» Nie zabijaj posłańca! - Orest Tabaka

Nie zabijaj posłańca!

2010-08-15, 11:08 pm

Jak dobrze spojrzymy, to okazuje się, że ludzie wokół nas to posłańcy - przekazują nam różne wieść. Czasem dobre, czasem złe. Przy tych dobry jest miło, a przy tych złych już nie bardzo, nie? ;) Mogą to być informacje o popełnionych przez nas błędach przy projekcie, o problemach jakie spowodowaliśmy czy o jakiś elementach w naszym zachowaniu, które utrudniają życie innym osobom w zespole. W przeszłości podejście “niezabijania posłańca” obejmowało tych, co przekazywali od wroga np. żądanie poddania się. W naszym świecie może to być np. wiadomość, że firma chce nas zwolnić.

A teraz zastanówmy się co się dzieje gdy, może nie tyle zabijamy fizycznie, co rugając, oskarżając czy atakując takiego posłańca, zabijamy w nim wolę i chęć przynoszenia nam takich informacji?

Cóż za utrata możliwości pozyskania baaardzo wartościowego feedbacku!!! :) A przecież można podziękować i jeszcze dopytać o coś więcej. Posłańcy lubią dzielić się informacjami :)

Niestety zabójstwa posłańców dość często widzę wokół siebie :(

Bo spójrzmy na korzyści - jeśli zbudujemy atmosferę otwartości, dbamy o takiego posłańca, podziękujemy za wieści i jeszcze dopytamy, to nie będzie miał oporów powiedzieć nam co schrzaniliśmy i jeśli jesteśmy na tyle mądrzy, to możemy to wykorzystać jako sygnał do zmiany. Gdy tracimy klientów, bo nowa strategia czy produkt jest do dupy, to tylko dbając o posłańców któryś przyjdzie i powie, że nowa strategia czy produkt jest faktycznie do dupy. “Zabójcy posłańców” pozbawiają się takiej możliwości i potrafią szukać usterki tam gdzie jej nie ma. Ludzie wokół nas czasem widzą to, czego my nie dostrzegamy - moim zdaniem warto dbać o to, aby mogli komfortowo nam te złe informacje przynosić.

Ostatnio spotykam wielu posłańców, którzy przynoszą mi ciekawe spostrzeżenia na temat mojej osoby - dziękuję Wam i proszę o więcej, nawet gdy wymaga to powiedzenia, że coś spieprzyłem :)

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!


Komentarze (35):

  1. Jakub
    2010-08-16 o 7:22 am

    Niestety tak to już jest że za złe informacje nie dostaje się osobie odpowiedzialnej za nie tylko osobie która nam to przekazała. Dzieje się tak chyba dlatego że czujemy się skrzywdzeni i musimy wyładować emocje… a akurat najbliższą osobą wtedy jest posłaniec.

    Co do przeszłości to zdarzało się że posłańcowi głowa spadła :P i dzisiaj też się to zdarza ;)

    Pozdrawiam !

  2. Orest Tabaka
    2010-08-16 o 9:23 am

    Jakub: Dokładnie tak… dlatego ktoś kiedyś wpadł na pomysł, aby nie zabijać posłańców :)

  3. Krzysztof Kozłowski
    2010-08-16 o 12:09 pm

    Umiejętność przyjmowania krytyki z pokorą, ale też godnością i otwartością gotową na wysłuchanie - podziękowanie - przetrawienie - i wdrożenie “aktualizacji” niewłaściwego zachowania do naszego życia to coś naprawdę ważnego, by móc się rozwijać i widzieć tego rozwoju efekty. Cóż bowiem daje lepszy dowód na to, że robimy postępy, jeżeli nie opinie i komentarze innych ludzi? Samemu nieraz trudno o obiektywną ocenę. Z drugiej strony ludzie nie zawsze mają czyste intencje i mogą nami manipulować dla własnych celów ;) Stąd warto złych posłańców wysłuchać, ale nie zapominać o tym, co napisałem powyżej - o etapie “przetrawienia”. Nie tylko w celu wyciągnięcia wniosków na temat naszego zachowania i tego, jak zmienić je na lepsze, ale też wniosków co do intencji posłańca, jego mocodawców i w efekcie rzetelności i prawdziwości przekazanych informacji :)

  4. WhiteLightning
    2010-08-16 o 12:53 pm

    Witam. Skoro witasz posłańców to drobna uwaga co do bloga, jak się wybierze biblioteczke (na górze) to później link “strona główna” nie przekierowuje nas na stronę główną spowrotem, tylko na stronę główną biblioteczki. Jest to nieco mylące.

  5. Orest Tabaka
    2010-08-16 o 7:52 pm

    Krzysiek: Otóż to. Nie każdy jest posłańcem, który przynosi złe wieści :) Niektórzy je fabrykują, aby coś osiągnąć - dobrze, że zwróciłeś na to uwagę uzupełniając post :)

    WhiteLightning: Witaj! :) Dzięki za wieść. Tamte linki są tak celowo ustawione. Jeśli ktoś jeszcze zgłosi mi taką uwagę, na pewno to zmienię :)

  6. Piotr Stanek
    2010-08-16 o 9:21 pm

    Oczywiste dla mnie jest aby nie przerzucać swojego żalu bądź złości na posłańca.
    Zakładając, że “zła” wiadomość jest rzetelna, pozbawiona niedobrych intencji to umiejętność przyjęcia takiego feedbacku w sposób godny i bez werbalnego ataku na posłańca (pod różnymi postaciami) jest pożyteczna, pożądana i nie nadzwyczajna :)

    Ostatnio miałem okazję to przetestować na sobie, wyszło dobrze, nie mam do siebie zastrzeżeń.
    Choć posłaniec opóźnił się z ważną informacją kilka godzin.

  7. Orest Tabaka
    2010-08-16 o 9:39 pm

    Piotrek: Takie “testy” są najlepsze - super, że pomyślnie go zdałeś :)

  8. Krzysztof Kozłowski
    2010-08-16 o 9:52 pm

    Wydaje mi się, że temat ma co najmniej jeszcze jeden ważny aspekt. Czasami posłańcy - czy to przynoszący dobre, czy to złe wieści - nie spływają w żaden sposób na nasze postępowanie. Po prostu możliwość wpłynięcia na nasze zdanie z góry przydzielamy tylko niektórym osobom - bądź to wyjątkowo dla nas ważnym, bądź spełniającym określone kryteria. Nadal należy wtedy otwarcie i grzecznie podchodzić do posłańców “niespełniających kryteriów”, mimo że ich zdanie nic nie zmieni. Niby dobrze jest otrzymać informację zwrotną (nawet, gdy nie zamierzamy z niej korzystać), bo może kiedyś taka osoba uzyska wymagane przez nas kwalifikacje lub zbierze się tak liczna grupa “niewykwalifikowanych”, że posiądą oni odrębny, wyjątkowy status i weźmiemy sobie ich opinie do serca.

    Jeżeli jednak nic takiego się nie zdarzy - czy Waszym zdaniem należy wprost uświadomić rozmówcę, że dziękujemy za jego opinię, ale nie skorzystamy (i tutaj ewentualnie uzasadnienie) czy też podziękować i nie dzielić się takimi szczegółami, jak fakt wrzucenia jego zdania do archiwum?

  9. Orest Tabaka
    2010-08-16 o 10:22 pm

    Krzysiek: Trzeba by się zastanowić czy nie wpływają dlatego, że my to olewamy, czy w naszej ocenie nie jest to tak istotna sprawa, aby się na niej skupiać (w ogóle czy w danym momencie) co jest częstą opcją.

    Co do Twojego pytania to ja robię raz tak, raz tak - czasem po podziękowaniu mówię czy skorzystam czy nie, a czasem nic nie mówię. To bardzo zależy od rangi sprawy, od tego czy pewne deycyzje chcę podjąć od razu, czy sprawa jest do przemyślenia oraz kto jest posłańcem. Niektórym wrażliwym posłańcom nie mówię o tym, że “wrzucam ich wieść do archiwum”, bo to się równa z zabiciem takiego posłańca :)

    PS: Super, że założyłeś blog. Powodzenia w prowadzeniu! :)

  10. Krzysztof Kozłowski
    2010-08-16 o 10:45 pm

    Miałem na myśli konkretnie takie sytuacje, gdy sprawa jest dla nas szczególnie ważna, ale jednocześnie mamy na jej temat własne, ugruntowane zdanie i poczucie, że “innym nic do tego”. Stąd realnie (czyli z uwzględnieniem opinii) dopuszczamy do głosu tylko najbliższych, bądź autorytety w danej kwestii. Przykład? Związki. Jesteśmy z kimś, kogo kochamy i “mamy w nosie” opinie pierwszej lepszej osoby (znajomego, sąsiadki etc.) na tematy: jak powinien wyglądać związek, czy ta osoba jest od nas lepsza/gorsza, czy pasujemy do siebie itp. Oczywiście przykłady można mnożyć :) Podejście do wiary, religii, stosunki rodzinne, wielkie marzenia, które chcemy spełnić…

    Dzięki za życzenia i zapraszam na blog - mam nadzieję, że czasem wpadniesz i coś skomentujesz :)

  11. Orest Tabaka
    2010-08-16 o 11:10 pm

    Krzysiek: Abyśmy sobie nie zagmatwali dyskusji. Wieści a opinie to różne sprawy. I tutaj mówimy o wieściach (konkretnej informacji). Jakby sąsiad powiedział Tobie, że widział Twoją dziewczynę/narzeczoną czy żonę z jakimś innym facetem w zupełnie innej części miasta, to by Cię pewnie interesowało, aby dopytać tego sąsiada o to “co robili” ;)

    Natomiast jego opinię o tym co powinieneś zrobić faktycznie mógłbyś puścić mimo uszu :)

  12. Krzysztof Kozłowski
    2010-08-16 o 11:15 pm

    Rzeczywiście, nieco odbiegłem od tematu :) Słuszna uwaga :) Choć i w tym przypadku może być inaczej - jeżeli ludzie sobie ufają (a można założyć, że w związku takie zaufanie jest, a przynajmniej być powinno), to również taką wieść puszczą mimo uszu. Choć to zależy już od stopnia zaufania, przykładania wagi do powiedzenia “strzeżonego Pan Bóg strzeże” oraz rewelacji, jakie usłyszymy od sąsiada - bo może powiedzieć coś, co mocno uwiarygodni jego “rewelacje” ;)

  13. Paweł Kuriata
    2010-08-17 o 12:29 pm

    Mam dla Ciebie wieść Oreście, niektóre zdjęcia, które się pojawiają na górze strony są do bani, szczególnie to, jak łapiesz się obręczy z brzuchem na wierzchu, hehe. :)

    W ogóle nie wiem czy to jest dobry pomysł, takie slajdy ze zdjęciami, nie wystarczyłoby jedno gdzieśtam? :) Albo przynajmniej bez brzyszka? :)

  14. Orest Tabaka
    2010-08-17 o 9:35 pm

    Krzysiek: I aby utrzymać się w temacie postu - sąsiad ze rzetelnymi wieściami nie powinien stać się obiektem, na którym się wyładujemy. Jest posłańcem :)

    Paweł: Docelowo będzie kilka zdjęć… jak je zrobię :) I będą się losować, bo tak sobie wymyśliłem :)

  15. Krzysztof Kozłowski
    2010-08-18 o 12:15 am

    Ależ oczywiście, że nie powinien. Obiektem emocjonalnych fluktuacji (czy też erupcji) stanie się ów obcy mężczyzna ;) Jeżeli chodzi o zdjęcia, to mnie osobiście podoba się ich rotacja. Natomiast wspomniana fotka z latarnią też jakoś mi nie podchodzi.

  16. Krzysztof Kozłowski
    2010-08-18 o 3:52 pm

    Tak mi przyszło do głowy jeszcze, że wcale tak daleko od tematu nie odbiegłem. Wszak wieść, która stanowi dla nas informację zwrotną, czy to spostrzeżenie na temat naszej osoby czy też uwaga odnośnie oceny naszego zachowania stanowi w przeważającej mierze opinię. I co teraz? W takim ujęciu mój komentarz a propo dopuszczenia w praktyce “do głosu” naszego posłańca nie traci nic ze swej treści ;)

  17. Orest Tabaka
    2010-08-19 o 2:14 am

    Krzysiek: Nawet nie mówimy tutaj o ocenie. Widzę, że w poście wyraziłem to dość precyzyjnie mówiąc o spostrzeżeniach, obserwacjach i informacjach, czyli coś co widzi osoba z zewnątrz :)

  18. Krzysztof Kozłowski
    2010-08-19 o 9:35 am

    W moim odczuciu niemalże każde spostrzeżenie czy obserwacja zawiera sporą dozę oceny ;) Ale to chyba temat do dłuższej dyskusji - może kiedyś na spotkaniu w Warszawie, o ile zawitasz do stolicy ;)

  19. Ewa W
    2010-08-19 o 8:31 pm

    Posłaniec to osoba posłana przez kogoś do przekazania jakiejś informacji, to “listonosz”, “goniec”. To bardzo ważne w kontekście tego postu. Ważne by rozróżnić, czy mówimy o posłańcach czy osobach udzielających nam informacji na nasz temat bez wcześniejszej naszej o to prośby, zlecenia na to, czy bez zapytania, czy chcemy poznać ich zdanie.

    Posłaniec nie jest osobą do dyskusji. Ścinało się go np. po to, by nie wyjawił tajemnicy. :-) Jego mocodawca ma możliwość podejmowania decyzji i z nim można dyskutować. Zatem po co rozmawiać z posłańcem, jeśli lepiej z mocodawcą? Po co sobie posłańcem zawracać głowę i tym bardziej angażować emocje? Co listonosz ma wspólnego z treścią listu, który dostarcza? Nic.

    Ja nie ścinam posłańców. :-) Staram się po prostu nie rozmawiać z posłańcami. Bo po co? Posłaniec nie jest kompetentny ani w zakresie decyzji, ani opinii, ani dyskusji. Jeśli posłaniec przyjdzie, to dowiaduję się, kto jest jego mocodawcą, i rozmawiam z mocodawcą.

    Mam jednak wrażenie, że Tobie Orest tak naprawdę nie chodzi w tym poście o posłańca, tylko o osobę, która sama z siebie udziela feedbacku, komentuje, krytykuje, donosi, przynosi informacje. etc. Bliżej temu sąsiadowi informującemu o widzianej gdzieś żonie do donosiciela niż posłańca. :-) Popraw mnie jeśli to nieprawdziwe wrażenie.

    Jeśli tak - to tu pojawia się kwestia autorytetu i naszego przyzwolenia na to, by ktoś komentował nasze życie lub przynosił nam informacje, o które nie prosimy.
    Ja chętniej słucham uwag ze strony osób uznanych przeze mnie za autorytet, niż sąsiadki, która chciałby się wtrącać w moje życie nieupoważniona przeze mnie. Jeśli decyduję wysłuchać, to nie mam pretensji o przekazaną mi treść i nie odreagowuję na tej osobie.

    Dodam jednak, że ludzie, których uważam za autorytety mają akurat to do siebie, że zwykle pytają, czy chcę usłyszeć ich opinię bądź informacje na jakiś temat. Bywa, że po prostu nie wypowiadają się, dopóki sama o tę opinię lub informacje na jakiś temat nie poproszę.

    Pozdrawiam, Ewa

  20. Paweł Kuriata
    2010-08-20 o 8:36 am

    Ja zgadzam się z Orestem, żeby nie zabijać zarówno posłańca, jak i osoby, która coś komentuje w dobrych intencjach.

    Nawet jeśli nie prosimy o komentarz czy opinie w danej sprawie, to taka opinia (proszona, czy nie) wywołuje, że choć przez chwilę zastanowimy się nad daną kwestią. Wtedy albo ją odrzucimy, albo zaakceptujemy i wyciągniemy coś z niej dobrego. Dlatego nie ma co “zabijać” posłańców opiniujących nas/nasze życie, ani obrażać się za nie proszony komentarz.

    Dobrym przykładem mogą być komentarze na blogu. Czy Orest gdzieś napisał “proszę o komentarze”? Bo w tym poście tego nie zauważyłem. Jednak sam formularz do wpisywania komentarza i otwartość Oresta sprawiły, że te komentarze się pojawiły. I wszystko jest ok.

    Oczywiście inna kwestia to chamskie, uszczypliwe i w złej intencji komentarze lub bardziej: uwagi.

  21. Orest Tabaka
    2010-08-20 o 10:23 am

    Krzysiek:
    To fakt - subiektywizmu nie da się uniknąć :)

    Ewa:
    Tytuł ma ułatwiać zaadoptowanie sobie podejścia, natomiast w poście potraktowałem temat szerzej. Więc możemy tutaj rozmawiać o osobach, którzy przynoszą informacje od kogoś (z rozkazu) a także o takich, którzy z własnej woli.

    Wiesz… to “bez zlecenia” o ile faktycznie w wielu wypadkach jest bardzo skutecznym podejściem, o tyle mi bardzo ogranicza moje pole działania czy innych osób. Bo jeśli sam nie wpadnę na to, że coś w moim zachowaniu chyba jest nie tak i wkurza ludzi, to mi nikt nic nie powie, bo przecież nie dałem zlecenia :) Lecz gdyby ktoś bez zlecenia mi powiedział, to bym mógł sobie zdać z tego sprawę i coś z tym zrobić.

    Tak więc to “bez zlecenia” ostatnio modyfikuję - staram się zauważyć komu coś mogę powiedzieć niepoproszony, a za co druga osoba będzie wdzięczna, że powiedziałem i wniesie to w jej życie konkretną wartość (wśród takich się obracam). Przy osobach, od których mógłbym się odbić jak od ściany sobie daruję i wtedy “bez zlecenia” nic a nic nie mówię (to spora grupa ludzi, wśród której się NIE obracam) :)

    Dobrze zauważyłaś, że z posłańcem się nie dyskutuje. Można jednak go wypytać o dodatkowe wieści… a samopowołani posłańcy zapytani chętnie się dzielą tym, czym nie powinni :) Wtedy mamy więcej informacji i będziemy lepiej przygotowani do dyskusji z “mocodawcą” :)

    A “posłańca” z bzdurami czy wymyślonymi rzeczami się wygania :)

    PS: “Bez zlecenia” pozwolę sobie na feedback - podoba mi się ten “niewojenny” styl rozmowy :)

    Paweł:
    Jest opcja, że z dobrymi intencjami można się komuś wpieprzać w życie, co nie jest ani fajne ani produktywne ;)

    Jedna uwaga - taka otwartość na nieproszone komentarze czy opinie innych dotyczy niewielkiej grupy osób jeśli chodzi o populację Polski, natomiast sporą osób zainteresowanych rozwojem - prowadzenie bloga połączona z bycie otwartą i sympatyczną osobą przyciąga takie osoby :)
    Dlatego u mnie “bez zlecenia” nie sprawdza się tak dobrze, jak sprawdzi się w życiu wielu innych osób.

    Uśmiechy!
    Orest

  22. EwaW
    2010-08-20 o 2:01 pm

    Orest, Paweł Kuriata,

    jeśli ktoś zostawia na blogu możliwosc na komentowanie, a więc na udział w dyskusji, to niejako z automatu przyzwala na komentowanie innym także tego, co napisal. jeśli ktos inny wpisuje swój komentarz, to włącza sie do tej dyskusji i także jest to automatycznym przyzwoleniem na komentowanie. Tu zlecenia nie trzeba :-) Tak ja to widze.

    Ewa

  23. Orest Tabaka
    2010-08-20 o 9:13 pm

    Słuszna uwaga, Ewo :)

  24. Piotr Stanek
    2010-08-21 o 12:53 am

    Przykład z komentarzami na blogu nietrafiony.
    Udostępnienie przez Oresta możliwości dodawania komentarzy - poprzez formularz na stronie pod każdym jego wpisem oznacza przyzwolenie. Dorozumiana zgoda.

    Tak samo jak ktoś ma stronę to musi wiedzieć, że inni mogą swobodnie linkować do niej.

    Orest
    “podoba mi się ten “niewojenny” styl rozmowy ”
    Efekt ostatniego postu na blogu Ewy:
    http://www.ewytrazek.pl/wojenna-retoryka/

  25. JJ/Psychologia Sukcesu?
    2010-08-21 o 3:27 am

    Pewnie ‘zabijamy poslancow’ glownie dlatego, ze nie chcemy slyszec rzeczy niewygodnych dla naszego obrazu samych siebie. Uwazam ze w interesach tego typu podejscie do samobojstwo.
    Ja ze swojej strony bardzo staram sie wypytac dokladnie dlaczego ktos zrezygnowal z kupna czegos odemnie, dlaczego nie zgadza sie z moja opinia etc. Jednak ludzie maja wrodzona obawe przed mowieniem prawdy o tym co naprawde sie stalo, tak wiec anonimowe ankiety sa tutaj swietnym rozwiazaniem.
    Najwieksza sztuka wydaje sie byc zmienianie niezadowolonych w dobrych klientow. Choc jesli blizej sie temu przyjrzec wymaga to jedynie grubej skory i sporej dawno auto-krytycyzmu.

    Pozdrawiam uprzejmie

    JJ

  26. Orest Tabaka
    2010-08-21 o 9:06 am

    Piotrek: Czyli przykład trafiony :)

    JJ: Witaj na blogu! :)
    Coś w tym jest, że zabijamy aby nie słyszeć rzeczy niewygodnych. A może, aby na kimś się wyładować.
    Temat zamieniania niezadowolonych klientów w zadowolonych to zupełnie inny i, szczerze, ja na razie nie podejmę się go :)

    PS: Proszę Cię, abyś podpisywał się samym “JJ” bez “Psychologia Sukcesu”. Wygląda to na bardzo brzydką reklamę :)

    Uśmiechy!
    Orest

  27. Ewa W
    2010-08-21 o 11:02 pm

    Jj,
    piszesz:

    “dlaczego ktos zrezygnowal z kupna czegos odemnie” - wprawdzie to temat w moim odczuciu odbiegający od postu głównego 9poza kwestią uzyskiwania informacji zwrotnej), to zwrócę uwagę na ważna rzecz:

    Pytania są takie:
    - Czy ktoś zrezygnował z kupna od Ciebie (a np. kupił to od kogoś innego)” - wtedy można rozważać co było rożnego w ofercie lub w sposobie sprzedaży.
    - Czy ktoś zrezygnował z dokonania zakupu
    w ogóle - co nie musi mieć żadnego związku ze sprzedawcą i sposobem sprzedaży - a jedynie z produktem (ofertą) - produkt klient uznał za nieprzydatny w danej chwili lub np. zbyt drogi na aktualne możliwości finansowe.

    Oczywiście jeśli klient uznał, ze nie potrzebuje tego produktu, to pytanie, czy sprzedawca mógł / może uświadomić klientowi jego potrzebę (jak) i pokazać klientowi jego korzyści (a nie tylko cechy produktu).

    Na pytanie “dlaczego” czasem klientom trudno odpowiedzieć lub uznaja to za wchodzenie ‘z butami”.. Słowo “dlaczego” wymusza niejako tłumaczenie się z niedokonania zakupu i stawia klienta w niewygodnej sytuacji, z której będzie chciał uciec.

    Ja pytałabym nie “dlaczego”, a np. : Czy rozważa/ bierze Pan pod uwagę taki zakup w przyszłości?
    jeśli nie - pytam dalej - a jakie cechy według Pana powinien mieć ten produkt lub co powinno być w tej ofercie, co by Pana zainteresowało? / co by skłoniło Pana do rozważenia zakupu?

    W ten sposób klient sam naprowadza na to, w jaki sposób w przyszłości to samo mu sprzedać, a jednocześnie daje wskazówki dotyczące oferty, sposobu sprzedaży, co może się przydać w innych przypadkach.

    Ważne żeby przy sprzedaży myśleć nie kategoria produktu a kategorią potrzeb i korzyści klienta - wtedy łatwiej dobierać argumenty sprzedażowe i trafiać w rzeczywiste potrzeby klienta.

    Nie chce tutaj rozwijać bardziej wątku sprzedażowego, bo to długa sprawa, a nie wiemy podstawowej - czy chodzi o brak zakupu w ogóle czy brak zakupu od Ciebie…

    Pozdrawiam, Ewa

  28. Ewa W
    2010-08-21 o 11:05 pm

    JJ,
    przepraszam za literówkę w Twoim nicku,
    boldowanie też mi coś nie wyszło: chciałam wyboldować tylko “od Ciebie” i “w ogóle”, aby rozróżnić te dwa przypadki.

    Ewa

  29. Ewa W
    2010-08-21 o 11:24 pm

    Orest:

    Ja piszę dziś na raty :-).

    Zwróciłam uwagę na to, co napisałeś, a mianowicie:
    “Coś w tym jest, że zabijamy aby nie słyszeć rzeczy niewygodnych.”.

    Trudno mi się z tym zgodzić w kontekście wcześniejszych wpisów - ktoś przynosi informację,
    Ty jej wysłuchujesz, a potem “zabijasz”, aby nie słyszeć rzeczy niewygodnych… To według mnie nielogiczne, bo informację już usłyszałeś. Wygodną lub niewygodną, miłą lub mnie, ale usłyszałeś. :-). “Zabijanie” nie cofa w czasie i rzeczy dokonanych nie czyni niedokonanymi.

    Pozdrawiam, Ewa

  30. JJ/Psychologia Sukcesu?
    2010-08-22 o 1:04 am

    Witam ponownie,

    Przede wszystkim dziekuje za odpowiedzi na moj komentarz:)
    @Ewo
    Tak wlasnie robimy - zgodnie z tym co w podrecznikach sprzedazy moglbym powiedziec - robimy bardzo delikatne ankiety, pytamy czy rozwazaja zakup w przyszlosci etc. Wiesz, w duzej mierze zalezy to od klienta, jesli trafie na takiego totalnie ‘negatywnego’, bedzie potrzebowal bardzo malutkiego sygnalu, zeby zaczac swoja litanie. Jednak kogos ‘negatywnie’ nastawionego jest latwiej sklonic do kupna niz ‘pozytywnego’, tak z mojego doswiadczenia. Jesli jest to z kolei jest to klient bardzo ‘poztywny’ bedzie sie staral sprzedajacego nie urazic i moze nie powiedziec ‘prawdy’. Dlatego najbardziej lubie metode anonimowych ankiet.

    @Orest i Ewa
    Jest wielu slabych handlowcow, zapatrzonych w siebie i przekonanych o wyzszosci swojego produktu nad innymi do tego stopnia ze nie dopuszczaja krytyki.
    Ludzie rzadko bywaja racjonalni - ale o tym przeciez wszyscy wiemy. To wlasnie nie podoba mi sie w marketingu ogolnie. Dobry sprzedawca bardzo umiejetnie rozgrywa te emocjonalne gierki, wzbudzajac w ludziach potrzebe kupna czegos czego nie do konca musi potrzebowac, a czesto w ogole nie potrzebuje. Ale to temat na osobna dyskusje.

    Pozdrawiam

    JJ

  31. Orest Tabaka
    2010-08-22 o 1:49 pm

    Wybaczcie opóźnione odpowiedzi - byłem 24h offline :)

    Ewa:
    “Coś w tym jest, że zabijamy aby nie słyszeć rzeczy niewygodnych.”
    Zatem brakło słowa “kolejnych” przed “rzeczy” :)

    JJ:
    Gdyby wszyscy wiedzieli, że nie jesteśmy racjonalni to moglibyśmy to zmienić. Na tyle na ile ja z ludźmi rozmiawiam to niewiele osób zdaje sobie sprawę ze swojej nieracjonalności, choć to dość trudno ocenić. Coś co dla mnie jest racjonalnym wyborem (na podstawie wiedzy, doświadczeń czy potrzeb) w Twoim odczuciu może być nieracjolnym wyborem :)

    PS: Ponawiam prośbę o podpisywanie się bez “Psychologia Sukcesu?”.

  32. Leszek Cyfer
    2010-09-14 o 9:10 am

    Zauważyłem że nie spotykam ludzi bez powodu - tak naprawdę wszyscy są dla mnie posłańcami. Jeżeli kogoś spotykam (rozpoznanie) to uśmiecham się do niego i staram się wprowadzić go w dobry nastrój. W pewnym momencie dostaję ważną dla mnie informację. Czasami to mi nasuwa się coś co może być istotne dla rozmówcy, mówię mu to i słyszę “Wow! Właśnie tego szukałem!” :)

    Tak więc jeżeli ktoś nie jest dla mnie posłańcem, to ja jestem posłańcem dla niego.

    Nie ogranicza się to do osób mi znanych. Wiele razy coś przyciągało mnie do jakiejś osoby. Nauczyłem się w takim przypadku uśmiechnąć się, podejść i zagaić rozmowę na błahy temat. Po chwili okazywało się że dzielimy wspólne zainteresowania albo dowiadywałem się b. istotnych dla mnie rzeczy (i na odwrót).

    Jest jeszcze jeden aspekt. Wyczulenie na otoczenie powoduje że czasem przyciągają mnie różne dziwne rzeczy. Kilka razy wiedziony impulsem wsiadałem do jakiegoś autobusu który właśnie zajechał na mijany przeze mnie przystanek - nawet gdy autobus jechał w drugą stronę… Okazywało się że w autobusie jechał albo za kilka przystanków wsiadł jakiś mój znajomy i znowu się czegoś dowiedziałem. Raz nic się nie działo i zajechałem tak na pętlę końcową gdzie korzystając ze słońca usiadłem na ławeczce i napawałem się ciepłem. Nagle jakiś cień przysłonił mi słońce. Okazało się że był to mój kumpel ze szkoły którego nie widziałem od lat, razem z żoną i dzieckiem…

    Posłańcy przybierają różne formy…

  33. Orest Tabaka
    2010-09-14 o 1:05 pm

    Leszek: Dobrze, że zwróciłeś uwagę na “Tak więc jeżeli ktoś nie jest dla mnie posłańcem, to ja jestem posłańcem dla niego.” - wówczas to my możemy zostać “zabici”, gdy powiemy coś niewygodnego. W takich sytuacjach uczę się, że nie warto być posłańcem z własnej woli.

  34. WayOfTheJourney
    2010-11-21 o 10:44 pm

    Zauważyłem w twoich wpisach, że najczęściej piszesz o rzeczach nie dostrzeganych w życiu, co jest zaskakującym plusem, bo czytam wiele blogów, ale przeważnie blogi o rozwoju opierają się na dobrych, znanych fundamentach, a tu u ciebie na twoich osobistych przemyśleniach.

    Myślę, że powinniśmy doceniać tych “złych” potocznie, niedosłownie nazwanych posłańców, którzy wyjaśnią nam co złego zrobilismy(ignorować tychm którzy powiedzą “eee… tam to było słabe daj sobie spokój, nie powinniśmy nimi sobie zaprzątać z głowy), ba nawet ich bardziej dostrzegać niż tych, którzy nam mówią same dobre rzeczy. Dobra i przemyślana krytyka zawsze pomoże nam w rozwinięciu naszych zalet. Jak pewien znany blogowicz powiedział w skrócie jak osiągnać swoje marzenia “zwykła codzienna praca i korygowanie błędów”.

    Pozdrawiam WayOfTheJourney

    P.S Bardzo ciekawy blog i liczę na dalsze ciekawe wpisy :).

  35. Orest Tabaka
    2010-11-22 o 1:43 pm

    WayOfTheJourney: To cenne dla mnie co piszesz. Dzięki!
    W dyskusji z Krzyśkiem (w komentarzach wyżej) poruszyliśmy temat tego co jest dla nas wartościową informacją a co opinią czy komentarzem. Może rozwinę post o to jak selekcjonować to co usłyszymy od innych :)

    Uśmiechy!
    Orest

Chcesz coś dopowiedzieć? Wyraź to!