Rekrutacja: Jak napisać CV? (dyskusja)

Temat pisania CV wynikł w dyskusji pod postem “W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem!”. W tym temacie mam niewielkie doświadczenie (wysłałem w swoim życiu ok. 20 CV). Pozostawiam Wam więc miejsce na dyskusję nad różnymi aspektami CV, jego budową, punktami. O czym tylko chcecie w zakresie tematu pisania CV.

Są dwa warunki dodatkowe (poza oczywistymi, np. szacunek dla rozmówcy, kultura osobista itd.):

    1. Nie kopiujemy całych CV - to nie jest baza CV.
    2. Nie reklamujemy się nachalnie.

Zamysł jest taki, aby była to rzeczowa dyskusja a nie forma promowania siebie. Wolę, abyście na tym blogu wychylali się swoją osobowością. Mam nadzieję, że przyjmiecie to ze zrozumieniem.

Przytoczę w tym miejscu fragment mojego komentarza z naszej dyskusji

Ja z uporem maniaka będę szerzył koncepcję zwracania uwagi szczególnie na umiejętności i jeszcze dwie inne ważne pozycje: osiągnięcia i zainteresowania.
Umiejętności - co umiem wykonać dziś, jakiego rodzaju pracę jest w stanie podjąć od zaraz (“Siadam i pracuję, bo umiem to, to i to”),
Osiągnięcia - potwierdzają umiejętności kandydata (“Wykorzystując umiejętności dokonałem tego, tego i tego. To znaczy, że mam umiejętności praktyczne, bo przynoszą dane osiągnięcia/efekty”)
Zainteresowania - czyli w czym można daną osobę rozwijać (“To moje pasje, te tematy są dla mnie ciekawe. W nich bardzo chętnie się rozwijam i będę rozwijał. Sky is the limit, bo to lubię”)

We wszystkich tych punktach wkładamy odpowiednie umiejętności, dokonania, zainteresowania, które mogą i powinny zaciekawić rekrutera. Najczęściej w ogłoszeniu o pracę są one zaznaczone co powinniśmy mieć.

************* Moje wyobrażenie o rekrutacji *************

Rekrutacja jest jak zdobywanie kobiety
Wychodzę z założenia, że rekrutacja pracownika działa na zasadach podrywania kobiety (w przypadku kobiet może być podrywanie mężczyzn, choć w tę stronę to nieszczególnie działa :) ). Ogłoszenie o pracę to matrymonialny anons. Taki anons zawiera często wymagania kobiety co do mężczyzny: wysoki, blond włosy, niebieskie oczy, dobrze zarabiający itd. Pewnie zdarzyło się Wam obserwować sytuację znajomej, która to miała wymagania co do partnera a później okazywało się, że z wysokiego niebieskookiego blondyna robił się niski, rudowłosy i już nie tak dobrze zarabiający… ale umiał śpiewać i tym zdobył jej serce :)
Z procesem rekrutacyjnym bardzo często jest podobnie. Są wymagania lub/i opis “idealnego kandydata”, lecz jeśli weszlibyście to takiej firmy to z całą pewnością łatwo byście zauważyli, że pracownicy do “idealnych” nie należą. Stąd wniosek, że rekrutacja jest jak zdobywanie kobiety i w wielu firmach jest ona daleka od tego, jak chcieliby wszyscy, aby wyglądała.

CV to zaproszenie na pierwszą randkę
Nie chodzi o to, aby w CV napisać wszystkie dane, przebieg naszej kariery, wszystkie umiejętności, certyfikaty itd. Rekrutacja nie działa jak popularne ostatnio serwisy randkowe, które pokazują w ilu procentach dwie osoby do siebie pasują. Przy 70% jest szansa na związek, przy 90% na długotrwały… a poniżej 50% to warto odpuścić sobie. Wielu rekruterów tak by chciało, ale to tylko pobożne życzenie. Wielu ludzi choć ma pewne wyobrażenie, to jednak nie wie czego chce od życia, od partnerów, od przyszłych pracowników. Stąd CV warto skonstruować tak, aby u rekrutującego wywołać pozytywne emocje i żeby chciał się z nami spotkać.

Rozmowa rekrutacyjna = randka
To spostrzeżenie wiele wnosi. Nawet jeśli w ogłoszeniu jasno wyszczególniono cechy “idealnego kandydata” i zdaje się, że nie pasujemy to warto spróbować. A nuż w naszym CV napiszemy coś, co zaciekawi rekrutera i postanowi on nas zaprosić na “randkę”. Wymyślanie czy naginanie prawdy jest tu niemile widziane, bo jeśli zostaniemy zaproszeni i okaże się, że obraz naszej osoby nie pasuje do tego z CV to “dostaniemy kosza” nim tak naprawdę zdążymy usiąść przy stoliku.

Czekanie na anons
Znam osoby, i sam do nich należałem (gdy szukałem pracy), które czekają na anons by podjąć działania. Z ogłoszeniami o pracę jest jak z kobietą ubraną w bikini - pokazuje ona ciekawe miejsca, ale najciekawsze już nie. Dokładnie tak jest z upublicznianiem wakatów. Gdzieś obiło mi się o uszy (tam były liczby, a słabo je zapamiętuję), że na grubo ponad połowę miejsc pracy rekrutacja odbywa się niepublicznie. Są to rekrutacje wewnętrzne, poprzez pracowników, znajomych, polecenia czy headhunterów. Czy wszyscy z Was swoich partnerów poznali przez serwisy randkowe? ;)
Pewnie nie. Dlatego też warto starać się o pracę w firmie, która nam się podoba, nawet gdy nie szuka partnera. W wielu sytuacjach gdy pójdziemy z własnej inicjatywy wystarczy słownie poprosić o “randkę”:
“Bardzo podoba mi się Państwa firma. Chciałbym u Was pracować. Myślę, że się nadaję. Może usiądziemy i porozmawiamy, a ja Panu pokażę, że będę świetnym pracownikiem dla Państwa”.

Zapraszam do dyskusji. Nie tylko ja liczę na Waszą aktywność :)

34 Responses to “Rekrutacja: Jak napisać CV? (dyskusja)”

  1. Deep Throat Says:

    Witam Was ponownie,

    Wystepowalem w poprzednim poscie pod ksywka Poirytowany zmieniam ja permanetnie na Deep Throat, wybczcie utrudnienia. Co do email, rzeczywiscie nie jest prawdziwy tak jak i moja godnosc. Wole nie poslugiwac sie swoja prawdziwa godnoscia w internecie poniewaz dla przecietnego “cwaniaczka” nie ma wiekszego problemu zeby dowiedziec sie wiele na temat danej osoby za pomoca np google i nr gg. Wiec wybaczcie.

    Co do tego co napisalem, rozumiem ze to co robilem=potrafie poniewaz trudno jest cos wykonywac nie potafiac tego zrobic.

    Pozwole sobie wkleic “czesc” swojego CV pomojajac przebieg pracy i wykształcenie - wyzsze na poziomie licencjata + mgr w toku.

    Język Obcy:

     j. angielski – na poziomie zaawansowanym w piśmie i mowie. Wieloletnie doświadczenie pracy w środowisku międzynarodowym.

    Mocne Strony:

     doświadczenie w prowadzeniu auditów wewnętrznych oraz wiedza o obecnych metodach kontroli i zapewnienia jakości (raporty 8D, D/PFMEA, Pareto analysis, continuous improvement, poka-yoke, etc.), procesach, narzędziach pomiarowych i metodologi;
     odporność na stres, dobra organizacja, zarządzanie czasem, podejmowanie decyzji i umiejętność komunikacji.

    IT:

     Microsoft Windows 95/98/Millennium/2000 /XP/Vista;
     pakiet Microsoft Office;
     Microsoft Visio;
     AS400 i inne bazy danych;
     HTML, XHTML, CSS, CSS 2.0;
     bezwzrokowe, pisanie dziesięcioma placami na klawiaturze (około 300 znaków/min.).

    Kwalifikacje:

     certyfikat LRQA auditora wewnętrznego QMS ISO 9001:2000;
     licencja na wózki elektryczne do przewozu palet typ A2/A3;
     licencja na wózki widłowe, spalinowe i elektryczne wszystkich typów;
     prawo jazdy kat. B od roku 2000.

    Zainteresowania:

    Szachy, Go, MMORPG, PC hardware-software, podróże – turystyka, snowboarding.

    Przyznam ze Twoje CV wyglada ciekawie, bardzo przejrzyscie i - nie bierz tego w zadnym wypadku za zlosliwosc - zrecznie unikneles doswiadczen zawodowych i wyksztalcenia, ktorych z tego co sie orientuje nie posiadasz, co moze byc ciekawa propozycja dla osob w podobnej sytuacji do Ciebie. Mysle ze wzbogace swoje CV po przeczytaniu Twojego o kilka punktow ktore wydaly mi sie bardzo Ciekawe tj. Osiagniecia.

    Ciekawi mnie co powiecie o moich zaiteresowaniach, czy jest sens takowe w takiej formie umieszczac na CV.

    Pozdrawiam serdecznie

    Deep Throat

  2. Lasu aka Marek Kozieł Says:

    Powiem Ci to co wszystkim innym
    Szachy : ok
    Go: ok
    MMORPG : bardziej konkretnie (nikt tego nie zapamięta o ile też nie jest fanem)
    PC hardware-software : lepiej tego nie pisać, albo wybrać jedną rzecz lecz konkretną
    podróże – turystyka : zbyt ogólnie.

    Dla porównania.
    Napisanie ‘discopolo’ jest lepsze niż ‘muzyka’, nawet jeśli ktoś nie preferuje to i tak rzuci mu się w oczy, a jeśli nie jest tolerancyjny to po co pracować z kimś takim?

    Czy jest sens: Jeśli to twoje prawdziwe zainteresowania to tak.
    Taka moja osobista opinia.

    Znalazłem moje stare CV:
    Zainteresowania:
    * Broń biała, głównie katany i nagitany.
    * Muzyka współczesna japońska, koreańska.
    * Optymalizacje algorytmów pod względem szybkości.
    * Psychologia pod kątem analizy osobowości.
    * Fotografia cyfrowa(przetwarzanie zdjęć).

    Ale CV to tylko jeden z elementów.
    Jest jeszcze:
    -Nastawienie.
    -Znajomości, nie plecy, raczej ludzie którzy wiedzą, że jesteś dobry i są w stanie to potwierdzić.
    -Umiejętności.
    -Doświadczenie.
    -…

    Jednak proszę mnie nie brać za specjalistę w tej kwestii .

    Pozdrawiam.

  3. Deep Throat Says:

    Lasu aka Marek Kozieł:

    MMORPG - jestem fanem ogolnie tego typu zabawy, przeciez nie bede wymienial szeregu gier w ktore gralem bo nie oto chodzi. Kazdy kto gra w WOW albo L2 czy Diablo bedzie wiedzial oco chodzi.

    PC hardware-software - poprostu lubie pogrzebac, przeciez nie jest nikt maniakiem ktory np interesuje sie prockami firmy intel i tworzy np. jakies statystyki dotyczace tych prockow w domu w wolnych chwilach.

    Podroze-Turystyka - lubie gdzies pojechac i cos zobaczyc, ciezko to sprecyzowac bylem tu i tam mam nadzieje ze gdzies jeszcze pojade.

    Nie zgodze sie z Toba ze muzyka japonska czy koreanska w jakikolwiek sposob mocno okresla Twoje gusta muzyczne dla osoby czytajace Twoje CV, poniewaz jest wiele rodzajów muzyki w jap. (choc zwykle sa to “udziwnione” wersje muzyki granej np. na starym kontynecie jak j rock czy j pop).

    Co do elementow odniesienia sukcesu w poszukiwaniu pracy:

    - nastawienie - zgodze sie w 100% to najwazniejszy czynnik, wola i wiara to 90% sukcesu (nie chce tu sie spierac o proporcje);
    - znajomosci (nie plecy) - to chyba poprostu referencje z poprzednich prac, moza to podciagnac pod doswiadczenie czesciowo.
    - umiejetnosci - jak wyzej, coz nie mozna miec umiejetnosci czytajac same ksiazki - trzeba cos zrobic, zasmakowac praktyki, dokonc czegos aby je miec.

    Wracajac do tych nieszczesnych plecow. Z mojego osobistego doswiadczenia.

    Mieszkalem ostatnie kilka lat poza granicami kraju, swierzo po studiach wyjechalem i przezylem tam historie od pucybuta do milionera (oczywiscie bez przesady) poprostu od mycia samochodow (w innym swiecie, rzadzacym sie innymi zasadami, lekko zagubiony i nie doinformowany) przez zbieranie wymiocin z podlogi baru do pozycji managerskiej w dosc niedlugim okresie czasu - dla mnie byl to sukces gdyz osiagnalem to co chcialem, co sobie zalozylem. Zadowolony z siebie wrocilem do kraju przekonany, ze skoro udalo mi sie tak daleko od domu, samemu to zapewne i uda mi sie w domu tymbardziej, ze wiele sie zmienilo podczas mojej nieobecnosci (czemu chyba nie da sie zaprzeczyc). Jak bardzo sie pomylilem, prawie nic sie nie zmienilo, dalej polski rynek pracy rzadzi sie kumoterstwem. Wielokrotnie rozmawialem o tym z znajomymi, a nawet z przypadkowymi ludzmi w pociagu i wszyscy uwazaja jedno trzeba miec szczescie jak na loteri, skonczyc super szkole (prawo, polibude etc.) badz miec poprostu “plecy”.

    Wiem, ze to brzmi beznadziejnie ale przez ten ostatni czas najadlem sie strasznej beznadzieji i ciezko mi jest myslec inaczej co jeszcze bardziej utrudnia sprawe gdyz jak wczesniej wspomnialem za kolega nastawienie jest 90% sukcesu.

    No coz, moze z braku tego odpowiedniego nastawienia zaczelem tu zagladac i zobaczymy co dalej

    Pozdrawiam,

    Deep Throat

  4. Orest Tabaka Says:

    *** Powyższe 3 komentarze przeniosłem z postu o wykształceniu. ***

    Deep Throat:
    Szanuję Twoją decyzję o chęci pozostania anonimowym.

    Napisałeś, że “to co robilem=potrafie” - zgoda. Ja jednak odniosłem się do Twoich certyfikatów, doświadczeń na stanowiskach X. Jak byłem w Szkocji to bardzo często widziałem ogłoszenia na “Asystenta Menedżera”. Brzmi jak poważna posada, w rzeczywistości to był pracownik operacyjny. Stąd nazwa stanowiska nie zawsze oznacza nabyte umiejętności. W dziale PR wielu ludzi może nauczyć się parzyć kawę, a nie koniecznie dbać o wizerunek firmy czy klienta. Według mnie to ważne rozróżnienie.

    Złapię się za dwie pozycje z Twojego CV. To nie złośliwość a moja chęć pokazania Tobie błędów i dania możliwości, abyś je skorygował (patrzę z pozycji osoby, która chciałaby Cię zatrudnić). W efekcie abyś dostał wymarzoną pracę :)

    bezwzrokowe, pisanie dziesięcioma placami na klawiaturze (około 300 znaków/min.) - gdybyś aplikował na sekretarkę czy protokolanta, to taka umiejętność jest istotna. Jako programista jest to rzecz tak oczywista jak chodzenie, a na stanowisko menedżera nie ma to żadnego wpływu.

    licencja na wózki widłowe, spalinowe i elektryczne wszystkich typów; - ta pozycja również ma się nijak jak poprzednia. Nie jest istotna przy kandydowaniu na programistę czy na menedżera (chyba, że pod pojęciem kryje się kierownik magazynu, który sam musi jeździć).

    Dobrą metodą jest postawić się w roli rekrutera i zastanowić się nad:
    “Gdybym miał zatrudnić menedżera/programistę/itd. to co chciałbym zobaczyć w CV, aby mnie ta osoba zaciekawiła?”

    CV powinno być kierunkowe, bo jeśli wiemy, że Agnieszka z trzeciego piętra lubi wysportowanych chłopaków i tylko za takimi się ogląda, to jaki sens pisać jej o swoim zamiłowaniu do modelarstwa? Czasem można zaciekawić swoją oryginalnością, lecz to czasem powinno wyniknąć z naszego celowego działania a nie przypadku (np. gdy wiemy kto jest rekruterem i jeśli lubi golfa, to jeśli mieliśmy okazję grać to w zainteresowania można to wpisać).

    Wpisałeś “szachy”. Jeśli na danym stanowisku ma pracować osoba podejmująca szybko działania, to szachy nie brzmią przychylnie. Gdy masz być analityczny to jak najbardziej tak.

    Wpisałeś “podróże”. Czy to podróże zagraniczne czy tylko nad rzekę w centrum miasta? Jeśli na stanowisko osoby działającej w różnych środowiskach, warunkach to warto napisać o podróżach np. do egzotycznych krajów. Jeśli stanowisko księgowej to nieszczególnie, bo pracodawca może mieć obawę, że księgowa będzie chciała urlop w gorących okresach księgowych.

    Do mnie napisałeś: “zrecznie unikneles doswiadczen zawodowych i wyksztalcenia, ktorych z tego co sie orientuje nie posiadasz”
    Gdybyś był szczerbaty, to od początku uśmiechałbyś się pełną buzią, zniechęcając upatrzoną dziewczynę? ;) Sądzę, że wolałbyś jej pokazać jakim jesteś wspaniały rozmówcą, jaki jesteś zabawny, bystry… a dopiero później odkryłbyś swój nieistotny “defekt” :) Choć w moim przypadku brak formalnej edukacji i “złego” doświadczenia traktuję jako wielki mój atut :)

    Czyli każda pozycja w CV powinna czemuś służyć, razem powinny dawać pewien pozytywny obraz Twojej osoby. Do dzieła :)

    Marek:
    Ciekawa mieszanka zainteresowań :)
    Możesz zdradzić jakie efekty przyniosła, bądź w jakim celu użyłeś tak różnorodnego zestawu?

    Jeszcze raz Deep Throat:
    Napisałeś do Marka:
    “Wielokrotnie rozmawialem o tym z znajomymi, a nawet z przypadkowymi ludzmi w pociagu i wszyscy uwazaja jedno trzeba miec szczescie jak na loteri, skonczyc super szkole (prawo, polibude etc.) badz miec poprostu “plecy”.”

    Zacznij zwracać uwagę z kim rozmawiasz. Sam zauważyłeś, że nastawienie w 90% wpływa na sukces. Będąc wśród ludzi widzących wiele możliwości również zaczniesz je dostrzegać. To bardzo istotne.

    PS: Zabrałem się za czytanie książki, lecz ten temat uznałem za tak istotny, że nie chciałem ani chwili dłużej zwlekać z jego napisaniem. Wracam do książki :)

    Pozdrawiam nocnie,
    Orest

  5. Ania Says:

    Witam Cię Orest i pozdrawiam osoby, które odwiedzają Twój blog. 

    Temat z 14.02. jest bardzo aktualny, zwłaszcza teraz, kiedy mamy kryzys gospodarczy.
    Dużo osób straciło pracę (w tym także m.in. i ja).

    Mam pewne zdanie na temat poszukiwania pracy i napiszę, jak to wyglądało w moim przypadku.

    Pierwszą swoją pracę „taką z prawdziwego zdarzenia” znalazłam bardzo szybko.
    Postanowiłam, że pierwszego dnia pracy szukam we Wrocławiu, a drugiego dnia chodzę po firmach w Legnicy.
    Nie miałam żadnego doświadczenia – nic.
    Poszukiwania polegały na tym, że roznosiłam CV po firmach, w których chciałam pracować, które mi się podobały…(CV było dość ubogie – zawierało podstawowe informacje o mnie, średnie wykształcenie ogólnokształcące, zainteresowania (bez żadnych szczegółów).

    Pracę znalazłam na drugi dzień – w Gazecie Wrocławskiej  na stanowisku konsultanta ds. reklamy i ogłoszeń w biurze ogłoszeń w oddziale redakcji w Legnicy. Wszystko dlatego, że akurat zwolnił się wakat, a ja znalazłam się w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu ze swoją ofertą i zwyczajnie spodobałam się szefowej.

    W gazecie pracowałam przez 2 lata. Nie zarabiałam dużo, musiałam radzić sobie w bardzo różnych sytuacjach stresowych, wiedziałam, że długo tam nie popracuję.

    W międzyczasie okazało się, że jest praca na pełen etat, w firmie, która otworzyła swoje biuro w Legnicy. Konsorcjum to wygrało przetarg na zrealizowanie projektu inwestycyjnego finansowanego z Unii Europejskiej (Przebudowa linii kolejowej od Legnicy aż do granicy państwa). Poszukiwali kogoś, kto by się zajął całą papierkomanią wraz z tłumaczeniami, organizowaniem imprez, uczestnictwem w naradach i takie tam. Pełne wsparcie dla Inżyniera oraz personelu kluczowego (tj. dla inżynierów, inspektorów nadzoru, kosztorysantów itd…).

    Pracę znalazłam dzięki ojcu, który dowiedział się, że szukają kogoś na takie stanowisko – na stanowisko asystenta Inżyniera. Moim szefem był Anglik – John, z którym miałam rozmowę kwalifikacyjną. Rozmowa na luzie, bez szczegółowych pytań. Pracę dostałam (wyłonili mnie spośród czwórki innych kandydatów) i zaczęła się robota na ponad 4,5 roku.
    W tym czasie skończyłam filozofię.

    Dużo się nauczyłam w tej firmie, ale po jakimś czasie wiedziałam, że poza tym co robiłam, nie osiągnę nic więcej.
    Zaczęłam na nowo poszukiwać pracy. Ale okazało się, że poza stanowiskiem asystenckim, nie mogę liczyć na nic więcej. Nawet trudno było mi zmienić pracę na inną podobną. Wszędzie patrzyli na mnie kątem oka – „skończyła Pani filozofię??? I co zamierza Pani po tym robić?”. Zdaję sobie sprawę, że studia te nie nauczyły mnie żadnych praktycznych umiejętności, ale przecież nie w każdych studiach o to musi chodzić.
    Filozofia nauczyła mnie dystansu do życia, mam trochę inne spojrzenie na wiele spraw, niż przykładowo ludzie którzy studiują prawo (co widzę teraz studiując ten kierunek). Nie należę też do ludzi, którzy gonią za pieniądzem.

    Z uwagi na swoje zainteresowanie człowiekiem, jego stosunkiem z otoczeniem, postanowiłam zrobić studia podyplomowe z Zarządzania Zasobami Ludzkimi. Wszystko co wiąże się z rekrutowaniem ludzi, motywowaniem pracowników, oceną, rozwojem i szkoleniami.
    Studia te przynoszą mi dużą satysfakcję. Równolegle rozpoczęłam jeszcze prawo zaocznie.

    Pracy szukałam od około ponad półtora roku. Byłam bardzo zdeterminowana. Mam za sobą około 20 rozmów o pracę. Ilość CV które wysłałam (nie mam zielonego pojęcia ile, na pewno było tego bardzo dużo)…
    Nie wiem czy moje CV spełnia kryteria tego, jak taki życiorys powinien wyglądać. Mój z pewnością pod taki schemat nie podpada, mówi się że powinno być na 1 stronę nie więcej. Moje CV tak nie wygląda. W każdym razie zapraszana byłam na różne rozmowy, po niektórych wychodziłam zadowolona, po niektórych (zwłaszcza w agencjach pośrednictwa personalnego) miałam wrażenie, że do niczego się nie nadaję.
    Po każdej rozmowie liczyłam na informację zwrotną. Jak ktoś obiecuje, że się odezwie, to powinien to zrobić, bez względu na to jaka jest odpowiedź.

    Zazwyczaj nie było żadnego odzewu.
    Jeśli był odzew, to zwykle z firm, które mają wysoką pozycję na rynku.

    Muszę powiedzieć, że w trakcie wielu rozmów kwalifikacyjnych dostrzegałam brak profesjonalizmu ze strony rekrutujących. Niektórzy zachowywali się tak jak gdyby byli pępkiem świata, tak jakby chcieli pokazać, że to od nich zależy los każdego człowieka.
    Najbardziej nie przekonywały mnie paniusie, które chciały udowodnić mi, że wcale nie posiadam umiejętności, o których napisałam w CV.

    Długo szukałam pracy, bardzo długo. Tyle rozmów, po których nie było żadnego skutku. Straciłam poczucie wartości. W listopadzie 2008r. okazało się jeszcze, że moja firma nie chce mi przedłużyć umowy (wszystko dlatego, że teraz musieliby dać mi umowę na czas nieokreślony, a to nie było dla nich wygodne, więc postanowili mnie zwolnić). Także na koniec 2008r. byłam już poważnie załamana.

    Pytałam po znajomych, jeździłam po firmach, ile się dało. Ale wszędzie kończyło się tak samo.
    Nie nie nie nie.
    Byłam już bardzo zrezygnowana.

    Ale tuż przed świętami przyjechała moja kuzynka z Anglii, powiedziałam jej o swoim kłopocie.
    Ona w międzyczasie spotkała się ze swoim przyjacielem, który też jej się zwierzył, że szukają pracownika od ponad miesiąca i nie mogą znaleźć nikogo.
    No i okazało się, że ja mogłabym być dobrym kandydatem. Pojechałam na rozmowę. A o tym, że dostałam pracę dowiedziałam się 31 grudnia 2008r. :D

    Także o ile zawsze uważałam, że wszystko może tylko zależeć ode mnie sasmej, to zmieniłam zdanie. Teraz uważam tak jak Machiavelli, który pisał o Virtu i o Fortunie.

    Machiavelli mówił, że życie człowieka jest determinowane przez 2 czynniki:
    1. fortuna – przeznaczenie, los, fatum – zespół czynników, których człowiek nie jest w stanie przewidzieć, zrozumieć kontrolować.
    2. virtu – energia, przedsiębiorczość, aktywność, śmiałość odwaga, męstwo – są to zalety naszej osobowości.
    Fortuna i virtu pozostają w stosunku do siebie w relacji odwrotnie proporcjonalnej:
    • Im mniejsze virtu, tym człowiek bardziej podatny na kaprysy fortuny, na nieszczęścia.
    • Im większe virtu, tym większa zdolność do radzenia sobie z przeciwnościami losu, do okiełznania kaprysów fortuny.
    Życie sprzyja mężnym, śmiałym, przedsiębiorczym, tym którzy mają wysoki poziom virtu. Pozostali są tylko igraszką dla fatum przeznaczenia.

    I ja się z tym w pełni zgadzam.
    Muszę przyznać, że miałam dużo szczęścia, że udało mi się dostać nową pracę.
    Czuję, że się rozwijam.
    Wszystko się dobrze skończyło. Od 5 stycznia zaczęłam pracę na nowym stanowisku i wszystko na razie idzie w dobrym kierunku. :)

    Pozdrowienia dla tych, których nie znudziła ta przedługa historia ;)

  6. Lasu aka Marek Kozieł Says:

    @Deep Throat
    MMORPG: Jednak mógłbyś napisać dlaczego. Ja osobiście lubie je dlatego że potrafią nauczyć min. ekonomi (zarządzanie zasobami).
    Gdybym ja osobiście przeczytał o takich zainteresowaniach to miałbym mieszane uczucia co do kandydata.
    Z jednej strony byłbym ciekawy z drugiej bym się obawiał, że w pracy będzie grał.

    Jest zasadnicza różnica miedzy kimś kto napisze, że lubi MMORPG za możliwość oglądania relacji między ludźmi a kimś kto lubi pomachać myszką. I czasem warto sprecyzować swoje zainteresowania jeśli mogą budzić negatywne odczucia.

    … japonska czy koreanska w jakikolwiek sposob mocno okresla Twoje gusta
    Zgadza się. ;) Jednak dla przeciętnego śmiertelnika jest to już dość egzotyczne. Wszelkie doprecyzowania zmusiły by człowieka który to czyta do zastanawiania się o co mi biega. To że dla mnie jest to ogólnikowa informacja nie znaczy, że dla czytającego także.
    Jeśli piszemy o czymś o czym wie wielu ludzi to lepiej doprecyzować, w przeciwnym przypadku lepiej nie przesadzać i nie wychodzić na kogoś kogo się nie da zrozumieć.

    to chyba poprostu referencje z poprzednich prac
    Nie do końca, niektóre firmy preferują jeśli ktoś z wewnątrz cię poleci:
    http://alexba.eu/2006-09-04/rozwoj-kariera-praca/rekrutacja-w-duzej-firmie-it-w-polsce/
    gdyż mniej ryzykują.

    @Orest
    Użyłem reprezentatywnej grupy zainteresowań. Żeby powiedzieć choćby, że nie jestem standardowy. Zrobiłem to w celu zostania odsianym przez ludzi którzy oczekują liniowych pracowników.

    Jednak nie czuje się tutaj ekspertem.
    W całym moim życiu wysłałem 6~7 CV
    3~4 w czasie studiów (1 do firmy w Anglii w sprawie praktyk) (1 praktyki + późniejsza praca) (1 o prace, jednak podczas rozmowy wyszło, że nie byłem w stanie jeszcze poświęcić tyle czasu ze studiów ile oczekiwali)
    3 po obronie (jedno na stanowisko na które się nie nadawałem) (następne spowodowało, że zostałem przyjęty) (w sprawie 3-go dostałem tel. gdy już pracowałem, wiec podziękowałem)

    W mojej opinii CV ma nie tylko spowodować, że cię zatrudnią, ale także zniechęcić nieciekawych ludzi do zatrudnienia ciebie.

    Co więcej ja swoją rozmowę (ostatnią) miałem ze Sławkiem ( http://art-of-software.blogspot.com/ ) co też nie było bez znaczenia.

    Pozdrawiam.

  7. Witold W. Wilk Says:

    Witaj Orest,

    Zgodnie z obietnicą podzielę się paroma spostrzeżeniami odnośnie pisania aplikacji. Otóż po pierwsze - pracy szukam od dłuższego czasu. Długo było bezowocnie, ale z pomocą wielu “dobrych dusz” w internecie odkryłem kilka prostych faktów odnośnie tego jak zwrócić na siebie uwagę aplikacją.

    PS - taka adnotacja po tym co napisałem - wyszło tego sporo i jest trochę chaotyczne, przepraszam, ale niestety pisałem to dość w biegu :) Mam dziś niestety sporo do zrobienia, więc przepraszam za formę. Mam nadzieję, że komuś się to kiedyś może przydać :)

    Po pierwsze częstym błędem, również w moim wypadku była swoista przesada. Po prostu pisałem co się dało, robiłem ogólne CV, w którym miałem wszystko co tylko się o mnie dało napisać (a da się napisać całkiem dużo). Jest to błąd.

    KONIECZNIE należy usiąść i na spokojnie postarać się wejść w umysł rekrutującego nas w tejże firmie człowieka. Kogo on poszukuje? Jakie cechy jego interesować mogą? I dokładnie to napisać! Jeśli poszukiwany jest dajmy na to Sales Manager w branży IT to podkreślamy nasze cechy związane:
    a) ze sprzedażą
    b) ze znajomością informatyki

    To ich interesuje! Nie interesuje ich, że jakiś czas było się PH rozwożącym towar po sklepach. Pomijamy. Co dana osoba wniesie na to stanowisko - to jest ważne! Z tym wiąże się druga sprawa, która jest równie kluczowa - przedstawiamy fakty. Czyli opisujemy np. swoje obecne stanowisko i co o nim mówimy? Na moim przykładzie, pisałem kiedyś coś jakby takiego: “ponadnormatywne rozwinięcie podległego rynku”. Super, ale to nic nie wnosi. Teraz piszę “zwiększenie sprzedaży brutto o 150% na przestrzeni 3 lat”. Wygląda ładnie? Wygląda. Jest to konkret! No ba! Idealny! ;)

    Jeśli ktoś pisze “znalezienie nowych odbiorców” to jest to błąd, piszemy np. “nawiązanie 2 kontaktów na Bliskim Wschodzie, 3 w USA”, czy też krótko - rozwój nowych kontaktów - zwiększenie ich o 200%.

    Ma to być coś, co daje konkretny fakt z życia wzięty, prawdziwy, który możemy wytłumaczyć. “Zmiana w procesie komunikacji wewnątrz firmy” to mało, należy dodać o co chodzi, czyli “zmniejszenie czasu obiegu niestandardowych zapytań ofertowych o 50%”. KONKRETY mości Państwo, KONKRETY. Przede wszystkim. Konkrety dają nam tą przewagę, że mówimy co zrobiliśmy już, a co możemy zrobić kiedyś w przyszłości. Jest to coś, co powoduje, że jesteśmy już w polu zainteresowań!

    Każdemu polecam pogooglanie za frazą “Killer CV” przez google, wyskakuj pełno wyników, wraz z większą ilością przykładów.

    Kolejna sprawa - dane personalne. Ograniczamy do minimum. Poważnie, nikogo nie ma interesować nasz wiek (mają się liczyć kompetencje), nasze zdjęcie darujmy sobie, chyba, że aplikujemy na stanowisko, gdzie wdzięki są ważne (a jeśli wymagane jest zdjęcie na stanowisko technologa to albo darujmy sobie, albo wysyłajmy bez zdjęcia - bo nikogo nie ma prawa to obchodzić w trakcie rekrutacji, czy mamy proste zęby i czy choćby pasujemy to archetypu rasy aryjskiej ;)) ).

    Poważnie, w danych personalnych:
    Imię, Nazwisko, Adres, Telefon, E-mail.

    Koniec, nic więcej. Płci się domyślą z imienia zwykle, adres w sumie też można by pominąć, ale zdarzyło mi się, iż jedna firma odpowiedziała listownie - ale to też wina tego, że i ja wysłałem listownie), telefon - taki pod którym się skontaktować z nami można, e-mail - teoretycznie wysyłając zdalnie nie trzeba, zwrotny powinien być w e-mailu ALE często CV są drukowane, podawane dalej - ułatwmy ludziom życie!

    Zainteresowania - pamiętajcie o tym, że trzeba też patrzeć się przez pryzmat pracy. Jeśli praca będzie zespołowa to unikamy podawania stricte introwertycznych zajęć, generalnie nawet przy powiedzmy, że samodzielnych stanowiskach - trzeba pokazać, że jest się “team player’em” ;)

    Ostatnia rzecz co do CV - nie bójcie się pisać dwustronicowych. Pokutuje jakieś durne przekonanie, że ma być jedna strona. To błąd jest! Pierwsza strona służy do tego, aby pokazać drugiej stronie nasze cechy predysponujące nas do tego stanowiska. Podstawa do wkucia do głowy:

    PIERWSZĄ STRONĘ ZAWSZE SIĘ OGLĄDA, KOLEJNE NIEKONIECZNIE.

    Na pierwszej stronie robimy zrzut tych wszystkich ważnych z punktu widzenia pracodawcy informacji - co robiliśmy, jakie konkretne działania zrobiliśmy, posługujemy się twardymi stronami. Proponuję też na początku napisać coś w rodzaju krótkiego wstępu o sobie - wszystko pod hasłem “Killer CV” znajdziemy. To jest oferta handlowa, handlujemy swoją osobą. Trzeba przykuć wzrok i pokazać się jako najlepszy towar na rynku. Chyba, że jesteśmy na rynku taką osobą, że do nas wali się drzwiami i oknami….

    Czyli pierwsza strona to Imię, Nazwisko, Krótko o sobie (2-3 zdania) i nasze zalety. Może to być opis naszych obowiązków i dokonań w poprzednich miejscach pracy, może to być opis umiejętności - ważne jest, aby pokazać pracodawcy na pierwszej stronie, że to CV ląduje w pudełku z napisem “do gruntownego zapoznania”, a nie do archiwum…

    Kolejna uwaga, która wynikła podczas mojego pisania różnych aplikacji - list motywacyjny (LM) służy do dania do zrozumienia następujących rzeczy:
    - umiemy się wysławiać i wyrażać myśli (w sposób formalny i kulturalny)
    - wyjątkiem od ww zasady może być… marketing. śmieszne czy wulgarne to wasza ocena, ale zadziałało całkiem dobitnie http://www.joemonster.org/article.php?sid=3775 - tyle, że to specyfika branży i nie polecam pisać czegoś takiego
    - LM służy do tego, aby zakomunikować DLACZEGO nasze cechy odpowiadają stanowisku na które aplikujemy. Nie oszukujmy się, mało kto siedzi w jednej branży całe życie, zmieniamy się, świat się zmienia i trzeba się przebranżowić. Tutaj pokazujemy, że potrafimy podołać obowiązkom na nowym stanowisku. Zwracam uwagę na posługiwanie się znów konkretami: zamiast “jest to dla mnie powołanie” pisać “praca X dała mi doświadczenie w Y, co jest zbieżne częściowo z obowiązkami Z na stanowisku oferowanym, więc jestem w stanie szybko wdrożyć się do tej pracy”, czyli pokazać - obecne obowiązki - dają nam przewagę nad innymi.

    CZŁOWIEK PO DRUGIEJ STRONIE NA 99% NIE WIE NIC O TWOJEJ OBECNEJ BRANŻY, NIE ZNA KOMPLETNIE SPECYFIKI TEGO CO ROBISZ, CO JESTEŚ W STANIE ROBIĆ:

    UŁATW MU ZADANIE!!!

    - w LM nigdy nie zawieramy czegoś takie jak “ta praca dałaby mi możliwość ***”, czy “byłaby to dla mnie wielka szansa ***”, zabrzmi to brutalnie, ale po raz kolejny - po drugiej stronie mają kompletnie gdzieś “co ty byś chciał od nas”, zainteresowanie póki co jest kompletnie inne “co ty nam możesz dać”. Należy sobie to wbić do głowy przy pisaniu aplikacji. Na każde stanowisko są inne obowiązki, inne wymagania, inne oczekiwania. Gdy aplikujemy należy pokryć te punkty. To nie jest trudne. Wystarczy otworzyć to ogłoszenie i je przeczytać. Można też otworzyć stronę firmy, która szuka pracownika (gorzej, gdy ogłoszenie jest niejawne) i sprawdzić co ta firma oferuje (a przynajmniej jest to kompletnym wymogiem na rozmowie, aby nikt nie mógł Cię zagiąć “co sądzi Pan o produkcie X?”) - i odnieść się w LM do tego jak możesz to ulepszyć, sprzedać - po prostu pokazać, że nie piszemy tego do firmy pierwszej z brzegu, ogólnikowo, tylko poświęciliśmy czas i wiemy dokąd aplikujemy.
    - w związku z powyższym każdy element pokazujący, że aplikujemy w różne miejsca nas skreśla. Każdy wie, że aplikujący szuka w różnych miejscach pracy, ale nie należy o tym mówić otwarcie. Ww punkt pokazuje, że poświęciliśmy jakąś chwilę, zastanowiliśmy się i interesuje nas to stanowisko.

    Dobra, teraz dalsze spostrzeżenia: w LM przede wszystkim nie wolno dawać do zrozumienia, że jakoś szczególnie nam zależy na tym stanowisku. Wszelaki frazy okazujące, że jesteśmy desperatami nas skreślają. Linia jest cienka. Koniec najlepiej rozegrać dość neutralnie czyli np. “Jeżeli moja kandydatura wzbudza Pani zainteresowanie, z przyjemnością przyjmę zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną. Proszę o kontakt telefoniczny pod wyżej wskazany numer telefonu.”. Absolutnie żadne “bardzo mi zależy na rozmowie”, albo “podczas rozmowy pokażę swe najlepsze cechy”…Ostatnio byłem na rozmowie, która trwała dobre dwie godziny, dyskusja była z pogranicza informatyki, finansów, sprzedaży. Należy wybić sobie z głowy, że ktoś ot tak nas zaprosi, bo tak napiszemy w LM. Musimy dać do zrozumienia, że jesteśmy właśnie tą osobą która może akurat być najlepsza na poszukiwane stanowisko. Wtedy dostaniemy rozmowę i dopiero wtedy pokazujemy swoje zalety do oporu.

    Teraz taka ostatnia uwaga - od jakiegoś czasu począłem stosować inną metodę poszukiwania - która też daje mi inne efekty. W weekend przeglądam wszystkie oferty jakie nagromadziły się przez cały tydzień, wybieram z tego maksymalnie 3 na które chcę odpowiedzieć. Działam i selekcjonuję podobnie jak “druga strona”, odrzucając ogłoszenia, które w jakiś sposób, nawet najmniejszy, nie odpowiadają mi. Jaki jest tego efekt? Z 7 wysłanych przez ostatnie 3 tygodnie aplikacji miałem 5 rozmów. Dużo? Mało? Nie wiem! Ale przez poprzedni rok, działając jak zapewne większość szukająca pracy - z kilkuset (nie wiem, nie liczyłem tych aplikacji) miałem 3 rozmowy. Na badziewne stanowiska. Teraz rozmawiam o czymś naprawdę interesującym i co spokojnie mógłbym parę lat porobić, bez żadnych powodów, aby po paru miesiącach szukać czegoś nowego…

    Efekt jest, ale wymagało to ode mnie zmiany podejścia. Nie na zasadzie “tu jestem w stanie pracować” - bo wtedy naprawdę odpisywałem w wiele miejsc, gdzie na pewno bym się sprawdził, ale ilość nie rodziła jakości, raczej bylejakość. Co ciekawe 4 lata temu jak poszukiwałem pracy to nie miałem tego problemu, poważnie! Po prostu wysyłałem aplikacje i ludzie mi odpowiadali. Dlatego też nie wiedziałem do tej pory jak działa system rekrutacji, lub też rynek pracy się zmienił (i co? jak było 18% bezrobocia było mi prościej pracę znaleźć, niż gdy było teraz 9%? :P ). Teraz odpisuję tylko tam gdzie naprawdę nie mam zastrzeżeń, lub zastrzeżeń jest najmniej. Wybieram najciekawsze oferty i właśnie na nie mam rozmowy. Dziwny jest ten świat, kiedyś nie dostawałem absolutnie żadnego feedbacku, mimo, że też na takie stanowiska aplikowałem… A przecież jestem dokładnie taki sam jaki byłem - tylko zacząłem się poważnie uczyć sprzedawać samego siebie… Czego jeszcze więcej chcieć? Pracy oczywiście ;) Czego też każdemu życzę ;)

  8. Jacenty Says:

    Jeszcze trochę perspektyw na CV :)
    Trzeba pamiętać, że zupełnie inaczej powinny konstruować CV osoby z dużym doświadczeniem i osoby z niewielkim stażem zawodowym. Przy sporym doświadczeniu, zwłaszcza jeśli pracuje się projektowo i ma dużo firm w portfelu współpracy same “miejsca pracy” są mniej ważne. Ważniejsze wówczas jest ukazanie zakresu kompetencji (np.CV funkcjonalne). Jeśli doświadczenie jest niezbyt duże warto postawić na na inne swoje najmocniejsze walory. Poza tym uważam, że wypisywanie stanowisk bez kilku słów wyjaśnienia to nic nie znacząca masa informacyjna.
    Często ludzie piszą.
    Od…. do kierownik sprzedaży w….
    i kolejna pozycja’
    i kolejna
    A jakie to ma znaczenie? NIKŁE :)
    Jeżeli napiszę się od… do…. kierownik sprzedaży w…. odpowiedzialny za… podpisał kontrakty wysokości…….. :) to już coś wiadomo nieco więcej ;) Nauczyłem się tego od Amerykanów i przekonałem się, że takie ukazywanie konkretów i wśród naszych firm cieszy sie powodzeniem :)
    Pozdrawiam :)

  9. Deep Throat Says:

    Zrujnowaliscie wizje idealnego CV nad ktorym pocilem sie przez dlugi czas :) ktore tworzylem w oparciu o “szkoly” roznego rodzaju.

    Coz mozliwe, ze macie racje skoro osiagneliscie taka skutecznosc :) i wyglada na to, ze musze zrewidowac swoje podejscie do pisania CV i aplikowania na dane stanowiska. Dzieki! :D

  10. Orest Tabaka Says:

    Hej Ania… miło, że jesteś z nami :)

    Dziękuję Tobie za Twoją historię i za to, że skorzystałaś z zaproszenia :)

    Piszesz:
    “Pracę znalazłam dzięki ojcu, który dowiedział się, że szukają kogoś na takie stanowisko(…)”
    “(…)moja kuzynka z Anglii, powiedziałam jej o swoim kłopocie.
    Ona w międzyczasie spotkała się ze swoim przyjacielem, który też jej się zwierzył, że szukają pracownika(…)”

    W naszej metaforze “podrywania” można powiedzieć, że masz szczęście do swatek :D

    “Muszę powiedzieć, że w trakcie wielu rozmów kwalifikacyjnych dostrzegałam brak profesjonalizmu ze strony rekrutujących.”
    Więc jest miejsca dla ludzi, którzy wiedzą co zrobić, aby rekrutować efektywnie i którzy umieją ją przeprowadzić :)

    Marek:
    Rok temu rozmawiałem z 2 różnymi osobami, które miały do czynienia z Siemensem. Ich odczucia rozmijały się z tym, co powiedział Seweryn Krajewski w wywiadzie z Alexem. Mam dwie teorie:
    - podkoloryzowanie faktów (o czym wspomniał tam jeden z komentujący),
    - albo (do której bardziej się przychylam) nawet dobrze przygotowane procedury w dużej firmie nie zawsze będą działać tak jak powinny, bo dochodzi czynnik ludzki.

    Nawet jeśli w Siemensie nie dokońca wszystko działa jak powinno, to jest to dobry kierunek i wiele firm mogłoby czerpać z tego/wzorować się. Nawet nieudolne wprowadzenie najpewniej poprawi sytuację :)

    Widzę, że Twoje CV miało dość wysoką skuteczność.

    “W mojej opinii CV ma nie tylko spowodować, że cię zatrudnią, ale także zniechęcić nieciekawych ludzi do zatrudnienia ciebie.”
    Z jednej strony jak piszemy CV to warto pisać do firmy, w której chcemy pracować a nie zniechęcać ich do siebie. Z drugiej strony w nawet świetnej firmie są ludzie, z którymi nie chcielibyśmy pracować. Ja sobie założyłem, że jeśli mnie ktoś będzie pytał o dyplom i na tym opierał swoją decyzję czy mnie zatrudni czy nie, to że sam podziękuję.

    PS: Jeśli cytujesz to używaj cudzysłowów. Będę wdzięczny.

    Witold:
    Witaj również i dziękuję, że odpowiedziałeś na zaproszenie :)

    Piszesz “KONKRETY mości Państwo, KONKRETY.”
    Jeśli rekrutacja jest standaryzowana, czyli ktoś ma procedury to faktycznie działa to na zasadzie serwisów randkowych o których pisałem w poście. Wkleja się dane i wychodzi, że w X % dany kandydat pasuje. Jednak znamienita większość firm przeprowadza rekrutacje w sposób chaotyczny, tak więc nie zawsze się to sprawdza.

    “ważne jest, aby pokazać pracodawcy na pierwszej stronie, że to CV ląduje w pudełku z napisem “do gruntownego zapoznania”, a nie do archiwum…” - otóż to :)

    Takie osoby jak Nadja (z linku, który podajesz) niezależnie od branży powinny wyginąć. Można być pod wrażeniem jej efektywności, ale nie standardów etycznych.

    Zauważyłem, że listy motywacyjne wymierają. Z jednej strony można wpisać jego treść do maila, z drugiej jeśli posługujemy się konkretami w CV (gdzie % zostaniemy ocenieni) to LM nie spełni swojej funkcji.

    Słusznie zauważyłeś, aby w LM nie pisać o tym jak to bardzo nam zależy na pracy. W przygotowaniu mam post o takich “uniżonych” zachowaniach, a przecież jesteśmy ludźmi znającymi swoją wartość :)

    Twój przedostatni akapit jest bardzo ważny!

    Jacenty:
    Kolejna słuszna wskazówka. Zwłaszcza w obliczu nowej mody nazywania różnych stanowisk - niemal każdy jest teraz specjalistą ds. sprzedaży, ds. nawiązywania relacji z klientem, asystentem menedżera itd. :)

    Deep Throat:
    Cieszę się, że ten wątek Tobie posłuży :) I nie chodzi o to, aby napisać idealne CV… lecz skuteczne. Teraz działaj i daj znać o efektach :)

    Pozdrawiam Was serdecznie,
    Orest

  11. Lasu aka Marek Kozieł Says:

    @Orest
    Ciekawe, że masz umiejętność rozpoznawania uroszczeń.
    Siemens był tylko przykładem, o tyle wygodnym, że już opisanym.

    Rozwinę więc ten temat na swoim przykładzie.
    Ja w swojej obecnej pracy znałem kilka osób już w czasie rozmowy kwalifikacyjnej, więc dokładnie wiedziałem kogo potrzebują. Osobiście nie ukrywałem tego.
    Jednak ma to swoje konsekwencje.
    Jeśli masz informacje o firmie to jeśli ukryjesz ten fakt masz faktycznie większe szanse na dostanie się, aczkolwiek nie preferuje tej metody (problem jeśli wyjdzie to w praniu).
    Jeśli natomiast powiesz, że wiesz kogo szukają itp. to najczęściej zostaniesz dużo gruntowniej sprawdzony (jako osoba która zna ich metody rekrutacji) i albo wypadniesz dużo lepiej albo dużo gorzej.

    “PS: Jeśli cytujesz to używaj cudzysłowów. Będę wdzięczny.”
    Wybacz zboczenie zawodowe daje się we znaki. ;)

    Pozdrawiam!

  12. Orest Tabaka Says:

    Marek:
    “Ciekawe, że masz umiejętność rozpoznawania uroszczeń.”
    To dobrze czy źle? :)

    Z faktu, że wiesz, że dana firma potrzebuje takiego a takiego pracownika wynika duży plus - możemy wskazać w jaki sposób firma i klienci firmy skorzystają na naszej osobie najbardziej, czyli jaką wartość wniesiemy do firmy.

    Odnosząc to do mojej metafory poszukiwania partnerki. Jeśli wiem, że dana dziewczyna poszukuje wysokiego, przystojnego i czarującego faceta, możemy podejść i zacząć od tego, że wiemy o jej problemie braku faceta, że pewnie źle się z tym czuje. Naturalnym jest, że wyprze się tego, powie nam, że wcale nie jesteśmy tacy wysocy, ani przystojni i że widziała bardziej czarujących mężczyzn :)

    Czyli wychodzimy od korzyści dla drugiej strony a nie jej problemu.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  13. Lasu aka Marek Kozieł Says:

    @Orest
    “To dobrze czy źle?”

    Jak z każdą siłą.
    Wszystko zależy od umiejętności kontroli posiadanej siły.

  14. Orest Tabaka Says:

    Marek:
    Ale w tym, moim konkretnym przypadku to dobrze czy źle?

  15. Lasu aka Marek Kozieł Says:

    @Orest
    Jak najbardziej dobrze.

  16. Orest Tabaka Says:

    Uff… kamień z serca. Zwłaszcza, że w najbliższych tygodniach blog pójdzie w kierunku upraszczania życia prywatnego i zawodowego :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  17. Deep Throat Says:

    No spam plz :)

    Mysle, ze nalezalo by tez wspomniec o fizycznych walorach CV.

    Osobiscie drukuje swoje CV na papierze 200 gramowym satynowanym co zapewnia ze np lezac na kupie 200 cv wyroznia sie od calej reszty, dodatkowo gdy czytajacy bierze je do reki rownierz (mam nadzieje) zwraca na nie dodatkowa uwage bo wyroznia sie od reszty CV wydrukowanych zwykle w marnej jakosci na standardowym papierze.

  18. Orest Tabaka Says:

    Deep Throat:
    Nigdy nie wysyłałem papierowego CV. Moje były w pdfie.

    Tak sobie myślę, że CV na 200 gramowym papierze może być postrzegane przez rekrutującego tak: “Wymagań facet nie spełnia, to chce papierem nadrobić”. Trochę jakbyśmy po podrywaną dziewczynę przyjechali dorożką z białymi końmy. Zawstydzi się bidula i da kosza :)
    To jednak tylko moja spekulacja.

    Jest to sposób by się wyróżnić… pytanie, czy w pozytywny.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  19. Deep Throat Says:

    Jasne mozna spekulowac w druga strone i to nawet dostadnie, CV wydrukowane na niskiej jakosci papierze to jak w dresach na interview.

  20. Lasu aka Marek Kozieł Says:

    @Deep Throat
    Mam podobne odczucia jak Orest.

    Jeśli facet wysłał by mi coś na satynowanym papierze to dla mnie to jak “jestem zniewieściały”.

    Nie lepiej zadbać o poprawny układ (sprawisz wrażenie poukładanego), łatwiej się zapamięta.

    Wszystko co wysyłasz jest częścią obrazu który budujesz jeszcze przed pojawieniem się w firmie. ‘Dziwne’ wyróżnianie się z tłumu może być dobre jeśli stanowisko dotyczy reklamy, w innym przypadku wątpię? (Obejrzyj Legalną blondynkę)

    Poza tym jest potrzeba się wyróżniać na początku? Tak czy siak wszystkie CV muszą zostać przeczytane. W przypadku gdy to była by loteria to mogło by to zwiększyć twoje szanse.

    “… w dresach na interview.”
    Zgodze się z tym.
    Pozdrawiam.

  21. Orest Tabaka Says:

    Deep Throat:
    Na niskiej jakości papierze niemal każdy drukuje CV, a w dresach na rozmowę nie każdy przychodzi. Tak więc w dresach wyróżniłbyś się negatywnie.
    Choć aplikując na WF-istę czy sportowca do klubu sportowego to pewnie byłby to standardowy strój w tej sytuacji. Tutaj także zależy od okoliczności.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  22. Lasu aka Marek Kozieł Says:

    @Deep Throat

    “Co do email, rzeczywiście nie jest prawdziwy tak jak i moja godnosc. Wole nie poslugiwac sie swoja prawdziwa godnoscia w internecie poniewaz dla przecietnego “cwaniaczka” nie ma wiekszego problemu zeby dowiedziec sie wiele na temat danej osoby za pomoca np google i nr gg. Wiec wybaczcie.”

    Moim zdaniem daje ci to tylko złudne poczucie bezpieczeństwa. Wszystkie dane które umieszczasz w internecie da się ze sobą połączyć. Kwestia środków bądź zaangażowania. Wiem bo się tym zajmowałem. Jeśli jakaś informacja nie powinna być łączona z twoim nazwiskiem w internecie to nie powinna się tam w ogóle znaleźć. Z innej strony po co anonimowo pisać?
    Że tak powiem: anonimowe listy miłosne są dobre w przedszkolu.

    @Orest

    Drukują raczej na normalnym.
    Dla mnie niski znaczy podobny do papieru toaletowego (z faktury). ;P

  23. Orest Tabaka Says:

    Marek:
    “Drukują raczej na normalnym.” - racja. Dzięki za zwrócenie uwagi :)

    W kwestii animowości. Takie podejście wielu osobom pozwala przyznać się do problemu, bądź w oderwaniu od własnej osoby go naprawiać na forum.

    Skrajny przykład: Jako Orest Tabaka zapewne wstydziłbym się napisać publicznie, że mam problem z przyrodzeniem i szukać porady jak go rozwiązać. Jako “Zozżalony23″ byłoby mi łatwiej. Komuś naprawdę musiałoby zależeć na informacji “kto ma problem z małym przyrodzeniem?”, żeby mnie odszukać :D
    Tak więc dzięki anonimowości Deep Throat możemy pomóc mu rozwiązać problem z jego CV, tak aby w świecie rzeczywistym zdało ono egzamin. Mamy tendencję do wstydzenia się publicznie przyznać się do problemu, nawet drobnego.

    A pod imieniem i nazwiskiem najczęściej piszemy to, z czego jesteśmy dumni i czym możemy się pochwalić. Dla jasności… ten blog i jego autor przejdą swoistego rodzaju metamorfozę w najbliższych miesiącach, którą to metamorfozą wiele osób nie chciałoby się pochwalić :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  24. Bartek Popiel Says:

    a co szykujesz Orest? Skupiłeś wokół swojego bloga już sporą grupę ludzi i pewnie część chętnie pomoże w podejmowanych przedsięwzięciach :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Bartek

  25. Orest Tabaka Says:

    Bartek:
    Krótko? Szykuję małe rozczarowanie :D

    A swoją drogą bardzo mnie cieszy, że buduje się tutaj bardzo ciekawa społeczność o różnych osobowościach :)

    Uciekam na spoczynek po całym dniu spotkań z niezwykłymi ludźmi.
    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  26. Witold W. Wilk Says:

    Orest, napisałeś: “Takie osoby jak Nadja (z linku, który podajesz) niezależnie od branży powinny wyginąć.” - absolutnie się nie zgodzę. Nigdy nie szafuj niczyim życiem. Natomiast zapewne miałeś na myśli znaczenie metaforyczne - również się nie zgodzę, bo od dawien dawna zauważyłem, że niektóre rzeczy muszą być na tym świecie, bo byłaby nierównowaga.

    PS. przeczytałeś do końca to co w jej LM było? Końcówka była bardzo konkretna i z punktu widzenia rekrutującego (przypominam, że to były czasy ok.20% bezrobocia w Polsce) mającego kilkaset ofert to ktoś, kto potrafi napisać bez owijania w bawełnę coś takiego - i mowa o firmie, gdzie szef nie szuka specjalistki ds. reklamy własnego ciała - to trafił w “żyłę złota”. Nic tylko sprawdzić na rozmowie, czy LM napisała sama.

    Poza tym znam jedną taką “Nadję”, potrafi i często mówi wulgarnie - gdybym ją ocenił powierzchownie to “schamiała femifaszystka”, ale po głębszym poznaniu - jedna z moich lepszych znajomych, na której mogę względnie polegać i usłyszeć bez owijania w bawełnę co o niektórych rzeczach sądzi. Może też dlatego dla mnie ta “Nadja” którą podlinkowałem - jest osobą szczerą i godną zaufania. Jakbym ja był w miejscu rekrutującego - na pewno bym zaprosił i miałaby “punkty na wejściu”.

  27. Orest Tabaka Says:

    Witek:
    Przeczytałem do końca. Styl tego LM wyróżnia się i jak na branżę marketingu OK. Nie zgadzam się jednak z metodami pracy, np.:

    “Uśmiechałam się do stada nadętych klientów, wyjaśniałam, tłumaczyłam i wykładałam ideę firmy, która liczyła że będę pracować 22 godziny na dobę za 1100 zł.
    Na zorganizowanym (również przeze mnie) bankiecie upiłam dyrektora xxx i wyciągnełam informacje dotyczące planów konkurencyjnej imprezy.”

    Teraz zwątpiłem, bo miałem inne wyobrażenie odnośnie “profesjonalistów” w dziedzinie PR (o których pisze Nadja w ostatnim akapicie) :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  28. Witold W. Wilk Says:

    Orest, metody pracy to jedno, a środowisko pracy to drugie. Czasami jednego i drugiego się nie pogodzi. Ja też jestem w specyficznej branży i poniekąd rozumiem, że używa takich metod. Jest skuteczna? Jest. Czy pracuje w trakcie bankietu miast “używać sobie”? Tak.

    Nadęci klienci - jak znam życie mały procent (lub promil) klientów, którzy jej zaleźli za skórę, ale przez to o nich pamięta.

    Świat czasami rzuca człowiekiem do pracy w jakiejś specyficznej branży, specyficznym środowisku. Tak, można się zwolnić i szukać dalej, ale w wielu wypadkach byłby to błąd strategiczny i ludzie wolą w coś takiego brnąć. Nie można im zakazać. Być może Nadja szuka miejsca, gdzie tego nie będzie?

  29. Orest Tabaka Says:

    Witek:
    Wybacz… mam po prostu wyidealizowane wyobrażenie o biznesie i zyciu… i do urzeczywistnienia tego idealnego świata na tym blogu i poprzez swoją osobę dążę :)

    A ja naprawdę dużo rozumiem i wiem skąd to się wzięło i dlaczego ludzie tak postępuję. Wolę jednak propagować inne metody, które długoterminowo przynosą większe zadowolenie z życia (lecz nie koniecznie większe pieniądze).

    I nikomu niczego nie zakazuję… z wyjątkiem naruszania moich praw :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  30. » Masz więcej doświadczenia, niż się Tobie wydaje! - Orest Tabaka Says:

    […] doświadczenia formalnego” jest opisanie tego co robiliśmy jako “Osiągnięcia” (pisałem o tym w poście o pisaniu CV). Jest to zdecydowanie elastyczniejsze podejście, bo otwiera nam drogę do doświadczenia […]

  31. basia Says:

    Na początku próbowałam sama napisać swój życiorys, ale nie mam do tego talentu. Koleżanka poleciła mi firmę, która zajmuję się pisaniem takich tekstów. Skorzystałam i nie żałuję, bo zapłaciłam grosze, a efekt był rewelacyjny, zostałam zaproszona aż na trzy rozmowy kwalifikacyjne. O ile się nie myle to firma nazywała się [XXXXXX]

    Pozdrawiam,

    Basia

  32. Jacek Says:

    Trzeba postarać się, by nie przekroczyć 2 kartek, dobrze zagospodarować przestrzeń, szczególnie, jeśli ma się dużo doświadczenia do zagospodarowania. Przykład zmieszczenia 12 lat na jednej stronie CV http://jacekkotowski.blogspot.com/2010/08/jak-zmiescic-w-cv-12-lat-doswiadczenia.html

  33. ola Says:

    jak napisac w cv szkole do ktorej jeszcze chodze jescze jej nie skonczylam???

  34. Orest Tabaka Says:

    Ola: Co ma dać wpisanie szkoły do CV? Czy w Twoim konkretnym przypadku ta informacja wnosi jakąś wartość? Jeśli nie, to skup się na wpisywaniu umiejętności, osiągnięć i tego co możesz dać pracodawcy. Jeśli jednak wymienie szkoły będzie dla Ciebie plusem, to zaznaczyć możesz tak “10.2008 - ” . Będzie widać, że jeszcze nie ukończyłaś :)

    Uśmiechy!
    Orest

Pozostaw komentarz