Orest Tabaka - kreatywnie i prosto o stylu życia i rozwoju własnym

Kategoria ‘Talent Management’

7×2 > 1×30

2012-01-30, 5:47 pm

Nie… to nie żaden kod zniżkowy czy kod do gry komputerowej. To pewne ciekawe spostrzeżenie dotyczące regularności. Tytuł należy przeczytać tak: 7 razy po 2 minuty dziennie daje lepsze efekty niż 1 raz w tygodniu przez 30 minut!

I tą prawidłowość zobaczyłem robiąc sobie poranne ćwiczenia - dużo lepsze efekty do sprawności ciała daje poćwiczenie sobie minutę, dwie każdego dnia (parę brzuszek, przysiadów, pompek i podciągnięć - u siebie wykorzystuję swiss ball) niż przypomnienie sobie raz na tydzień i wybranie się na 30 minut na siłownię i pocenie, by nadrobić stracony czas.

Na oko widać różnicę - oszczędność czasu, lepsze efekty w długim terminie, człowiek się nie spoci w 2 minuty takiej “zabawy” (odpada specjalne przygotowanie, dodatkowy prysznic)… i łatwiej znaleźć/zebrać się na 2 minuty rano niż raz w tygodniu wykroić 30 minut. A życie jest pełne takich nietypowych podejść… i zachęcam Was do ich poszukiwań. Nasze życie daje się fajnie “hakować”… tylko trzeba czasem przysiąść, pomyśleć… i wdrożyć w życie :)

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Talent Management | Komentarze (18)

Ty = płynny koncept

2012-01-24, 2:30 pm

Można (i jest to powszechne podejście) powiedzieć sobie, że jestem jaki jestem i tak już będzie, sam nie zmienię i nikt nie zmieni. I wszystko jest OK, gdy nam to bardzo odpowiada: czujemy się z takim sobą dobrze, inne ważne dla nas osoby z nami także, oraz od życia otrzymujemy to co chcemy/potrzebujemy.

Gorzej, gdy z tym jacy jesteśmy nie czujemy się dobrze, inni też nie… a i od życia nie dostajemy tego co chcemy. Zabicie się wtedy dechami i zalanie betonem, bo przecież “ja to ja i się nie zmienię” jest kiepskim pomysłem. Sad but true! Oczywiście co kto woli, niemniej jest lepsze podejście.

Chodzi o potraktowanie siebie jako płynnego konceptu, jako kawałka plasteliny z którego będziemy lepić siebie. Lepsza plastelina niż kawałek nieociosanego drewna, bo ten ostatni trudniej się obrabia… a i później trudniej wprowadzić zmiany :) I gdy już jesteśmy taką plasteliną polecam przyglądać się innym osobom, spotykać na swojej drodze ciekawych ludzi, ruszać się z domu i angażować w ciekawe inicjatywy… a także wpuszczać w sytuacje, w których nie byliśmy a które mogą nas początkowo lekko przerażać. Wówczas łatwiej “sklejać nowego siebie” z różnych elementów. Ci różni ludzie pokażą nam, że można inaczej, ciekawiej, sytuacje i różne doświadczenia dadzą impulsy do przemyśleń i zmian.

W praktyce wygląda to tak, że początkowo zmiany będą drobne, będzie ich mało… ot tak wstydliwie zaczynamy coś tam sobie zmieniać. Później, jeśli dobrze siebie “wrzucimy” w odpowiednie otoczenia, wyzwania, sytuacje życiowe to tych zmian będzie sporo, będą odważne, duże… by z czasem było ich coraz mniej - wszak już główną figurkę z plasteliny (znaczy nas) będziemy mieć ulepioną, a zajmować się będziemy już tylko detalami, by całość była kształtna i dokładnie taka jaka chcemy.

I nie ma ekstra drogi na skróty… zmiany to proces…

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia, Talent Management | Komentarze (6)

Gdy ktoś idzie do przodu… idź za nim!

2012-01-19, 8:06 pm

Spotykając na swojej drodze wiele niesamowitych osób, mógłbym stanąć, wytrzeszczyć oczy i zazdrościć czego to te osoby nie osiągnęły. I tak robiłem i wielu z nas tak robi. Jest jednak dużo lepsze podejście - zamiast tak stać w miejscu i zazdrościć tym “idącym do przodu” dużo lepiej ruszyć się i iść za takimi osobami. Nie koniecznie krok w krok… ale mniej więcej w takim kierunku.

Łatwo się mówi, trudniej robi? Pewnie, że tak! :) Cały więc trick polega na tym, by się ruszyć gdy wydaje się to trudne, ciężkie. Niektórym opowiadam czasem co się działo, gdy pierwszy raz wylądowałem na Gran Canarii mając przed sobą 2 tygodnie spania pod gołym niebem, bycia zupełnie sam czy dbania o higienę w toaletach publicznych. Czy było łatwo zrobić choć kapkę tego, co zrobił Radek ruszając dookoła świata? Pewnie, że nie! Ale zamiast stać i patrzeć z zazdrością na podróż Radka sam zabookowałem bilety i ruszyłem wtedy tylko na 2 tygodnie. Później na 3… a teraz byłem miesiąc poza domem, w 7 krajach (niektórych tylko na chwilę), wielu miastach, śpiąc u różnych znajomych, autokarach/TGV czy na lotniskach. Teraz bookowanie biletu i ruszenie gdzieś przychodzi z łatwością… i nagle sam zauważam, jak niektóre osoby rozdziawiają buzię i zazdroszczą, wybijając sobie z głowy opcję ruszenia się gdzieś… gdziekolwiek.

… a życie jest za krótkie, by tylko stać i patrzeć jak żyją inni! :)



Nicea, Francja, Morze Śródziemne: Always look at the bright side of life…

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia, Talent Management | Komentarze (10)

Im mniej mi zależy tym bardziej wychodzi?

2011-08-01, 11:31 am

Hmm… wygląda to trochę na nieproduktywny wniosek, do którego dochodziłem już od dłuższego czasu. Różne wydarzenia ostatnich miesięcy zdają się go potwierdzać… co może być trochę niebezpieczne, ale skoro działa w mojej rzeczywistości to czemu nie :)

O co chodzi? O dostrzeżoną pewną zależność między tym jak bardzo zależy mi (od pewnego momentu nazywam to “napinam się”) na osiągnięciu czegoś a tym jakie efekty otrzymuję. Na wykresie wyglądałoby to mniej więcej tak:


Jak to interpretować i, co najważniejsze, jak wykorzystuję to w życiu?

Gdy generalnie mi nie zależy to i efekty są żadne - wiadomo :) Lecz wraz ze wzrostem tego jak mi zależy wzrastają efekty. Natomiast od pewnego momentu osiągane efekty spadają i jest to dla mnie sygnał, że nie tyle zależy mi już co się zbyt “napinam”… czyli w głowie pojawiają się “muszę”, “koniecznie” itd. Wówczas efekty drastycznie spadają i mam pewne przemyślenia dlaczego tak się dzieje.

Stąd w ostatnim czasie, jeśli się nie zagalopuję z “zależy mi” przeważnie przejawiam podejście “chcę, BĘDĘ PODEJMOWAŁ DZIAŁANIA i jak będzie to będzie, a jak nie to nie”. Okazuje się, że przynosi to dla mnie zaskakujące efekty, co mnie bardzo cieszy :) Z drugiej strony wyczucie momentu “napinam się” jest dość trudne, bo najczęściej zbiega się z emocjonalnym zaangażowaniem się w daną sprawę, a to potrafi przesłaniać racjonalne myślenie i działanie (choć nie zawsze racjonalność przekłada się na delektowanie życiem - ale to inny temat).

Nie u wszystkich to tak działa, bo znam osoby, które jak się zaprą to dostaną co chcą :) Do przemyślenia jak to jest u Was i ewentualnego wdrożenia.

___

PS: Właśnie wdrażam to podejście u siebie w temacie zarabiania na konsultacjach/doradztwie - od dłuższego czasu albo bardzo chciałem, by mi płacono (samo chcenie, bez działań) albo lekceważyłem temat. Obecnie chcę konsultować za pieniądze, mówię, że to kosztuje i odmawiam gdy “nie ma pieniążka”, ale też nie napinam się, że muszę konsultować. Zobaczymy co wyjdzie.

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Talent Management | Komentarze (9)

Osobisty termostat…

2011-05-09, 8:49 pm

Znów o czymś co niby wiedziałem, ale ostatnio bardzo mnie zaskoczyło :)

Moim zdaniem każdy z nas ma taki wbudowany “termostat” - umownie termostat, bo nie o temperaturę tu chodzi. Jeśli ustawimy go za nisko wszystko co znajduje się powyżej niego wydaje się bardzo wymagające, trudne do osiągnięcia. Jeśli ustawimy wyżej, wszystko co pod jest takie słabawe i względnie łatwe w osiągnięciu. O czym mówię? To na przykładach:

    1. Jeszcze w szkole wyczynem było dla mnie przebiec 1 km na WFie. Parę lat później w ciągu 2 tygodni z niebiegającego stałem się biegający i dawałem radę przebiec 8-10 km. Osobisty “termostat” został ustawiony wysoko. Teraz przebiegnięcie 8-10 km to żaden wyczyn - taki słabawy dystans. Odkąd kilkukrotnie przebiegłem 20 km to i 15 nie robi szału :)

    2. Jeszcze nie tak dawno podróż (pociągiem, autokarem czy busem) gdzieś dalej (nawet tylko do Wrocławia - 70 km) było swego rodzaju “wyzwaniem psychicznym”. Obecnie z dużą swobodą wsiadam nawet do samolotu i nie mam oporów przed “wybywaniem z domu”. Fakt, że robię to wciąż zbyt rzadko, ale to ze względów na cash a nie opory (swoją drogą można mnie “ściągnąć” w dowolne miejsce - szczegóły w “O mnie”).

    3. Jeszcze rok temu nawiązywanie sympatycznych relacji z kobietami, które mi się podobały, było dla mnie wyzwaniem i już sama myśl o tym mnie krępowała. Osobisty “termostat” był ustawiony na bardzo niskim poziomie. Wszelkie próby wydawały się wymagające, spinały mnie. W ostatnim półroczu wiele się zmieniło, a osobisty “termostat” został ustawiony dużo wyżej - obecnie z dużą swobodą i na luzie nawiązuję takie relacje (żadne PUA!).

Jak podnosić ustawienie takiego osobistego termostatu? Chyba nie ma innej drogi jak przez wrzucanie się w wyzwania w danych obszarach. Czyli jeśli jest coś co wydaje się trudne do osiągnięcia to należy podjąć próby osiągnięcia tego, nawet gdy trzeba się przełamać. Jak zwykle będą pewne trudności, może i niepowodzenia, ale w pewnym momencie pójdzie z górki. Podobnoż to działa także z zarabianiem pieniędzy - słyszałem, że jak ktoś nauczy się zarabiać dużo więcej ponad średnią krajową to później staje się to dla niego względnie łatwe, prawie niezależnie od okoliczności. Tak tylko słyszałem, nie jestem Wam w stanie tego potwierdzić na swoim przykładzie :)

Tradycyjnie zachęcam do przemyślenia i wymyślenia jak to o czym tu piszę może przełożyć się na Wasze efekty w życiu. A jeśli chcecie coś dodać, zapytać się to komentarze są dla Was :)

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia, Talent Management | Komentarze (10)