Wpadka kontrolowana i kontrolowanie wpadki…
2011-03-28, 6:01 pm
Jak zapowiadałem, sprzedam Wam dziś bardzo sprytny patent na podniesienie swojego “likeability”. Wykorzystuje mieszankę luzu i dystansu do siebie. Oczywiście, jak zawsze, nie działa on we wszystkich sytuacjach i nie jest złotym środkiem. Natomiast sprawdza się w sytuacjach towarzyskich, i gdy chcemy rozluźnić atmosferę.
Mówimy o “wpadce” a nie o poważnym przegięciu!
Wpadka kontrolowana polega na tym, że wypowiadamy coś, co wygląda jak wpadka słowna z naszej strony. Może to być celowe przejęzyczenie (np. “to całkiem seksownie wygląda… tfu… sensownie!”) czy celowe przywołanie jakiegoś niezręcznego dla nas faktu, tak jakbyśmy coś wyjawili (np. “a moje nagie zdjęcie jest w sieci… oj! miałem tego nikomu nie mówić
“).
Kontrolowanie wpadki to sytuacja, w której faktycznie przydarzyła nam się wpadka po której przejmujemy kontrolę nad reakcjami, jakie mogą wystąpić, zamiast standardowo wstydzić się czy przepraszać. Pamiętam jak niedawno zdarzyło mi się nie zauważyć na ulicy znajomej (poznanej 2 dni wcześniej), a rozpoznali ją moi rodzice. Zamiast wykręcać się jak mi to przykro i głupio przejąłem kontrolę nad tą wpadką i w luźny sposób zażartowałem, że specjalnie wbiłem wzrok w plakat na przystanku i że wszystko by mi się udało, gdyby nie rodzice
Innym razem, będąc gościem u kogoś, chciałem uczynić dobro. Zabrałem się za zmywanie i… niezdarnie zbiłem miseczkę, z której jadłem. Okazało się, że należy ona do dziewczyny, z którą dosłownie przed minutą, dwiema się zapoznałem. Wpadka na całego! Ale zamiast poważnie przepraszać “złapałem” wpadkę za rogi i odparłem w jej stronę: “No pięknie Oreścik - zamiast robić wrażenie na koleżance, to na starcie tracisz punkty ;)” (koniecznie żartem, na luzie i powiedziane tak, aby nikt nie miał wątpliwości, że to żart). Oczywiście zyskałem tym sympatię
A materialna strata została później odkupiona, więc bez obaw.
W obydwu sytuacjach ważne jest, abyśmy powiedzieli to na luzie, dystansem do siebie… a w wersji zaawansowanej użyli odpowiedniej mimiki twarzy, uśmiechów, spojrzeń… np. jak na zdjęciu.
Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że żartujemy i/lub mamy do tego dystans!
Więc raz jeszcze - stosując te dwa patenty można sobie zjednać sympatię innych, poluźnić atmosferę. Oczywiście dwa zastrzeżenia: nie ma gotowych tekstów oraz nie w każdej sytuacji to zadziała”. Trzeba ćwiczyć i mieć wyczucie. W sytuacjach biznesowych, poważnych to pewnie nie przejdzie. Natomiast w sytuacjach towarzyskich czy nawet rodzinnych (tak, tak - na imieninach cioci też można to stosować) daje to fajne efekty i ułatwia polubienie nas.
PS: Takie rzeczy można uświadczyć w moim wykonaniu tak od października 2010 roku. Wcześniej byłem zbytnim cieniasem, ale się do tego nie przyznam publicz… ajć! czyżbym to powiedział na głos? ![]()







Treści z tej strony można kopiować i rozpowszechniać (podając link do źródła).
2011-03-28 o 7:41 pm
Hmm, do mnie to nie trafia. Na ogół jest związane z takimi pokładami sztuczności, że od razu wywołuje niesmak i zażenowanie. Jak opowiedzenie kiepskiego żartu. Bo przyznasz chyba, że nie jest to zbyt wyrafinowany sposób na przełamywanie głupich sytuacji? Wierzę, że to działa tam, gdzie zapada cisza i zamiast wybierać między udawaniem, że nic się nie stało a przepraszaniem - można wykorzystać “kontrolowanie wpadki”. To najlepsza rada, którą wielu z nas stosuje intuicyjnie. Z drugiej strony jeżeli komuś intuicji brak, to znów ryzykujemy sztucznością i zażenowaniem
Trening może być długi i bolesny…
Dlatego myślę, że to się sprawdza tylko w przypadku osób, które mają naprawdę dużo luzu (co zastrzegłeś), ale też uroku osobistego i intuicji właśnie. Z Twoich postów na blogu i maili swego czasu wyłania mi się taki obraz Ciebie Orest
Ale dla ludzi pozbawionych tych cech to raczej nie zadziała - lepiej stosować uniwersalne porady z poprzedniego wpisu.
Pozdrawiam serdecznie,
Krzysztof
2011-03-28 o 8:08 pm
Dlaczego sztuczne? Mi takie rzeczy wychodzą naturalnie i większości wypadków powoduje rozluźnienie atmosfery (i to także w otoczeniu osób ok. 40-letnich, żeby nie było, że działa tylko wśród młodzieży).
A luz i urok osobisty można się nauczyć
Zamiast intuicji powiedziałbym, że chodzi o wyczucie - a to się wyrabia z czasem. Wiem co mówię - ostatnio piszę o rzeczach, które nauczyłem się całkiem niedawno. Niektóre rzeczy można sobie przećwiczyć metodą FaceBook-to-Face… czyli pierw potrenować na FB i po pierwszych sukcesach przenieść do reala. Dobra dla osób, które wstydzą się zacząć w realu
Orest
2011-03-28 o 9:04 pm
Dlaczego sztucznie? Może po prostu stykałem się z ludźmi, którzy jeszcze tego nie wyćwiczyli, a próbowali stosować…
2011-03-28 o 11:13 pm
Zastanawiam się jak reagują ludzie, którzy czytują u Ciebie o tych różnych metodach stosowanych naturalnie lub po prostu z racjonalnych powodów wyuczonych i później wyłapują to wszystko w kontaktach. Uważasz, że reakcja podobna/taka sama?
Pozdrawiam,
Paweł.
2011-03-29 o 9:57 am
Krzysztof: Może będzie okazja za tydzień, abym Ci to pokazał
Paweł: Ten blog czytają 3 osoby (w porywach 4) więc dla mnie OK - niech wyłapują. Jeszcze lepiej niech sami zmieniają swoje zachowania.
Śmieszniejsze sytuacje są wtedy, gdy w kontaktach face-to-face coś zrobię, powiem i po chwili powiem co zrobiłem, dlaczego i jak to zmieniło sytuację (np. że “inaczej to by mi się oberwało a tak to mnie lubisz
“). I nawet wtedy jak sam się wydam, to niewiele to zmienia.
Uprzedzę Twoje pytanie
Czy to manipulacja z premedytacją? Ba! Jasne, że tak! Tak jak wsiadając do auta z premedytacją przekręcam kluczyk, wciskam sprzegło, manipuluję skrzynią biegów i cisnę gaz. Inaczej nigdzie nie pojadę - no chyba, że go będę pchał. Tak samo z ludźmi. Jak nie umiesz się nimi “obsługiwać” to kicha. A jak potrafisz to łatwo budujesz wzajemną sympatię, powodujesz uśmiech na twarzy innych czy sprawiasz, że przeżyli fajne chwile w Twoim towarzystwie. Jak ktoś gra tylko dla siebie (kosztem innych) to jest sukinsynem. Jak gra dla obu stron to dla mnie jak najbardziej OK i sam bardzo lubię ludzi, którzy potrafią się “mną obsługiwać”, a nie lecą w utarte zachowania - np. miałkie przepraszanie gdy chodzi o drobnostkę.
PS: Komentarzy to już nikt nie czyta, więc mogę sobie pisać
Orest
2011-03-30 o 8:40 am
Otóż to, otóż to…
żeby taki “patent” działał i wyglądał naturanie potrzbne jest właśnie na samym początku nabranie dystansu do siebie samego - niby proste, a nie najłatwiejsze… ;))
Zgadzam się, że “nie ma gotowych tekstów oraz nie w każdej sytuacji to zadziała” - jednak uważam, że da się to podstawić do pewnego wzoru - zupełnie jak w matematyce… Otóż możemy ten proces podzielić na trzy etapy:
1. Kiedy zrobimy coś niestosownego, popełnimy wtopę, “palniemy” głupstwo, lub wypaplamy coś, czego nie powinniśmy mówić, wówczas najgorszą rzeczą jest zaprzeczać temu
Tylko podkręca sytuację w stronę, w którą podkręcać jej nie chcemy. Można wtedy powiedzieć coś a la - tak, no ładnie… miało to pozostać w tajemnicy/nie powinienem tego mówić/ale się wygłupiłem…
2. Druga część jest swego rodzaju “przeniesieniem” uwagi odbiorcy/odbiorców z naszej wpadki na (na przykład) to co ona nam dała, czyli: jednak dzięki temu zdałem sobie sprawę, że muszę się jeszcze wiele nauczyć/jednak pokazało mi to, że mimo pracy nad sobą zdarza mi się robić głupie rzeczy/jednak …
3. A na koniec “podsumowanie”, w którym można po prostu się przyznać, że sytuacja nas czy to zawstydziła, czy to w pewien sposób zażenowała, lub po prostu poczuliśmy się niekomfortowo, czyli: głupio mi z tego powodu, ale wiem, że zrobiłem to ostatni raz/że już więcej tego nie zrobię/że następnym razem będę mądrzejszy
Hmm… nie wiem, czy za bardzo nie zakręciłem
W każdym razie możemy to najprościej zapisać: przyznać się do faux pas - skierować uwagę na inny tor - opisać jakie uczucia w nas to wywołało.
Nadrzędną sprawą jest oczywiście zachować w tej sytuacji dystans do siebie jak i zrobić to z humorem
Warto przećwiczyć kilka(naście) razy, gdzie pewnie na początku będzie to nienaturalne i “suche” w naszym wykonaniu, jednak po jakimś czasie po prostu wejdzie nam w krew
Mam nadzieję, że nie zakręciłem za bardzo tego prostego tematu…
2011-03-30 o 9:42 am
Marek: Dla mnie czytelne, więc bez obaw
To co napisałeś ja bardziej stosuję w poważniejszych sytuacjach, tam gdzie nie bardzo jest miejsce na taką swobodę i gdzie żartami łatwiej zepsuć niż naprawić. W drobnych sprawach “przyznawanie się, przepraszanie i zapewienie o poprawie” jakoś nie działa.
Jako ciekawostka - z moich obserwacji i testów wynika, że podejście “przeproś panią, pochyl głowę na znak smutku i bij się w pierś” w drobnych sprawach jest żałosne i tylko psuje relacje. A wiele osób działa według tego wyuczonego w dzieciństwie postępowania… a niepotrzebnie, skoro można inaczej. I to dla dwóch stron
2011-03-31 o 8:38 pm
No cóż… nie do końca chodziło mi o “przyznawanie się, przepraszanie i zapewnienie o poprawie” - same słowa których użyłem są baaaaardzo przykładowe - chodziło mi raczej o pewien model zachowania który jest trochę zaczerpnięty z podejścia do takich spraw w sprzedaży, a z odpowiednią dozą humoru i pewności siebie daje pozytywne rezultaty
Podejście “przeproś panią, pochyl głowę na znak smutku i bij się w pierś” to faktycznie lekka masakra i tak naprawdę nam nie pomoże, a raczej zadziała przeciwko nam… ale cóż - tak nas uczyli (przynajmniej niektórych z nas
)
2011-03-31 o 9:39 pm
Marek: Ja od wczoraj zastanawiam się czy w ogóle nie wywalić “przepraszam” z mojego słownika. To słowo w moim wydaniu jakoś nie chce działać
Ale jutro będzie o tym trochu w poście 
2011-04-01 o 6:34 am
Wywalić “przepraszam”… ciekawe, ciekawe i może być całkiem skuteczne - czekam na post
Ale to nie będzie post prima aprilisowy? 
2011-04-01 o 8:50 am
Właśnie zastanawiam się czy go wrzucić jutro, ale pójdzie chyba dzisiaj… a co!
2011-04-01 o 9:47 am
[…] Pisząc ostatni post o “kontrolowaniu wpadek” zdałem sobie sprawę, […]
2011-09-04 o 3:59 pm
[…] o dwóch nawet już pisałem (”Błyskawiczny sposób zyskiwania sympatii” oraz “Wpadka kontrolowana i kontrolowanie wpadki” ) … i jeśli jesteśmy prawdziwie sympatycznymi ludźmi warto z nich […]