Podstawa nr 6: Samorozwój? To głębsza sprawa!

Zbliżamy się do końca serii o podstawach samorozwoju. Pisałem już o tym w pierwszej części, że sposoby i podejścia powinny być proste i łatwe do wdrożenia. Jednak metody, sposoby, podejścia, systemy, harmonogramy, plany itd. to są tylko narzędzia które pewne zmiany mają nam ułatwić. Fundamentalną rzeczą w samorozwoju jest to kim chcemy być, jakimi osobami chcemy być i jak chcemy, aby wyglądało nasze życie. Fundamentalne zmiany zachodzą w naszej głowie a nie na kartkach, notesach czy kalendarzach.

Zadajmy sobie zatem pytanie: Czy jazda rowerem to kręcenie pedałami i kierownicą przez 60 minut każdego dnia czy może to przyjemność z jazdy, to uczucie wiatru, prędkości, wykorzystywanie kombinacji wolnego czasu, dobrej pogody i ciekawej drogi, aby dostarczyć sobie wielkiego zadowolenia i spełnienia? :)

Jeśli ktoś z nas wybrał tę pierwszą odpowiedź to mamy sporo pracy nad samym sobą (co jest właśnie samorozwojem :D ). Jeśli ktoś z nas tę drugą odpowiedź, to czas sprawdzić czy to co robimy jest samorozwojem… bo może nim wcale nie być.

Można oczywiście wykorzystywać różne metody, aby w sposób bardziej zorganizowany wykonać swoje zadania, można mieć system na aktywność fizyczną (np. codziennie godzinka biegania z rana), spisane kilka celów, które z precyzją snajpera będziemy “zaliczać”. Jednak to nie jest jeszcze samorozwój. W samorozwoju stosujemy system, bo z wewnętrznej potrzeby chcemy bardzo sprawnie wykonywać rzeczy, które chcemy wykonać; jesteśmy aktywni fizycznie, bo mamy z tego przyjemność, chcemy się ruszać, chcemy być zdrowsi, mieć formę, chcemy każdego dnia dostarczyć sobie tej przyjemności; mamy swoje cele, bo ich realizacja i zrealizowanie pozwolą nam się spełnić itd.

Samorozwój to zmiana nastawienia do różnych spraw, to zajmowanie się rzeczami, które mają dla nas głębszy sens, to przełamywanie pewnych blokadek w głowie i klejenie sobie życia takiego jakiego chcemy. Codzienne bieganie tylko dlatego, że wielu blogerów zajmujących się samorozwojem biega i wygląda to jak część składowa samorozwoju lub nasz plan po prostu to zawiera wcale nie jest samorozwojem. Bycie zorganizowanym, bo stworzono GTD, ZTD i szeregi innych metod i podejść nie jest samorozwojem, jeśli sami nie mamy na to wewnętrznej potrzeby.

Z tego więc powodu samorozwój jest i łatwy i cholernie trudny.
Łatwy, bo systemów, metod i podejść wymyślono wiele, że każdy dla siebie znajdzie działające. Łatwy, bo dostęp do wiedzy jest niesamowicie prosty - darmowe blogi, newslettery, podcasty, filmiki, szkolenia i prezentacje na YouTube, do tego całe mnóstwo poradników, książek, nagrań na kasetach czy płytach itd. Jest tego całe mnóstwo, za które wystarczy się zabrać, wprowadzić parę metod i już możemy być skuteczniejsi, zorganizowani, przebywać w lepszym otoczeniu, rozwijać się w swojej pasji itd. Swoją drogą niemal każdy z nas posiada wiedzę na temat tego jak się zmieniać, rozwijać, ale od wiedzy do prawdziwych zmian daleko.

Stąd też samorozwój jest cholernie trudny, bo to wszystko dzieje się w naszej głowie. To my po pierwsze musimy chcieć się zmienić z własnej potrzeby, po drugie faktycznie zmieniać swoje nastawienie do różnych rzeczy, swoje podejścia. Kiedy rozmawiamy o samorozwoju to interesuje mnie jak to w Twojej głowie wygląda, jak Ty się zmieniłeś, jak odbierasz i oceniasz różne rzeczy, jakimi rzeczami się zajmujesz… a nie jak wygląda Twój system, jak on się zmienił i ile energii musisz w niego wkładać, aby radził sobie z różnymi Twoimi sprawami ;)

I jeszcze jedna kwestia, którą często poruszam z Wami w korespondencji mailowej czy na spacerach. Nie jestem zwolennikiem metod na wyrabianie sobie nawyków (czy to w 21 czy 30 dni). Nie jestem zwolennikiem budowania list to-do, skomplikowanych systemów, zmuszania się do robienia czegoś systematycznie. Z bardzo prostej przyczyny - samorozwój to klejenie sobie życia takiego jakie chcemy prowadzić, stania się kimś kim chcemy być. Często piszecie mi, że mieliście system, już wyrabialiście sobie nawyk i wystarczyły dwa dni luzu, tygodniowy wyjazd czy sesja i cały system się rozleciał a nawyki znikły. Zadajcie sobie pytanie, czy ten system pracował dla Was, dla Waszego zadowolenia i tworzenia życia jakie chcecie mieć, czy te nawyki służyły budowaniu tego wymarzonego życia? Jeśli tak, to z wewnętrznej potrzeby identycznej jak potrzeba jedzenia powrócilibyście do robienia tego co chcecie i jak chcecie (wspierane przez system). Jeśli nie powróciliście, poczuliście wreszcie ulgę, że w końcu nie musicie robić tego co na kartkach, tzn. że nie zajęliście się wewnętrznymi potrzebami. Metody, podejścia i systemy same będą na nas pracować, jeśli będziemy zajmować się wewnętrznymi potrzebami w sposób taki, jaki chcemy. Biegajmy dlatego, że już teraz chcemy, teraz to lubimy a nie dlatego, że może kiedyś polubimy lub stanie się to naszym nawykiem. Chcę się uśmiechać każdego dnia czy uśmiecham się bo to część planu zakładającego, że kiedyś będę lubił to? :)

Chciałbym, abyście się zastanowili czy za rozwijanie samego siebie zabieracie się po łebkach (wprowadzając jakieś tam metody, systemy) czy na poważnie, gdzie zmiany zachodzą w Was?

———
PS: Dla tych z Was, którzy od dawna czytają ten blog małe wyjaśnienie: moje podejście do samorozwoju ewoluuje wraz z tym jak ja się zmieniam. To co pisałem w zeszłym roku czy jeszcze na początku tego nie do końca pokrywa się moim obecnym podejściem. Pamiętajmy, że jesteśmy ludźmi i wraz z naszym rozwojem zmienia się my i nasze podejście :)

29 Responses to “Podstawa nr 6: Samorozwój? To głębsza sprawa!”

  1. Bartek Popiel Says:

    Sprawa poruszona w tym temacie wydawała mi się rzeczą oczywistą i aż dziw bierze, że ktoś mógł zacząć biegać bo inni biegają zamiast np. chodzić na tenisa, który dla takich osób może być niezwykle fajnym sposobem na aktywność fizyczną. Osobiście czasami biegam, czasami jeżdżę na rolkach a czasami idę na długi spacer przez las. Wybieram to, co mi się w danej chwili chce :)

    Co do nawyków: one powinny pokrywać się w jakimś stopniu z naszymi pasjami. Chociaż jeżeli ktoś ma poważną nadwagę to zgodzisz się, że nawyk pod tytułem “ruszaj się więcej” będzie takiej osobie służył.

    Odnośnie PS: w pełni rozumiem ponieważ sam zmieniłem podejście do kilku spraw :)

    Pozdrawiam,
    Bartek

  2. Michał Dadełło Says:

    Dla mnie to chyba najważniejszy punkt nie tylko całej serii, ale i Twojego bloga. Przypomniałeś fundamentalną sprawę: “czy system pracuje na mnie, czy ja na niego”. Znów się potwierdza, że proste rzeczy są najważniejsze :)

    I że często się o nich zapomina, co znam z autopsji…

    Pozdrawiam,
    Michał

  3. Justyna Says:

    zwróciłeś uwagę na istotną sprawę. dziękuję, że o tym napisałeś, otworzyłeś mi oczy.

  4. Orest Tabaka Says:

    Bartek:
    Czasem o sprawach oczywistych warto powiedzieć na głos, aby nie było wątpliwości :)

    Te nawyki dla osób z nadwagą też mi się nie widzą. Jeśli ktoś zabiera się za zrzucanie paru kilo w wielkich psychicznych mękach to nawet nie chciałbym, aby z tego zrobił się nawyk - co to za nawyk, jak ktoś się z nim męczy. Tak jak doszliśmy ostatnio u Janka, żeby zaczynać aktywność od przyjemności, a te kilogramy same będą odpadać. A tak, to nawyk wyrobi się sam, nawet jak będziemy mieli przerwę, nawał pracy itd. Do przyjemnego człowiek sam powraca :)

    Michał i Justyna:
    Cieszę się, że tak to postrzegacie. Mam nadzieję, że wykorzystacie to przy swoim rozwoju :)

    PS: Jak macie pytania lub coś jest jeszcze niejasne to śmiało… to miejsce jest stworzone do tego lub ewentualnie mail również jest do Waszej dyspozycji :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  5. Bartek Popiel Says:

    A gdzie ja napisałem, że musi się z nim męczyć? “Ruszaj się więcej” nie oznacza biegania czy siłowni. Można iść do sklepu na piechotkę zamiast autem, jechać zwiedzić jakieś miasto, częściej bywać na tanecznym imprezach. Chodzi o samo zaszczepienie większej aktywności fizycznej :)

    Pozdrawiam,
    Bartek

  6. Orest Tabaka Says:

    Bartek:
    Zgoda z tym co piszesz. Nawyk “ruszaj się więcej” wyrobi się sam jak zabierzemy się od strony przyjemności i wewnętrznej potrzeby - tak, chętnie przejdę się na piechotkę do sklepu a nie samochodem; tak, chętnie pójdę na spacer; tak, chętnie pójdę potańczyć. Jeśli ktoś zabiera się za nawyki w ten sposób, że “no OK, pójdę do tego sklepu” to funduje sobie mnóstwo frustracji i duże szanse na niepowodzenie :) Czy teraz dobrze wytłumaczyłem moje podejście? :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  7. Bartek Popiel Says:

    Jasne-pozostaje kwestia tego, że ktoś może zacząć z “ok, pójdę do tego sklepu” bo jakoś wystartować trzeba a następnie przejdzie na: “fajna sprawa, dlaczego nie stosowałem tego wcześniej?” i się w spacerach zakocha :). Z drugiej strony czytelnicy Twojego bloga mogą stwierdzić, że “jak Orest nie stosuje list To Do i nie wyrabia sobie nawyków-to ja też nie będę bo….i poda nie swoje, a Twoje argumenty” i wracamy do punktu wyjścia :)

  8. Orest Tabaka Says:

    To wtedy jest kwestia tego, aby spróbować różnych rzeczy, czy nam odpowiadają. I może się okazać, że spacery będą odpowiadać i będą bardzo przyjemne :) Ja nie potrzebuję nawyków i list to-do a mimo tego co 2 czy 3 dni sobie biegam (co tyle mniej więcej dni przychodzi mi ochota i energia) :D
    Więc jeśli ktoś wykorzysta moje argumenty do tego, aby robić coś co będzie sprawiać przyjemność i podnosić jakość życia, to jak najbardziej :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  9. hehe Says:

    Co do nawyków, moje jeżdżenie na rowerze zaczęło się właśnie od takiego “no OK, pojadę”, a teraz to tylko szukam okazji gdzie to nie trzeba jechać autobusem żeby pojechać tam rowerem. Jeżdżenie gdzieś po lasach po za miastem stało się takie… wspaniałe :)
    A kiedy miałam coś robić z planem, tzn. np. zacząć coś trenować to zazwyczaj nic z tego nie wychodziło.
    Przyjemności i nawyki nie zawsze są dobre - dziś zjadłam 5 batoników i zwijam się z bólu :) I się zastanawiam czy uzależnienie od słodyczy jest możliwe… i czy to się leczy :)

  10. Orest Tabaka Says:

    Asia (hehe):
    Generalnie wolę wyrabiać (”sam się” wyrobi) nawyk z czegoś, co sprawia mi przyjemność. Jeśli nie wiem czy coś będzie przyjemne to najwpierw sprawdzam (tak jak piszesz o tym “no OK, podjadę”), ale muszę mieć wewnętrzną potrzebę (np. sprawdzenia), aby to co zrobić. I jeśli mam przyjemność z danej czynności to ją wykonuję tak często jak mam potrzebę i ochotę. Jeśli nieprzyjemne to porzucam daną rzecz. Życie za cenne jest, aby się długo katować :)

    Po tym materiale od Tonego i Sage przestałem zajadać się czekoladą i słodzić herbatę… tak z dnia na dzień, bez żadnego odmawiania sobie czy katowania się. Po prostu przestałem :)
    http://tonyrobbinstraining.com/238/alkalize/

    Bartek:
    Tak przy okazji zajrzałem do słownika języka polskiego i do Wikipedii i widzę, że tam trochę inaczej zdefiniowane są nawyki niż to zrobił chociażby Leo. W samorozwoju za nawyk uznaje się coś, co wchodzi do naszego planu dnia czy planu tygodnia i staje się jego częścią (np. poranne bieganie). I jeśli patrzeć po słownikowych definicjach, to moje bieganie jest nawykiem (strój, buty, klucze i już biegnę) a jeśli po znaczeniu Leo, to nie nie jest - czasem biegam co 2-3 dni, czasem przez cały tydzień nic nie przebiegnę. Biegam kiedy mam ochotę :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  11. Orest Tabaka Says:

    PS: Co do ruszania się to właśnie czytam post Janka o chodzeniu:
    http://jan.tabaka.eu/blog/2009/zacznijmy-sie-ruszac-chodzenie/

  12. haha Says:

    zapomniałeś dodać :

    pozdrawiam radośnie,
    Orest

  13. Orest Tabaka Says:

    Asia (haha):
    Nie zapomniałem. Nie dodaję pozdrowień do wypowiedzi 1 czy 2 linijkowych :)

    PS: Miałbym do Ciebie prośbę, abyś posługiwała się tylko jednym mailem przy wpisywaniu komentarzy a nie za każdym razem innym. Wprowadza to mały bałagan i sprawa, że każdy Twój komentarz przechodzi przez moderację.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  14. haha Says:

    a przy wypowiedziach 3 linijkowych już dodajesz?

  15. Leszek Kotlicki Says:

    Orest:

    Nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem przesłanie pierwszej części Twojego postu.
    Mamy robić tylko to na co mamy ochotę, a nie dlatego, że inni tak robią - to chciałeś przekazać?
    Mam wrażenie, że wszystko co robimy, robimy dlatego, że chcemy coś zrobić lub uniknąć konsekwencji np:

    “Nie lubię biegać, ale chce schudnąć.”
    “Nie chcę płacić podatków, ale będę miał poważne kłopoty jeśli tego nie zrobię.”
    “Nie lubię robić list To Do, ale dzięki temu jestem bardziej zorganizowany”.
    “Chcę to robić, bo chcę być jak inni/on/ona”

    Problem pojawia się gdy ktoś może chcieć schudnąć, ale także jeść ciągle słodycze. Oba “chcestwa” są sprzeczne.
    Dlatego moim zdaniem powinniśmy po prostu skupić się na celach długofalowych.
    Jeśli czyimś celem jest zrzucenie kilku kilo to rzeczywiści “zacząć biegać bo inni biegają zamiast np. chodzić na tenisa” jest głupotą (możemy wybrać inny sposób jak to zrobić) , ale jeśli celem jest przebiegnąć maraton to niech lepiej wyrobi sobie nawyk biegania, nawet jeśli początkowo tego nie lubi.

    Wyrabianie sobie dobrych nawyków uważam za coś bardzo pomocnego.
    Ja wyrobiłem sobie nawyk uczenia się codziennie angielskiego.
    Była to rzecz, której naprawdę nie lubiłem, a teraz nawet po kilkudniowym luzie wracam do tego bo sprawia mi przyjemność.
    Moja różnica polega na tym, że pamiętam PO CO wyrabiam sobie ten nawyk:
    Żeby móc korzystać z anglojęzycznych źródeł informacji, żeby móc podróżować i móc się porozumieć itd.
    W tej chwili lubię uczyć się nowych słówek/zwrotów angielskich, bo pozwala mi to lepiej i lepiej rozumieć kolejne książki, filmy czy podcasty.

    Odnoszę wrażenie, że osoby, których historię tu przytoczyłeś zapomniały dlaczego chciały wyrobić w sobie dany nawyk. Spytanie siebie “po co ja to robię, jakie pozytywne efekty mi to przyniesie?” potrafi pobudzić motywację do powrotu do nawyku, przynajmniej póki nie zaobserwujemy takich efektów, które nie zmienią naszego postrzegania z MUSZĘ w CHCĘ.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Leszek

  16. Leszek Kotlicki Says:

    Podsumowując:
    Dla mnie samorozwój to robienie teraz tego co trzeba, aby mieć w przyszłości to co chcę;].

    Pozdrawiam serdecznie,
    Leszek

  17. Orest Tabaka Says:

    Leszek:
    Ogólny sens postu to odnajdywanie wewnętrzej potrzeby tego co chcę zrobić, co chcę w sobie zmienić i dokonywanie tej zmiany tak, aby osiągnąć z tego przyjemność. Sposób powinien powodować w nas wewnętrzne zmiany, a nie tylko zewnętrzne. I generalnie zgadzam się z tym co napisałeś, cały czas pamiętając od czego wychodzimy. Jeśli uczyłbyś się angielskiego bo wypada, bo przydałoby się to widzę małe szanse na to, aby codzienna nauka stała się Twoją naturalną czynnością. Mając wewnętrzną potrzebę nauczenia się angielskiego znalazłeś sposób i teraz (jak piszesz) nawet po kilkudniowym luzie powracasz do nauki :)

    Odnośnie dylematów “nie chcę X, ale chcę y” - np.: jeśli mam wewnętrzną potrzebę, aby schudnąć to znajdę sposób najlepszy dla mnie (wtedy system pracuje na mnie); jeśli biegam, chodzę na siłownie i pływam a nie czuję wewnętrznej potrzeby, aby schudnąć, zadbać o zdrowie czy o kondycję, ani nie mam z tego przyjemności to ja pracuję na system, który mi wcale nie służy. I o tym też jest ten post, aby poszukać co chcę i znaleźć na to najlepszy dla nas sposób (patrząc na efekty, łatwość wdrożenia i przyjemność z samego działania), który będzie na nas pracował, a nie my na niego.

    Mniej fajnie jest, jak nie mamy wewnętrznej potrzeby a czujemy, że przydałoby się nam coś zmienić (np. nie mam ochoty “sprzedawać się”, a jednak czuję, że bez tego trudno będzie mi funkcjonować zawodowo), więc wtedy sięgamy po “materiały reklamowe” z danego tematu i pozwalamy sobie zmienić nasze nastawienie. Takie materiały to wszelkie rzeczy, które promują oraz podsuwają argumenty za tym dlaczego warto, jakie korzyści odniesiemy, co w tym fajnego i jak można się za to zabrać. Jak nas odpowiednio natchnie to poczujemy to jako potrzebę wewnętrzną, a wtedy tylko szukamy/konstruujemy sobie sposób na zmienę i cieszymy się z jej przeprowadzania i efektów. Cały ten blog jest takim “materiałem reklamowym” dla osób, które czują, że warto by coś w sobie zmienić a nie do końca czują to jako potrzebę :)

    A jeśli “chcestwa” są sprzeczne to warto się zastanowić co bardziej chcę i co nam bardziej służy:)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  18. Leszek Kotlicki Says:

    Czyli w skrócie:
    Wybierając strategie/metody/systemy mamy nie kierować się tym, który jest “najlepszy”, “najpopularniejszy” czy “najszybszy”, lecz ten, który najłatwiej wprowadzimy w życie i da nam najwięcej zadowolenia/radości/przyjemności. - Czy teraz dobrze Cie zrozumiałem?;]

    “… biegam, chodzę na siłownie i pływam a nie czuję wewnętrznej potrzeby, aby schudnąć, zadbać o zdrowie czy o kondycję, ani nie mam z tego przyjemności …”
    Nie brałem takiej możliwości pod uwagę, dla mnie jest to po prostu dziwne.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Leszek

  19. Orest Tabaka Says:

    Leszek:
    Zasadniczo tak - jeśli już wprowadzamy jakiś system to łatwy i przynoszący nam odpowiednie korzyści, przyjemność. i ma wspierać nasz rozwój. Lecz post jest przede wszystkim o tym, aby pracować nad sobą (w oparciu o wewnętrzne potrzeby) a nie nad swoim systemem :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  20. Kamil Przeorski Says:

    Cześć Orest,
    “Nie jestem zwolennikiem metod na wyrabianie sobie nawyków (czy to w 21 czy 30 dni). Nie jestem zwolennikiem budowania list to-do, skomplikowanych systemów, zmuszania się do robienia czegoś systematycznie. Z bardzo prostej przyczyny - samorozwój to klejenie sobie życia takiego jakie chcemy prowadzić, stania się kimś kim chcemy być. […] Metody, podejścia i systemy same będą na nas pracować, jeśli będziemy zajmować się wewnętrznymi potrzebami w sposób taki, jaki chcemy.”

    Nie zgodzę się w całości z Twoim przekonaniem. Po pierwsze dlaczego listy to-do nazywasz SKOMPLIKOWANYMI SYSTEMAMI? Właśnie chodzi o to aby były one PROSTE.

    “…sobie życia takiego jakie chcemy prowadzić, stania się kimś kim chcemy być.”

    - przypomina mi się scena z któregoś polskiego filmu. Postać mówi w niej: “zastanów się co w życiu lubisz i zacznij to robić. Ja lubię palić zioło … bleblelbe”. Nie sztuka jest robić to co jest dla mnie przyjemne. Co do samorozwoju, wyróżniam kilka stopni działania.
    1 Dobre i przyjemne
    2 Dobre i nie przyjemne
    3 Nie dobre dla Ciebie, ale przyjemne
    4 Nie dobre dla Ciebie, i nie przyjemne

    Teraz trzeba robić tak aby wyeliminować zachowania 3 i 4 stopnia. A zadania których nie zaliczasz do przyjemnych (ale są dobre), stały się dla Ciebie frajdą…

    “… wewnętrznymi potrzebami w sposób taki, jaki chcemy. …” - poznałem Cię troszeczkę Orest, i wydaje mi się że sądzisz patrząc na np. Alexa że on to robi to co lubi i jak lubi. Tylko nie wiem czy wiesz ile przy tym Alex musiał wylać potu, ile zostało mu “blizn”.

    Idziesz na grzyby, lubisz zbierać grzyby - ale nie lubisz się schylać, co robisz? Albo rezygnujesz, albo jakoś się przełamujesz i się schylasz (i w pewnym momencie przestaje Ci to przeszkadzać). Bez schylania, nie ma grzybów.

    Życzę Ci Orest radości ;-)
    Pozdrawiam,
    Kamil

  21. Kamil Przeorski Says:

    Pójdę za ciosem i rozwinę swoją wypowiedź.

    Jeżeli nie chcesz zostać wydmuszką (to jest moje subiektywne zdanie) MUSISZ SIĘ schylać.

    Pierwszy przykład z brzegu. Alex.

    Wyjechał do Austrii. Przez wiele lat nie wiedział co chce w życiu zrobić. Później wydawałoby się, że jego konikiem jest software - pracuje, poświęca się, zdobywa doświadczenie praktyczne w biznesie. To wszystko rozciągnięte w czasie i kto go wie co jeszcze w tym czasie robi. W pewnym momencie orientuje się że można żyć lepiej, i dopiero od tego momentu STARA SIĘ żyć lepiej. Mija jeszcze kilka lat, staje się świetnym specjalistą - jest wolny, więcej korzysta z uroków życia niż się schyla.

    Cały proces trwa latami, w tym czasie musisz za coś żyć, utrzymywać się. A żeby mieć dochód, trzeba dostarczać wartość. A żeby dostarczać wartość trzeba stawiać sobie cele (a jeszcze wcześniej musisz wpaść na ten cel) stworzenia jej. A żeby te cele osiągać trzeba się schylać. NIE MA DROGI NA SKRÓTY.

    Podejrzewam, że gdyby Alex nie miał doświadczenia w prowadzeniu firm, i innego tego typu przedsięwzięć nawet byśmy teraz o nim nie pisali.

  22. Orest Tabaka Says:

    Kamil:

    Listy to-do wymieniłem w jednym zdaniu z skomplikowanymi systemami, co nie oznacza, że takie one są. Dla mnie listy to-do wymagają systematyczności ich tworzenia, zarządzania nimi, co jest dodatkowym zadaniem, które należy przypilnować. Przy moim podejściu zajmowania się jak najmniejszą ilością rzeczy dołożenie każdej następnej to kolejna praca do wykonania :)

    W międzyczasie, Kamil, moje podejście do samorozwoju trochę ewoluowało - raz, że z większym luzem do tego podchodzę (jak i do życia), dwa, że mam więcej wiedzy i inne spojrzenie na to co można zrobić. To, że Alex łapał blizny wynika pewnie z tego, że sam takiej wiedzy nie posiadał, jaką posiada teraz. Podobnie dzieje się ze mną. Zauważyłem, że prawie każdy, kto w miarę bezproblemowo funkcjonuje na tym świecie, może znacząco podnieść swoją jakość życia delikatną pracą nad sobą - nie wymaga to wielkich poświęceń czy heroicznych działań. A ten blog jest o podnoszeniu własnej jakości życia a nie o męczeniu się :)

    Zgodzę się z Tobą, że żeby mieć dochód trzeba dostarczać wartość. Lecz zgodzisz się ze mną, że łatwiej jest dostarczać nam wartość w tym, co jest dla nas przyjemne :) A że to blog z myślą o młodych osobach, którzy przeważnie nie mają jeszcze potrzeby samemu się utrzymywać, to staram się wyczulać ich na szukacie tego co przyjemne - stajemy się lepsi w tym co trenujemy :) I uważam, że są drogi na skróty… a tutaj staramy się iść całkiem inną, przyjemniejszą drogą.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  23. Kamil Przeorski Says:

    Ale kto powiedział, że tworzenie list to-do musi być męczące? Dla mnie to frajda! Naprawdę.

    Orest,
    Push, push, push ….
    http://www.youtube.com/watch?v=vldjedAashA

    Podejrzewam że prawdę mamy gdzieś po środku;).. Tymczasem respekt za kolejny świetny post. Naprawdę.

    Pozdrawiam,
    Kamil

  24. Orest Tabaka Says:

    Kamil:
    Cieszę, że Tobie listy to-do przypadły do gustu i spełniają swoją rolę :)

    Polecam wszystkim Czytelnikom obejrzenie tej prezentacji Richarda St. Johna (krótka), którą podesłał Kamil - genialna!

    I trudno tutaj doszukiwać się prawdy, bo każdy ma swoją - ważne, aby niezależnie jaka była służyła nam przy podnoszeniu naszej jakości życia :) I dzięki za słowa uznia.

    Pozdrawiam radośnie
    Orest

  25. Orest Tabaka Says:

    Przykład jak system ZTD może pracować na nas, w formie ciekawej historyjki:
    http://biz.blox.pl/2009/08/ZTD-15-Jeden-dzien-z-ZTD.html

  26. Leszek Cyfer Says:

    Samorozwój jest mylący pod tym względem że wydaje się nam że powinniśmy starać się być czymś więcej, tymczasem jest tak, że zanim staniemy się czymś więcej musimy się zmniejszyć.

    Jesteśmy jak ta pełna filiżanka którą trzeba opróżnić z zastałej herbaty i opłukać przed nalaniem świeżej.

    Samorozwój polega na uważnym przyglądaniu się temu co się robi na co dzień, temu co wypełnia nasze życie - rzecz po rzeczy, czynność po czynności, nawyk po nawyku - pytaniu się czy ta ścieżka jest obdarzona sercem - i odrzucaniu jej jeśli nie jest.

    Jak napisał Carlos Castaneda w książce “Nauki Don Juana”:

    “Każda rzecz to jedna z miliona ścieżek. Dlatego należy pamiętać, że ścieżka to tylko ścieżka – jeżeli czujesz, że nie powinieneś nią podążać, nie wolno ci na niej pozostać pod żadnym pozorem. Aby osiągnąć taką jasność rozeznania, trzeba prowadzić zdyscyplinowane życie. Dopiero wówczas przekonasz się, że wszelka ścieżka jest tylko ścieżką i że nie ma niczego uwłaczającego samemu sobie lub innym w tym, że się ją porzuca, jeśli tak nakazuje serce. Podejmując jednak decyzję o pozostaniu lub wycofaniu się ze ścieżki, powinieneś wyzbyć się strachu bądź ambicji. Oto moja przestroga: każdej ścieżce przyjrzyj się z bliska i z rozwagą. Wypróbuj ją tyle razy, ile uznasz za konieczne. Postaw pytanie, jakie zadaje jedynie sędziwy starzec. Wspomniał mi o tym mój dobroczyńca, gdy byłem młody, a krew zanadto burzyła mi się w żyłach, bym je zrozumiał. Dziś je rozumiem. Oto ono: Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem? Wszystkie ścieżki są podobne do siebie: wiodą donikąd. Prowadzą przez gęstwinę lub wgłąb gęstwiny.

    Mógłbym powiedzieć, że w ciągu mego życia przemierzyłem wiele długich ścieżek, lecz nie znajduję się w żadnym określonym miejscu. Pytanie mego dobroczyńcy nabrało dla mnie sensu. Czy ta ścieżka obdarzona jest sercem? Jeśli tak, jest dobra, jeśli nie, nie zda się na nic. Obie prowadzą donikąd, ale jedna obdarzona jest sercem, a druga nie. Jedna pozwala odbyć radosną podróż; póki nią podążasz, stanowicie jedność. Druga sprawi, że przeklniesz swoje życie. Jedna przyda ci siły, druga cię osłabi.”

  27. Orest Tabaka Says:

    Leszek:
    Otóż to! :) Jak ktoś chce się rozwijać to konieczne jest otwarcie się na różnego rodzaju bodźce, wiedzę. Wiem, że to nie jest łatwe - sam czasem łapię się na byciu zamkniętym. I nie koniecznie trzeba się “zmniejszyć”… a raczej uświadomić sobie, że nie wystarczy być sobą, a powinniśmy starać się stać najlepszą wersją siebie.

    Co do ścieżek to wyobraź sobie co mają osoby, które w wieku 20/30 lat chcą stabilizacji, albo gdy przed 20 rokiem życia młodzi ludzie chcą wybrać koniecznie coś, co będą robić całe życie :)
    Zmiana o 180° to nic strasznego - sam dziś kilka osób uświadomiłem, że już komputerami się nie zajmuję, na co było zdziwienie “Przecież Orest ty się tym zawsze zajmowałeś?” :)

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  28. Leszek Cyfer Says:

    Przez “zmniejszenie” rozumiem odrzucenie uwierających masek przybieranych przez nas aby np. wywrzeć jakieś wrażenie na otoczeniu, ba - nawet sobie samym. To o tym mowa w “wyzbyciu się strachu i ambicji” - patrzysz na jakąś ścieżkę swojego życia i pytasz siebie czy podążasz nią ze strachu (np. pójście na byle jakie studia żeby tylko uniknąć wojska) czy ambicji (np. kupno drogiego samochodu bo znajomi powiedzą “wow!”).

    Kiedy upewnisz się że ścieżka nie pociąga cię z tych powodów, zapytaj “Czy ta ścieżka ma serce?” - inaczej mówiąc, czy coś głęboko w tobie rwie się do tego by pójść tą ścieżką.

    Jeżeli tak, pójdź nią kawałek, przekonaj się czy rzeczywiście ma serce i nie wahaj się ją opuścić jeśli go jednak nie ma.

  29. Orest Tabaka Says:

    Leszek:
    W takim rozumieniu “zmniejszenia” się także zgodzę się z tym co piszesz. Choć pamiętajmy o metodzie “Fake it until You make it”, która dzięki masce może pozwolić nam na naszą zmianę, szczególnie na początku.

    Ze zmianą ścieżek widzę to podobnie - to takie testowanie marzeń. Jak przejdzie test to idziemy dalej, jak nie to zmiana.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

Pozostaw komentarz