Podstawa nr 4: Stosunek do popełniania błędów

Współczesna kultura życia dość mocno stara się w nas zaszczepić bezbłędność. Jako małe dzieci mamy tę naturalną zdolność do popełniania i radzenia sobie z błędami - popełniliśmy je (skaleczyliśmy się, potknęliśmy, zepsuliśmy coś) i żyjemy dalej bez dręczących myśli. Nadal próbujemy różne rzeczy. Naturalnym jest dla nas, że się uczymy czy to chodzić, używać różnych zabawek, badać różne zjawiska itd. Jednak już wtedy byliśmy karani za błędy. W szkole jest nie inaczej - wszelkie nasze błędy w zachowaniu czy nauce są karane negatywnymi uwagami czy ocenami. Z dalszą edukacją i pracą zawodową jest podobnie. Tak więc zamiast pielęgnowania i rozwijania naszej naturalnej zdolności do radzenia sobie z błędami (jak to Monika kiedyś napisała w komentarzu, że “trzeba nauczyć się [uzupełnienie: na nowo] jaka szybko wstać, pozbierać pióra i znowu na górę do startu” :D ) staramy się ze wszystkich sił omijać sytuacje, w której możemy popełnić błąd.

Cały samorozwój to praca nad sobą, swoimi zachowaniami, sposobem patrzenia na różne rzeczy oraz działanie. Stąd u wielu osób wygląda to tak - metoda musi być idealna i działać od razu, system dopracowany w każdym szczególe, efekty zgodnie z planem, najlepiej błyskawicznie itd. Jeśli tylko istnieje możliwość popełnienia błędu to staramy się uniknąć jakiekolwiek działania, aby tego błędu nie popełnić.

Błędy będą się zdarzać, pewnie będzie ich wiele. Są to lekcje dla nas. Dzięki umiejętności popełniania błędów, wyciągania wniosków, “pozbierania piórek” i ponownego próbowania nauczyliśmy się chodzić, mówić, pisać, liczyć, nawiązywać kontakty z ludźmi itd. To co często spotykam w biografiach osób, które w swoim obszarze osiągały znaczące sukcesy, to właśnie ta umiejętność radzenia sobie z błędami i porażkami.

Proponuje Wam więc rozważenie dwóch bardzo kuszących podejść, które w tym temacie stosuję, choć nie zawsze to jest łatwe:

    1. Doświadczenie jest tym co dostajemy gdy nie dostajemy tego co chcieliśmy.
    Każda sytuacja, w której nie postąpiliśmy tak jak chcieliśmy, gdy efekt był inny od tego, który sobie wyobrażaliśmy, dostarcza nam wielu informacji zwrotnych. Ta, która wydaje się najbardziej oczywista to “ponieśliśmy porażkę - nigdy więcej tak nie robić”. Jednak błędy i porażki dostarczają nam wielu informacji o tym co zrobiliśmy nie tak, o tym jak działają pewne mechanizmy, jak funkcjonuje otoczenie. Warto na te informacje popatrzeć jak na lekcję dla nas, tak abyśmy następnym razem postąpili tak jak chcemy, abyśmy osiągnęli to co sobie założyliśmy.

    2. Rzeki dalej płyną, Ziemia się obraca a jutro będzie wschód słonka…
    O ile to pierwsze skutkuje budowaniem własnego doświadczenia i pozwala nam na lepsze działanie w przyszłości, o tyle to podejście bardzo dobrze wpływa na naszą formę psychiczną. Tutaj nadajemy właściwe rozmiary naszym błędom i zyskujemy świadomość, że to przecież nie koniec świata. Miesiąc temu wybierałem się do Warszawy na audycję w Akademickim Radiu Kampus. Przez swoją powierzchowność przy sprawdzaniu nie dotarłem do Warszawy - nawet nie wyjechałem z Legnicy. I pierwsza reakcja w przypadku wielu osób to próba samobiczowania się, złość i inne dziwne zachowania. Moja: “Kaczawa [rzeka w Legnicy] dalej płynie, Ziemia się obraca a rano będzie wschód słonka :).

Warto podmienić sobie swoją reakcję na błędy i porażki oraz zmienić swój odbiór tych błędów. Takie podejście pozwala nam w miarę komfortowo funkcjonować oraz w miarę trzeźwo wyciągać lekcje z niepowodzeń. Warto też o tym pamiętać właśnie wtedy, gdy szczególnie aktywnie pracujemy nad sobą, rozwijamy się. Tych błędów będzie dużo, a przedstawione wyżej podejścia pozwolą Wam z tych błędów korzystać… a nie zamartwiać się nimi czy omijać wszelkie działania.

Jakieś pomysły, uwagi, spostrzeżenia? Zapraszam Was do rozmowy w komentarzach :)

———
PS: Rozumiem, że takie podejścia są trudne do wdrożenia. Sam jeszcze nie we wszystkich obszarach w pełni z nich korzystam. Właśnie odrabiam tę lekcję w pewnej ważnej, osobistej dla mnie sprawie.

16 Responses to “Podstawa nr 4: Stosunek do popełniania błędów”

  1. Leszek Kotlicki Says:

    Hej Orest,
    pozwolę sobie dodać do Twojego postu jeszcze jeden cytat - moim zdaniem trafny:

    “… SUKCES JEST NAPRAWDĘ SKUTKIEM WŁAŚCIWYCH OSĄDÓW.
    WŁAŚCIWY OSĄD JEST SKUTKIEM DOŚWIADCZENIA,
    A ONO Z KOLEI CZĘSTO JEST REZULTATEM ZŁYCH OSĄDÓW!”
    Anthony Robbins

    Samo przestawienie się na nie “biczowanie” może być trudne, tym bardziej jeśli stary
    wzorzec umacnialiśmy przez wiele lat. Jednak pierwszy krok do poprawy to dostrzec
    swój błąd - tu moim zdaniem dobrze to naświetliłeś;].
    Dzięki za przykład z życia, lepiej do mnie przemawiają.
    Osobiście wole “widzieć” jak coś działa, a nie słuchać/czytać, że tak można.

    Co do feedbacku: mój mail znasz, więc bez wahania pisz jak będziesz miał jakieś sugestie.
    O spotkanie na razie może być trudno(jestem z pomorza), ale jak będę w pobliżu to chętnie pogadam face to face.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Leszek

  2. Jan Tabaka Says:

    Dobra myśl ;)

    Testowałem ją na sobie - od momentu wprowadzenia jej w życie (tj. parę miesięcy temu) - na początek na jednej płaszczyźnie życiowej, potem następnej itd. (pamiętaj - ‘One step at a time’ ;) ) nastąpił faktycznie spory krok w kierunku samo-rozwojowym.

    Ponadto, ‘moim zdaniem, według mnie’ (cytat Wąskiego z Kilerów 2-óch :D ) jest to najlepsza metoda na walkę z perfekcjonizmem, który właśnie dotyczy wielu ‘zakompleksionych samobiczowników’ (lubię to określenie :P ) - gdy damy sobie taką swobodę na popełnianie błędów - w sensie będziemy podejmować akcję mimo, że możemy się potknąć gdzieś po drodze, to myslę, że i tak nas to bardziej przybliży do mety, niż jakbyśmy w ogóle nie wyruszyli z linii startu.

    Ta metoda wiąże się też z mysleniem: ‘Always look on the bright side of life’ (tj. patrz na pozytywy, nie tylko na negatywy) - aby nie dręczyć się myślą, że np. zająknęłam się, recytując mój ulubiony wierszyk przed całą klasą, jak mogłam JA !? Oj, rozpaczo! Jestem beznadziejna… :P - dla takiej osoby jest nieważne, że i tak mimo to dostała piątkę z recytacji, ale to, że jednak popełniła błąd (czy bardziej: pozwoliła sobie na to) i następnym razem już nie będzie recytowała, bo nie może sobie pozwolić ponowny raz na takie ‘upokorzenie’. Na co chcę zwrócić uwagę, to to, że często postrzeganie naszych własnych ‘porażek’, kompromitacji jest przecież subiektywne i nierzadko egzagerowane mimo, że potem ktoś podchodzi do nas i mówi ‘Stary, zapomnij - to nic takiego. I tak byłeś świetny’…

    Wystarczy jedynie zmienić nastawienie do naszych pomyłek (dać sobie ten ‘margines błędu’, myśląc: okay - so what?), po malutku, po malutku ale oby bliżej do celu ;) - przynajmniej wiem, że u mnie to zadziałało :)

    Żyj aktywnie ;)
    janek

  3. Orest Tabaka Says:

    Leszek:
    Wartościowy cytat. Czyli przez popełniane błędy zyskujemy doświadczenie, dzięki doświadczeniu osiągamy sukces :)

    Odnośnie umacniania postawy samobiczowniczej pisałem o tym poście o samobiczownikach - i generalna zasada, że stajemy się lepsi w tym co trenujemy działa w dwie strony. Tak więc gdy się na tym złapiemy to należy zacząć trenować inne zachowanie, podejście: popełniliśmy błąd to złapać się na tym, przypomnieć sobie o tych dwóch podejściach, powiedzieć “Rzeki płyną…” i zastanowić się co z tego możemy wykorzystać w przyszłości, czego się nauczyliśmy. Na początku będzie to nienaturalne i szło opornie, ale wraz z treningiem coraz lepiej.

    Jeszcze co do przykładu z moim niedotarciem do Warszawy, to po pierwszej myśli “Kaczawa płynie…” chwilę się pozastanawiałem co zrobić, wysłałem smsa (ze względu na późną porę) do odpowiedniej osoby, że mnie nie będzie i co możemy zrobić, rano telefon i w audycji wziąłem udział. Może nie ciałem, ale głosem (przez telefon) byłem :)

    Janek:
    Witaj na blogu! :)

    “One step at a time” jest dla nas, którzy chcą na spokojnie się zmieniać, bez szarpania się. No i komfort życia przecież chodzi :)

    Odnośnie perfekcjonizmu absolutnie się z Tobą zgodę, pamiętając, że sam byłem pełno-etatowym “zakompleksionym samobiczownikiem”. I ten przykład z recytowaniem wiersza bardzo dobrze tu pasuje. Pomyśl sobie, że czasem nawet inni ludzie nic nie zauważą: zająknięcie? Gdzie? W którym miejscu? Tak więc własny “margines błędu” to ważna sprawa, aby wiedzieć, że w wielu sytuacjach gdy coś źle zrobimy, popełnimy błąd móc sobie powiedzieć “So what?”. Druga sprawa to realne spojrzenie na swoje działania - to co nam się wydaje być błędem, plamą na całej linii dla wielu wcale nim nimi nie jest, a bardzo często nikt niczego nie widział i nie poczuł. Tutaj nauczyłem się od Ciebie bardzo przydatnego zapytania: “Who cares?” :D

    Fajnie, że się tutaj odezwałeś. Gorąco zachęcam także innych, szczególnie tych, którzy mają obawy przed wypowiadaniem się… Lecz pamiętajcie, że lepiej “łapać” ewentualne błędy tutaj, w przyjaznym otoczeniu niż w ważnych realnych sytuacjach :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  4. Bartek Popiel Says:

    Jak mawia Brian Tracy: Aby podwoić liczbę sukcesów trzeba też popełnić dwa razy tyle błędów :)

  5. Orest Tabaka Says:

    Bartek:
    Pełna zgoda, jeśli z tych błędów będziemy wyciągać lekcje i budować doświadczenie! To bardzo ważne. Samo popełnienianie dla popełniania tylko nas oddala od sukcesu :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  6. Michał Dadełło Says:

    Witaj Orest.

    Goethe miał kiedyś powiedzieć, że “o najlepszym towarzystwie mówi się, że rozmowa w nim poucza, a milczenie kształci”. Więc, idąc tą cenną myślą, zaglądając już od jakiegoś czasu na Twój blog dotąd milczałem ;) Dziś jednak to zmieniam, odnoszę bowiem wrażenie, że zapomniałeś w swoim wpisie o czymś ważnym.

    Nie tylko w kwestiach zdrowotnych służy zasada, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Uważam, że w Twoim wpisie zabrakło właśnie o niej. Bynajmniej nie w kontekście zapobiegania samym błędom, oznaczałoby bowiem bardziej unikanie problemów, niż stawianie im czoła - a nie o to przecież chodzi! Mam na myśli przemyślane planowanie działań, dzięki któremu nie zostajemy postawieni w “kropce”, mając zawsze jakąś alternatywę.

    Piszesz:
    “(…) u wielu osób wygląda to tak - metoda musi być idealna i działać od razu, system dopracowany w każdym szczególe, efekty zgodnie z planem, najlepiej błyskawicznie itd.”

    U ów “wielu osób” (czyżby “90% społeczeństwa”? :) ) nieprawidłowym podejściem wydaje się to, że ich metody to algorytmy, w których jak po drabinie przechodzi się z jednego punktu do drugiego, a wyłamanie szczebelka pod drodze uniemożliwia pójście dalej. Zakładają bezkrytycznie, że “musi się udać”, “jakoś to będzie”, a później, gdy potkną się podczas realizacji któregoś z celów pośrednich, zostają w “kropce”. Przyjęcie błędu jako lekcji może sprawdzi się przy zadaniach krótkich, mało lub wcale złożonych, w których drabinki praktycznie nie ma. Ale gdy błąd niszczy cały misterny plan - czasem strategię jakiegoś projektu, a czasem życiowy plan… Człowiek mocny spadnie na dół, pozbiera się do kupy, w międzyczasie zastanowi się jak naprawić drabinę (lekcja z błędu) albo… pomyśli, gdzie jest inna. Tylko pytanie - życie jest krótkie, czy nie szkoda czasu na to rozmyślanie, nie mówiąc już o wygojeniu ran z upadku?

    Za rozwiązanie uważam tu rozbudowane planowanie alternatywne. “Idziesz drabiną człowieku, to zarzuć linę z hakiem na dach, rozejrzyj się, czego w razie upadku możesz się złapać, na wszelki wypadek połóż pod nią kupę siana, żeby miękko wylądować” ;) Albo lepsza ilustracja - postaw dwie drabiny obok! Wychodząc z metafory (nie bierz proszę do siebie posłużenia się Twoim życiowym przykładem) - jedziesz do Warszawy? Nie polegaj tylko na PKS. Sprawdź dobrze Internet, czy z pobliskiego miasta nie jedzie niedługo później inny autobus/pociąg, umów się na wszelki wypadek z przyjacielem, który “w razie czego” podrzuci Cię tam. A gdy ten PKS jest ostatni - niech on będzie alternatywą. Mój osobisty przykład, również transportowy, sprawdzony - jadę na maraton MTB? Nigdy ostatnim dostępnym pociągiem, a gdy pociąg jest jeden - to on jest opcją awaryjną, a podstawową transport autem ze znajomymi.

    Prosta sprawa, a jak uniwersalna i pomocna w życiu.
    Niby prosta, a może to wręcz jedna z podstaw, mimo, że częściowo przeczy pierwszej z nich? ;)

    Pozdrawiam,
    Michał

  7. Orest Tabaka Says:

    Witaj Michał na blogu! :)
    Jak widzę na Twojej stronie, mamy wspólnych znajomych :)

    Pociągnąłem ten wpis bardziej w kierunku tego, że błąd, porażka nie jest końcem świata, żeby umieć przyjąć ją do wiadomości, pozbierać piórka i nadal próbować. Unikanie błędów w wykonaniu naszego narodu wygląda tak, że nie podejmujemy żadnych działań. Twój wypadek (z początku lipca) można uznać za błąd - w tradycyjny sposób większość osób nie wsiadłaby już na rower lub jeździła bardzo asekuracyjnie, aby go uniknąć. Ty pozbierałeś “piórka” i wsiadłeś ponownie na rower. I taką postawę chwalę :)

    Nie warto zbyt długo czekać na wygojenie się ran, bo w tym czekaniu łatwiej się je rozdrapuje. I tak jak piszesz: życie jest za krótkie na takie czekanie.

    Co do algorytmów to są dobre, jeśli umiemy pod ich wpływem działać i w razie nieprzewidzianej sytuacji jesteśmy eleastyczni (lub algorytm to zawiera). Ja nie lubię algorytmów, bo po prostu ich nie pamiętam (nie ten typ pamięci). Ty masz swój algorytm postępowania odnośnie wyjazdów na maratony, zawody i u Ciebie on działa. Ja mam swoje bardziej beztroskie podejście, z którym mi dobrze, choć ułatwia on “marnowanie okazji” :)

    Zachęcam Cię do częstego zabierania głosu :)

    Pozdrawiam Ciebie radośnie,
    Orest

  8. Monika Góralska Says:

    Witaj Orest,

    Zgadzam sie z tym co piszesz o błędach a zwłaszcza samobiczowanie nie przynosi żadnej wartości dodanej. Tylko jak spojrzec bez urazy z powrotem na ludzi którzy zepchnęli nas ze skały? Wiesz może jak to zrobić ?

    Pozdrawiam na żółto
    Monika

  9. Orest Tabaka Says:

    Monika:
    O jakiej dokładnie sytuacji mówimy?

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  10. Monika Góralska Says:

    Orest,

    Zacznę ” będąc młodą … itp :-) parokrotnie zdarzyło mi się miec do czynienia z osobami, które co innego mówiły co innego robiły a koniec tych działań sprowadzał sie do porazki, czasem dla moich lub naszych interesów. Tzn. bardziej perfidny bierze wszystko. I wierz mi, ze najtrudniej mi było potem, wrócić bez uprzedzeń do relacji z tymi osobami. Taki wewnętrzny sygnał ostrzegawczy - zastaje i powoduje, że trudniej drugi raz tej osobie zaufac.

    pozdrawiam
    Monika

  11. Orest Tabaka Says:

    Monika:
    Trochę trudno mi tu cokolwiek radzić, bo nie były to jakieś wielkie przypadki. Jednakże od dawna wychodziłem z założenia, że jeżeli ktoś z premedytacją czy też pełną świadomością (za)działał na moją szkodę, to robię “papa” i idź sobie człowieku w świat. Przy nieświadomych, przypadkowych myślę, że można sobie różne rzeczy wytłumaczyć i jeśli coś z tego będziemy mieli to dać kolejną szansę przy zachowaniu większej ostrożności. Myślę jednak, że na świecie jest dużo ludzi, którym bardziej zależy na znajomości z nami :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  12. Orest Tabaka Says:

    Monika:
    Jeszcze PS: Z Foresta Gumpa zaszczepiłem sobie podejście “Shit Happens” - po prostu :)

  13. Monika Góralska Says:

    Hej Orest,

    Dzieki za wszystkie przemyslenia :-)

    pozdrawiam serdecznie
    Monika

  14. Michał Pasterski Says:

    Bardzo dobry wpis. Uważam, że to podejście należy jak najczęściej ludziom powtarzać, aby wbić to każdemu do głowy :) Przekonanie, że każdy błąd jest dla nas cenny, ma ogromny wpływ na nasze życie.

    Ciekawe spostrzeżenie- zauważcie, że dzieci gdy uczą się chodzić, nie rezygnują po pierwszej wywrotce na ziemię. Nie mówią “mama, to chodzenie to nie dla mnie, ja nie daję rady”. Mimo to, większość dorosłych zachowuje się w ten sposób. Czasami nawet nie spróbują jakiejś konkretnej rzeczy ANI RAZU, ponieważ już boją się popełnić błąd! Skąd to się wzięło? Ze szkoły, gdzie nauczyciele piętnują błędy, mówiąc, że nie należy ich popełniać, że są one złe. Gdy człowiek wychodzi ze szkoły ma wbite do głowy, że błąd to najgorsza rzecz jaką można zrobić. Należy się tego koniecznie oduczyć i zacząć działać tak jak dzieci- uczyć się chodzić “do upadłego” (dosłownie i w przenośni :)), aż się nie uda. Jak by wyglądał świat, gdyby dorośli też tak się zachowywali? :)

    Pozdrawiam,
    Michał Pasterski

  15. Orest Tabaka Says:

    Dokładnie tak, Michał, jak piszesz. Czasem jednak ludzie próbują choć raz. Ciekaw jestem jakby proces chodzienia wyglądał u dorosłych - po pierwszym upadku reakcja “Widział to ktoś? Nie? Nigdy więcej tego nie powtórzę!” :)

    Owocnego wypoczynku :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  16. » Shit happens… po prostu! - Orest Tabaka Says:

    […] jednym z postów Monika zapytała się co zrobić, w sytuacji gdy: Monika: (…) parokrotnie zdarzyło mi się mieć do […]

Pozostaw komentarz