“W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wyksztaÅ‚ceniem!”
Tuesday, February 10th, 2009W tym miesiącu część moich znajomych ze studiów kończy studia, druga część skończy w czerwcu. Zapewne znaczna otrzyma dyplom inżyniera lub licencjata (dla przypomnienia studiowałem na dwóch kierunkach). Po otrzymaniu dyplomu większość zapewne stanie się wolna dla rynku pracy. Stąd też w ostatnich dniach odbyłem z kilkoma z nich rozmowy odnośnie przyszłości zawodowej, a w najbliższych tygodniach takich rozmów jeszcze wiele odbędę.
Tytuł postu to słynny cytat wypowiadany przez Ferdynanda Kiepskiego
Od wielu lat jest on prawdziwy w naszych realiach. Dyplom nie daje żadnych gwarancji na pracę. Ja się z tego faktu cieszę, bo wolę, gdy to wolny rynek ocenia przydatność każdej osoby a nie uczelnia czy różnego rodzaju instytucje certyfikacji.
Z drugiej strony jest duży problem, bo rynek pracy nie chce wchłaniać ludzi zdolnych, nietypowych i wyjątkowych, niezależnie od formalnego wykształcenia. Według Miłosza Brzezińskiego podczas rekrutacji odsiewa się ludzi, którzy zupełnie się nie nadają (filmik 5:10), a zatrudnia takie, które mają po prostu pracować. Zero miejsca na kreatywność, wyjątkowość. I moje skromne doświadczenia z poszukiwania pracy potwierdzałyby to co Miłosz powiedział. Może dlatego, że są mam skromne doświadczenia i nie trafiłem na firmy mające ambicję znaczyć coś więcej na rynku. Podobno (z opowiadań i zaczytane) w krajach, gdzie gospodarka jest bardziej rozwinięta sytuacja wygląda inaczej i że jest trochę więcej miejsc pracy dla osób nietypowych.
Ja jestem jakiÅ› wredny
, bo mam tendencję do odwodzenia ludzi od pracy po najmniejszej linii oporu (dla skostniałych firm czy korporacji) a zachęcam by robić coś kreatywnego w swojej dziedzinie i działać z pasją. Jak tak dłużej rozmawiam to mam coraz większe wrażenie, że moi rozmówcy kompletnie nie pasują do pracy w cudzych firmach i że jedynym rozwiązaniem jest stworzenie własnej firmy bądź bycie freelancerem. Jeden z Czytelników tego bloga (moim zdaniem) bije o trzy głowy ludzi w swojej branży, jednak żadna z kilku firm na rynku nie chciała go zatrudnić. W efekcie chcemy sami stworzyć w najbliższych 3 latach firmę, w której będzie mógł się on realizować i rozwijać. Moje zdanie poparte jest pozytywnym przyjęciem przez rynek działań tego Czytelnika (był okres, w którym miał on możliwość to sprawdzić).
Ciekaw jestem jak rozwinie się sytuacja w najbliższych latach. Mając do czynienia z kilkoma firmami wyciągam wniosek (i to bardzo uogólniony, a uogólnienia są złe), że z prawdziwym Talent Managementem jest jak z chorobą weneryczną - nikt nie chce tego mieć, bo to tylko problem (ciekawy post Klaudii z qsobie.pl). Widziałem prowizoryczne i bardzo sztywne rozwiązania, a tu potrzeba elastyczności. Odnoszę wrażenie, że wielu polskim firmom (i nawet angielskim, z postu Klaudii) nie zależy na rozwoju, a na tym, aby po prostu być na rynku. Sprzyja to inflacji naszej wiedzy i umiejętności co bardzo negatywnie odbije się na przyszłości naszej i naszej gospodarki.
OrÅ‚y nie latajÄ… stadami…
Nie ma co się łudzić, że osoby nietypowe, wyjątkowe, odpowiadając na ogłoszenie o pracę mają szanse dostać odpowiadającą im pracę. Jeśli zatem jesteś orłem to sam uderzaj do pracodawcy, który Cię interesuje (niezależnie czy poszukuje pracowników czy nie). Inne wyjście to własna firma czy praca na umowach o dzieło.
Tak więc Drogi Czytelniku:
• jeśli masz firmę, zatrudniasz ludzi, to czy dbasz o to, aby mieć wyjątkowy zespół, złożony z ponadprzeciętnych osób? Czy zapewniasz im warunki do rozwoju? Czy pozwalasz im być kreatywnymi, czy pielęgnujesz tę cechę (w sobie, w pracownikach)? Czy inwestujesz w swoich ludzi?
• jeśli jesteś pracownikiem, to czy starasz się rozwijać w swoim kierunku, pielęgnować otwarty umysł, sugerować przełożonym, aby stworzyli do tego warunki? Czy omijasz firmy i ludzi, którzy ten rozwój Tobie utrudniają?
• jeśli szukasz pracy, to czy zwracasz uwagę na to, czy Twój przyszły pracodawca zapewni Tobie warunki do rozwoju, będzie pielęgnował Twoją kreatywność i otwartość umysłu?
• jeśli jesteś freelancerem, samo zatrudnionym, to czy zlecenia, których się podejmujesz, pozwalają się Tobie rozwijać, czy są miejscem działania Twojej kreatywności? Czy omijasz zlecenia wyrobnicze, w których nie możesz dodać nic od siebie ani nic nowego się nauczyć?
Temat do przemyślenia. Zapraszam Was również do podzielenia się swoimi refleksjami.

