2 typy błędów…
2011-06-28, 2:37 pmChoć na co dzień posługujemy się w zdecydowanej większości tylko jednym typem błędu, to sam wolę patrzeć w kategoriach dwóch. Ot tak mam jako tzw. “ogarniacz rzeczywistości”. Daje to większe możliwości do układania spraw, by toczyły się po naszej myśli.
Pierwszym, powszechnym, błędem jest “błąd spieprzający”
Ktoś spieprzył, nawalił, źle zrobił. O dziwo najczęściej tym ktosiem jest ktoś inny - inni są winni, rzadziej my. Doświadczenie i baczna obserwacja pokazuje, że to rozkłada się po równo… a nawet w gronie osób chcących się świadomie rozwijać (samorozwojowców) duża część błędów spieprzających należy do nas
Tak, tak! Nie ma się co dziwić, bo skoro uczymy się nowych rzeczy, sposobów rozwiązywania spraw i to wdrażamy w życie to tym samym powodujemy więcej różnorodnych sytuacji, w których łatwo o błędy. Nie ma się czego wstydzić. Mój katalog błędów w ostatnich latach, a nawet miesiącach nieźle napęczniał
Czas na drugi, mniej popularny błąd - błąd nienaprawiający
To taki błąd do którego rzadko kto z nas się przyzna i jest następstwem błędu spieprzającego. Czyli: mamy sytuację, która idzie swoim torem, jest dobrze i ktoś spieprzył (ktoś lub my). W wielu wypadkach takie sytuacje da się naprawić i jeśli uznamy, że ktoś spieprzył, że to tego kogoś wina, a nie podejmiemy próby naprawy… bądź podejmiemy, ale nieskutecznie, to jest to nasz błąd.
O tak!
Możemy mówić, że to przecież nie nasza wina, nie my to schrzaniliśmy, więc nie my powinniśmy naprawiać. Owszem, i każdemu kto tak myśli przyznaję rację i rozumiem. Natomiast jeśli zależy nam na “ogarnianiu rzeczywistości”, by układała się po naszej myśli, to każda nienaprawiona przez nas sytuacja jest NASZYM BŁĘDEM.
Zobrazujmy na przykładzie:
Jedziemy samochodem drogą z pierwszeństwem przejazdu i nagle ktoś z podporządkowanej uderza nam w bok auta (Ola - ten przykład podawałem innym już przed naszą rozmową
). Generalnie to wina tego drugiego kierowcy, to on dostanie mandat, z jego ubezpieczenia zostaną pokryte szkody. I zasadniczo moglibyśmy nie mieć sobie nic do zarzucenia, wszak jechaliśmy zgodnie z przepisami.
Ale…
… ale w ten sposób mamy rozwalone auto i naraziliśmy swoje zdrowie lub życie. W podejściu w którym chcemy “ogarniać rzeczywistość”, by szła po naszej myśli w mojej ocenie popełniliśmy błąd polegający na tym, że nie przestrzegaliśmy “zasady ograniczonego zaufania”. To oznacza, że widząc zbliżającego się kierowcę mogliśmy zwolnić, zjechać na przeciwny pas… cokolwiek, co uchroniłoby nas przed szkodą. Inaczej mamy na swoim koncie “błąd nienaprawiający”
Tak… czasem trzeba myśleć za innych… i warto
Mam za sobą kilka znajomości, które upadły, bo ktoś pozwolił mi je schrzanić (nie naprawił tego). Mam też takie, które inni schrzanili… a ja pozwoliłem (mój błąd nienaprawiający). I czasem szkoda, bo można było odratować. I to niewielkim kosztem.
… a czasem nie warto
Właśnie
Czasem nie warto myśleć za innych i pozwolić innym wyłożyć się. Są sytuację, w których koszt naprawy sytuacji, którą ktoś inny schrzanił mogą być za wielkie. Jak w przykładzie z samochodem - zjeżdżając na drugi pas by uniknąć uderzenia w bok, moglibyśmy potrącić jadącego z naprzeciwka kolarza, który w starciu z autem ma mniejsze szanse. W przypadku relacji czasem nie warto ratować, bo może się okazać, że cała znajomość oprze się o nasze plecy i będzie trwała tylko tak długo, jak będziemy dokładać do niej wysiłku.
Konkludując
Możemy żyć tak, jakby istniał tylko pierwszy typ błędów… tylko musimy się liczyć z tym, że wtedy mniej spraw zależy od nas, bo przecież to inni schrzanili. Natomiast gdy już operujemy w kategoriach dwóch błędów, to wiedzmy, że popełnienie błędu nienaprawiającego nie ma służyć temu, byśmy się samobiczowali, okładali czy robili sobie wyrzuty, a temu byśmy zastanowili się jak w dość podobnej sytuacji w przyszłości postąpić inaczej, naprawić coś co ktoś schrzani.
Jak zwykle - do wnikliwego przeczytania, przemyślenia… i wdrożenia w życie







Treści z tej strony można kopiować i rozpowszechniać (podając link do źródła).