Ktoś musi zacząć pierwszy…
Uwielbiam scenę z filmu “Rejs” z zebrania na statku i pamiętną kwestię:
“Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy.”
Rewelacyjna kwestia i odnosząca się nie tylko do zebrań. W wielu sytuacjach życiowych, w których nie wiemy jak się zachować musi być ktoś, kto pierwszy pokaże jak się zachować (swoją drogą profesor psychologii Robert Cialdini nazwał to zjawisko Social Proof). Jak graliśmy w piłkę i ktoś z kolegów albo my sami wybiliśmy szybę sąsiadowi to nastawała chwila konsternacji i rozglądanie się co zrobić. Jak jeden zaczął uciekać to i reszty po chwili nie było na miejscu zdarzenia ![]()
Jak nauczyciel albo wykładowca zacznie grzmieć, że zrobi sprawdzian/kolokwium za to, że się nie uczymy, to tylko czekamy aż ktoś pierwszy zacznie odpowiadać na pytania by dyskusja mogła się ożywić.
Gdy byłem w 2 klasie podstawówki i jeden z kolegów rzucił pomysł, aby po lekcjach salę opuścić nie drzwiami tylko przez okno, to rozglądałem się kto pierwszy się odważy. Jak jeden “wyszedł oknem”, to opór znikł - też “wyszedłem oknem” (ach, później przez weekend żałowałem, że to nie ja byłem tym “pierwszym”
).
Przykładów można mnożyć.
Nie inaczej jest jeśli chodzi o pomysł na życie. Mamy swoje wyobrażenia, przykłady z życia naszych rodziców, znajomych - nimi najczęściej podążamy. Nie chcę tu już za bardzo złorzeczyć na schemat liceum-studia-praca-dom/kredyt-rodzina. Ten schemat jest sprawdzony, wielu już przetestowało - działa byle jak, ale działa. Lecz jak mamy własny pomysł na życie, którego nie widzieliśmy ani w telewizji, ani wśród znanych nam osób, ani nie przeczytaliśmy o nim w gazecie, książkach itd. to zapala nam się lampka i czekamy “Co tu zrobić? Kto pierwszy się odważy tak zrobić? Wtedy i ja tak zrobię!”.
Nie ma innej opcji jak stwierdzić: “Z każdym pomysłem jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy! Dlaczego nie miał(a)bym być to ja?” Mało prawdopodobne, że ktoś za nas na ochotnika przetestuje nasze marzenia, nasz pomysł na życie, aby pokazać nam, że działa, że tak można, że to wypali. Może on być przecież szalony, dziwny, abstrakcyjny, nierealny… ale to nasz pomysł, przez nas wymyślony, do nas dopasowany!
Od zeszłego roku dość intensywnie “natycham się” anglojęzycznymi pozycjami książkowymi i blogami. Czerpię różne pomysły na swój styl życia, które to pomysły już funkcjonują w życiu innych ludzi. Ja z nich zrobiłem mix, kompletną mieszankę różnych dziwnych i skrajnych czasem podejść. I wątpię, aby ktoś miał ochotę testować ją na sobie. Nikt tego za mnie nie zrobi, więc jak chcę wieść takie życie jakie sam sobie wymyśliłem, to jedyna opcja jaka jest to “Ktoś musi zacząć pierwszy. Tak, to muszę być ja!”
———
PS: To jest trochę tak jak z zabawą z petardami. Póki mamy na nią pieniądze i zadbamy o to, aby się poważnie nie poparzyć to frajda z zabawy gwarantowana ![]()

Znasz kogoś, kto powinien przeczytać ten post? Podeślij link :)

May 28th, 2009 at 4:07 pm
Orest,
gratuluję kolejnego konkretnego posta :). Też zamierzam postępować jako “ten pierwszy”. Zdecydowanie częściej w życiu żałowałem, że to nie ja byłem 1st niż to, że byłem :).
Pozdrawiam,
Łukasz Kasza
May 28th, 2009 at 7:39 pm
Oj jak mi się tu podoba


A ja z gatunku tych przekornych i często się wychylałam jako ta pierwsza, ale muszę się przyznać, że tylko w sytuacjach, które mnie bezpośrednio dotyczyły/interesowały. Nie musimy nic nikomu udowadniać
Jeśli chodzi o życie to popieram szukanie i miksowanie tego co wydaje nam się najlepsze dla nas samych. Nie ma jednej recepty dla ogółu, a jest masa masa możliwości, z których czasem nie korzystamy, bo nikt ich nam nie pokazał!
Zatem do dzieła
“Imagination is everything. It is the preview
of life’s coming attractions.” Albert Einstein.
Pozdrowienia!
May 28th, 2009 at 11:28 pm
Tak jest! Byłem wiele razy w podobnej sytuacji jak Ty z tym wyjściem przez okno - potem żałowałem, że cały splendor i pochwały spływają na kogoś innego. Dzisiaj podchodzę do tego trochę inaczej i już się nie zastanawiam tylko jak coś jest do zrobienia to się za to biorę
Pozdrawiam,
Bartek - niepoprawny optymista
May 29th, 2009 at 1:21 am
Ciekawy post, zmusza do myślenia o tym jak każdy zachowuje się w takich sytuacjach. Ja niestety muszę przyznać, że nie często zdarza mi się “być pierwszym” ale systematycznie zwiększam swoją skuteczność
Jednak uważam, że trzeba dojrzeć do takiej postawy. Bycie pierwszym tylko dla splendoru bądź samego faktu nie prowadzi do niczego. To jednak powinna być świadoma decyzja.
May 29th, 2009 at 8:15 am
Łukasz:
Masz jakieś konkrente pomysły w czym chcesz być tym “pierwszym”?
Tak to już jest, że człowiek bardziej żałuje tego co nie zrobił niż zrobił
Dzięki za gratulacje!
Aga:
Oczywiście, że nie chodzi o to, aby komuś coś udowodnić. Zamysł postu jest taki, aby nie czekać na pionierów w momencie gdy to jest nasze życie i mamy na niego pomysł. Czekając na pionierów możemy się po prostu nie doczekać
Piszesz, że popierasz szukanie i miksowanie tych różnych podejść do życia - tworzysz już sobie taką mieszankę?
Bartek Popiel (niepoprawny optymista
):
Za piątkowe “wyjście oknem” dostaliśmy po weekendzie zdrową naganę za nasze “bezmyślne” zachowanie. Z perspektywy lat cieszę się, że wtedy byłem odważniejszy i postępowałem nieszablonowo
Obyśmy byli wciąż takimi dziećmi
Bartek Blaicke:
Witaj na blogu!
Ostatnio przez chwilkę nawet o tym rozmawialiśmy, choć trochę w innym aspekcie. Mogą się zdarzyć sytuacje, gdzie warto poczekać na pionierów i podążać za nimi - troche to asekuranckie i pozwala uniknąć “oberwania po tyłku”. Z drugiej strony pierwsi (na rynku) spijają śmietankę. Więc tak jak piszesz - świadoma decyzja.
Udowadnianie innym, że coś zrobimy przynosi często marne efekty. Robienie czegoś jako pierwsi, bo mamy przekonanie, że to nam posłuży jest jak najbardziej wskazane
PS: Wczoraj u Setha Godina pojawił się ciekawy post o przełamywaniu konwencji i co się z tym wiąże:
http://sethgodin.typepad.com/seths_blog/2009/05/challenging-convention.html
Pozdrawiam radośnie,
Orest
May 29th, 2009 at 6:14 pm
Oreście,

Gratuluję ciekawości i umiejętności obserwacji świata.
Tak, tworzę swoją wybuchową mieszankę, choć nawet nie wiedziałam, że tak robię.
Zdarzyło mi się najpierw zachłysnąć jakąś odkrywczą rozwojową książką, po czym stwierdzałam, że jednak nie wszystko o czym w niej mowa dotyczy mnie. Mówię o tym tak ogólnie, ale na pewno znasz etapy tej drogi? Myślę, że po zebraniu siły i wiary w siebie można spokojnie samemu ustalać kierunki, w których chce się podążać. W pewnym sensie tak działa pozbycie się fałszywych przekonań , po zaakceptowaniu samego siebie nie musimy szukać akceptacji i aprobaty społeczeństwa. A to oznacza, że jak wyskoczymy tym oknem i nikt nie wyskoczy za nami, a nawet jak będziemy zmuszeni wrócić tą samą drogą, to i tak jesteśmy bogatsi o ten odcinek
Czy to nie wydaje się Wam fantastyczne? Bo mi tak
Bardzo lubię czytać takie posty, jak ten. Bo muszę się przy nich uśmiechnąć, tak pozytywnie oczywiście
Pozdrawiam!
May 29th, 2009 at 8:51 pm
Aga:
Dlatego warto czerpać z różnych źródeł pomysł na swój styl życia, aby ten nasz był skrojony na miarę. Pamiętam, że czasem zachłysnąłem się jakimś stylem, który nie do końca mi odpowiadał, choć wydawał się atrakcyjny
Zgadzam się z tym, że nie zawsze ktoś za nami musi iść, aby czuć się dobrze. Może się okazać, że byliśmy pierwsi i jedyni
Ważne, aby wyszło nam to na dobre.
Dziękuję za te pozytywne słowa - bardzo mi miło
Pozdrawiam radośnie,
Orest
May 30th, 2009 at 11:43 pm
Orest, myślę, że dobrze byłoby być pierwszym do pomocy innym. Szczególnie do takiej, która pokazuje innym ludziom, jak niewiele czasem trzeba zrobić, żeby rozświetlić życie innych.
May 31st, 2009 at 3:04 pm
Bardzo fajny filmik pokazujący, że najtrudniej jest zacząć i naprawdę warto się wychylać: http://www.youtube.com/watch?v=KGLtrvB3Qw0
May 31st, 2009 at 4:25 pm
Łukasz:
W pełni się zgadzam z tym co napisałeś
Stasiu:
Witaj na blogu!
Dziękuję za link. Dokładnie tak jak piszesz. Też pokazuje to, co pisałem pod postem “Optymizm, radość… tego się trzeba nauczyć!”, że nastrój rozlewa się od tego, co jest najbardziej w nim utwierdzony. Chłopak z filmiku był wytrwały, powoli ktoś dołączał, aż poszło wykładniczo
Pozdrawiam radośnie,
Orest
June 4th, 2009 at 6:42 pm
@stasiu: Super filmik
Właśnie od teraz postanowiłem, że już nigdy nie będę czekał na innych tylko zawsze będę pierwszym
June 4th, 2009 at 6:49 pm
Witaj Konrad na blogu!
Pamiętaj, aby być pierwszym wtedy, gdy dane działania niosą za sobą dobro dla Ciebie i innych
Pozdrawiam radośnie,
Orest
June 4th, 2009 at 7:20 pm
Oczywiście, tylko o takich przypadkach mówimy
Oreście, ja już na ten blog zawitałem jakiś czas temu, ale dziękuję za kolejne przywitanie
pozdrawiam serdecznie,
Konrad
June 4th, 2009 at 9:25 pm
Konrad:
Nie odnalazłem żadnego Twojego komentarza wcześniej - może pisałeś pod nickiem
Lecz jak już zostałeś oficjalnie przywitany to, proszę, rozgość się
Pozdrawiam radośnie,
Orest
June 10th, 2009 at 4:30 pm
Pamiętacie ten filmik do którego Stasiu wkleił tutaj linka 31 maja? Seth Godin też go dostał i przeanalizował to co tam się wydarzyło
http://sethgodin.typepad.com/seths_blog/2009/06/guy-3.html
Jak się okazuje, kluczową rolę odgrywa także Guy nr 3
Pozdrawiam radośnie,
Orest
February 23rd, 2010 at 10:16 pm
A ja jestem często takim kolesiem (a raczej kolesiówą:)) nr 2- widzę,że ktoś robi coś fajnego, podchwytuję i naśladuję, chociaż “ogół” uważa to za dziwne. Myślę, że Guy nr 2 z filmiku pójdzie na inną imprezę i tam będzie Guyem nr 1
pozdrawiam
Asia
February 23rd, 2010 at 10:45 pm
Joanna:
To taka dziwna cecha z której łatwo wyrosnąć. Pielęgnuj ją
Gratuluję braku oporów
Uśmiechy!
Orest