Rozpędźmy swoją “zawodową lokomotywę”…

Czy to poznając nowych ludzi czy rozmawiając z tymi których znam, dość często odzywa mi się w głowie głos mówiący: “Ten człowiek ma takie możliwości. Czemu tego nie wykorzystuje, czemu tak niewiele do tej pory zrobił/osiągnął?”

Nie ma co ukrywać tego, że wielu z nas to chodzące niewykorzystane potencjały. Moglibyśmy wiele osiągnąć, wiele zrobić, poprowadzić swoje życie tak jak chcemy lecz gdzieś coś nas blokuje.
To co nas blokuje to siła z jaką powinniśmy zadziałać, aby poruszyć tę “zawodową lokomotywę” czy też “lokomotywę życia prywatnego”.

Lokomotywy nigdy nie pchałem, lecz pamiętam, że jako mały chłopiec chciałem przepchać wóz do wożenia słomy :) Mój niewiele starszy kuzyn radził sobie z tym zadaniem, lecz ja nie mogłem. Może stosowałem nie taką technikę, nie przykładałem tyle siły co trzeba, może byłem za lekki. Wiem jednak, że gdy kuzyn pchnął ten wóz na tyle, aby wóz zaczął się toczyć to byłem w stanie pchać go dalej. Z lokomotywą jest podobnie. Na początku trzeba przyłożyć dużo siły, poświęcić sporo energii, aby ją ruszyć. Gdy już ruszy to niewiele energii trzeba, aby ją rozpędzać. Jednak gdybyśmy chcieli zatrzymać ją to nawet Pudzianowski nie pomoże ;)

W komentarzu pod postem o wakacjach napisałem o moich planach rozpędzenia zawodowej lokomotywy. Zdaję sobie sprawę, że wielu z Was, Drodzy Czytelnicy, stoi przed podobnym krokiem.

Patrząc na poprzedni rok widzę, że byłem o krok od poruszenia mojej lokomotywy. Już myślałem, że się toczy gdy opadałem z sił. Miałem kilka prób. Wszystkie zaliczam na poczet doświadczenia, mając nadzieję, że zeszłoroczne treningi pozwolą mi na poruszenie tej lokomotywy w tym roku. To co jest najtrudniejsze w tym zadaniu to ten punkt przełamania - należy włożyć sporo energii zostawiając sobie tym samym jakieś resztki, aby nie dopuścić do natychmiastowego zatrzymania tej lokomotywy. I nie piszę tego z pozycji kogoś, kto to wie na pewno. Piszę z pozycji kogoś, kto stoi przed tym zadaniem, przed zadaniem z którym już się zmierzałem lecz bez długotrwałego efektu (w postaci toczenia się).

Podobno pierwszy poniedziałek trzeciej dekady stycznia Przedostatni poniedziałek stycznia to tzw. “czarny poniedziałek”, kiedy to zimowe przygaszenia i depresje sięgają zenitu. W zeszłym roku był to 21 stycznia (na giełdzie również czarnym poniedziałkiem go nazwali, bo indeks WIG20 spadł o ok. 7%, co było pierwszym tak mocnym uderzeniem podczas tej bessy :) ). W tym roku przypadł na 26 19 dzień stycznia.

Być może pomieszamy szyki tej “czarnej passie” i zabierzemy się za poruszenie i rozpędzanie naszych “lokomotyw”? Z całą pewnością nie będzie lekko, lecz wiem, że gdy nadamy im odpowiednią prędkość to ciężko będzie je zatrzymać :)

Zapraszam Was do podzielenia się praktycznym wskazówkami przydatnymi do “poruszenia lokomotywy” :)

14 Responses to “Rozpędźmy swoją “zawodową lokomotywę”…”

  1. Bartosz Zajączkowski Says:

    Witaj z powrotem po urlopie! :)

    Praktyczne wskazówki powiadasz… Hmm, tak rano przychodzi mi tylko do głowy tylko powiedzenie Watsona… “Aby szybciej odnieść sukces, trzeba podwoić częstotliwość porażek.” Czyli do roboty i próbować, próbować, próbować… :) Nie poddawać się!

    A… jeśli chodzi o wyliczane matematycznie dni szczęści i depresja, to wg mnie swego rodzaju współczesny zabobon. Humor i pogodę nosi się wyłącznie w sobie :)))

    Pozdrawiam serdecznie!

  2. Jacenty Says:

    Witaj Orescie po wakacjach :)
    Jeśli o lokomotywę chodzi… to bardzo istotne wydaje się, aby wsiąść do właściwej, odpalić motor i ruszyć… och! gdyby to było takie proste, czasem jedziesz setki kilometrów, wydaje ci się, że pomykasz właściwym torem, aż tu w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że pędzisz tylko i wyłącznie dlatego, że kiedyś w głębokiej przeszłości rozpędziłeś pociąg. To co dziś może być super pociągiem, jutro może okazać się składem starych, rozklekotanych wagonów. Jak odnaleźć ścieżkę bez ścieżki? Cel w nietrwałości? Sens w przemijaniu?

  3. Bartek Popiel Says:

    Co do “czarnego poniedziałku” to zgadzam się z Bartoszem. Jeżeli ktoś uwierzy, że będzie pechowo to tak właśnie będzie :)

    Silna koncentracja na celach często mimo wielu porażek prowadzi do ich osiągnięcia. Wiesz jakie masz cele i powoli, małymi kroczkami przejdzie się olbrzymią drogę.

    Kolejna sprawa, która chyba w jakiś sposób ogranicza to chęć w miarę szybkiej gratyfikacji. Oczekujemy wyników, klientów, pieniędzy i to wszystko przyjdzie. Nawet więcej - to będzie skutek uboczny pracy z pasją :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Bartek

  4. Orest Tabaka Says:

    Bartek Zajączkowski:
    Można powiedzieć, że dopiero dziś wychodzę ze stanu permanentnych wakacji, które trwają od początku grudnia. Co prawda ostatnie dwa dni były w “niedoczasie” i z podwyższonym poziomem kortyzolu we krwi, lecz raz na jakiś czas uwielbiam taki stan :)

    Podoba mi się Twój cytat. Ilość moich porażek i błędów dąży do nieskończoności, tak więc dzięki Twoim słowom patrzę optymistyczniej na najbliższą przyszłość :)

    Odnieśnie “czarnego poniedziałku” to idea tego dnia opiera się na tym, że “poniedziałek to najgorszy dzień tygodnia” i że w połowie stycznia kończy się wielu ludziom energia - miesiąc po przesileniu zimowym, 2-3 tygodnie po przerwie świąteczno-noworocznej. A i do wiosny jeszcze trochę daleko.

    Jacenty:
    Odpalić i ruszyć? To oznacza, że ktoś za nas musiałby wykonywać część pracy (silnik, aby toczyć i zapłon, aby odpalać). Przekładając tę metaforę na życie mogłoby się okazać, że wykorzystujemy innych. Choć to metafora, więc można interpretować dowolnie :)

    Wspomniałeś o ścieżkach… Lokomotywa porusza się po utartych torach co źle świadczy o mojej metaforze :) Jestem zwolennikiem chodzenia nowymi ścieżkami :)

    Bartek Popiel:
    W sprawie “czarnego poniedziału” napisałem wyżej :)

    Strategia małych celów jest dobra. Niby można małymi kroczkami, lecz pierwszy mały kroczek to pchnęcie tej lokomotywy. Tak więc na starcie ten pierwszy krok jest najtrudniejszy.

    Do “oczekiwania szybkiej gratyfikacji” dorzuciłbym zbyt małe oczekiwania. Oczekując więcej otrzymamy więcej :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  5. Jacenty Says:

    Myślę Oreście, że Twoja metafora jest bardzo dobra. Lokomotywa może przecież korzystać z wielu rozjazdów i szukać nowych dróg :) Zdaje się to jednak zależeć od motorniczego, możliwości sieci kolejowej, zatorów na torach, stanu semaforów, itd :)

    Jeśli idzie o tę część pracy wykonanej za nas to myślę, że z reguły tak właśnie się dzieje. Nie mam tu na myśli wykorzystywania ludzi ale podział kompetencji. Ktoś robi coś, dzięki czemu ja mogę zrobić coś i ktoś znowu może zrobić coś. Myślę, że w takim kontekście to dobre podejście. Oczywiście w praktyce trzeba wiedzieć jak podzielić działania i jak dobrać zespół.

  6. Orest Tabaka Says:

    Lokomotywa pojedzie tylko tamtędy, którędy człowiek przeszedł i położył tory. Niby ilość kombinacji tras jest spora, jednak żadna nie wyznaczy nowego/przełomowego kierunku. A przecież chcielibyśmy dostarczyć istotną i niepowtarzalną wartość światu :) Tak więc w tym miejscu ta metafora jest słaba.

    Podział kompetencji - celnie zauważone. Uwzględnie to przy kolejnym poście o własnej strategii na życie :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  7. Monika Góralska Says:

    Witaj Orest,

    Równiez nie wierzę w szczęsliwe i nieszczęśliwe dni, ani w żadne znaki i zabobony. Wydaje mi się, ze wszystko co mamy jest w nas. W nas jest równiez to co “kupujemy ” od swiata zewnętrznego. Łatwiej jest zwalić niepowodzenie na np. czarnego kota, niż wziąć się z nim za bary, bo to wymaga przyznania się do własnego błędu i pracy nad nim.

    Co do ruszenia to jak mnie nie zmusza do tego okoliczności zewnętrzne to często odpuszczam. Chyba, że w danej sprawie ” czuję bluesa “. Wtedy mogę góry przenosić.

    Pozdrawiam serdecznie
    Monika

  8. Orest Tabaka Says:

    Monika:
    Czarny poniedziałek to nie zabobon typu “13stego w piątek” czy “przebiegający czarny kot”, “drabiny”, “lusterka”.
    Tutaj przeczytacie dlaczego “ten poniedziałek” jest najgorszym dniem w roku.

    Zgodzę się, że jak ktoś ma radość w sercu to takie czarne poniedziałki nie mają miejsca w ich życiu :)

    Z “bluesem” mam podobnie :) I chyba w życiu o to chodzi.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  9. Monika Góralska Says:

    :-) faktycznie nie zabobon tylko liczony algorytmami. Dobrze, że dziś 22. Gdybym wczoraj o tym wiedziałam mogłabym zacząc szukać u siebie depresji na podstawie przytoczonych przesłanek. A tak przezyłam nawet o tym nie wiedząc :-)

  10. Jarek Adamiak Says:

    Witam Serdecznie Oreście Ciebie i twoich szanownych czytelników.Pozwolisz, iż ja napiszę kilka skromnych zdań w komentarzu do twojej notki.
    Zdecydowana większosć ludzi, których znam boi się spełnić własne marzenia.I to nie tylko marzenia dotyczące kariery zawodowe-pracy do której będą szli z uśmiechem na twarzy i wychodzili z niej, ze spełnieniem na twarzy.Boją się także poczuć szczęsliwymi i spełnionymi w innych płaszczyznach życia.Przez długi czas, ja sam bałem się być szczęsliwym w kwestii swojej własnej kariery zawodowej.W wielu ludziacg drzemię ogromny potencjał.Niestety bardzo niewielu ludzi potrafi go wykorzystać we własnym życiu z wielką korzyścią in plus dla siebie.I tak jak wspomnaiłem na początku, mojego komentarza.Boimi się nie tylko wykorzystywać swój potencjał w życiu zawodowym.Bardzo często boimy się być szczęsliwymi w życiu prywatnym.I tożsamo bojąc się, iż wszystko co zrobimy nie uda się, legnie w gruzach.Stoimy bezczynnie w miejscu.A lata mijają i niestety, dopóki jakiś zdolny absolwent politechniki nie zatrzyma czasu,będziemy musieli pogodzić się z tym, iż życie jest bardzo krótkie.W człowieku rodzi się mnóstwo obaw.Chcę i boje się…ja sam tak wilokrotnie mówiłem.Posiadając ogromny potencjał w sobie i wile zdolności, blokowałem swoje życie.Poprostu sam bałem się być szczęsliwy na płaszczyźnie zawodowej, co oczywiście przekłada się na inn edziedziny życia.Człowiek spełniony zawodowo, może mieć dużo energii do spełninia się w życiu prywatnym, związku partnerskim.I tożsamo człowiek w życiu naprzykład rodzinnym, może dostawać pokłady siły do życia zawodowego.I to jak najbardziej, może się wzajemnie dopingować.Wielu ludzi, niczego w zyciu nie osiągnię.Pogodzą się z tym, iż przez 40 lat zarabiają minimum, które nie wystarcza na życię, są sfrustrowani i nieszczęsliwi.Gdybym nie spotkał pewnego człowieka, dzisiaj sam dalej stał bym w miejscu i głosił pogląd, iż moje życie jest nie warte niczego i nic mnie w nim dobrego nie spotka a tym bardziej niczego w nim nie osiągnę….Dzisiaj jest już zupełnie inaczej.Postanowiłem spróbować i pomału rozpędzam swoją lokomotyweę zawodowo-prywatną.To wymaga ogromnej siły i samozaparcia.Dużo siły mogą dodać atkie sooby, jak autor tego bloga, które znałem wiele lat…ale od takiej mentalnej strony to od około dwóch lat się poznajemy.
    Sprawa jest prosta, nie możemy bać się spróbować.Tak boimy się tworzyć związki, bo dochodzimy do wniosku, iż tak wile się ich rozpada, ludzie cierpią odrzucenię i samotnosć.Niestety, jesli nie będziemy próbować, nigdy nam nie wyjdzie.Nie wychodzi za pierwszym raze, może nie wyjśc za 40-stym podejściem.Mnie, każde niepowodzenie odnoścnie mojej przyszłej pracy, już teraz tylko wzmacnia.Po pierwszej nieudanej próbie załamałem się bardzo.Po dziesiątej czuję siłę, ogromną siłę wemnie.Wszystko to co w człowieku, jest często aktakowane nprzykład, parzymy sobie co tydzień dłoń.Po dwudziestym sparzeniu, to miejsce na dłoni, któremu ogień zadawał ból uodparnia się…tożsamo moi mili, jest z dązeniem do szczęscia zawodowego i szczęścia rodzinnego, partnerskiego w zwiazku dwojga ludzi.Niestety jeśli czegoś nie chcemy, to nam nie wyjdzie…Człowiek ma ogromne możliwości i moze być sczęsliwym nawet w satnie mentalnym świata na dzień 22 stycznia 2008 roku.Chcę i boje się, jeśli tego boję nie zakopiemy raz na zawszę głęboko…nigdy nic nam się nie uda….a wszystko to co najcenniejsze w życiu, okupione jest wielką pracą i wysiłkiem.Udany związek partnerski, nad ajkim trzeba pracować….bez pracy szybko się skończy….udane życie zawodowe…Życie jest krótkie…lepiej wcześniej sobie powiedzieć …rusz się, działej,bo życie się skończy…I tymi słowami pozdrawiam wszystkich serdecznie.Jarosław

  11. Jacenty Says:

    Monika
    byłbym bardziej ostrożny z przypisywaniem łatki zabobonu. Zachodnia cywilizacja na obecnym etapie rozwoju, mimo całego swojego dostojeństwa i postępu zdaje się wierzyć w pewien wielki zabobon, mianowicie, że krzewi wolność od zabobonów. Ostatnio natknąłem się na jeden taki, pseudonaukowy bełkot psychologii ewolucyjnej. otóż pewna pani badacz z największą powagą twierdzi, że kobiety skłonne do niewierności rekompensują sobie tym trudy porodu. No cóż… :) brzmi to niczym dywagacje teologii średniowiecznej na temat ilości nóg, które posiada mucha. Niemniej jednak nazwa psychologia ewolucyjna oraz tzw. “autorytety” sprawiają, że ten stek nonsensów uznany zostaje za prawdę oczywistą.

    To co jawi się jako zabobon może czasem zaskoczyć nas wnikliwością wglądu znacznie większą niż obłędne dogmaty obsesyjnych redukcjonistów, którzy wierzą, że istnieje i “JEST” realne jedynie to co można zaobserwować przy pomocy organicznych zmysłów i ich technologicznych przedłużeń. Wielka płaska ziemia bez magii i wnętrza, bez zabobonów, racjonalna, mierzalna i behawioralna jawi mi się niczym nowa religia, religia racjonalizmu

  12. Orest Tabaka Says:

    Monika:
    Otóż to… warto żyć swoim życiem i swoją radością a nie patrzeć na liczby. Może niepotrzebnie wspominałem o tym poniedziałku? :>

    Jarek:
    Witam i Ciebie serdecznie :)

    Dużo racji jest w tym co napisałeś. Życie jest za krótkie aby “chcieć i się bać” jednocześnie.
    Mam trochę inne podejście w kwesti “ciężkiej pracy” nad życiem prywatnym, relacjami, życiem zawodowym. Jeśli robi się coś z przyjemnością to ta praca wcale nie jest ciężka.

    Piszesz, że w wielu ludziach drzemie ogromny potencjał - jesteś koronnym przykładem osoby o olbrzymim potencjale, który nie został wykorzystany nawet w ułamku procenta. Cieszę się ostatnich zmian w Twoim życiu i mam nadzieję, że to dopiero początek Twojej drogi po radosnej stronie życia :)

    Jacenty:
    Zgadzam się z tym “pseudonaukostwem” jaki zapanował. Można wysnuć dowolną teorię i znaleźć pseudonaukowe dowody, że się ona sprawdza. Nie jestem zwolennikiem bardzo naukowego podejścia do rzeczy z życia codziennego.

    Wiedza o tym, że przełom grudnia i stycznia niekorzystnie wpływa na moje samopoczucie sprawiła, że wybrałem się na 3-tygodniowe wakacje aby nie dopuścić do powtórzenia się mojego stanu :)
    Pisałem o tym już kilka miesięcy temu - Wniosek 3 i opis ponad nim.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  13. Jacenty Says:

    Jarku
    zwracasz w swoim komentarzu uwagę na bardzo istotną kwestię, że nie można bać się próbować. Ja od siebie dodam jeszcze taki punkt widzenia. Moje własne doświadczenie wskazuje, że bardzo istotne wydaje się być odnalezienie tego co czasem określa się jako Dajmoniona. Można go interpretować jako nasz najgłębszy głos. I mam głębokie przekonanie, że tego właśnie głosu należy poszukiwać, otworzyć się na niego i iść z odwagą ścieżkami, które wskazuje.

    Kultura w agresywny sposób narzuca nam obraz świata, tego co pożądane, tego dokąd powinniśmy zmierzać. Jako przykład mogę podać mody dotyczące wykonywania określonych zawodów. Wielu ludzi, często bezmyślnie, podąża za trendem. Ja, może z racji wieku, doszedłem do wniosku, że najistotniejsza wydaje się pasja i zdolności. Można to uznać za truizm, ale wielu ludzi zamiast szukać swojej wewnętrznej prawdy, tego w czym naprawdę dobrze się czują próbuje na siłę przekonać się do tego czy innego zawodu bo taki “jest” rynek, itd. Aby praca naprawdę nas cieszyła trzeba robić to w czym naprawdę czujemy się dobrze, wówczas łatwiej przychodzi rozwój kompetencji. Nie oznacza to wcale, że całe życie musimy robić to samo.

    Po latach walki, zmian, sukcesów i porażek, bankructwa i odbudowy przyjąłem pewną dewizę, którą się kieruję na zawodowej niwie.
    Praca zajmuje zbyt wiele czasu, aby miała być gehenną :) Gdy skoncentrowałem się na tym, co rzeczywiście lubię robić okoliczności zaczęły mi sprzyjać. Redukcjoniści powiedzą, że to przypadek, Jungiści, że synchroniczność. Osobiście bliższe mi są poglądy Jungistów toteż z uwagą staram się postrzegać rzeczywistość i nie ignorować zbiegów okoliczności, które już wielokrotnie przyniosły mi wiele ciekawych możliwości i dały początek nowym projektom.

  14. Monika Góralska Says:

    Jacenty,

    Nie mam żadnych wątpliwosci, że istnieje cos takiego jak ” magia” lub cos co kazdy nazywa na swój uzytek własnymi słowami. Doswiadczyłam tego wielokrotnie. Tylko czemu zwalac sobie na głowe “czarna magię “? w postaci np. czarnego kota?
    Mam wrażenie, że ludzki mózg sam na siłę czasem szuka prawidłowości, podobnie jak przytoczony przez Ciebie przykład rozprawy naukowej.
    Generalnie jak się bardzo postaramy to znajdziemy takie prawidłowości w wielu miejscach. Tylko po co jesli nie robia nam one dobrze? Czy nie lepiej znaleść prawidłowości pozytywne i “białą magię”? Oczywiscie jesli koniecznie musimy tego szukać.
    Ja nie szukam prawidłowości staram sie po prostu żyć, jak najlepiej w danej chwili i czerpać z niej garsciami to co najlepsze.

    Pozdrawiam serdecznie
    Monika

Pozostaw komentarz