Orest Tabaka - kreatywnie i prosto o stylu życia i rozwoju własnym

Kategoria ‘Podejścia’

Ty = płynny koncept

2012-01-24, 2:30 pm

Można (i jest to powszechne podejście) powiedzieć sobie, że jestem jaki jestem i tak już będzie, sam nie zmienię i nikt nie zmieni. I wszystko jest OK, gdy nam to bardzo odpowiada: czujemy się z takim sobą dobrze, inne ważne dla nas osoby z nami także, oraz od życia otrzymujemy to co chcemy/potrzebujemy.

Gorzej, gdy z tym jacy jesteśmy nie czujemy się dobrze, inni też nie… a i od życia nie dostajemy tego co chcemy. Zabicie się wtedy dechami i zalanie betonem, bo przecież “ja to ja i się nie zmienię” jest kiepskim pomysłem. Sad but true! Oczywiście co kto woli, niemniej jest lepsze podejście.

Chodzi o potraktowanie siebie jako płynnego konceptu, jako kawałka plasteliny z którego będziemy lepić siebie. Lepsza plastelina niż kawałek nieociosanego drewna, bo ten ostatni trudniej się obrabia… a i później trudniej wprowadzić zmiany :) I gdy już jesteśmy taką plasteliną polecam przyglądać się innym osobom, spotykać na swojej drodze ciekawych ludzi, ruszać się z domu i angażować w ciekawe inicjatywy… a także wpuszczać w sytuacje, w których nie byliśmy a które mogą nas początkowo lekko przerażać. Wówczas łatwiej “sklejać nowego siebie” z różnych elementów. Ci różni ludzie pokażą nam, że można inaczej, ciekawiej, sytuacje i różne doświadczenia dadzą impulsy do przemyśleń i zmian.

W praktyce wygląda to tak, że początkowo zmiany będą drobne, będzie ich mało… ot tak wstydliwie zaczynamy coś tam sobie zmieniać. Później, jeśli dobrze siebie “wrzucimy” w odpowiednie otoczenia, wyzwania, sytuacje życiowe to tych zmian będzie sporo, będą odważne, duże… by z czasem było ich coraz mniej - wszak już główną figurkę z plasteliny (znaczy nas) będziemy mieć ulepioną, a zajmować się będziemy już tylko detalami, by całość była kształtna i dokładnie taka jaka chcemy.

I nie ma ekstra drogi na skróty… zmiany to proces…

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia, Talent Management | Komentarze (6)

Gdy ktoś idzie do przodu… idź za nim!

2012-01-19, 8:06 pm

Spotykając na swojej drodze wiele niesamowitych osób, mógłbym stanąć, wytrzeszczyć oczy i zazdrościć czego to te osoby nie osiągnęły. I tak robiłem i wielu z nas tak robi. Jest jednak dużo lepsze podejście - zamiast tak stać w miejscu i zazdrościć tym “idącym do przodu” dużo lepiej ruszyć się i iść za takimi osobami. Nie koniecznie krok w krok… ale mniej więcej w takim kierunku.

Łatwo się mówi, trudniej robi? Pewnie, że tak! :) Cały więc trick polega na tym, by się ruszyć gdy wydaje się to trudne, ciężkie. Niektórym opowiadam czasem co się działo, gdy pierwszy raz wylądowałem na Gran Canarii mając przed sobą 2 tygodnie spania pod gołym niebem, bycia zupełnie sam czy dbania o higienę w toaletach publicznych. Czy było łatwo zrobić choć kapkę tego, co zrobił Radek ruszając dookoła świata? Pewnie, że nie! Ale zamiast stać i patrzeć z zazdrością na podróż Radka sam zabookowałem bilety i ruszyłem wtedy tylko na 2 tygodnie. Później na 3… a teraz byłem miesiąc poza domem, w 7 krajach (niektórych tylko na chwilę), wielu miastach, śpiąc u różnych znajomych, autokarach/TGV czy na lotniskach. Teraz bookowanie biletu i ruszenie gdzieś przychodzi z łatwością… i nagle sam zauważam, jak niektóre osoby rozdziawiają buzię i zazdroszczą, wybijając sobie z głowy opcję ruszenia się gdzieś… gdziekolwiek.

… a życie jest za krótkie, by tylko stać i patrzeć jak żyją inni! :)



Nicea, Francja, Morze Śródziemne: Always look at the bright side of life…

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia, Talent Management | Komentarze (10)

Przyjaciele z pozytywną energią…

2011-12-18, 8:49 pm

Zasadniczo (upraszczając) możemy podzielić ludzi na 3 grupy:

    1. Osoby, których stan domyślny to bycie osobą pozytywną, optymistyczną, radosną, cieszącą się z życia. Tak mają poukładane sprawy i tak odbierają rzeczywistości, że nie muszą mieć żadnych specjalnych powodów by się cieszyć. Potrzebują za to specjalny powód by się smucić.

    2. Osoby, których stan jest neutralny i potrzebują zarówna specjalnego powodu, aby być smutnymi jak i specjalnego, by mieć dobry nastrój.

    3. Osoby, które domyślnie są zdołowane, ponure, nie cieszą się z życia i potrzebują specjalnego powodu, aby się cieszyć.

Pytanie teraz - z osobami z której grupy chcielibyśmy budować relacje, mieć za znajomych i przyjaciół, spędzać czas? Wielu z Was wybierze 1, ewentualnie jeszcze 2 grupę… Dlaczego więc tak często w życiu pozbawiamy się tego wyboru (pomijamy sytuacje, gdy wyboru za bardzo nie mamy: np. odsiadka w więzieniu) i utrzymujemy relacje z osobami, które stale trzeba “karmić” dobrymi powodami, by choć trochę poczuły zadowolenia albo “zarażają” nas swoim negatywnym postrzeganiem świata? :)

A no właśnie taka nasza pokręcona natura. Jednak świadomość istnienia takiego podziału ułatwia sprawę. Można przecież świadomie zacieśniać kontakty z osobami, które są pozytywne, a ucinać kontakty z osobami, które musimy “dźwigać” lub zarażają nas swoim złym nastrojem. Mam takie przekonanie (i korzystam z niego w życiu), że do toksycznego wujka na imieniny wcale nie musimy jechać czy wpuszczać marudzącej sąsiadki/teściowej :) To, że wybór mamy jest oczywiste - to czy z niego korzystamy to wyższa szkoła jazdy :)

No i final thought: my pozytywni wcale nie musimy odpowiadać osobom, które wolą kontakty z osobami negatywnie odbierającymi rzeczywistość. Może być tak, że ktoś z nami utnie kontakt, bo irytujemy ich swoim dobrym nastrojem… cóż… jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim… itd. ;)

PS: Osoby pozytywne nie muszą być lekkoduchami - każdy z nas ma problemy, rzeczy z którymi się zmagamy - nie rzecz w tym kto ma tego więcej, a to jak do tych wyzwań podchodzimy i je odbieramy.

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia | Komentarze (17)

Prowokuj fajne sytuacje :)

2011-12-17, 4:20 am

Obiecałem po Kanadzie napisać ten post, ale wiele się działo więc nie bardzo było kiedy. Teraz znów jestem za granicą, robiąc małe tourne po Europie. Z każdym wyjazdem przywożę coś: nie tylko zdjęcia, wspomnienia czy przygody… ale to co przekłada się na co dzienne życie - mianowicie podejścia :)

Już kiedyś pisałem o tym w poście Co przywiozłeś z zagranicy?. Już od pewnego czasu mam skłonność do prowokowania fajnych sytuacji tak na ulicy. Dziś (w zasadzie już wczoraj) bardzo wyraziście. Rzecz działa się w pociągu do Amsterdamu, gdzie widząc nadchodzącego konduktora wystawiłem wysoko bilet, aby mógł go łatwo sprawdzić, przy czym uśmiechnąłem się jak to mam w zwyczaju. Konduktor coś po niderladzku zaczął mówić, na co przerwałem mu i sympatycznie rzekłem, że ja tylko po angielsku. No i wyszła z tego fajna sytuacja, bo konduktor bardzo energicznie zaczął relacjonować jak to podobało mu się, że entuzjastycznie pochwalilem sie biletem itd. Następnie sprawdzając bilety pozostałych pasażerów mega żartobliwie pytał czy też chcą się pochwalić lub czy też tylko angielskim się posługują :)

Może z opisu nie brzmi to rewelacyjnie, ale sytuacja była niesamowita - w moment rozbawionych zostało kilka osób. Takie sytuacje prowokuję dużo lepiej w języku polskim (mam w nim dużą swobodę reagowania), ale samo podejście podpatrzyłem którymś razem za granicą. Każdą sytuację, w której możemy sprowokować sympatyczny ciąg zdarzeń warto wykorzystywać. Oprócz tego, że uczymy się w naturalny sposób interagować z ludźmi to jeszcze dostarczamy sobie i innym dobrych wibracji. Jakoś tak kolorków nabiera codzienne życie… dlatego polecam takie podejście :)

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Komunikacja, Podejścia | Komentarze (6)

Nie każ się domyślać…

2011-10-21, 8:10 pm

To kolejny post, który nie jest skierowany do konkretnej osoby - wiem natomiast, że wielu z Was (zwłaszcza tych, co znam osobiście) może odebrać go osobiście. Taka już wada pisania o sprawach życiowych :) Więc nie bierzcie tego osobiście, a ewentualnie jako inspirację do zmiany.

Jakoś tak powszechnie wiele osób przejawia podejście (i przeważnie tyczy się ono kobiet w relacji z mężczyznami, ale nie tylko!!), że inni powinni się pewnych rzeczy domyślać, po tym jak “wysyłamy pewne sygnały”. A gdy ten ktoś nie odbierze odpowiednio tych sygnałów to obraza, bo “przecież powinien/powinna się domyślić”. Generalnie to podejście ma parę wad:

    1. Zmniejszamy sobie szanse na to, że druga osoba zrobi/zareaguje tak jak my chcemy - tak, tak :)

    2. To oznacza, że prawdopodobnie mamy do czynienia z osobami, z którymi nie mamy otwartej komunikacji.

    3. Co najmniej jedna osoba poczuje się niezrozumiana.

Nie, żebym był wolny od tego podejścia, bo samemu wciąż zbyt często uznaję, że mam do czynienia z osobami, którym czegoś nie mogę powiedzieć wprost… choć sam wielokrotnie powtarzam i zapewniam innych, że mi wprost można, a nawet warto mówić :)

Te rozważania doprowadziły mnie ostatnio do dwóch wniosków:

    1. Czas zacząć jeszcze otwarciej mówić o swoich oczekiwaniach względem innych (niezależnie od poziomu relacji) oraz o swoim stosunku do tych osób - co bym nie powielał tego nieproduktywnego podejścia,

    2. Gdy zauważę jakieś sygnały pierw otwarcie pytać “czy mam zrobić to/oczekujesz ode mnie tego?” - jeśli odpowiedź będzie konkretna to w miarę jak będzie to zgodne ze mną zrobić z niej użytek… jak odpowiedź wymijająca to uznawać, że NIE i nie przejmować się - znaczy nie ma tematu. A w przypadku “recydywy” delikatnie “temperować” znajomość - wszak do bliższych znajomości wolę ludzi komunikujących otwarcie :)

Natomiast “domyślanie” zdecydowanie wolę pozostawić na robienie niespodzianek, czyli dana osoba nie oczekuje ode mnie czegoś, a ja akurat domyślę się, że może to być dla niej przyjemne oraz na flirt - dobry flirt opiera się właśnie na niedopowiedzeniach, niejasnościach, dwuznacznościach itd. :)

A jak Wy widzicie temat? Dajcie znać w komentarzach :)

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Komunikacja, Podejścia | Komentarze (18)