Archive for August, 2008

Å»ycie jest (prawie) jak partia szachów…

Wednesday, August 27th, 2008

Na poczÄ…tek bardzo inspirujÄ…cy fragment wypowiedzi jednej drugoplanowej postaci z filmu “Dwa tygodnie na miÅ‚ość” (ang. Two Weeks Notice):

“Two things I know is chess and women.
Chess, it has rules, pieces, rooks, knights, bishops.
They move in predictable patterns. Somebody wins, somebody loses.
But women, they don’t have no rules, man.
They move in unpredictable ways too.
Nobody ever wins or loses when it comes to women.”

Tłumaczenie:
“Dwie rzeczy, na których siÄ™ znam to szachy i kobiety.
Szachy mają zasady, pionki, wieże, koniki, gońce.
Poruszają się w przewidywalny sposób. Ktoś wygrywa, ktoś przegrywa.
Ale kobiety? Tu nie ma żadnych zasad, człowieku.
Nie można przewidzieć ich ruchu.
Nikt nigdy nie przegrywa ani nie wygrywa jeÅ›li chodzi o kobiety.”

W gwoli wyjaÅ›nienia: w każdej metaforze otwarty umysÅ‚ doszuka siÄ™ sÅ‚abego punktu, przez co takÄ… metaforÄ™ można obalić. Tu jednak chodzi o pewne przedstawienie modelu - stÄ…d sÅ‚owo “prawie” w tytule :) Nie spodziewajcie siÄ™ jednak, że powiem: życie jest tak proste, jak gra w szachy… nie jest. Każdy jednak może osiÄ…gnąć to co sobie zamierzyÅ‚.

Zasady gry
Z przekonaniem mogę powiedzieć, że życie toczy się według pewnych zasad. Kto zna zasady gry, ten wie jak poruszać się po planszy aby osiągnąć cel - wygrać. Na planszy mamy 7 różnych rodzajów figur (pionki, wieże, goniec na białych polach, goniec na czarnych polach, skoczek, królowa i król). Każda z figur ma określone zasady poruszania się - o jedno pole, po skosie, przeskakiwać itd. Zawsze możemy przeanalizować każdy możliwy ruch swój czy przeciwnika. Wprawni gracze znają przebieg partii nim ruszą pierwszym pionkiem.

W życiu (na nasz plus) zasady siÄ™ zmieniajÄ…, możemy je zmieniać, tworzyć. ObowiÄ…zujÄ… nas przepisy prawa, zasady etyczne, moralne… jednak one siÄ™ zmieniajÄ…. Każdy czÅ‚owiek dziaÅ‚a na innych zasadach - podlega pewnym ramom, lecz sÅ‚yszeliÅ›my o indywidualnoÅ›ciach, którzy wbrew wszystkiemu i wszystkim prÄ… pod prÄ…d… i też wygrywajÄ….

Liczba ruchów
Grając w szachy mamy do dyspozycji 64 pola na planszy, 16 własnych figur, każda z figur ma określoną liczbę możliwych ruchów w danej sytuacji. Wprawni matematycy wnet policzyliby ile możliwych decyzji możemy podjąć w danej chwili, przy danym ustawieniu figur - liczba skończona.

Liczba ruchów jakie możemy wykonać na przestrzeni caÅ‚ego naszego życia czy też w danej chwili, jest tak wielka, przy tak zÅ‚ożonej sytuacji, że możemy Å›miaÅ‚o przyjąć nieograniczoność możliwych decyzji. Każdy czÅ‚owiek jest innÄ… figurÄ… i choć można nas poklasyfikować na pionki, wieże… to jednak możemy ksztaÅ‚tować wÅ‚asne kombinacje ruchowe.

Gdy jesteÅ›my pionkami…
Na planszy szachowej połowa graczy to pionki. Takie jest też odczucie wielu osób, że są tylko pionkami. Na szczycie (elita - królowa i król) to tylko ułamek społeczeństwa. Jak przyjrzymy się na rozgrywane partie szachowe, to albo pionki giną, albo są pomijane i gra toczy się na szczytach. Pionki niby nie mają wielkiego wpływu na grę, często też po prostu przeszkadzają.

Jednak pionki majÄ… bardzo ciekawÄ… wÅ‚aÅ›ciwość - gdy dojdÄ… do koÅ„cowej linii mogÄ… zostać kim chcÄ…. Królem nie można zostać, bo król jest tylko jeden… można jednak zostać królowÄ… ;)

Pionek sam może mieć problem, aby dojść na końcową linię planszy - niezbędna jest pomoc innych, ochrona ze strony tych, co nie są pionkami. Można zapewnić sobie ochronę od strony pionków, lecz jest ona często nieskuteczna.

Koncentracja czy zmasowany atak?
Gdy grywałem jako mały chłopiec w szachy spotkałem się z dwiema metodami:

    • pozbycie się wszystkich niewygodnych figur (np. oczyszczenie planszy z pionków) i przeprowadzanie ataku za pomocą dwóch, trzech wybranych najmocniejszych figur;
    • ochrona wszystkich figur i atakowanie wszystkimi jakie ma się do dyspozycji.

Trudno powiedzieć mi, która metoda jest efektywniejsza. Pewne jest, że niezdecydowanie prowadzi do porażki. Jako chÅ‚opiec staraÅ‚em siÄ™ chronić wszystkie figury, atakować wszystkim co mam… w efekcie przegrywaÅ‚em. Wymaga to dużego skupienia, aby ochraniajÄ…c jednÄ… figurÄ™, nie stracić innej czy tej chroniÄ…cej.
Przy koncentracji zostawiamy sobie kilka figur, na których się skupiamy - je chronimy, nimi atakujemy. Mając mniej figur każda strata jest jednak bardziej dotkliwa.

Defensywa czy ofensywa?
Zależy co chcemy osiÄ…gnąć… możemy bronić swoje figury albo atakować najlepszymi niezważajÄ…c na możliwe drobne straty.

Gra na czas
W szachach mierzymy czas - po równo dla każdego gracza. Gdy wykonam ruch, naciskam przycisk zegara zatrzymujÄ…c swój, a uruchamiajÄ…c zegar przeciwnika… jego czas biegnie. Klasyczna wymiana ruchów - ja jeden ruch, przeciwnik jeden ruch.

W życiu możemy wykonywać serię ruchów nieczekając na ruch przeciwnika. Czasem jednak warto zaczekać na rozwój sytuacji, bo nasz nieprzemyślany ruch to szansa dla przeciwnika.

Nie ma pata
I chyba to co najważniejsze w życiu: nie ma pata! Czyli sytuacji, w której nie możemy wykonać żadnego ruchu. Otóż w życiu zawsze mamy jakiś możliwy ruch do wykonania. Wynika to z niemal nieskończonej ilości ruchów do dyspozycji. I choć dziś, w tej chwili może wyglądać na to, że nie mamy żadnych możliwości, to czasem okazuje się, że nas oświeca i dostrzegamy możliwość, której nie widzieliśmy wcześniej. Możemy przecież poczekać na ruch przeciwnika lub dać sobie więcej czasu do zastanowienia się nad ruchem.

Zawsze warto skonsultować się
W szachach gramy jeden-na-jeden. W życiu jest to wiele-na-wielu. W trakcie gry możemy się skonsultować, zapytać, poradzić. Może to być coach, mentor, znajomy, przyjaciel, ktoś obcy. Wszyscy bierzemy udział w grze jaką jest życie, więc każdy ma jakieś doświadczenia. Wiele sytuacji na tej planszy się powtarza w przypadku wielu osób - nie jesteśmy sami. Korzystajmy z doświadczeń innych.

Kim jest przeciwnik?
W poÅ›cie użyÅ‚em kilka razy sÅ‚owa “przeciwnik”. W sumie ciężko stwierdzić kim on jest. W poÅ›cie Ciężki start… jeszcze cięższy finisz? napisaÅ‚em:
“Nie ma jednego zwyciÄ™scy - każdy może wygrać w swojej kategorii.”

Możemy mieć różne cele, możemy chcieć z pionka stać się gońcem, skoczkiem, zwiększyć swoje możliwości. Będąc skoczkiem możemy chcieć pomagać pionkom osiągać ich cele - linię końcową.
Możemy przyjąć, że przeciwnikiem jest życie - jednak mało doświadczony przeciwnik może stwarzać nam sytuacje do wygranej (podstawiać się).

I to chyba najsłabszy punkt tej metafory - nie ma przeciwnika dopóki sobie go nie wykreujemy. Każdy może nam pomóc :)

O co jeszcze moglibyśmy rozbudować tę metaforę? :)

——
PS: Autor tego bloga jeszcze wczoraj był w sytuacji, która miała objawy sytuacji patowej. I choć wiedziałem, że jest jakieś wyjście to wczoraj nie wiedziałem jakie będzie efektywne. Dziś rano już wiem jako ono jest :)

Daj sobie w kość… czasem.

Saturday, August 23rd, 2008

Trafiłem w dziwny stan, gdzie wszystko co związane z samorozwojem intelektualnym opisuję za pomocą sportu. Jest to poniekąd zrozumiałe, skoro w zdrowym ciele zdrowy duch to powiązanie między budowaniem formy fizycznej a intelektualnej jest dość silne :)

CzytajÄ…c książkÄ™ “Screw it, let’s do it” Richarda Bransona można zadać sobie pytanie “Po co multimiliarder bierze udziaÅ‚ w tak ryzykownych lotach balonem (dookoÅ‚a ziemi), wielokrotnie wymykajÄ…c siÄ™ Å›mierci z pod kosy?” Z prozaicznego powodu - Co nas nie zabije, to nas wzmocni! :)

My nie musimy podejmować działań na granicy ryzyka utraty życia. Wystarczy, że w swoim codziennym życiu wykonamy pewne czynności co pewien czas na 110% naszych możliwości.

Historyjka z życia…
Trzy lata temu, gdy rower sÅ‚użyÅ‚ do przejażdżek, Å›wietnej zabawy i miÅ‚ego spÄ™dzania wolnego czasu, wpadÅ‚ mi do gÅ‚owy pomysÅ‚, aby pojechać obejrzeć sobotni etap wyÅ›cigu kolarskiego w okolicach WaÅ‚brzycha (60 km od Legnicy). Część trasy pokonaÅ‚em siedzÄ…c w pociÄ…gu, lecz dotarcie do odpowiedniej miejscowoÅ›ci i na trasÄ™ wyÅ›cigu zajęło trochÄ™ czasu. Powrót rowerem. NapominajÄ…c, że okolice WaÅ‚brzycha to góry, byÅ‚o co podjeżdżać. Po obejrzeniu wyÅ›cigu, po szybkim powrocie do domu już o siÅ‚ach wÅ‚asnych nóg (rowerem), gdzie niektóre górki dawaÅ‚y w kość, byÅ‚em zaskoczony moimi możliwoÅ›ciami - niewielkie zmÄ™czenie, duży optymizm. Decyzja: “jutro jadÄ™ obejrzeć drugi etap”.

Przez zÅ‚e zapoznanie siÄ™ z trasÄ… i miejscem startu, tego drugiego dnia zrobiÅ‚em nadprogramowÄ… ilość kilometrów, wykonaÅ‚em ponadprzeciÄ™tny dla mnie wysiÅ‚ek, siÅ‚ujÄ…c siÄ™ z górkami, z jakimi wczeÅ›niej nie miaÅ‚em “nieprzyjemnoÅ›ci”. To wszystko, aby dotrzeć na start. Humor jednak dopisywaÅ‚, jak też w trakcie powrotu - do czasu. WymÄ™czony samym dotarciem, powrót mogÄ™ okreÅ›li jako “Trup na 20 kilometrów przed domem” :) Wtedy też opadÅ‚em z siÅ‚. Ostatnie 10 km pokonaÅ‚em leżąc na kierownicy, tempem wolniejszym niż dziaÅ‚kowe. Nim wszedÅ‚em do domu, przesiedziaÅ‚em 15 minut na schodach, aby zebrać siÅ‚y. W domu 1,5 godziny leżaÅ‚em na kanapie jedzÄ…c batoniki, czekoladÄ™, paluszki i inne drobnostki, które miaÅ‚em pod rÄ™kÄ…. Jeszcze godzinny gorÄ…cy prysznic … dopiero po 4 godzinach odżyÅ‚em.

Nie przypominam sobie tak wyczerpujÄ…cego z siÅ‚ dokonania w caÅ‚ym moim życiu. W dwa dni pokonaÅ‚em 213 kilometrów, po górach po jakich wczeÅ›niej nie jeździÅ‚em… daÅ‚em sobie w kość i to naprawdÄ™ porzÄ…dnie :)

Najciekawszy jest efekt…
… i ten psychiczny i fizyczny. Dwa dni po wyciÄ™czeniu postanowiÅ‚em siÄ™ przejechać rekreacyjnie po okolicach, które dobrze znam. Jakie byÅ‚o moje zaskoczenie, gdy jedna z (wydawaÅ‚oby siÄ™) mocniejszych dla mnie górek jakby siÄ™ wyprostowaÅ‚a. StaÅ‚a siÄ™ góreczkÄ…, leciutkim podjazdem. ZmniejszyÅ‚a siÄ™ w oczach, a i nogi niosÅ‚y pod niÄ… jak nigdy dotÄ…d. Efekt byÅ‚ taki, że przeskoczyÅ‚em psychicznÄ… i fizycznÄ… barierÄ™. DajÄ…c sobie w kość od czasu do czasu, zmienia siÄ™ nasze nastawienie do czynnoÅ›ci, które wykonywaliÅ›my wczeÅ›niej. To co zdawaÅ‚o siÄ™ być trudne, wymagajÄ…ce wielkiego wysiÅ‚ku (czy to psychicznego czy fizycznego) po takim daniu sobie w kość zamienia siÄ™ w drobnostkÄ™, z którÄ… rozprawiamy siÄ™ za pstrykniÄ™ciem palca.

Niecały miesiąc później pokonałem dystans prawie 200 kilometrów w jeden dzień. Może było mniej górek, lecz dystans dzienny dwukrotnie większy. Wysiłek niesamowity, choć tym razem nie doszło do tak skrajnego wyczerpania.

Kilka wykresów dla wzrokowców…
1. Jedną z metod treningowych stosowanych w sportach wytrzymałościowych czy siłowych jest taki interwał, z wchodzeniem na coraz wyższe poziomy/schodki. Wygląda to tak:

Szczyty bodźca rozwojowego są w okresach co 3-4 tygodnie, zależne od systemu treningowego. Działa to również przy rozwoju intelektualnym. Każdy kolejny wzrost jest coraz mniejszy.

2. To krzywa rozwoju dla wielu osób z naszego otoczenia, którzy nie rozwijają/uczą/podejmują wysiłku się jeśli nie muszą:

Te górki to wymuszone w życiu sytuacje: dziecko, nowa praca, zaÅ‚atwienie kredytu hipotecznego, wybory parlamentarne czy ME itd. gdzie rozwój jest powolny i przez krótki okres… a potem dÅ‚ugo, dÅ‚ugo nic.

3. To specjalna krzywa dla wielu studentów :) Nie łudźmy się, że się rozwijamy zakuwając tylko w czasie sesji egzaminacyjnej. Nie u każdego studenta tak musi wyglądać, jeśli jednak rozwój intelektualny oparty jest o system sesji, to najczęściej tak to wygląda:

Szczyty o ostrym zboczu wchodzącym (zakuwanie przed sesją) i powolne spadki na niższy poziom jak sprzed sesji. O tym przypadku szerzej wkrótce.

4. A to krzywa mojego rozwoju… dla zobrazowania, że prowadzÄ…cy ten blog pomimo swej samozwaÅ„czej mÄ…droÅ›ci nie zawsze rozwija siÄ™ w sposób optymalny i rozsÄ…dny ;)

Wjazdy pod szczyty bywają i ostre (110%) i łagodne (70-80% wysiłku). Czasem spadek jest niewielki a czasem poniżej poziom sprzed wzrostu.

CzytajÄ…c post i patrzÄ…c na wykresy, zadajcie sobie pytanie: “Jak ja chcÄ™ siÄ™ rozwijać przez caÅ‚e swoje życie?”. Å»yjÄ™ nadziejÄ…, że odpowiedź skÅ‚oni Was do wprowadzenia mniej lub bardziej systematycznego rozwijania siÄ™ :)


PS: SÅ‚owo “czasem” w tytule wraz z rozwojem powinno być bliższe znaczeniu “coraz częściej”. We wszystkim, tak i w dawaniu sobie w kość ważny jest umiar i zdrowy rozsÄ…dek. Od dawna funkcjonuje sentencja “najważniejsza część treningu to odpoczynek”. PraktykujÄ…c samorozwój zorientujesz siÄ™ czym jest dla Ciebie dawanie sobie w kość (110 czy 80%) oraz jakie proporcje dawania sobie w kość i odpoczynków sÄ… dla Ciebie optymalne.

Zapraszam do komentowania :)

Kartka, pisadÅ‚o… notuj!

Sunday, August 17th, 2008

O zapisywaniu celów na kartkach pisałem w jednym z poprzednich postów. Zewsząd słyszeliśmy o tym, że warto zapisywać to co chcemy osiągnąć, to co mamy zrobić, by nie zapomnieć. Co nie zapamięta głowa, to zapamięta ręka, kartka, notatnik elektroniczny itd. Metody Getting Things Done czy Zen To Done (uproszczone GTD) traktują o tym, aby zapisywać sobie cele, zadania do realizacji.
Przyznam, że inne pozycje książkowe majÄ… wyższy priorytet niż GTD czy ZTD… wiÄ™c nie o tym bÄ™dzie :)

BÄ™dzie o czymÅ›, co podobno zawiera GTD, a z czego ja korzystam na co dzieÅ„ - o uwalnianiu umysÅ‚u, o oczyszczaniu bufora, o zwalnianiu pamiÄ™ci operacyjnej… czy jak inaczej to nazwiemy :)

CaÅ‚a zabawa polega na tym, aby zapisywać każdy swój pomysÅ‚, każdÄ… rzecz do wykonania o której pomyÅ›leliÅ›my, wszystko, co chcielibyÅ›my pamiÄ™tać a co przyda siÄ™ później. W którymÅ› z artykułów o GTD znalazÅ‚em zalecenie, aby wÅ‚aÅ›nie opróżniać swojÄ… pamięć operacyjnÄ… z myÅ›li o rzeczach do wykonania, dziÄ™ki czemu mamy do dyspozycji wiÄ™cej energii na sprawy bieżące. PoczÄ…tkowo podszedÅ‚em do tego sceptycznie. Lecz gdy kilka tygodni temu czytajÄ…c książkÄ™ co chwilÄ™ nachodziÅ‚ mnie jakiÅ› pomysÅ‚, jakaÅ› myÅ›l, mówiÅ‚em do siebie: “BÄ™dÄ™ o tym pamiÄ™taÅ‚” lub “Później to zapiszÄ™”.

W efekcie po kilka razy czytaÅ‚em te same akapity, te same rozdziaÅ‚y, bo Å‚apaÅ‚em siÄ™ na tym, że nic z nich nie pamiÄ™tam, nie wiedziaÅ‚em o czym byÅ‚y :) PrzymusiÅ‚em siÄ™ do wylÄ™gniÄ™cia z łóżka i siÄ™gniÄ™cia po kartkÄ™ i pisadÅ‚o, zapisaÅ‚em kilka pomysłów i myÅ›li, po czym wróciÅ‚em do książki. Gdy po kilku zdaniach znów coÅ› mi wpadÅ‚o do gÅ‚owy, uparÅ‚em siÄ™, że dokoÅ„czÄ™ akapit… znów nie wiele pamiÄ™taÅ‚em. Dopiero po zapisaniu tego na kartce mogÅ‚em powrócić do efektywnego czytania.

Dziś nie ruszam się z domu bez kartki papieru A4 złożonej 3 razy - w efekcie mam a la notatnik z 16 stronami, mieszczący się w tylnej kieszeni. Innym pomysłem jest Hipster PDA - plik karteczek spiętych spinaczem. Do tego coś do pisania, w moim wypadku cienkopis. Idąc na spacer, w dowolne miejsce, gdy tylko coś mi wpadnie do głowy, pomysł, idea, rzecz do wykonania, osoba której dawno nie widziałem lub z którą chciałem się skontaktować, imiona, nazwiska i parę drobnych informacji o nowo poznanych osobach - wszystko ląduje na tej kartce.

CzytajÄ…c książkÄ™ mam dwie kartki - pierwsza do robienia notatek z czytanej książki, druga to ta karteczka z pomysÅ‚ami, zadaniami. Każda książka inspiruje mnie do czegoÅ›… patrzÄ…c z perspektywy lat widzÄ™, jak wiele pomysłów przepadÅ‚o, zaginęły, zapomniaÅ‚em gdy skoÅ„czyÅ‚em czytać książkÄ™.

Co dalej?
Można po zapisaniu wrzucić te kartki miÄ™dzy gazety, dać na pożarcie niszczarce… lub przeglÄ…dać je i przypominać sobie o tym co tam siÄ™ znalazÅ‚o. Co dzieÅ„ przeglÄ…dam mój notatnik, część zawartych na nim wpisów przepisujÄ™ na mojÄ… tablicÄ™ rzeczy do wykonania, zastanowienia siÄ™ (najważniejsze rzeczy). Inna część lÄ…duje w a la pamiÄ™tniku a pozostaÅ‚a to albo odpady albo drobne rzeczy, o których mogÄ™ pamiÄ™tać, lecz wcale nie muszÄ™ :)
Zawsze przecież mogÄ™ wrócić do notatnika…

Czy to działa?
W moim wypadku tak… i w wypadku wielu innych osób również - stÄ…d taka popularność metod GTD, notatników, Hipster PDA itp. Poza już wspomnianÄ… korzyÅ›ciÄ… przy czytaniu książek mogÄ™ dodać korzyÅ›ci z pamiÄ™tania wszystkich ciekawszych pomysłów jakie mi wpadÅ‚y do gÅ‚owy, z zapamiÄ™tania imion nowo poznanych osób (dwa tygodnie temu zapamiÄ™taÅ‚em w ten sposób imiona 17 nowo poznanych osób w przeciÄ…gu 2 godzin :) … a co ciekawsze dziÅ› już bez kartek, oglÄ…dajÄ…c od trzeciego seta mecz siatkarek na Igrzyskach Olimpijskich Pekin 2008, wyobrażaÅ‚em sobie, że zapisujÄ™ imiona i nazwiska “zÅ‚otek” na kartce, zapamiÄ™taÅ‚em prawie wszystkie zawodniczki (a nie znaÅ‚em wczeÅ›niej) :)
Inne korzyÅ›ci to pamiÄ™tanie o zadaniach do zrealizowania. MajÄ…c wypisane zadania zabieram siÄ™ hurtem do ich wykonania. Zapisane pytania, np.: “Co zrobić z …” znajdujÄ… swoje odpowiedzi. Wielokrotnie przepisujÄ™ te pytania na mojÄ… kartkÄ™, aby w czasie spaceru znaleźć odpowiedź.

W moim przypadku dziaÅ‚a… a w Waszym? Zapraszam Was do podzielenia siÄ™ Waszym doÅ›wiadczeniem w tej kwestii :)

“Dopóki walczysz, jesteÅ› zwyciÄ™zcÄ…”

Saturday, August 9th, 2008

… to sÅ‚owa Å›w. Augustyna, które sÄ… mottem przewodnim olimpijskiej reprezentacji Polski na tegorocznych Igrzyskach Olimpijskich 2008 w Pekinie.

SÅ‚owa znane, być może czÄ™sto je wypowiadamy… lecz nie ten, kto je wypowiada czy je pisze coÅ› osiÄ…ga, tylko ten, kto dziaÅ‚a i walczy… ten triumfuje. ZupeÅ‚nie podobnie jest w przypadku ciężkiego startu, gdy mamy możliwość przetrzymać pierwsze zmÄ™czenie, zagryźć zÄ™by i poczekać na drugi oddech. Po tym poznajemy zwyciÄ™zcÄ™. Przegrywamy wtedy, gdy odpuszczamy.

Aby nie zapomnieć o tym, jak ważna jest wola walki, dążenie do celu, codzienne parcie do przodu w ustalonym kierunku, zapisaÅ‚em sobie na kartce fragment z przemówienia Steve’a Jobsa i przykleiÅ‚em do sufitu, aby budzÄ…c siÄ™ co dzieÅ„ go widzieć:

“Your time is limited, so don’t waste it living someone else’s life. Don’t be trapped by dogma — which is living with the results of other people’s thinking. Don’t let the noise of others’ opinions drown out your own inner voice.”

Opierając się więc na tych, co żyją dłużej na tym świecie niż ja, mam podstawy twierdzić, że wystarczy być uparciuchem, nie dawać sobie innym wmówić, że czegoś nie potrafimy a to co zamierzyliśmy jesteśmy wstanie osiągnąć :) Brzmi to może trochę tendencyjnie, lecz wiem, że działa. Doskonałymi przykładami są sportowcy, którzy po najwyższe laury sięgają wtedy, gdy w głowie mają obraz zwycięstwa. Na blogu Kamila jest przykład Siergieja Bubki, wielokrotnego rekordzisty świata, mistrza olimpijskiego. Siergiej Bubka doskonale, w przejrzysty sposób tłumaczy jak się osiąga cele :)

Gdyby jednak komuÅ› z Was pojawiÅ‚a siÄ™ w gÅ‚owie myÅ›l “po co to wszystko?” to jeszcze jeden fragment ze Steve’a Jobsa:

“(…)“If today were the last day of my life, would I want to do what I am about to do today?” And whenever the answer has been “No” for too many days in a row, I know I need to change something.”

… ten też widnieje na mojej kartce. I choć jeszcze nie nastaÅ‚ dzieÅ„, w którym odpowiedziaÅ‚em sobie z całą stanowczoÅ›ciÄ… “Tak”, to jestem przekonany, że pewna część z moich poczynaÅ„ w ciÄ…gu każdego dnia prowadzi mnie do celu :)

“Dopóki walczysz, jesteÅ› zwyciÄ™zcÄ…”

Ciężki start… jeszcze cięższy finisz?

Thursday, August 7th, 2008

To kolejny post z metaforą sportową w roli głównej. Polubiłem je, gdyż zdecydowanie bardziej obrazowo można wytłumaczyć pewne zależności posługując się właśnie metaforami :)
Co prawda post miał mieć premierę dopiero za kilka miesięcy, lecz pod wpływem ostatnich wydarzeń i postu Gosi postanowiłem przyśpieszyć jego napisanie.

Na wstÄ™pie też przyznam siÄ™, że zbyt kategorycznie upieraÅ‚em siÄ™ przy tym, że w życiu warto robić tylko to co siÄ™ lubi… a jak siÄ™ czegoÅ› nie lubi, to że lepiej to porzucić. TÅ‚umaczyÅ‚em to tym, że skoro chcemy dojść do celu, a musimy przejść przez poszczególne etapy, to chęć osiÄ…gniÄ™cia tego celu powinna wypeÅ‚nić luboÅ›ciÄ… wszystkie etapy. Tylko krowa nie zmienia poglÄ…dów… ;)

Wiedząc, że czasem są czynności i etapy, które nie napawają nas optymizmem, lecz świadomość ich konieczności dla naszego rozwoju, pozwala na wprowadzenie naszej sportowej metafory :)

Życie jest jak długodystansowy wyścig.
Od nas zależy jego przebieg.

Do rozważaÅ„ wykorzystam dwa sporty wytrzymaÅ‚oÅ›ciowe, dÅ‚ugodystansowe (bieganie i kolarstwo), bo tak można przedstawić nasze życie prywatne, zawodowe. Niezależnie od dystansu, tempa i uksztaÅ‚towania terenu, życie wiÄ™kszoÅ›ci z nas można podpasować do tej metafory. Warto też pamiÄ™tać, że dystans jest niezależny od nas (w przypadku życia do “mety” możemy mieć 10, 20, 50 lat) lecz tempo ustalamy sami i to z kim i gdzie podążamy także.

BIEG MARATOŃSKI
Nie Å‚udźmy siÄ™, że to tylko 42 km. Dystans może być różny dla każdego z nas. W takim biegu każdy pracuje sam. Nogami przebierać musimy przez całą trasÄ™, nie skorzystamy z tunelu aerodynamicznego (jak w kolarstwie), tu albo kogoÅ› gonimy albo uciekamy, rzadziej biegniemy razem (psychicznie razem). ZÅ‚e dobranie tempa może wykluczyć nas tuż po starcie. Znacie to uczucie, gdy po paru podbiegniÄ™ciach na WF, za dzieckiem, z auta do domu, po schodach do biura Å‚apie nas zadyszka, bolÄ… nas nogi… tak siÄ™ dzieje, gdy “bieganie” uprawiamy nieczÄ™sto :)

Znacie pewnie też uczucie tzw. “drugiego oddechu”, gdy po zadyszce w pogoni za piÅ‚kÄ…, Å‚apiecie drugi oddech, który pozwalaÅ‚ dokoÅ„czyć spotkanie piÅ‚karskie w doskonaÅ‚ej formie. Jako dzieci to przeżyliÅ›my… lecz nie pamiÄ™tamy o “drugim oddechu”. Dlatego tak jak w poÅ›cie Gosi (odnoÅ›nik na wyżej): “Zagryźć zÄ™by i przeczekać.” :)

KOLARSTWO
Na starcie wszystko może wydawać siÄ™ piÄ™kne: radoÅ›nie machajÄ…cy kibice, uÅ›miechniÄ™ci dziaÅ‚acze i trenerzy, balony, orkiestra, uÅ›miechniÄ™ci rywale, poÅ‚yskujÄ…ce czyste rowery… atmosfera jak na pikniku :) PoczÄ…tek idzie spokojnie, tempo wolne, runda honorowa… i ostry start. Można go przetrzymać gdy jedzie siÄ™ w grupie, w peletonie. Kibice znikajÄ…, sporadycznie pojawiajÄ…c siÄ™ na trasie, trenerzy i dziaÅ‚acze krzyczÄ…cy do sÅ‚uchawki i tÅ‚um podobnych do nas uczestników tego wyÅ›cigu - każdy chce wygrać.

Gdy w grupie znajdÄ… siÄ™ bardzo ambitni niedoÅ›wiadczeni zawodnicy, wtedy rozpoczynajÄ… siÄ™ ucieczki, tzw. “rwanie grupy”. Niesamowicie wybija to z rytmu, gdy w szkole mamy pseudowybitnie zdolnych i zaambitnych kolegów, którzy w swej doskonaÅ‚oÅ›ci za wszelkÄ… cenÄ™ zdobywajÄ… same szóstki, gdy na studiach kombinujÄ… i “zawyżajÄ… poziom”, gdy w pracy zamiast jechać z grupÄ…, robiÄ… coÅ› po swojemu i pierwsi biegajÄ… do szefa, aby pochwalić siÄ™ swojÄ… marnÄ… pracÄ…. Takie zachowania wybijajÄ… z rytmu i to sprawia, że wspólny wyÅ›cig zaczyna być mÄ™czarniÄ…. O ile w Å›wiatowym kolarstwie takie zachowania sÄ… znane - peleton prawie zawsze dogania uciekinierów przed metÄ… - o tyle w naszej Polsce peleton daje ponieść siÄ™ emocjom i nawet naprawdÄ™ dobrzy kolarze w tak szaleÅ„czej walce mogÄ… zostać bez szans.

Co więc robić?
Przede wszystkim warto mieć Å›wiadomość w jakiej “życiowej dyscyplinie sportu” chcemy wziąć udziaÅ‚. ByÅ‚oby nieodpowiedzialnoÅ›ciÄ…, gdybym powiedziaÅ‚, że każde życie musi być pogoniÄ… za innymi lub ucieczkÄ…. Nie ma jednego zwyciÄ™scy - każdy może wygrać w swojej kategorii. Zdecydowanie wolÄ™ turystyczny, rekreacyjny styl uprawiania sportu, z mocnymi akcentami :)

StÄ…d pocieszajÄ…ce zalecenia: Mimo, że każdy jedzie sam, każdy wybiera trasÄ™ i tempo, pamiÄ™tajmy o innych. JeÅ›li inni jadÄ… w tÄ… samÄ… stronÄ™… jedźmy z nimi. W grupie raźniej, Å‚atwiej. Nie dajmy siÄ™ ponieść emocjom i nie goÅ„my za uciekinierami. Tacy Å‚atwo siÄ™ przeliczajÄ… ze swoimi siÅ‚ami :) Po każdej “pod górkÄ™” jest “z górki”. Stajemy siÄ™ coraz lepsi w tym, co trenujemy. JeÅ›li systematycznie “zdobywamy górki”, wspólnie z grupÄ… to bÄ™dziemy zdobywać je coraz Å‚atwiej. Wtedy każdy nowy start (zawodowy, np.: w nowej pracy; życiowy, np.: nowa rola rodzica) przychodzi nam Å‚atwiej.

Zapraszam do komentowania :)