Archive for the ‘Podejścia’ Category

Rozwój własny wspierany sportem…

2010-02-19, 3:58 pm

Sport, aktywność fizyczna to odkąd pamiętam element mojego życia. Jako dzieciak biegałem za piłką, jeździłem rowerem, później w liceum po 2-3 razy na tydzień grałem w koszykówkę, po liceum przez rok intensywnie (pod okiem trenera) trenowałem kolarstwo górskie. W czasach trenowania kolarstwa nauczyłem się i polubiłem biegać. Do dnia dzisiejszego (poza kilkoma przerwami) rzadkością są tygodnie, w których choć raz nie pójdę pobiegać, choćby miały to być 3 kilometry :)

Obecnie w moim przypadku nie jest to też aż tak intensywne uprawianie sportu, abym mógł powiedzieć, że jestem sportowcem. Jestem amatorem. To czynność naturalna, którą wykonuję gdy mam ochotę i nie muszę się szczególnie nad nią zastanawiać a tym bardziej zmuszać do niej. Zdaję sobie sprawę, że wielu z nas ma świadomość zdrowotnych korzyści, jakie daje aktywność fizyczna, więc poruszę jej inny aspekt. Mianowicie wpływ na życie codzienne, na nasz sposób postępowania, funkcjonowania. Wszystko co niżej opisuje samoistnie zaczęło funkcjonować w moim życiu. Jedna rzecz, dość często naświetlana, nie zafunkcjonowała u mnie - nie nauczyłem się żelaznej konsekwencji czy wytrwałości takiej, aby zagryźć zęby i napierać do końca :)

Jeśli ktoś z Was nauczył się takiej wytrwałości to dajcie znać w komentarzach.

Co do korzyści, jakie daje uprawianie sportu podczas gdy pracujemy nad swoim rozwojem, to z pewnością jest ich więcej, natomiast skupię się na 5 głównych, moim bardzo istotnych i przyjemnych:

  1. Stabilizuje się i poprawia samopoczucie - bardzo przyjemna korzyść, szczególnie dla tych, którym nastrój płata figle i potrafi zmieniać się z dnia na dzień :) Czyż nie efektywniej pracuje się czy nawet snuje wizje naszego przyszłego życia, rozwoju, gdy jesteśmy w dobrym nastroju? Po prostu podczas wzmożonego wysiłku wydzielają się serotonina oraz dopamina, i to one powodują taki przyjemny efekt. Lubię wykorzystywać ten fakt szczególnie w okresie jesienno-zimowym. W momentach, gdy czuję spadek nastroju wystarczy mi 30-40 minut biegu i wszystko wraca do normy, czyli dobrego nastroju :)
    Mała uwaga: jeśli wcześniej nie uprawialiście sportu to wspomnę, że dobry nastrój odczuwalny będzie dopiero po ok. 2-3 tygodniach (6-10 razach) - organizm musi nauczyć się regenerować, aby zmęczenie nie zagłuszało dobrego samopoczucia :)
  2. Świadomość, że forma i kondycja (zarówno fizyczna, jak i psychiczna) nie są stałe - tak jak nie każdego dnia z łatwością jestem w stanie przebiec taki sam dystans tym samym tempem, tak nie każdego dnia z łatwością czytam duże ilości materiałów (książek, blogów, artykułów, raportów), uczę się nowych rzeczy, z łatwością rozwiązuję różne problemy czy nie każdego dnia tak samo dobrze radzę sobie w kontaktach z ludźmi. Bardzo przydatna lekcja, aby nie próbować na siłę danego dnia zrobić czegoś i przy tym potwornie się umęczyć i zniechęcić, gdy to samo z łatwością i przyjemnością możemy zrobić dnia następnego czy jeszcze kolejnego. Zauważyłem, że do czytania książek mam lepszą formę wiosną i latem (wtedy czytam większość książek), a zdecydowanie niższą jesienią i zimą. Od grudnia czytam jedną książkę po 1-2 strony dziennie i jeszcze nie ukończyłem :) A mając świadomość, że na wiosnę forma do czytania wróci mogę takim ślimaczym tempem czytać ze spokojnym sumieniem.
  3. Warto mieć w miarę przemyślany plan rozwoju
    Więcej o planach treningowych:
    Daj sobie w kość… czasem.

    - tak jak ze sportem, można próbować rozwijać się na tzw. “czuja” czy w sposób nieprzemyślany. Trenując kolarstwo nauczyłem się, że jednego dnia powinienem włożyć więcej wysiłku w swój rozwój, innego dać sobie odpocząć. Nawet jeśli czułem, że mógłbym przejechać więcej kilometrów, to wiedziałem, że długoterminowo lepiej będzie, jeśli danego dnia sobie odpuszczę, a przycisnę innego. Samoczynnie zacząłem praktykować “pracuj mądrze, a nie ciężko”.

  4. “Najważniejsza część treningu? Odpoczynek!” - nie wiem czy to stara kolarska prawda, ale chętnie powtarzana przeze mnie gdy trenowałem :) Nie po to, aby się poobijać, bo to przyjemne, ale dla tego, że tak jak mięśnie tak i mózg potrzebują co jakiś czas wytchnienia. Z pewnością znacie sposób na “przespanie się z problemem”… jak często korzystamy z tego dobrodziejstwa? Po przeczytaniu książki, po zaznajomieniu się z problemem warto zająć umysł czymś lżejszym, dać mu wypocząć. Może być to drzemka, pełny sen, albo też pójście na spacer, zajęcie się gotowaniem.
  5. Im jest się lepszym tym mniejsze postępy - no i nie wiem czy to korzyść, bo mało przyjemny jest fakt, że wraz z rozwojem każdy wzrost umiejętności, wiedzy czy kondycji jest trudniejszy. Natomiast bardzo dobrze mieć świadomość tego, aby przypadkiem nie załamać się. Na początku postępy (niezależnie od dziedziny) są oszałamiające - jeśli nie chodzicie na siłownie to przejdźcie się i spróbujcie wycisnąć 40-kilogramową sztangę 10 razy. Za dwa dni przyjdzie Wam to łatwiej, za tydzień być może bez problemu wyciśniecie 60-kilogramową… a za miesiąc będziecie niemal w tym samym miejscu :) Po wyżej pewnego poziomu trzeba mieć na uwadze, że kolejne postępy nie przychodzą już tak łatwo, nie są tak widoczne. Łatwo wtedy zrezygnować, odpuścić. Mając świadomość, że to dotyka każdego i jest naturalnym etapem w rozwoju łatwiej jest robić po prostu swoje, na spokojnie. To ten moment, gdzie wielu odpuszcza, a każdy kto przetrwa go wyjdzie obronną ręką.

Wracając jeszcze na moment do punktu nr 3, powinienem wspomnieć, że mój plan jest daleki od optymalnego. Tak jak dbanie o swoją kondycję fizyczną tak i dbanie o rozwój własny trzymam raczej w pewnych dość swobodnych ramach, a nie w rygorystycznym planie. Przy tym cały czas myślę jak to zrobić mądrze, a nie siłować się głupio. Sport zawodowy wymaga pewnych wyrzeczeń i stalowej dyscypliny - podobnie może być z rozwojem własnym. Natomiast warto mieć świadomość, że sport zawodowy ma niewiele wspólnego ze zdrowiem i czasem niewiele wspólnego z przyjemnością. Jest to po prostu ciężka praca. Z rozwojem własnym można zrobić to samo, w rok zostać najlepszym sprzedawcą w firmie, “robotem komunikacyjnym” (kimś bardzo sprawnym werbalnie i towarzysko), natomiast łatwo utracić coś co w rozwoju własnym i życiu jest najważniejsze - przyjemność i odczuwalną jakość życia.

Jak podpytałem na Blipie, to Ania Watza (z blogu o marketingu, PR, internecie i życiu) napisała mi, że sport daje jej “lepszą organizację czasu i nie-danie się pracoholizmowi :) (mam plan i się go trzymam, bo inaczej wejścia mi przepadną)” oraz “oprócz tego lepszy odpoczynek, bo rzeczywiście odrywam się od pewnych spraw”, natomiast Paweł Pela (Nasz Czytelnik) potwierdził pozytywny wpływ na samopoczucie.

Jeszcze szerzej temat opisał Kuerti z PK4.pl w poście 9 rzeczy, które nauczyły mnie rajdy - spojrzenie człowieka, który 100-kilometrowe rajdy pokonuje ze względną dla siebie łatwością :) Szczególnie polecam go przeczytać. W korespondencji ze mną potwierdził także pozytywny wpływ na nastrój - resztę, mam nadzieję, że dopisze w komentarzach :)

Nie będę Was na siłę przekonywał, abyście koniecznie zmieniali tryb życia na bardziej aktywny i bogatszy w sporty aerobowe (takie, gdzie serce i płuca muszą popracować). Chciałbym jednak, abyście rozważyli, każdy według potrzeb, opcję takiego “sportowego wsparcia” swojego rozwoju.

Jeśli doświadczyliście innych ciekawych korzyści z uprawiania sportu (w kontekście rozwoju własnego), to zapraszam Was do podzielenia się nimi w komentarzach :)

Maksymalizuj stawkę godzinową, a nie ilość pracy.

2010-02-04, 1:25 pm

Dziś o czymś, co wydaje się bardzo racjonalnym podejściem, lecz jak się okazuje nie zawsze jest to takie oczywiste. Nie chcę tutaj rozpisywać się o tym, że maksymalizowanie ilości pracy, aby zarobić na swój styl życia jest mało efektywne. Jedno jednak trzeba wspomnieć – ma pewną wadę i jest nią to, że w każdej dobie mamy tylko 24 godziny, z czego kilka trzeba przespać.

Oczywiście są osoby, które lubią pracować po 15 godzin na dobę, bo robią fajne rzeczy i daje im to niezłego powera. W ostatnim czasie przekonuję się jednak, że oprócz robienia czegoś co jest bardzo fajne i dostawania za to kasy, jest jeszcze wiele bardzo fajnych rzeczy, które można robić a za które niekoniecznie ktoś nam zapłaci. Dlatego choćby z tego względu warto posiadać wolne zasoby czasowe, by tymi fajnymi rzeczami się zajmować.

Dla osób o szerokich zainteresowaniach, nawet tylko z dwoma pasjami praca na 8-godzinnym etacie zabiera zbyt dużo czasu, aby tymi fajnymi rzeczami zajmować się na tyle ile chcemy. Sami policzcie sobie jaka stawka godzinowa w takim systemie pracy Wam wyjdzie. Zadowoleni? ;) Zachęceni by dawać z siebie więcej? Dla większych dochodów można zwiększać ilość godzin poświęcanych pracy zarobkowej, lecz jak wyżej wspomnieliśmy, ma to pewną wadę.

Porównajmy zatem dwie sytuacje: pierwsza przy typowej pracy etatowej, druga przy nietypowej, z dużo wyższą (10-krotną) stawką godzinową:

    • 10 zł/h * 8 h * 22 dni = 1760 złotych
    • 100 zł/h * 4 h * 5 dni = 2000 złotych

Komu drugi wariant bardziej się podoba? :)

Zatem kilka warunków i sugestii, co zrobić, aby zwiększać stawkę godzinową za to co robimy:

  1. Warto sprzedawać efekty a nie swój czas pracy. Sprzedając czas (szczególnie hurtowo, tak jak to się dzieje w przypadku etatu) najczęściej dostaniemy za niego małą stawkę. Dobrym podejściem jest, aby sprzedać efekt swojej pracy, wyceniając go dość wysoko.
  2. Trzeba być dobrym w tym co się robi. Bycie przeciętną osobą w danej branży utrudnia branie większych stawek, choćby z tego względu, że znajdzie się ktoś, kto zrobi to taniej.
  3. Nie w każdej profesji da się tak działać. Za mistrzowskie smażenie frytek czy skręcanie telewizorów w fabryce więcej nie dostaniemy. Najlepiej szukać czegoś kreatywnego, co po pierwsze nie zrobią komputery, a po drugie nie zrobią tego inni w kraju czy Azjaci na wschodzie.
  4. Powinna być to na tyle fajna rzecz, abyśmy sami z siebie chcieli się w niej rozwijać. Trudno utrzymać dobrą pozycję, gdyż nasze umiejętności i wiedza z roku na rok tracą na wartości. Aby móc mieć wysoko płatne zlecenia należy się rozwijać i za każdym razem oferować odpowiednią wartość dodaną.
  5. Przeważnie wysoko płatne zlecenia same do rąk nam nie wpadną (nad czym ubolewam :) ). Trzeba czasem trochę czasu i energii poświęcić, aby takie znaleźć i dostać do wykonania.

Nawet młode osoby mają spore możliwości, aby uzyskiwać fajne stawki za swoją pracę. Studenci mogą udzielać korepetycji płatnych po 30 złotych za godzinę (zamiast pracować w Mc’u za 5 razy mniej). Przy tym podejściu 1 dzień pracy daje typową tygodniową płacę studencką. Albo tworzenie stron www dla małych firm, fotografowanie ślubów, udzielanie lekcji tańca (kurcze… mamy już po studniówkach ;) ). Opcji jest wiele.

Na koniec zadajmy sobie jeszcze kilka pytań:

    • czy chciałbym pracować w nietypowy sposób, aby zyskać mnóstwo czasu na robienie innych ciekawych rzeczy a przy tym mieć pieniądze na swój styl życia?

    • w jakiej branży i co takiego mógłbym robić, abym dostawał za każdą godzinę jaką temu poświęcę bardzo fajne pieniądze?

    • gdzie mógłbym znaleźć ludzi, którzy mi zapłacą takie pieniądze?

    • od kiedy mógłbym zacząć przechodzić z trybu mało płatnego w wysoko płatny?

PS: W ostatnich dwóch latach nie przypominam sobie, abym robił coś poniżej 50 złotych za godzinę, poza sytuacjami, w których robiłem coś za darmo - człowiek szybko do dobrego się przyzwyczaja ;)

Optyka patrzenia (na rzeczywistość), 2/2

2010-01-29, 5:45 pm

Temat optyki patrzenia ma swoją drugą stronę. Nim się za nią zabierzemy sprawdźmy „Jakie pozytywne rzeczy, jakie możliwości zapamiętaliśmy z wydarzeń, które dotarły do nas w ostatnich dniach?”. Bądźcie szczerzy. Czy może to były: kłótnia podczas komisji śledczej, katastrofa samolotu, wczorajsza przegrana szczypiornistów…? Czy może seria zwycięstw tych szczypiornistów po dobrze przepracowanym okresie przygotowań? A w pracy, w domu? Ile dobrych wydarzeń pamiętamy z ostatniego tygodnia? Nie liczą się same fakty, a to jak one wpływają na nasze wyobrażenie o świecie, na nasze postawy, podejście do życia. Jeśli odpowiedź na pytanie wypadła nie najlepiej, zalecam Wam powrót do poprzedniej części i przyswojenie jej jeszcze raz. To, że o czymś wiemy a nie stosujemy w praktyce nie odróżnia nas w żaden sposób od osób, które tego kompletnie nie wiedzą. (do zapamiętania! )

I jeszcze jedna rzecz, którą warto naświetlić przed tym, jak poruszymy drugą stronę optyki patrzenia. Tak to już jest, że ludzki mózg lepiej zapamiętuje wydarzenia czy sytuacje którym towarzyszyły emocje. Po jakimś czasie okazuje się, że zdecydowanie częściej potrafimy pamiętać te złe dla nas rzeczy, a mniej te dobre. Gdyby tak popatrzeć obiektywnie, to tych dobrych dla nas mogło się wydarzyć zdecydowanie więcej (i najpewniej tak było), a w naszych wspomnieniach wygląda to tak, jakbyśmy przez większość czasu doznawali tych złych rzeczy. Warto w tym miejscu bardziej skupić się na zapamiętywaniu dobrych rzeczy, na nadawaniu im specjalnego znaczenia, przypominać je sobie. Zaręczam, że odczuwalna jakość życia szybko zacznie się podnosić :)

Wracamy do tematu! :) Optyka patrzenia to także patrzenie na siebie i na innych. Patrzenie na swoje postępowanie i ocenianie ich takimi samymi kryteriami jak postępowanie innych. Skorzystajmy z przykładu spóźnialstwa. Czy zdarza nam się, że jeśli my się spóźniamy na spotkanie to jest „cacy” a jeśli ktoś inny się spóźnia to jest „bee”? Możemy sobie z takiego zachowania nie zdawać sprawy. Dlaczego zatem nasze (dokładnie takie samo) postępowanie ma być lepsze od czyjegoś?

Na to samo zjawisko jest dobre określenie „podwójne standardy” (występujące w polityce), a także słyszałem kiedyś (chyba w Szymon Majewski Show) „podwójna moralność”. Kłamać to my, ale nie nas. Kraść to my, ale nie nam. Oszukiwać to my, ale też nie nas. To jest podwójna moralność, to jest ta optyka patrzenia – ja czy my możemy, ale inni nie.

Przykładów z życia codziennego możemy znaleźć mnóstwo. Pierwsze z brzegu:

    • czy jako przełożeni pochwalamy swoje nieróbstwo a podwładnych za to samo ganimy?
    • czy jako podwładni pochwalamy swoje nieróbstwo a od kolegów z zespołu wymagamy pracowitości?
    • czy sami jesteśmy niesłowni a od innych bezwzględnie wymagamy słowności?
    • czy sami bywamy nielojalni lub plotkarscy wobec przyjaciół, a od nich wymagamy lojalność?
    • czy sami podejmujemy nieracjonalne, nieprzemyślane decyzje a innym stanowczo nie pozwalamy tak robić (np. dzieciom)?
    • czy przed samym sobą (w relacjach partnerskich) mamy dobre wytłumaczenie na naszą niewierność, a denerwujemy się za wszelkie przejawy niewierności u partnera?
    • itd.

Takie podejście pozwala budować naszą reputację i wiarygodność. Z kolei podejście, w którym od siebie wymagamy wyższych standardów zachowania jest jednym ze skuteczniejszych w rozwoju własnym. Wyobraźmy sobie, że sami dbamy o swoją punktualność, a całkiem dobrze radzimy sobie z niepunktualnością innych – jaki to wzrost na samopoczuciu i jakości życia :) Czy też sami stajemy się profesjonalistami w tym co robimy widząc jak wiele w naszej profesji jest amatorów :) Jak zwykle są granice tolerowania pewnych zachowań u innych – na szybko przypominam sobie przykłady osób, które były bardzo wierne i lojalne partnerom, a ich partnerzy robili ich w bambuko notoryczną niewiernością i kłamstwami.

Osoby z takimi podwójnymi standardami należy czym prędzej wykaszać, eliminować ze swojego otoczenia, a na ich miejsce zapraszać osoby o podobnych lub wyższych standardach zachowań. Jest to dobre położenie, jeśli chcemy dobrze czuć się wśród ludzi oraz mieć możliwość rozwijania się.

Optyka patrzenia (na rzeczywistość), 1/2

2010-01-24, 4:36 pm

To jak odbieramy świat, co o nim sądzimy zależy od tego na jakie jego fragmenty zwracamy uwagę. To jak odbieramy innych także zależy od tego na co zwracamy swoją uwagę. W końcu to co osiągamy w życiu, kim się stajemy również zależy od tego na co zwracamy uwagę.

To o czym dziś będziemy mówić ma ogromny wpływ na naszą jakość życia (praktycznie od teraz), a także na to kim będziemy i jak żyć będziemy w najbliższym czasie. Lecz na samym początku pytanio-zagadka: czy po tym, jak szklanką nabierzemy wodę z oceanu jesteśmy w stanie stwierdzić jakie ryby ten ocean zamieszkują i czy występują tam rekiny? ;) Nie!

To tylko wycinek rzeczywistości. I patrzymy na wodę, która była dokładnie w tym miejscu, a nie jest ona taka sama jak w pozostałej części oceanu. Pomijając to, że ten rekin nie zmieści nam się w szklance wody cały czas zostaje problem prawdopodobieństwa natrafienia na rekina przy jednej próbie pobrania próbki wody, które jest bardzo małe. Sposób w jaki patrzymy na otaczającą nasz rzeczywistość czy otaczających ludzi ma istotny wpływ na naszą ocenę, na nasze sądy… a to przekłada się na to kim jesteśmy i jak żyjemy.

Przyjrzyjmy się polskim mediom, szczególnie telewizji i programom informacyjnym w tych stacjach telewizyjnych. Wycinek rzeczywistości jaki one nam serwują (sprzedają) prezentuje się w zdecydowanej większości tak: afery, przekręty, kradzieże, morderstwa, tragedie, kataklizmy, wypadki… sukces Adama Małysza lub Justyny Kowalczyk!… porwania, oszustwa, globalne ocieplenie, mrozy, paraliż kraju, zamarzający ludzie itd. Trudno mi powiedzieć, czy ilość pozytywnych informacji w takich programach przekracza 10 czy 20 procent, ale są one zdecydowanie w mniejszości. Jeśli po takiej “szklance wody oceanicznej” wyrabiamy sobie swój światopogląd, to faktycznie trudno mieć poczucie większych możliwości, poczucie, że coś nam się uda, że trafimy na pozytywnych, szczerych i otwartych ludzi. Tym samym oddalamy od siebie opcję całkiem radosnego życia, wszak przecież tyle złego się dzieje wokół nas ;)

A jak słyszymy, że młody człowiek otworzył firmę 2-3 lata temu i dziś zarabia bardzo dobre pieniądze, jeździ dobrym samochodem itd., to jaka pojawia się pierwsza myśl? Ukradł!? A może oszukał!? Albo miał układy? Udało mu się? Moja pierwsza myśl “Bystry facet - wiedział co, kiedy i jak zrobić! Brawo, oby więcej takich osób.” :)

Co by się jednak stało, gdybyśmy swój peryskop, przez który patrzymy na świat skierowali w inne strony? Oprócz tego, że czasem zdarzają się jakieś przekręty w biznesie i polityce, że czasem niewinnych sadzają do więzienia itd. pozostaje cała masa osób, które robią biznes z powodzeniem, polityków, którzy pracują nad tym do czego zostali powołani, przez co nie widać ich “ujadających się” na wzajem na antenach telewizyjnych. Za sprawą prowadzenia bloga miałem okazję spacerować z bardzo bystrymi młodymi ludźmi o sporej wiedzy z obszaru, którym się zajmują. Ci ludzie za jakiś czas będą osobami, które wyciągną z życia to co będą chcieli przy tym robiąc coś dobrego i wartościowego dla innych. O nich nie usłyszymy w tradycyjnych mediach, bo to niemedialne. Sami częstokroć będą unikać rozgłosu, aby niepotrzebnie nie narażać się na ostrzał podejrzeń i pogard ze strony dużej części społeczeństwa (to dość powszechna wada tego społeczeństwa).

Przyznam się Wam, że lubię wyszukiwać takie pozytywne historyjki osób, które swoją pracą, czasem sprytem, pomysłem, czasem łutem szczęścia, a czasem z pomocą innych wybijają się i robią coś fajnego. W Polsce jeszcze trudno na nie natrafiać, ale jest ich coraz więcej. Będzie coraz więcej, jeśli częściej będziemy patrzeć w stronę tego jak i co możemy stworzyć dobrego, a nie rozliczać innych czy szukać problemów, które zdarzają się z prawdopodobieństwem wygranej w totka… tych ostatnich, przegranych, oszukanych pokazują w TV… Was nie pokażą, mnie nie pokażą… ale czy to istotne, jeśli patrząc w stronę możliwości i tego co można fajnego ze swoim życiem zrobić będziemy fajnie żyli i robili dobre, wartościowe rzeczy?

To jak? W którą stronę od dziś będziemy patrzyli? :) Jak interpretowali tę “szklankę wody”? Nie jutro, nie za rok… ale od dziś!

Czynności naturalne (fajniejsze niż nawyki)

2010-01-18, 8:31 pm

Czas na powrót z blogowego urlopu. Wcześniejszą wersją bloga zrzuciłem do http://orest.tabaka.eu/staryblog/ (obecnie są tam wszystkie poprzednie posty). Zmieni się troszkę linia programowa tego bloga, ale wciąż będzie ona bliska rozwojowi własnemu i tworzeniu własnego stylu życia.

Dziś zajmijmy się kwestią czynności dla nas naturalnych, które są o poziom wyżej od popularnych w samorozwoju nawyków. Poziom wyżej pod względem osiąganej przyjemności :) Ideą nawyków jest to, aby zmieniać swoje dotychczasowe postępowanie na nowe, częstokroć korzystniejsze. Czyli np. z siedzącego trybu życia przeskakujemy na bardziej aktywny/zdrowszy za sprawą porannego biegania i wieczornych wypadów na siłownie. Nawykiem jest właśnie ta powtarzalność – co ranek biegamy, co drugi wieczór spędzamy w siłowni. Nie zamierzam jednak przekonywać Was o tym jak wiele korzyści dla naszego zdrowia, samopoczucia czy pozycji życiowej dostarczają pewne ukształtowane nawyki.

Czynności naturalne, oprócz podobnych korzyści co nawyki dostarczają więcej przyjemności z wykonywanych czynności. Przy kształtowaniu nawyków przyjemność nie jest na pierwszym miejscu, bo gdzie tu przyjemność, jeśli „każe się” nam przez 21 czy 30 dni co ranek wstawać i biegać choćby nie wiem co? Możliwe, że po tych 21 czy 30 dniach przyzwyczaimy się do tego, może nawet bieganie się nam spodoba… lecz to trochę za mało dla mnie. Stąd w pierwszej kolejności szukam rozwiązania, które będą i przyjemne i dostarczały odpowiednie korzyści.

Wyobraźmy sobie sytuację, że od dziś przejmuję kontrolę nad tym ile jadasz, ile pijesz i o której. Każdego dnia wydawać będę takie same porcje jedzenia i wody i to o stałych porach. Nie interesuje mnie czy dziś jesteś bardzo głodny i chcesz więcej zjeść, czy może nie jesteś głodny i zjadłbyś tylko połowę porcji, a może coś innego dla odmiany, do tego najlepiej śniadanie godzinkę wcześniej, bo chcesz iść rano na spotkanie, a obiad 2 godziny później… oraz z racji tego, że na dworze było gorąco to chciałbyś wypić zdecydowanie więcej wody niż piłeś zimą. Jaką miałbyś przyjemność z takiego sposobu dawania Tobie tego co niewątpliwie chcesz i potrzebujesz? Najwyraźniej byłbyś spragniony, rano nie zjadł śniadania, a obiad jadłbyś zimny. Tak poniekąd działają nawyki, które nie zawsze uwzględniają zmienne takie jak nasze potrzeby czy możliwości.

Rozsądnym i przyjemnym zatem jest, aby jadać w godzinach w jakich akurat chcemy (bo jesteśmy głodni) i mamy możliwości (np. czas, warunki), do tego to na co mamy aktualnie ochotę. Tak działają czynności naturalne, czyli zaspokajanie własnych potrzeb w przyjemny i pasujący nam sposób.

Pokrótce jak to wygląda np. z aktywnością fizyczną, uczeniem się, pracą:

    • aktywność fizyczna to nie tylko bieganie, ale także rower, rolki (zimą łyżwy), marsze, nordic walking, taniec, siłownia, basen itd. W zależności od naszych potrzeb możemy niemal każdego dnia kilka godzin wypełnić taką aktywnością fizyczną jaką aktualnie chcemy. Czujemy potrzebę poruszać się? Szybkie spojrzenie na warunki, nasze możliwości czasowe, kondycyjne i wybieramy to co chcemy. Od wiosny do jesieni więcej biegam, bo dla mnie są wtedy lepsze warunki. Mam ochotę pobiegać, ubieram buty, po zejściu na dwór szybka decyzja „prawo, lewo czy prosto” a w trakcie biegu dopiero ustalam sobie dokładniejszą trasę i dystans… wiem na ile mam czasu, chęci, siły, czy chce się bardzo zmęczyć czy dziś luźno. Ostatnio miałem chęć poprzedzierać się przez zasypane chodniki i ścieżki z kijkami nordic walking – nie czekając na to czy to ranek, wieczór, pora zgodna z harmonogramem, zabrałem kijki i w tydzień (5 dni chodzenia) przeszedłem 56 kilometrów, odczuwając całkiem sporo przyjemności i korzyści z takiego ruchu :) zdjęcie 1 oraz 2 na blipie

    • uczenie się również może przybierać różne formy. Możemy mieszać proporcje pomiędzy czytaniem blogów, artykułów, książek, oglądaniem filmów czy rozmów z ludźmi. W zależności od dnia czasem nie dotykam książki, a czasem przez kilka godzin popołudniowych czytam lub kilkanaście minut przed snem. Czasem więcej filmików z konferencji TED, czasem więcej tekstu pisanego na blogach. Naturalnym dla mnie jest, że niemal każdego dnia czegoś się uczę, wszystko rozbija się o to na co mam ochotę i jakie danego dnia mam możliwości (czasowe, techniczne).

    • nauczyliśmy się pracować po X godzin dziennie z racji popularnych etatów. I to się jednak zmienia w stronę freelancerów, czyli osób które przyjmują zlecenia a pracę wykonują w pewnych ramach według własnych zasad, często też potrzeb i możliwości. Miewam przyjemność spotykać osoby, które pracują tak jak chcą, tyle ile chcą w danym czasie oraz wtedy kiedy chcą.

Dobrze rozumiem ideę nawyków, czyli osiąganie oczekiwanych efektów poprzez w pewien sposób mechaniczne działanie. Ustalamy harmonogram i się go trzymamy, na swego rodzaju autopilocie. Zdecydowanie nawyki wygrywają gdy cierpimy na deficyt chęci. Dla mnie, dla osoby, która ceni sobie przyjemność z robionych rzeczy i posiada chęci to podejście nie sprawdza się. Rozmaitość, brak regularności, zmienna ilości to coś co łatwo mogę dostosować do tego co potrzebuję w danej chwili a przy tym osiągnąć podobne lub lepsze korzyści okraszone większą przyjemnością z robienia tego, co przecież chcę.

Wiem… dziecinada. Ale to chyba nie przypadek, że dzieci ucząc się wtedy kiedy chcą czy ruszając i śpiąc tyle ile chcą i potrzebują są zdrowsze i szybciej się uczą. A i ilość przyjemności jakie dzieci czerpią ze swojego życia (zanim zostaną postawione do pionu według naszych dorosłych „zwyczajów”) jest nieporównywalna do naszej starczej ;)