» Przeszczepmy coś jeszcze z zagranicy! - Orest Tabaka

Przeszczepmy coś jeszcze z zagranicy!

2010-08-04, 4:17 pm

Pod ostatnim postem “Co przywiozłeś z zagranicy?” niektórzy z Was podzielili się w komentarzach, a niektórzy na FaceBooku, tym co takiego fajnego jest za granicą, czego nie ma w Polsce a także paroma zmianami w swoim codziennym postępowaniu wobec ludzi, jakie nastąpiły po wizycie za granicą. Super, że potrafimy czerpać od innych :)

Lecz pójdźmy jeszcze dalej, za sugestią Olgi.

Co takiego jeszcze (poza tym co już przeszczepiliście), co zauważyliście w zachowaniach, podejściach i stylach życia za granicą możemy przeszczepić?

Chodzi o takie drobne zachowania, podejścia w stosunku do innych, które nie wymagają pieniędzy, działań polityków, ustaw, dużych akcji, organizacji, a które uprzyjemniłyby życie wśród ludzi w tej części świata jaką jest Polska?

Jeśli ktoś z Was nie ma dla siebie rzeczy, którą zamierza przeszczepić, zachęcam do przeczytania komentarzy pod poprzednim postem i na FB w ramach inspiracji. Tak, abyśmy mniej mówili co jest fajne za granicą, a więcej tego fajnego robili tutaj w kraju :)

Możecie zostawiać tutaj swoje deklaracje zmiany :)

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!


Komentarze (13):

  1. Orest Tabaka
    2010-08-04 o 4:20 pm

    I aby dać przykład… :)
    Zamierzam zacząć aktywniej oferować pomoc, np. gdy zobaczę zagubionych turystów z mapą. Także chcę zmniejszyć swoje “Panowanie”, a z większą ilością osób przejść na formę “per Ty” :)

  2. Krzysztof Ostrowski
    2010-08-04 o 5:04 pm

    Witam,

    Żyłem i pracowałem w UK (Londyn) przez około dwa lata. Na co dzień miałem styczność tylko z anglikami (nie wliczając Chinki, Chinczyka i Francuzki). Pierwsze spostrzeżenie, już w pierwszych chwilach w firmie: wszyscy mówią sobie po imieniu. Nadaje to taki bardziej osobisty wymiar każdej rozmowie. Nie ma Pan to, Pani tamto. Zwracając się do ludzi po imieniu automatycznie stajemy się, jakby, im bliżsi. Fajna rzecz. Na szczęście co raz częściej spotykana w polskich firmach.
    Kolejną rzeczą było dzielenie się tym co się robi “poza pracą”. Już po pierwszych tygodniach wiedziałem jakie jest czyje hobby, jak się nazywają dzieci, żony i partnerzy moich znajomych z pracy. To też zbliża ludzi. No i znika problem, który widzę co raz częściej w polskich realiach, mianowicie rozmawianie ciągle o pracy. W UK można było rozmawiać o tym co u kogoś słychać, jak się ma żona Allison, czy co u Katie w szkole. Też bardzo fajna rzecz.
    Ogólnie, moje wrażenie jest takie, że ludzie ze sobą pracujący w UK są sobie bliżsi niż ludzie pracujący w jednej firmie w Polsce. Może wynika to z tego, że w UK w pracy spędza się prawie całe dni od pon-pt (firmy pracują zazwyczaj od 10-18:30, z przerwą na lunch).

    Warto też zwrócić uwagę na to o czym pisał wyżej w komentarzach Paweł Kata. Ludzie w Polsce są smutni i szarzy. Nie umiem rozszerzyć tej opinii, ale tak po prostu jest. Za każdym razem jak przyjeżdżałem do Polski na kilka dni, to uderzało mnie to samo wrażenie. W Londynie, ludzie się do siebie uśmiechają. Nieznajomi zamieniają ze sobą parę zdań. Oprócz zwykłego “hi” jest zazwyczaj coś jeszcze. Chociaż to zależy od dzielnicy. Nie spodziewałbym się spontanicznej rozmowy w dzielnicach typu Ealing Broadway zamieszkałej w dużej mierze przez Polaków, czy Harlsden zamieszkałej głównie przez hindusów i murzynów. Mimo to na co dzień widzi się więcej uśmiechniętych twarzy, zamienia się więcej zdań z ludźmi w sklepie czy na stacji metra. To wpływa pozytywnie na nastrój.

    To głowne rzeczy, które uwarzam warto przenieść w nasze realia. Ja się staram przenosić powyższe do każdego mojego dnia… choć czasem uśmiech mi znika z twarzy widząc minę pani w okienku na poczcie, niestety.

  3. Orest Tabaka
    2010-08-04 o 11:15 pm

    Witaj Krzysztof na blogu! :)

    Dzięki za podzielenie się swoimi obserwacjami.
    Czy po tym poście jest coś jeszcze, co zamierzasz przeszczepić do swojego życia? :)

    Uśmiechy!
    Orest

  4. MrCichy
    2010-08-04 o 11:18 pm

    W temacie “tykania” i “panowania” ostatnio w GBuzzie był ciekawy wątek u Pawła Wimmera, polecam przejrzeć. Pojawiła się nawet teoria, że to, co my bierzemy za “tykanie”, jest formą mocno grzecznościową:)
    http://www.google.com/buzz/prwimmer/9pmVAgnG3sa/W-telewizjach-rozpanoszy%C5%82-si%C4%99-dziwny-obyczaj

    Co bym przeszczepił? Zasadę, że autobusowe miejsca dla inwalidów są traktowane jak miejsca parkingowe - czyli nie siada się na nich, jeśli nie jest się niepełnosprawnym. I automatyczne ustawianie się po prawej stronie ruchomych schodów:)

  5. Orest Tabaka
    2010-08-05 o 1:31 pm

    MrCichy: Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia się do pewnych form. “Tykanie” dla mnie jest mówieniem po imieniu, używania w rozmowie czasowników w formie “sądzisz”, “zrobiłbyś”, “mówiłeś”, a co wcale nie oznacza braku szacunku :)

    A Twoje propozycje traktuję jako Twoją deklarację :)
    (pomysł ze schodami mi się podoba)

  6. marcia
    2010-08-05 o 3:58 pm

    Ogólnie zgadzam się z Krzysztofem :)
    Mówienie na ‘Ty’, zbliża ludzi, zmniejsza zahamowania. Jednak dla nas, Polaków, bardzo trudno jest się przestawić, bo w Polsce, takie zwrócenie się do osoby, często byłoby potraktowane jako brak szacunku.
    Podoba mi się również to, że kiedy coś dla kogoś zrobisz, nikt nie zapomina powiedzieć zwykłego “Thank You”, a kiedy nawet Ty na kogoś wpadniesz to obie osoby powiedzą “Sorry!” Ludzie nie uważają się za lepszych, wszystkich traktują jak równych sobie (przynajmniej narazie tak to widzę).

  7. Orest Tabaka
    2010-08-05 o 8:10 pm

    Marcia: Jak na kogoś wpadniesz mówi się “Excuse me”… “Sorry” to jak już kogoś potrącisz :D Lecz fakt - to “excuse me” i mnie mocno zaskoczyło i to w sytuacjach, w których jak dla mnie to nic się nie stało.

  8. marcia
    2010-08-06 o 7:55 am

    Miałam na myśli jak już na kogoś wpadniesz :D

  9. MrCichy
    2010-08-09 o 12:56 am

    Ze schodami walczę od dawna (u siebie i u bliskich). Z miejscem w autobusie jeszcze różnie bywa.

  10. marcia
    2010-08-11 o 11:28 pm

    Czy ktoś próbował dziękować za wszystkie, najdrobniejsze sprawy, które ktoś dla Ciebie zrobił? Mieszkam teraz z Anglikami, którzy dziękują za każdą rzecz, którą dla nich zrobię… bardzo miłe, zachęcające. Widzisz, że ktoś zauważa Twoją pracę :)
    Uwaga: nie można przesadzać, bo może stać się irytujące ;)

  11. Orest Tabaka
    2010-08-12 o 10:50 pm

    Od słów do czynów niedaleko. Tydzień po mojej deklaracji w komentarzu wyżej, miałem okazję zaoferować swoją pomoc francuskim turystom (kręcili się z mapą w dłoni i nikogo nie pytali). Łamanym angielskim i rękoma wytłumaczyłem drogę. Pomyślcie teraz jakie zdanie tych dwoje turystów wyrobi sobie o osobach w Polsce, po tym jak dopiero wysiedli na PKP i potrzebowali wiedzieć którędy do Rynku :)

  12. Mariusz Kapusta
    2010-08-13 o 5:46 pm

    A ja bym przeszczepił jeżdżenie “na suwak”. Ile korków byłoby mniej. Już i tak jeździ się lepiej, ludzie są barrdziej uprzejmi, ale to byłby przełom :)

    Orest, nie sądziłem, że pierwszy komentarz z mojej strony u Ciebie napiszę o samochodach ;).

  13. Orest Tabaka
    2010-08-13 o 11:53 pm

    Witaj Mariusz :) Pierwsze komentarze za płoty ;)

    Widziałem “suwak” we Wrocławiu kilka dni temu. Myślę, że powoli to przeszczepiamy :)

Chcesz coś dopowiedzieć? Wyraź to!