomóc, dopóki mu o tym problemie nie powiem?”
Np. “Hej Jakub! Mam problem z szefem. Nie możemy się dogadać w sprawie mojej odpowiedzialności przy projekcie. Znasz kogoś lub czy sam potrafisz mi coś podpowiedzieć jak to załatwić?”
Najlepiej zapytać
Jeśli dostaję odpowiedź, że możesz mi pomóc to ciągnę temat dalej lub dostaję kontakt do odpowiedniej osoby. Jeśli nie to szukam dalej, a problem w dalszej części rozmowy z tą osobą zostaje u mnie.
Co do Twojego doświadczenia to ja mam takie po przeciwnej stronie. I wiem, że nie jest to łatwe powiedzieć drugiej osobie, że nie zamierza się z nią spotykać, bo swoimi problemami mnie niepotrzebnie obarcza (szczególnie gdy byłem chętny pomóc jak tylko się da). I wiem też jak reaguje druga strona. Szczególnie cieszę się, że Ty zorientowałeś się, że pewien rodzaj problemów warto rozwiązać samemu, bo da się tylko trzeba na to wpaść
Osoba o której mówię, z tego co wiem wciąż nie doszła do takich wniosków jak Ty i “zamęczy” kolejne osoby.
I jeszcze jedno: co innego jest mieć problem i podpytywać ludzi o pomoc, o rozwiązanie (pkt 3), a co innego żyć tym problemem i “męczyć” ludzi
Uśmiechy!
Orest
2010-06-24 o 12:20 am
To zabawne, ale tez ostatnio rozmyslalam na temat problemow… i wyszlo mi, ze problemy mozna traktowac zerojedynkowo, tzn. albo problem mozesz rozwiazac albo nie. Jesli mozesz, to zrob to, a jesli nie, to nie masz innego wyjscia, jak go zaakceptowac. Wiec po co tracic energie na zameczanie innych niemozliwymi do rozwiazania problemami albo na radzenie sie ludzi niekompetentnych w danej kwestii. Moja teoria ma pewne wady, bo np. mam tendencje do umieszczania problemow z pierwszej grupy w drugiej (zaakceptowanie stanu rzeczy jest zawsze duzo latwiejsze niz podjecie wysilku, by problem rozwiazac). Tak czy inaczej - moje problemy pozostaja moimi. Z drugiej strony Twoj post jest rewolucyjny, bo czasem mam wrazenie, ze my, Polacy, wrecz uwielbiamy narzekac. Chociaz nie tylko my, mieszkam w Irlandii…okazuje sie, ze pogoda moze byc problemem szeroko dyskutowanym okragly rok…
Pozdrowienia z uroczo deszczowego Dublina:)
Kasia
2010-06-24 o 9:39 am
Witaj jako aktywna komentatorka, Kejti!
Jest jeszcze jedna opcja poza rozwiązaniem problemu i zaakceptowaniem go. Zajęcie pozycji w której nie przeszkadza on nam prawie w ogóle lub wcale. Np. samochód zapala tylko za 4 razem, to możemy to naprawić u mechanika, jeśli się nie da zaakceptować lub sprzedać auto tak, że problem nas nie będzie dotyczył
To narzekanie Polaków to taka paczka zachowań, którą dostało wielu ludzi wraz z wychowaniem. Najfajniejsze jest to, że tego można się oduczyć, a przy dobrze prowadzonych rozmowach zniechęcić innych do narzekania.
Tutaj jest to szerzej omówione - podcast z radia TOK FM, psychologia biznesu, o narzekaniu:
http://bi.gazeta.pl/im/1/7861/m7861871.mp3 (9,2mb, 20 minut)
Uśmiechy!
Orest
2010-07-06 o 9:22 pm
Orest:
“Bliskość między dwoma osobami można wytworzyć dzieląc się pozytywnymi rzeczami (marzeniami, planami, rozwijającą rozmową) a i przyjemność z takiej relacji dużo większa. Czemu by tak nie spróbować?” A gdzie napisałam, żeby nie próbować? Bardzo ważne są obie rzeczy, nie mówienie sobie jednak o problemach oddala od siebie dwojga ludzi i mam na to nawet książkowe potwierdzenie, kurczę!
2010-07-06 o 9:43 pm
Kathleene: Moim zdaniem to posiadanie i życie problemami oddala ludzi. A, jak w poście, o problemach warto mówić tylko w tych 3 konkretnych przypadkach - jeden z nich to szukanie sposobu na rozwiązanie go.
PS: Tutaj nas interesuje życie, a nie książki
2010-07-19 o 1:20 pm
Katleene: Ja również twierdzę że nadmierne dzielenie się problemami może bardziej oddalić od siebie ludzi niż zbliżyć.
Mam (miałam) przyjaciółkę, która na początku wydawała się być niesłychanie pozytywną osobą.
Po bliższym poznaniu okazało się jak bardzo pozory mogą mylić…
W miarę naszej znajomości po prostu nie mogła się powstrzymać od narzekania na wszystko. Ciągle miała jakieś problemy i w kółko o nich nawijała. Dodam że opowiadała o rzeczach moim zdaniem błahych (problemy z szefem czasem ma każdy, problemy z facetami też…).
Po pewnym czasie znajomość zaczęła mnie po prostu męczyć, bo zauważyłam że ona:
- ciągle wymaga od wszystkich żeby się nad nią rozczulali i jej współczuli (nie wiadomo dlaczego… znam ludzi którzy są w dużo cięższej sytuacji życiowej niż ona, a mimo to potrafią się bawić i uśmiechać)
- co więcej zauważyłam że ona też potrafi się bawić i uśmiechać, ale … przy obcych
- przy nowo poznanych osobach, albo przy takich z którymi NIE jest blisko, zachowuje się inaczej: bawi się, uśmiecha, jest dowcipna i pozytywna.
- przyjaciele i bliscy służą jej TYLKO do narzekania i do zrzucania złych emocji
- doszło do tego że szła na imprezę (w NIE-bliskim gronie), tam się świetnie bawiła a na drugi dzień rano dzwoniła do mnie bo ona musi koniecznie porozmawiać, bo ma straaaaszny problem.
Takie postępowanie sprawiło ze odsunęłam się od niej zupełnie i doszłam do wniosku że jestem po prostu wykorzystywana, a niczego nie otrzymuję w zamian.
Uważam że przyjaźń powinna polegać na dzieleniu się głównie pozytywnymi doświadczeniami, pasjami, planami. Opowiadanie o problemach powinno się zarezerwować do NAPRAWDĘ POWAŻNYCH przypadków i prośby o KONKRETNĄ pomoc.
Takie utyskiwanie przy każdej okazji nie jest fajne i nie pozwala na budowanie pozytywnych relacji z prostej przyczyny: zrzucając na innych swoje problemy albo zbudujesz relacje jednostronną (ty narzekasz - inni słuchają), albo jeżeli narzekanie będzie co gorsza dwustronne - relacja będzie żałosnym obrazem dwóch stękających i wiecznie narzekających osób.
Te osoby będą oczywiście bardzo ze sobą związane, ale dla żadnej z nich nie będzie to dobre…
2010-07-19 o 9:59 pm
Witaj Kgwys na blogu!
Dziękuję za Twój życiowy przykład. Cieszę się, że masz to już za sobą i jesteś bogatsza w doświadczenia. Wyobraź sobie, że niektórzy nawet po przeczytaniu tego postu i Twojego komentarza wciąż są przed takim toksycznym doświadczeniem. Oby skorzystali na tym czym się podzieliliśmy
Uśmiechy!
Orest
2010-07-20 o 10:40 am
Orest, za przeproszeniem, nie mów do mnie jak do dziecka, które się naczytało i teraz próbuje wciskać teorie. Nie napisałabym tego, gdybym nie wypróbowała w praktyce.
kgwys: Wszystko, co jest nadmierne, szkodzi, z tym nie polemizuję. Ale od kiedy narzekanie i mówienie o rzeczach błahych = dzielenie się problemami? Dla mnie już samo słowo “dzielić” ma pozytywny wydźwięk, bo o co chodzi w relacjach między ludźmi jak nie o dzielenie się czymś? Gdy zaś damy drugiej osobie same optymistyczne informacje o sobie, ona najpewniej poczuje, że nie mamy do niej zaufania, nie zawierzamy jej trudniejszych spraw więc traktujemy ją lekceważąco bo nie jest odpowiednia, by poznać też nasze problemy. Tworzy się atmosfera tajemnicy, przemilczania. A często ktoś, kto nam mówi o swoich kłopotach nie potrzebuje od razu ratunku, wystarczy mu, że ktoś go wysłucha.
Jednym słowem Ty piszesz o czymś, z czym się zgadzam ale nie o to mi chodziło. Nie mówię o sytuacji, gdy ktoś ma problem ze swoją osobowością, jest niedowartościowany, czegoś mu brakuje i próbuje sobie radzić z tym zarzucając innych ciągłym narzekactwem. Zupełnie się jednak nie zgadzam, że mówienie sobie o ważnych problemach powinno się odbywać tylko w tych trzech przypadkach.
2010-07-20 o 12:08 pm
Kathleene: Nie taka była moja intencja. Wybacz!
Być może przebywamy wśród różnych osób, więc i mamy inne podejścia. I niech tak pozostanie
2010-07-20 o 1:11 pm
Moje podejście jest moje bez względu na to wśród jakich osób przebywam. Ale wybaczam ;]
2010-10-08 o 3:30 pm
Kgwys dzięki za Twój komentarz, sama ostatnio tkwiłam w takiej znajomości.
Osoba która ciągle zarzucała mnie swoimi problemami jednocześnie oczekiwała, że np: prześle jej notatki, usprawiedliwie z nieobecności na egz czy na przykład zeskanuje książkę.
Skończyło się to wszystko zle głównie dla mnie za długo by wszystko opisywać ale chcąc jej pomóc naraziłam na straty również finansowe moją rodzinę mnóstwo nerw i brak poszanowania.
Nie zawsze warto pomagać.
2010-10-08 o 4:59 pm
Witaj na blogu Trójka9!
Tak jak Kgwys i ja, także i Ty masz to przykre doświadczenie za sobą. Analizowałaś może sytuację z perspektywy czas? Na jakie teraz sygnały zwróciłabyś uwagę?
Uśmiechy!
Orest