Celuj w księżyc, a jak nie trafisz…
… to będziesz na prostej drodze w gwiazdy!
To najważniejszy wniosek jaki mogę wyciągnąć z 5-cio dniowego szkolenia, w którym uczestniczyłem w mijającym tygodniu. I przyznam, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co tam się wydarzyło. Na pozór wydawało się, że element motywacyjny był proformą, lecz wraz z kolejnym dniem było go coraz więcej, by w ostatnim dniu podgrzać tak atmosferę… że już wiem, że wcześnie dziś nie zasnę - tak rozpiera mnie energia do działania
Szkolenie było zorganizowane przez firmę, pod marką której rozpoczynam pracę. I choć początkowo kierowałem się pod kątem stażu menedżerskiego (budowa i kierowanie zespołu pracowników, coachowanie) to trochę z “tym księżycem” się rozminąłem… i będę “tylko” członkiem takiego zespołu. Słowo “tylko” piszę celowo w cudzysłowie. Będąc członkiem zespołu będę mógł podpatrzeć na czym faktycznie polega praca takiego członka zespołu, dowiedzieć się o ich problemach, najczęstszych trudnościach i w przyszłości łatwiej sobie z nimi radzić już jako menedżer.
Teraz widzę, że trafienie w księżyc mogłoby zatrzymać mnie na powierzchni tego satelity zbyt długi czas. I choć do księżyca mam daleko, kierunek obrany, to podczas podróży mam jeszcze wiele miejsca na manewry, korekcję toru lotu. Mogę albo wylądować na księżycu (i tam siedzieć), albo podróżując po galaktyce przelecieć w bliskiej odległości, poczuć jego przyciąganie i udać się w stronę ciekawszych obiektów
A teraz tak dla ścisłowców (”zapomniało bydlę jak cielęciem było”
): ilekroć zdarzyło się Wam, że chcieliście coś osiągnąć, pstryk i osiągnęliście to? Jak długo potem trzymaliście się tego (czy to posady, firmy, osoby)?
Aby dojść z Ziemi na Księżyc piechotą (ok. 6 km/h) potrzebowalibyśmy prawie 7 i pół roku. W tym czasie mamy mnóstwo możliwości aby korygować kierunek by w końcu postawić nogę na księżycu. Kto z Was, z taką prędkością poruszania chętnie wybrałby się w dalszą drogę? Pewnie niewielu i tak jak obserwuję otoczenie, to wiele osób idzie właśnie takim pieszym tempem do punktu, gdzie jest najbliżej - najłatwiejsza praca, najłatwiejsze pieniądze, “najłatwiejsza dziewczyna”.
A gdybyśmy wystartowali z prędkością tradycyjnej rakiety czy też rakiety z prędkością światła? Ile mamy czasu na skorygowanie lotu? Niewiele i najpewniej w tym biegu rozminiemy się z naszym celem, muśniemy tylko jego pole grawitacyjne. Wyobraźcie sobie jednak, że przelatując kilka lat świetlnych (przykładowo 7) mamy już ładny wybór w stronę której gwiazdy się skierować
Wiem, że nie podołałem napisać tego postu dla ścisłowców… wybaczcie, gdyż temat jest typowo nieścisły. Może usłyszę głosy, że przy rozwoju dzisiejszej fizyki i matematyki jesteśmy wstanie precyzyjnie ustawić naszą “świetlną rakietę”, lecz nie chodzi o to. Chcę zwrócić Waszą uwagę na cel jaki obieracie i tempo, którym zmierzacie do tego celu. Nie jestem święty i moje tempo jest jeszcze dalekie nawet od prędkości rakiety tradycyjnej. Uznałem jednak, że warto pozostawić moją refleksję po szkoleniu, aby ktoś z Was na tym skorzystał a i abym ja zapamiętał, że “księżyc to mało”
Tradycyjnie zapraszam do podzielenia się swoimi refleksjami odnośnie celowania i zmierzania do celu - dokąd Wy zmierzacie i w jakim tempie ![]()

Znasz kogoś, kto powinien przeczytać ten post? Podeślij link :)

September 13th, 2008 at 9:46 am
W ramach komentarza zachęcam do posłuchania piosenki http://viki24.wrzuta.pl/audio/re7SzzGBsn/ . Co prawda nie jest to muzyka jakiej słucham na co dzień, ale tekst bardzo pozytywny. Można ustawić na poranny budzik
“po to masz własne życie
możesz robić wszystko w nim co tylko chcesz
może być znakomicie
musisz tylko pragnąć bardzo tego chcieć
i do przodu iść a nawet biec ”
Pozdrawiam i miłego weekendu życzę
September 13th, 2008 at 2:38 pm
Równolegle w sieci pojawił się bardzo ciekawy artykuł Mariusza Kapusty “Geronimo” - zdecydowanie wart przeczytania, przemyślenia i rozpoczęcia działania pod wpływem jego pozytywnego oddziaływania. Zwróccie uwagę co Mariusz pisze o wątpliwościach pozostania w tym samym miejscu: ” skoro wszystko jest tak super, to dlaczego nie chcesz zostać w tym miejscu?” Na Księżycu może i jest przyjemnie, lecz czy nie przyjemniej będzie na innej gwieździe?
Bartek:
Bardzo pozytywna piosenka. Ja na wczorajszą okoliczność zaprogramowałem sobie w głowie piosenkę Feel i Iwony Węgrowskiej - Pokonaj siebie. Miałem swoje powody
Gdy tylko ją usłyszę, to przypomni mi mój pozytywny wczorajszy stan. A że piosenka ostatnio bardzo popularna …
Pozdrawiam,
Orest
September 14th, 2008 at 3:10 am
Chciałabym tylko dodać,że moim komentarzem po pobycie w J.G.będą słowa jednego z utworów zespołu IRA, dzisiaj tak właśnie się czuję!
“…czujesz, że w Tobie rodzi się
Siła, która zmieni świat
Nie wiesz jak to jest, ale czujesz, że
Dziwna moc ogarnia Cię
Nagle coś się stało, zmądrzał świat
Wszystko wokół inne, nowe i jakby lepsze
Łatwiej być i mieć, łatwiej wiarę nieść
Mieć wśród ludzi własną twarz”
September 14th, 2008 at 7:49 am
Witaj Beata na blogu!
Dziękuję Tobie za te słowa… dość podobnie się czuję
Widzę, że wątek idzie w stronę piosenek i ich motywacyjnej strony. Może macie takie swoje piosenki, które stawiają Was na nogi?
Pozdrawiam serdecznie,
Orest
September 14th, 2008 at 11:47 am
Jeśli już jesteśmy w tematyce kotwic na melodie piosenek, ostatnio miałem ciekawą sytuację. Wracając z uczelni w wyniku problemów logistycznych musiałem przebookować bilet i zamiast w Katowicach, wylądowałem w Gdańsku (2 w nocy i żadnych pociągów zmierzających w kierunku mojego rodzinnego domu).
W słuchawkach, w przerwie między audycjami Briana Tracy’ego, usłyszałem piosenkę “Hey Hi Hello”, która mówi o tym, że ‘perfekcja zależy od punktu widzenia’. Dlatego też zamiast się zdenerwować, potraktowałem całe zdarzenie jako ciekawą przygodę i bardzo pozytywnie zakotwiczyłem tą piosenkę. Teraz służy mi jako budzik (a zaczyna się od słów “Hej, co za perfekcyjny dzien!”
)
Pozdrawiam serdecznie
Ludwik
September 14th, 2008 at 4:08 pm
Witaj Ludwik na blogu!
Czyli nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło? A piosenka na budzik jak najbardziej
Shaun Baker dla poszukujących.
Pozdrawiam,
Orest
October 2nd, 2008 at 7:40 pm
Witam wszystkich przeserdecznie!!!!!!!!!!!!
Na wstepie chce powiedziec krotko:Orest i cale reszta!!!- jestem pod wrazeniem co sie dzieje w sieci pod wzgledem rozwoju osobistego. Tyle siesamowitych blogow, inspirujacych wypowiedzi, niesamowitych pomyslow sie rodzi…
Dopiero od niedawna zaczelam “kopac” w sieci(polskich stron) w celu wyszukiwania ludzi podobnych zainteresowan jak ja.
Z Rozwojem osobistym zetknelam sie jakies 3 lata temu na szkoleniu S.T.A.R-dotyczacym roznorodnosci osobowosci ludzkich…..no i sie zaczelo….
Caly czas jednak obracalam sie w srodowisku amerykanskich i angielskich nauczycieli….sama od 4 lat mieszkam poza granicami Polski…., ale o tym moze innym razem.
Powracajac do “…celowania w ksiezyc…”
Osobiscie wierze w to, ze tak naprawde kazdy z nas jest w stanie osiagnac wszystko, co tylko sobie wyznaczy za cel- mniejszy, badz wiekszy-zawsze jest sposob i droga dojscia do mety.
Najwazniejsza jest wiara-wiara w samego siebie i samodyscyplina oraz….tzw deadline!!!!!!!
Sama na sobie przekonuje sie od 3 lat, ze tak samo jak nieprawda jest , ze….” Knowledge is a power” tylko raczej…” Applying the knowledge is a power”, tak tez i zamierzenie, plan, czy cel bez konkretnej daty dojscia, jego osiagniecia jest bezsensowny.
W naturze ludzkiej jest odkladnanie wszystkiego na pozniej, szczegolnie w dzisiejszych czasach , kiedy to tyle roznorodnosci wokol nas rozprasza i zjada minuta po minucie nasz drogocenny czas …….
Cokolwiek chcemy osiagnac, gdziekolwiek chcemy dojsc- ZAWSZE, ale to ZAWSZE
October 2nd, 2008 at 7:54 pm
pamietajmy o konkretnej dacie osciagniecia- i co wiecej MUSIMY ja sobie gdzies zapisac, gdzies gdzie czesto zagladamy-czy to nasz notatnik, kalendarz czy nawet…..co mi sie zdarza praktykowac- przyklejam sobie karteczki nawet na lazienkowym lustrze-przez to, szczotkujac zeby…przypominam sobie non stop o tym, ze trzeba dzialac…..
Zakoncze moze ciekawym spostrzezeniem-nawet wsrod moich wlasnych znojomych- czesto spotykam sie z nie tyle calekowita niewiara w siebie, ale niewiara w rzeczy duze, w wielkie osiagniecia….
Zapraszam wszystkich do wielkiego, szalonego rozmarzenia sie, bez jakichkolwiek wewnetrznych hamulcow-poczujmy sie jak dzieci i zacznijmy mowic ich jezykiem:….Bede lekarzem, Bede piosenkarka, Bede astronauta!!!!!!! A nie- moze uda mi sie zdobyc to, czy tamto.
Przytocze moze zdanie Henry-ego Forda, ktory to mawial: Czy powiesz tak jestem w stanie to zrobic, czy - nie , nie jestem w stanie- Masz racje!!!
…..NIe kazdy jest w stanie od razu uwierzyc w ksiezyc- dla co niektorych z nas droga do przebycia nie miesci sie w glowie….proponuje zatem:
“…Go as far as you can see, and then you will see more!!!”
Pozdrawiam wszystkich cieplutko!!!!!!!!
Ania
October 3rd, 2008 at 7:12 am
Witaj Ania na blogu!
I na wstępię napiszę, że tak motywującego tekstu to jeszcze na tym blogu nie napisałem. Jestem wdzięczny za Twój komentarz
W polskiej blogosferze w temacie samorozwoju dzieję się coraz więcej… co mnie również cieszy (po prawej - Ciekawe Strony).
Tak jak wspominasz - osiągnięcia rodzą się z wyznaczenia sobie celu, samodyscypliny, działania i korzystania z wiedzy… swojej czy kogoś innego. Wśród tych czynności wystarczy, że jedna będzie potrzebowała zbyt wiele wysiłku i stąd bierze się niewiara w sukces. Lecz ludzie sukcesu to właśnie osoby, które potrafią zagryźć zęby i zrobić to co do nich należy
Ciekawie piszesz o konkretnej dacie osiągnięcia. Swego czasu data osiągnięcia brzmiała “Kiedyś”… i to kiedyś raczej nie nadchodziło. Od 2 lat wyznaczam sobie daty i najczęściej osiągam to co chciałem z poślizgiem, lecz osiągam. Może to kwestia samodyscypliny, która nie jest moją mocną stroną
Słowa Henry’ego Forda… wielokrotnie powtarzam sobie i innym
Drodzy Czytelnicy i autorze bloga… zalecenie z ostatniego akapitu:
“Go as far as you can see, and then you will see more!”
weźmy sobie to głęboko do serca
Pozdrawiam serdecznie,
Orest