Optymizm, radość… tego się trzeba nauczyć!

Dziś o dwóch umiejętnościach, których posiadanie bardzo poprawia jakość życia. O optymistycznym patrzeniu na świat oraz o radowaniu się. Nie każdy musi się tego nauczyć, bo to zależne jest od własnych potrzeb i uznania. Jednak każdy kto chce być optymistą i być radosnym musi się tego nauczyć. To taka sama umiejętność jak jeżdżenie dwukołowym rowerem. Powiecie: “Bzdura!” :) Pozwólcie, że wyjaśnię :)

Ktoś, kto nauczył się jeździć na rowerze w zasadzie do końca życia potrafi. Czasem sobie trzeba przypomnieć jak to się robi gdy miało się dłuższą przerwę. Bycie optymistą, radowanie się jest właśnie taką umiejętnością z której często nie korzystamy i którą sobie trzeba przypomnieć.

Jak byliśmy dziećmi chyba każdy z nas nauczył się jeździć rowerem. Na początku był to trzykołowy rowerek, później taki tradycyjny z bocznymi kółkami… i nadszedł czas na tylko dwa koła. Z pomocą kijka i trzymającego nas taty, po kilku czy kilkunastu wywrotkach, zdartych łokciach i kolanach nabywaliśmy tę umiejętność :)

Jako dzieci wielu z nas miało w miarę szczęśliwe dzieciństwo, potrafiliśmy radować się z lizaka, loda, z nowej piłki itd. To jest taka jazda trzy- czy czterokołowym rowerkiem. I wiele osób wkraczając w dorosłe życie całkiem zapomina, że po takim trzy- czy czterokołowym rowerku czas przesiąść się na dwukołowy, pozdzierać parę razy kolana lecz w końcu nauczyć się cieszyć różnymi rzeczami, patrzyć optymistycznie na życie. Zamiast tego wiele osób porzuca marzenia o nauczeniu się tej umiejętności męcząc się przez całe życie… bo z jednej strony bardzo chcieliby nauczyć się tego czego nie potrafią, a z drugiej boją się pozdzieranych kolan.

Jak się tego nauczyć?
Przede wszystkim próbując. W zeszłym roku wyćwiczyłem w sobie optymizm, umiejętność pozytywnego patrzenia na świat, na wiele spraw, wydarzeń. Zaczynałem od patrzenia na różne zdarzenia i próbowałem wyłapywać cokolwiek, co mogło być przejawem pozytywnym - to tak jakbym wsiadł na rower i starał się tylko pedałować, jak najszybciej. Po pewnym czasie wyłapanie pozytywów stawało się prostsze, dołożyłem doszukiwanie się perspektyw, wartościowych lekcji dla mnie itd. I poszło :)

Permanentną radość wbudowałem sobie w tym roku. Bardzo pomocne są tu afirmacje. Po pierwsze zacząłem używać “Pozdrawiam radośnie”, po drugie stając przed lustrem powtarzałem sobie “Tę radość to ja lubię”, “Czyż nie fajnie jest tak się cieszyć, no nie? :>” itd. Czasem trzeba “pozdzierać sobie kolana” … to gdy wymsknie się nam “Bzdura, wcale nie jestem radosny!” :D Z czasem jednak wywrotek będzie mniej.
Bardzo pomaga również wrzucenie sobie na tapetę w komputerze czy na komórkę swojego zdjęcia, na którym jesteśmy uśmiechnięci. W komórce mam to zdjęcie które jest tu na blogu po prawej - za każdym razem jak zaglądam w telefon zaczynam się cieszyć :)

Dlaczego ta umiejętność jest potrzebna?
Jeśli nauczymy się jeździć na małym rowerku “Romet”, później jesteśmy wstanie łatwo przeskoczyć na BMX’a, na składaka, na rower górski, kolarzówkę czy każdy inny rodzaj. Narzucanie sobie warunku, że nauczę się jeździć jak będę miał rower górski za 20 czy 30 tysięcy złotych sprawia, że sami się z tej umiejętności kastrujemy. Trudno nauczyć się cieszyć ze 100 tysięcy złotych na koncie, jak człowiek nie umie cieszyć się z 1000 złotych. Zawsze będzie mało.

Życzę Wam ciekawych przemyśleń i jak najszybszej decyzji o podjęciu nauki. Zatem wsiadajcie na “rower” i uczcie się. Zdarte kolana się zagoją… a umiejętność cieszenia się, optymistycznego podejścia do życia zostanie Wam na całe życie :)

Pozdrawiam radośnie :)
Orest

UPDATE: Polecam także optymistyczną muzykę, np. Lenkę - The Show (teledysk) :)

45 Responses to “Optymizm, radość… tego się trzeba nauczyć!”

  1. Catta Says:

    Uważam, że to bardzo ważna umiejętność: radowanie się. Od pewnego czasu uparcie i systematycznie zwiększam w sobie “poziom szczęścia” i staram się uniezależnić ten jego wysoki we mnie poziom od zmiennych kolei losu. Taki mam plan: jak to w życiu - raz na wozie raz pod wozem, a ja wciąż radosna i szczęśliwa. Dodam, że startowałam z pozycji malkontentki, ponurej i czarnowidzącej, więc tak się cieszę, że zrobiłam duży postęp!

  2. Orest Tabaka Says:

    Catta - witaj na blogu! :)

    Olbrzymie brawa za tę zmianę ode mnie :) Cieszę się, że pokazałać iż zmiana taka jest możliwa i bardzo przydatna :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  3. Aleksandra Mroczkowska Says:

    Orest,

    uwielbiam tę piosenkę!:)
    Jeśli chodzi o szukanie pozytywów, to mam jeszcze jedną refleksję - unikaj ludzi, przy których patrzysz minusami. Swojego czasu zauważyłam, że z takiego właśnie dziecięcego podejścia, patrzenia na pozytywy, co dobrego z tego wyciągam, etc., zamieniłam się w babsztyla, który mówił: bez sensu, niefajnie, to niedobrze, tamto niedobrze…Trzeba szybko uciekać!:)

    Pozdrawiam ciepło;)
    AM

  4. Orest Tabaka Says:

    Witaj Olu! :)

    Musiałbym “unikać” siebie, bo ja patrzę minusami - nim zobacze co było dobrze to widzę kilka rzeczy które były źle. Lecz jako optymista od razu widzę jak z tego wybrnąć, jak to rozwiązać, poprawić :D
    Chociażby po poście to widać - nie zauważyłem, że umiemy się cieszyć więc to wzmacniajmy. Zauważyłem, że tego często nie potrafimy, ale możemy się nauczyć :D Kiedyś nazwałem to podejście “optymistyczny pesymista” (jest źle, ale to dobrze). Jest jeszcze “pesymistyczny optymista” (jest dobrze, ale co z tego) :)

    PS: Są piosenki, które lepiej słucha się z klipem - ta taka właśnie jest :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  5. Anna Smirkin Says:

    Witam serdecznie:)

    zgadzam sie absolutnie! Ja rowniez bylam “pesymistyczna pesymistka”, a ostatnio ewoluowalam do “optymistycznej pesymistki”;P-fantastyczne okreslenie Orscie:) A za cel stawiam sobie bycie po prostu optymistka:) Momentami juz mi sie udaje, a mysle, ze z czasem “zdzierania kolan” bedzie coraz mniej:)
    Aleksandro, rzeczywiscie czasem trudno patrzec na swiat optymistycznie, widziec mozliwosci a nie przeszkody, kiedy otaczaja cie ludzie “czarnowidzacy”. Piszesz: Trzeba szybko uciekac! Ale co, jesli to najblizse osoby, rodzina “podcinaja skrzydla”? Macie jakies pomysly, co wtedy robic? Pozdrawiam radosnie:)
    Ania

  6. Anna Smirkin Says:

    PS. ORESCIE, przepraszam “zjadlo” mi e w Twoim imieniu!

    Ania

  7. Orest Tabaka Says:

    Witaj Aniu ponownie :)

    Bardzo fajnie, że przesiadasz się z trzykołowego rowerka na dwukołowy (z kijem). Wkrótce będziesz sama jeździć, bez zdzierania kolan… człowiek nabiera też takiej chęci, aby przesiąść się na rower górski z ekstra przerzutkami (to ten optymizm na całego) :)

    Pozwolę sobie odpowiedzieć na pytania jakie zadałaś Oli. Nie zawsze da się w dość łatwy sposób uciec, szczególnie gdy to rodzina, współpracownicy, gdy wiąże jakieś zobowiązanie, umowa. W takich sytuacjach można jednak (co ja stosuję) bardzo stanowczo powiedzieć: “Zgodzimy się jednak, że to moje życie i najlepiej, żebym to ja podejmował decyzje nawet takie, z którymi się nie zgadzasz. Z pełną świadomością przyjmuję także ewentualne ich konsekwencje.”
    Do tego dochodzą wszelkie odmiany tego zdania :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  8. Anna Smirkin Says:

    Witam:))

    dziekuje za odpowiedz. Brzmi rozsadnie, choc pewnie troche trudno pozbawic to zdanie negatywnych emocji.Niestety nie da sie czasem zadowolic wszystkich i wtedy trzeba myslec najpierw o sobie.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie

    Ania

  9. Orest Tabaka Says:

    Ania:
    Staram się mówić to zdanie bardzo neutralnie… lub lekko na uśmiechu. Tak, aby ta druga osoba pomyślała sobie “Faktycznie, też chciał(a)bym podejmować tak decyzje odnośnie swojego życia”.

    Czasem też, już bardziej dla zabawy, gdy ktoś mówi, że to inaczej wyjdzie, że inaczej działa, że się nie znam itd. to mówię:
    “To najwyraźniej jestem na tyle głupi, że tego nie wiem. I wolę nie wiedzieć, że się tak nie da i to zrobić. Mam nadzieję, że zezwalasz mi?” ;)
    Też działa, choć pozostawia wrażenie, że jesteśmy lekkoduchami :D

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  10. Piotr Stanek Says:

    Witajcie,

    Ania:
    Masz rację pisząc, że wszystkich nie da się zadowolić. Ja przez dłuższy czas ( z różnych czynników) nie myślałem o sobie najpierw. Teraz, moja metoda to pomyśleć - To moje życie, to ja będę płacił rachunki, podatki, mieszkał tu i tam i robił to i to.
    I staram się unikać osób, niestety ale z bliskiego otoczenia również, które cofają w rozwoju.
    Orest
    Twoja metoda jest dobra, muszę popracować nad moją nieśmiałością jeszcze.

    pozdrawiam

    Piotr

  11. Orest Tabaka Says:

    Witaj Piotrek na blogu! :)

    Oprócz samego unikania osób, które negatywnie wpływają na nasz rozwój warto zadbać o to, aby spotykać się z tymi, którzy wspomogą nasz rozwój - wtedy nie będzie czasu na tych pierwszych :)

    Nad nieśmiałością pracuje się bardzo podobnie jak nad innymi umiejętnościami - powoli, małymi kroczkami. Poproś kogoś o skasowanie biletu (nawet jak mógłbyś się przepchać do kasownika), wytarguj parę groszy na kilogramie jabłek na bazarku itd. Powodzenia :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  12. Aga Says:

    Witam :)
    Musiałam się przyłączyć bo w mojej pamięci ożył pewien obraz. Ja (dwa blond kucyki z kokardami), mój nowy rower (biało-różowy składak Flaming3) z kijem oczywiście. W pewnym momencie niepewnego pedałowania, święcie przekonana, że jestem asekurowana przez tatę, obejrzałam się - by upewnić się czy widzi jak dobrze mi idzie. I zobaczyłam go… jakieś 50 metrów za mną! Zatrzymałam się (bez upadku) i nakrzyczałam na niego, wściekła, że śmiał mnie tak opuścić. Przecież jechałaś - odpowiedział. I tu nisko opadająca szczęka: wcale nie naraził mnie na niebezpieczeństwo, wiedział że sobie poradzę.
    Życzę zaufania i wiary w to, że w jakiejkolwiek sytuacji byście się nie znaleźli ona nie przerasta waszych możliwości. Została skrojona dokładnie na waszą miarę.

    ps. opisana sytuacja wydarzyła się dwadzieścia kilka lat temu, jestem brunetką bez kokard, ale radość życia pozostała i dlatego tak mi się tu podoba, Orescie, zostaję na dłużej ;)

  13. Orest Tabaka Says:

    Witaj Aga na blogu! :)

    No proszę… masz jakiś wbudowany układ “szybkiego przyswajania umiejętności” ;) Moja pierwsza samodzielna przejażdżka bez trzymania skończyła się zdartymi kolanami i łokciami po 120 metrach. Mogło być gorzej, bo jechałem wprost pod samochód :)
    Na szczęście wkrótce po tym zdarzeniu znów wsiadłem na rower i w mig nauczyłem się “szaleć”.
    Myślę, że jako dzieci mamy więcej wiary w to, że nam się uda. Dlatego też tak szybko chwytaliśmy różne rzeczy, tak szybko zwiększały się nasze możliwości :)

    PS: Ależ proszę, rozgość się :) Również dziękuję za historię.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  14. Aleksandra Mroczkowska Says:

    Oreście,
    to chyba jednak za mało wytłumaczyłam…
    Chodzi o taką sytuację: patrzyłam na rzeczy pozytywnie, z radością przyjmowałam otaczający mnie świat i po jakimś czasie, egzystując w określonej grupie ludzi, zaczęłam ten swój pozytywizm tracić, a nawet dość szybko przechodzić na drugą stronę mocy. To taka analogiczna sytuacja, jak z wampirami energetycznymi, przy których człowiek czuje się słabo, bez energii, etc, tylko tutaj chodziło o zmianę sposobu postrzegania swoich doświadczeń/ świata.
    Jak ciągle, przez dłuższy czas, słyszysz samo X, to nie zauważasz Y, nawet zapominasz, jak wygląda i jaki to był fajny Y, ile ci dawał, etc:-)

    Aniu,
    Orest zdążył ci odpowiedzieć:-)
    Najważniejsze to stawiać granice i być świadomym działania tej destruktywnej siły. Nie zawsze da się całkowicie odciąć od osób, które z jednej strony działają destruktywnie na nas (np. swoim podejściem), a z drugiej to bardzo ważne osoby w naszym życiu (np. rodzice, rodzeństwo). Przyznam szczerze, że ja również należę do tego grona, które żyje z takimi osobami - ciągłe tłumaczenia i próby przekonania (w młodości) spaliły na panewce. Teraz jestem mądrzejsza o te doświadczenia i po prostu informuję, zamykając jednocześnie temat i poprzez świadomość nie chłonę tego, co mi aplikują. Zaręczam, że to skutkuje! Po kilku takich sytuacjach z Twojej strony, osoby po tamtej stronie zrozumieją, że to jest Twoje, taka jesteś, to jest dla Ciebie ważne. Wyjątek: osoby mało refleksyjne i wszechwiedzące - te mogą potrzebować więcej czasu:-)
    Jeśli chodzi o pozostałe osoby, troszkę dalsze, np: współpracownicy, koleżanki, koledzy, koleżanki naszych koleżanek i inne tego typu kombinacje, to stanowczo redukuję ilość kontaktów i szukam innych, bądź po prostu trzymam tych “dobrych”;-)

    Pozdrawiam ciepło:-)
    AM

  15. Aleksandra Mroczkowska Says:

    P.S.
    jak to jest, że w Waszych wypowiedziach są ładne emotikony, a ja mam same “;-)”?

  16. Piotr Stanek Says:

    sprawdzam swój odpowiedź :)

  17. Piotr Stanek Says:

    Aleksandra :)
    Po prostu musisz zostawić wolne miejsce przed i po emotikonie :) . pozdrawiam ciepło
    Piotrek

  18. Aleksandra Mroczkowska Says:

    Piotr,
    dziękuję :-)

  19. Orest Tabaka Says:

    Olu:
    Teraz rozumiem :) Czyli tak jak napisałaś Ani - trzymać się od takich negatywnie nastawionych ludzi z daleka. Co prawda rodzinę także można “odciąć”… to tylko więzy krwi :)

    PS: Emotikonki działają także bez “-”… a muszą być odgrodzone spacją z lewa i z prawa :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  20. Anna Smirkin Says:

    Witam!
    Dziekuje bardzo za odpowiedzi! Macie racje, wiem tez, ze niestety nie jest to latwe i rzeczywiscie trzeba czasu, zeby obie strony przyzwyczaily sie do nowej sytuacji (szczegolnie osoby wszystkowiedzace ;) ) Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam
    Ania

    PS tez sie zastanawialam, co z moimi emotikonkami jest nie tak ;P I juz wiem :)

  21. gabika1921 Says:

    Przejrzałam tę burzliwą dyskusję i jedno mnie zastanowiło, dlaczego jest tak, że ludzie łatwiej chłoną negatywne wibracje innych ludzi, a nie jest odwrotnie, że smutasy przejmują od radosnych osób pozytywne emocje?

    Może to ja źle to widzę i tak nie jest?

  22. Orest Tabaka Says:

    Ania:
    Jak każda umiejętność tak i ta wymaga po prostu treningu. A ludzie zasadniczo nie lubią jak coś się zmienia, więc warto mieć to na uwadze i… wprowadzać zmiany :D

    Gabika:
    Zauważyłem, że działa to w dwie strony. Kwestia zasadnicza to która emocja jest mocniejsza i wtedy przelewa się w odpowiednią stronę. W naszej rzeczywistości przeważnie jest tak, że “smutasy” są bardziej negatywnie nastawione niż pogodni pozytywnie. Stąd przelewa się tak jak to widzisz na co dzień :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  23. Aleksandra Mroczkowska Says:

    gabika1921,
    burzliwą? :D
    Działa w dwie strony, jak powiedział Orest.
    Tak mi się teraz przypomniało, ze w biologii jest takie zjawisko jak osmoza, gdzie roztwór o mniejszym natężeniu przenika tam, gdzie natężenie jest wyższe. Można potraktować to w ten właśnie sposób, ponieważ mam wrażenie, że mamy większość (moje obserwacje) tych negatywnych przypadków (tzw. polska mentalność). Jak cię bombardują z każdej strony, niczym stado wirusów, to ciężko się nie złamać.

    Pozdrawiam pospotkaniowo, gdzie właśnie z takimi jednostkami rozmawiałam, jednak równie ciepło pozdrawiam, co wcześniej :)
    AM

  24. Aga Says:

    Witam jeszcze raz!
    Też zastanawia mnie, dlaczego większości łatwiej jest wybrać postawę narzekającą, pomimo tego, że wiadomo iż nic dobrego to nie wnosi do naszego życia. Coś mi przyszło do głowy. Postawa pozytywna wymaga jednej trudnej rzeczy: ten sposób postrzegania świata niesie ze sobą konieczność wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje i życie. Wierzyć, że się uda pomimo świadomości ryzyka. O ile łatwiej jest ‘czarnowidzieć’ i z satysfakcją stwierdzać “a nie mówiłem”? Dodatkowo zwalić winę na system, okoliczności, czyjeś złe zamiary i w ogóle “taki już jestem, ale to nie moja wina”. Wychylanie się z innymi pomysłami jest co najmniej naiwnością. Pomimo, że jest źle nie ma sensu nic naprawiać, bo tak jest wygodnie, a jeszcze przeważnie mamy rację :D ale ogólnie to nic od nas nie zależy, więc o co się szarpać. Dylemat typu - wolisz się dobrze bawić czy być szanowanym. Cóż, zawsze można oskarżyć Producenta, że nie wyposażył naszego “roweru” w poduszkę powietrzną.
    tą swoją nienormalną radością drażnimy Odwiecznie Ustalony Porządek, coś jest w niechęci do zmian…
    Pozdrawiam w te burzowe dni, kiedy świat pachnie mokrą ziemią :)
    Aga

  25. Orest Tabaka Says:

    Olu:
    Jak dobrze, że się nie dałaś. Może tym samym ich trochę zarazisz wirusem optymizmu :D

    Aga:
    Nie wiem która postawa jest trudniejsza do pielęgnowania. Wychodzę z założenia, że i bycie optymistą i pesymistą jest tak samo łatwe jak i trudne. To trochę jak z lawiną - dokładasz pozytywnych rzeczy to spadnie pozytywna lawina… dokładasz negatywnych, to negatywna. W którymś momencie jako społeczeństwo zaczęliśmy za dużo dokładać do tej negatywnej masy… i mamy taką lawinę. Jak mogę to unikam tych zagrożonych miejsc, aby nie “oberwać” niepotrzebnie. W dodatku po drugiej stronie zbocza “buduję” swoją lawinę, dokładając do niej te pozytywne aspekty - jak ktoś w pobliżu mnie się kręci to ma szansę “oberwać” tą pozytywną lawiną :)

    PS: Każdy może budować swoją lawinę - decyzja jakiego ona typu będzie: czy pozytywna czy negatywna :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  26. Orest Tabaka Says:

    Jeszcze odnośnie tego w którą stronę przelewa się nastrój. Oprócz intensywności zwróciłbym także uwagę na “stanowczość” trwania w danym stanie. Jeśli lekko zadowolony człowiek, ale mający solidne podstawy by tak się czuć spotka się z bardzo zasmuconym człowiekiem, który nie ma podstaw to w ujęciu intensywności smutas zaraziłby tego lekko radosnego. Jednak jeśli ten lekko radosny jest uparty w swojej radości, to przeleje to na smutasa :)

    Czyli jeśli jesteśmy radośni to bądźmy uparci… jeśli smutni to nie upierajmy się przy tym :D

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  27. Korniszon Says:

    Po przeczytaniu wypowiedzi na forum skłoniłem się do przedstawienia mojej perspektywy podejścia do sprawy. Postaram się poszerzyć temat `Optymizm, radość…a` co niektórzy pewnie uznają ze zmieniam go radykalnie. Niestety schodząc do zapoczątkowanego wątku na forum musiałbym ograniczyć się do refleksji nad radością i optymizmem z życia tylko do spostrzeżeń typu: Jestem silny\a, wszystko jest do przeskoczenia, nie ma rzeczy niemożliwych nawet jak za pierwszym razem się nie uda to za drugim na pewno!! Wszystko okraszone przez barwnie opisane historyjki typu : Kiedy aniołką puszcza zwieracze i spadnie na nas gówniany deszcz ‘wrzucę sobie na tapetę w komputerze czy na komórkę swoje zdjęcie, na którym jestem uśmiechnięty’ i mimo to że będę po uszy w gównie zdjęcie własnej uśmiechniętej twarzy pozwoli mi poczuć się szczęśliwym. „Po czym stając przed lustrem powtórzę sobie “Tę radość to ja lubię”, “Czyż nie fajnie jest tak się cieszyć, no nie?”

    Wiadome jest to ze powinniśmy cieszyć się z tego, co posiadamy i jednocześnie darzyć do tego żeby mieć więcej (Płakałem, bo nie miałem butów aż spotkałem na swojej drodze człowieka niemającego stóp). Mam tu na myśli przede wszystkim sferę duchową następnie intelektualna kończąc na materialnej. Co do ostatniego zagadnienia to sprawa wydaje się być dosyć kontrowersyjna (byt nie świadczy o człowieku). Z drugiej strony czy moglibyśmy sobie wyobrazić zadowolenie z życia w dzisiejszym pędzie cywilizacyjnym zawartych w schematach ukierunkowanych w stronę pochłaniania jak największych dóbr materialnych? (Pieniądze szczęścia nie daja, dopiero zakupy ! ;) Czy największa radość nie jest czerpana z naszej postawy wobec samego siebie i w stosunku do innych? (musiałbym się zagłębić w sfery duchowe, etyki, moralność, bezinteresowność odbiegając znacznie od tematu ). Czy możliwe jest czerpanie większego zadowolenia z życia, niż opartego na afiliacji zagłębionej na wzajemnych wartościach i pozytywnych relacjach NP: Chcesz polegac? Daj polegać! Chcesz zaufać? Daj zaufać! Chcesz pokochać? Daj pokochać! Itp. Wiadomo jest ze nie możemy ufać wszystkim ludziom na ziemi, jak i nie pokochamy całego świata ;D Jeżeli jednak czujemy ze możemy kogoś obdarzyć jedna z tych wartości nawet bez początkowej wzajemności drugiej strony RADOSC BĘDZIE WIELKA gdy druga strona odpłaci się tym samym  Gdy jednak tak się nie stanie powinniśmy być ZADOWOLENI  z siebie ze mimo braku odpłaty drugiej strony (Czasem trzeba “pozdzierać sobie kolana) obdarzyliśmy kogoś bezinteresownością w danej kwestii ( a za każda chmura i tak zawsze przyjdzie słonce!).
    ( Sorx za bugi w txt.)

  28. Orest Tabaka Says:

    Witaj Korniszon na blogu! :)

    Tę historię w pierwszym akapicie to Ty wymyśliłeś… nie ja :) Choć przyznam Tobie rację, że zawsze warto pozytywnie patrzeć na życie. Może dlatego, że wiele lat temu dwa razy byłem na krawędzi życia i śmierci… jak “gówniany deszcz” by na mnie nie spadł to wiem, że wciąż jestem w grze pod tytułem “Życie” - a to mnie napawa optymizmem :)

    Piszesz “Czy największa radość nie jest czerpana z naszej postawy wobec samego siebie i w stosunku do innych?” - myślę, że tak w przypadku wielu osób jest. W moim na pewno - stąd te banalne, ale skuteczne sposoby wprawienia siebie w ten pozytywny stan.

    Ciekawi mnie skąd Ty osobiście czerpiesz radość :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  29. Orest Tabaka Says:

    W temacie: dwa fragmenty z książki Dr. Denis Waitly “The Psychology Of Winning”:

    “People shy away from negative, pessimistic, unbelieving Loser. They gravite to positive, self-assured, optimistic Winners. Optimism is like a forest fire, you can smell it for miles before you see it burning.”

    “9. The best way to remain optimistic is to associate with Winners and optimists. You can be realistic and optimistic at the same time by realistically examining the facts in a situation while remaining optimistic about your ability to contribute to a solution or a constructive alternative.”

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  30. Aga Says:

    Hej , to znowu ja :)
    No właśnie, otaczajmy się radosnymi ludźmi, a kiedy ich zabraknie (chwilowo lub na dłużej) miejmy w zapasie dobre wspomnienia, śmieszne skojarzenia, pozytywne ciepłe myśli, marzenia i nadzieję. To pozwala nam być samymi dla siebie takim “zarażaczem” energią. I zgadzam się, ze chodzenie z bananem na ustach w jakiejś katastroficzno-traumatycznej sytuacji, jest absurdalne, ale jednocześnie wewnętrzna siła sprawia, ze możemy szybciej się podnieść, uwierzyć, że damy radę ruszyć do przodu, nie pozostawać długo w stanie użalania się nad sobą.
    Niektóre sytuacje życiowe wymagają zatrzymania się na dłużej, popłakania i poradzenia sobie z emocjami i to również jest ok.

    “Kiedy znalazłam się na dnie, usłyszałam pukanie od spodu” :D Nie pamiętam kto to powiedział.

    Pozdrawiam!

  31. Orest Tabaka Says:

    Hej, hej Aga! :)

    Jest wiele pozytywnych osób - ich z pewnością nie zabraknie, choć czasem trzeba trochę mocniej poszukać :)

    Dziś słyszałem taki tekst:
    “2 tygodnie temu byłem na dnie… a teraz wgryzłem się pod dno :D
    (wypowiedziane jako duma)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  32. Piotr Stanek Says:

    Witam :)

    Aga: Powiedział to ten pan poniżej:

    Stanisław Jerzy Lec

  33. Aga Says:

    Dzięki :) W takim razie powinno być ŁEM na końcu ;) Widocznie ja trafiłam na jakąś zmodyfikowaną wersję.

  34. Orest Tabaka Says:

    W temacie optymizmu - ciekawy wywód Mariusza:
    http://www.proaktywnie.pl/optymisci-to-idioci/

  35. Korniszon Says:

    Witam
    Staje za Agnieszka jeżeli chodzi o kwestie cieszenia się do wszystkich i do wszystkiego i to nie tylko w jakiś katastroficznych sytuacjach. Pamiętam taką znajomą z liceum która non-stop biegała z ucieszonym waflem, była takim zarażaczem pozytywnej energii. Problem w tym ze ludzie odebrali ją nie do konca tak jakby mam się mogło wydawać, dziewczyna po krótkim czasie została ochrzczona xywką ‘serek’ w mysl przysłowia bo smiejesz się jak głupia do sera.
    Abstrahując od mojego osobistego poglądu na te sprawę chciałbym jeszcze zwrócić uwage na jedna ciekawą kwestie odnosząca się do tematu naszego dobrego samopoczucia i zadowolenia z życia. Otóż nie każdy smutas będzie przygnębiony zewnętrznymi czynnikami występującymi w jego życiu. Przygnębienie może być spowodowane indywidualnymi właściwościami psychofizycznymi jednostki, w tym miejscu kłania się nam poziom serotoniny w neuronach, mówiąc prosto: serotonina jest neuroprzekaznikiem który odpowiedzialny jest za nasze dobre samopoczucie  Można sobie wywalczyć deczko serotoniny jedząc czekoladę bądź niektóre owoce np: banany, ananasy, figi. Dla odważnych polecam MDMA przy tym trzeba być ostrożnym bo to już sztuczne niebo pełne zdradliwych bożków, wiec warto uważać aby się w tym szczęściu nie zatracić. Dla rozsądnych jak najbardziej ok.!

    Serdecznie pozdrawiam Koras 

  36. Orest Tabaka Says:

    Korniszon:
    Organizm większości osób jest w stanie wyprodukować odpowiednie ilości serotoniny. MDMA (i substancje o podobnych działaniach) nie jest dla odważnych - jest dla tchórzy, którzy sami nie mają odwagi wziąć odpowiedzialności za swój stan i nauczyć się tej umiejętności radowania się. Zamiast tego sięgają po zewnętrzne źródła “uszczęśliwiania” tym samym pozwalając sobie na zakłamanie odbierania rzeczywistości i utratę kontroli nad sobą.

    Optymizmu i radowania się można się nauczyć, tylko trzeba znaleźć w sobie odwagę by zacząć!

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  37. Konrad Kierys Says:

    Co do nauki jazdy na rowerze i że nie wolno się zniechęcać po pierwszych upadkach. To mój przykład. Od dawna chciałem się nauczyć żonglować. Ale nigdy nawet nie kupiłem piłeczek, żeby zacząć się uczyć. Pewnego razy trafiłem na blog Bartka Popiela, gdzie było dokładnie opisane jak się nauczyć i był nawet filmik. Wziąłem sobie do serca jedno zdanie jakie tam było. Nie zniechęcać się gdy piłki będą co po chwilę spadały. Potraktuj to jako gimnastykę dodatkową. I co? Po tygodniu nauczyłem się żonglować i teraz sprawia mi to super frajdę.

    Kolejnym przykładem jest nauka bezwzrokowego pisania na klawiaturze. Do teraz wydawało mi się, że piszę bardzo szybko na klawiaturze, ale używałem do tego jedynie dwóch palców wskazujących. Teraz po zobaczeniu jakie możliwości daje pisanie wszystkimi, uczę się właśnie to robić. To nic, że na początku piszemy inne literki niż byśmy chcieli i piszemy to strasznie wolno, ale z każdą godziną diametralnie przyspieszamy i nawet możemy dojść do poziomu takich osób co spisują przebieg sprawy sądowej :)

    Pozdrawiam i nie traćcie załamujcie się kilkoma upadkami :)

  38. Orest Tabaka Says:

    Konrad:
    W podobny sposób można zabrać się za wyćwiczenie umiejętności radowania się - małymi kroczkami, po paru “upadkach” ten poziom wzrasta. W ostatnich tygodniach uśmiałem się jak nigdy dotąd - wystarczy niewielka ilość żartu i czarka się przelewa :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  39. » Nasze (pozytywne) postrzeganie rzeczywistości - Orest Tabaka Says:

    […] dlaczego nie wykorzystać tego dla własnej korzyści? Już kiedyś o tym pisałem, że można nauczyć się patrzeć optymistycznie na świat. Przykład jak ten sam obraz można inaczej odbierać (można kliknąć, aby powiększyć): […]

  40. nathalie Says:

    A czy to przypadkiem nie jest okłamywanie samego siebie i wmawianie sobie ,że jest się szczęśliwym? Moim zdaniem szczęście trzeba czuc w środku. Ja go nie czuję, jest mi z tym źle, ale nie chcę się go w żadnym wypadku uczyc ,kiedyś nadejdzie czes ,że ja też będę szczęśliwa. Tym żyję.

  41. Orest Tabaka Says:

    Witaj Nathalie na blogu! :)

    Powiem więcej… nie tylko się go uczyć ale także karmić się wszelkimi pozytywnymi bodźcami :)
    Twój naturalny sprzeciw (według mnie) wynika z tego, że nigdy nie spróbowałaś spojrzeć na to co masz w inny sposób. Tego trzeba się nauczyć, bo nawet idealny partner, idealny dom, kariera, realizacja pasji nie da Tobie radości jeśli teraz nie umiesz cieszy się z ich słabszych wydań.

    Wiem co mówię: w zeszłym roku nie zwracałem uwagi na zachody słońca i jak to mawiał Gałkiewicz “nie zachwycały mnie” :) A dziś pół godziny stałem w polu, aby się nim nacieszyć (tak wyglądał) :) A przecież one były wtedy tak samo jak i dziś. Zmieniło się moje ich postrzeganie.

    Try this!

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  42. nathalie Says:

    Może masz rację. Może trzeba się przestawić i czasem komuś uwierzyć.
    Może trzeba przeprogramować się a nie czekać na coś. Nawet nie potrawie bliżej określić na co . ;)

    ps śliczne zdj ;)

  43. Orest Tabaka Says:

    Ciekawy post Michała Zaborka “Szczęście jest zaraźliwe. (Tak jak kultura organizacyjna)”:
    http://www.hrmaznaczenie.pl/?p=487

  44. » Mały koniec… dziękuję Wam za te 1,5 roku :) - Orest Tabaka Says:

    […] szczęście jednymi z większych moich tegorocznych sukcesów było wbudowanie sobie permanentnego poczucia zadowolenia oraz ugruntowanie pozytywnego patrzenia na sprawy Jestem więc dobrej myśli. Choć trochę to […]

  45. » Czy łatwo się z Tobą współżyje? - Orest Tabaka Says:

    […] Także wtedy, gdy domyślny stan naszego potencjalnego współtowarzysza to „smutek”. Mamy ich dookoła całe mnóstwo – osób, które potrzebują wyraźnego powodu, aby być wesołymi, radosnymi, a bez żadnego pozytywnego bodźca są smutne, złe, przybite. Kiedyś pisałem o tym, że radość i optymizm to coś, co warto się nauczyć, jeśli tego nie mamy. […]

Pozostaw komentarz