Rozwój własny wspierany sportem…
2010-02-19, 3:58 pmSport, aktywność fizyczna to odkąd pamiętam element mojego życia. Jako dzieciak biegałem za piłką, jeździłem rowerem, później w liceum po 2-3 razy na tydzień grałem w koszykówkę, po liceum przez rok intensywnie (pod okiem trenera) trenowałem kolarstwo górskie. W czasach trenowania kolarstwa nauczyłem się i polubiłem biegać. Do dnia dzisiejszego (poza kilkoma przerwami) rzadkością są tygodnie, w których choć raz nie pójdę pobiegać, choćby miały to być 3 kilometry
Obecnie w moim przypadku nie jest to też aż tak intensywne uprawianie sportu, abym mógł powiedzieć, że jestem sportowcem. Jestem amatorem. To czynność naturalna, którą wykonuję gdy mam ochotę i nie muszę się szczególnie nad nią zastanawiać a tym bardziej zmuszać do niej. Zdaję sobie sprawę, że wielu z nas ma świadomość zdrowotnych korzyści, jakie daje aktywność fizyczna, więc poruszę jej inny aspekt. Mianowicie wpływ na życie codzienne, na nasz sposób postępowania, funkcjonowania. Wszystko co niżej opisuje samoistnie zaczęło funkcjonować w moim życiu. Jedna rzecz, dość często naświetlana, nie zafunkcjonowała u mnie - nie nauczyłem się żelaznej konsekwencji czy wytrwałości takiej, aby zagryźć zęby i napierać do końca
Jeśli ktoś z Was nauczył się takiej wytrwałości to dajcie znać w komentarzach.
Co do korzyści, jakie daje uprawianie sportu podczas gdy pracujemy nad swoim rozwojem, to z pewnością jest ich więcej, natomiast skupię się na 5 głównych, moim bardzo istotnych i przyjemnych:
- Stabilizuje się i poprawia samopoczucie - bardzo przyjemna korzyść, szczególnie dla tych, którym nastrój płata figle i potrafi zmieniać się z dnia na dzień
Czyż nie efektywniej pracuje się czy nawet snuje wizje naszego przyszłego życia, rozwoju, gdy jesteśmy w dobrym nastroju? Po prostu podczas wzmożonego wysiłku wydzielają się serotonina oraz dopamina, i to one powodują taki przyjemny efekt. Lubię wykorzystywać ten fakt szczególnie w okresie jesienno-zimowym. W momentach, gdy czuję spadek nastroju wystarczy mi 30-40 minut biegu i wszystko wraca do normy, czyli dobrego nastroju 
Mała uwaga: jeśli wcześniej nie uprawialiście sportu to wspomnę, że dobry nastrój odczuwalny będzie dopiero po ok. 2-3 tygodniach (6-10 razach) - organizm musi nauczyć się regenerować, aby zmęczenie nie zagłuszało dobrego samopoczucia
- Świadomość, że forma i kondycja (zarówno fizyczna, jak i psychiczna) nie są stałe - tak jak nie każdego dnia z łatwością jestem w stanie przebiec taki sam dystans tym samym tempem, tak nie każdego dnia z łatwością czytam duże ilości materiałów (książek, blogów, artykułów, raportów), uczę się nowych rzeczy, z łatwością rozwiązuję różne problemy czy nie każdego dnia tak samo dobrze radzę sobie w kontaktach z ludźmi. Bardzo przydatna lekcja, aby nie próbować na siłę danego dnia zrobić czegoś i przy tym potwornie się umęczyć i zniechęcić, gdy to samo z łatwością i przyjemnością możemy zrobić dnia następnego czy jeszcze kolejnego. Zauważyłem, że do czytania książek mam lepszą formę wiosną i latem (wtedy czytam większość książek), a zdecydowanie niższą jesienią i zimą. Od grudnia czytam jedną książkę po 1-2 strony dziennie i jeszcze nie ukończyłem
A mając świadomość, że na wiosnę forma do czytania wróci mogę takim ślimaczym tempem czytać ze spokojnym sumieniem. - Warto mieć w miarę przemyślany plan rozwoju
Więcej o planach treningowych:
Daj sobie w kość… czasem.- tak jak ze sportem, można próbować rozwijać się na tzw. “czuja” czy w sposób nieprzemyślany. Trenując kolarstwo nauczyłem się, że jednego dnia powinienem włożyć więcej wysiłku w swój rozwój, innego dać sobie odpocząć. Nawet jeśli czułem, że mógłbym przejechać więcej kilometrów, to wiedziałem, że długoterminowo lepiej będzie, jeśli danego dnia sobie odpuszczę, a przycisnę innego. Samoczynnie zacząłem praktykować “pracuj mądrze, a nie ciężko”.
- “Najważniejsza część treningu? Odpoczynek!” - nie wiem czy to stara kolarska prawda, ale chętnie powtarzana przeze mnie gdy trenowałem
Nie po to, aby się poobijać, bo to przyjemne, ale dla tego, że tak jak mięśnie tak i mózg potrzebują co jakiś czas wytchnienia. Z pewnością znacie sposób na “przespanie się z problemem”… jak często korzystamy z tego dobrodziejstwa? Po przeczytaniu książki, po zaznajomieniu się z problemem warto zająć umysł czymś lżejszym, dać mu wypocząć. Może być to drzemka, pełny sen, albo też pójście na spacer, zajęcie się gotowaniem. - Im jest się lepszym tym mniejsze postępy - no i nie wiem czy to korzyść, bo mało przyjemny jest fakt, że wraz z rozwojem każdy wzrost umiejętności, wiedzy czy kondycji jest trudniejszy. Natomiast bardzo dobrze mieć świadomość tego, aby przypadkiem nie załamać się. Na początku postępy (niezależnie od dziedziny) są oszałamiające - jeśli nie chodzicie na siłownie to przejdźcie się i spróbujcie wycisnąć 40-kilogramową sztangę 10 razy. Za dwa dni przyjdzie Wam to łatwiej, za tydzień być może bez problemu wyciśniecie 60-kilogramową… a za miesiąc będziecie niemal w tym samym miejscu
Po wyżej pewnego poziomu trzeba mieć na uwadze, że kolejne postępy nie przychodzą już tak łatwo, nie są tak widoczne. Łatwo wtedy zrezygnować, odpuścić. Mając świadomość, że to dotyka każdego i jest naturalnym etapem w rozwoju łatwiej jest robić po prostu swoje, na spokojnie. To ten moment, gdzie wielu odpuszcza, a każdy kto przetrwa go wyjdzie obronną ręką.
Wracając jeszcze na moment do punktu nr 3, powinienem wspomnieć, że mój plan jest daleki od optymalnego. Tak jak dbanie o swoją kondycję fizyczną tak i dbanie o rozwój własny trzymam raczej w pewnych dość swobodnych ramach, a nie w rygorystycznym planie. Przy tym cały czas myślę jak to zrobić mądrze, a nie siłować się głupio. Sport zawodowy wymaga pewnych wyrzeczeń i stalowej dyscypliny - podobnie może być z rozwojem własnym. Natomiast warto mieć świadomość, że sport zawodowy ma niewiele wspólnego ze zdrowiem i czasem niewiele wspólnego z przyjemnością. Jest to po prostu ciężka praca. Z rozwojem własnym można zrobić to samo, w rok zostać najlepszym sprzedawcą w firmie, “robotem komunikacyjnym” (kimś bardzo sprawnym werbalnie i towarzysko), natomiast łatwo utracić coś co w rozwoju własnym i życiu jest najważniejsze - przyjemność i odczuwalną jakość życia.
Jak podpytałem na Blipie, to Ania Watza (z blogu o marketingu, PR, internecie i życiu) napisała mi, że sport daje jej “lepszą organizację czasu i nie-danie się pracoholizmowi
(mam plan i się go trzymam, bo inaczej wejścia mi przepadną)” oraz “oprócz tego lepszy odpoczynek, bo rzeczywiście odrywam się od pewnych spraw”, natomiast Paweł Pela (Nasz Czytelnik) potwierdził pozytywny wpływ na samopoczucie.
Jeszcze szerzej temat opisał Kuerti z PK4.pl w poście 9 rzeczy, które nauczyły mnie rajdy - spojrzenie człowieka, który 100-kilometrowe rajdy pokonuje ze względną dla siebie łatwością
Szczególnie polecam go przeczytać. W korespondencji ze mną potwierdził także pozytywny wpływ na nastrój - resztę, mam nadzieję, że dopisze w komentarzach
Nie będę Was na siłę przekonywał, abyście koniecznie zmieniali tryb życia na bardziej aktywny i bogatszy w sporty aerobowe (takie, gdzie serce i płuca muszą popracować). Chciałbym jednak, abyście rozważyli, każdy według potrzeb, opcję takiego “sportowego wsparcia” swojego rozwoju.
Jeśli doświadczyliście innych ciekawych korzyści z uprawiania sportu (w kontekście rozwoju własnego), to zapraszam Was do podzielenia się nimi w komentarzach ![]()
RSS z postami
Jan Tabaka
Tony Robbins
Bartek Popiel
Bartosz Zajączkowski
Dwa Grosze
Ewa Wytrążek
Krzysztof Wysocki (TesTeq)
Marek Jankowski (Mała Wielka Firma)
Michał Ksiądzyna (Top Menedżer)
Michał Pasterski
Paweł Tkaczyk