Archive for April, 2009

Wiesz co chcesz robić czy tylko masz wyobrażenia?

Tuesday, April 28th, 2009

O tym, aby przetestować swoje marzenia już pisał Alex u siebie (”Przetestuj Twoje marzenia” część 1 oraz część 2). Dla tych, którzy nie mają ochoty czytać powyższych postów w skrócie powiem, że gdy sobie wyobrażamy coś, co chcemy robić to najpewniej nasze marzenia, nasza wizja bardzo często nie będzie obejmować wszystkich aspektów danej sprawy. Uparcie dążąc do realizacji tej wizji może się okazać, że wcale nie będziemy robić tego co chcieliśmy, o czym marzyliśmy. To pułapka w którą sam wpadałem porywając się na sprzedaż przez internet, serwis komputerów, tworzenie stron www (w html), trenowanie kolarstwa, szkolenia czy bycie menedżerem w korporacji. Są to zajęcia, których same wyobrażenia były całkiem przyjemne :)

W każdym z tych zajęć nie uwzględniłem wielokrotnie rzeczywistych swoich predyspozycji, umiejętności, stylu działania/stylu życia jaki chciałbym wieść. Powodowało to, że po pewnym czasie traciłem zapał i chęć do robienia tego o czym przecież marzyłem. Dlatego od zeszłego roku przyjąłem inną koncepcję działania, aby sprawdzać w jakikolwiek sposób czy to co wymyśliłem sobie, że chcę robić faktycznie mnie pociąga. Tak też w czasie Wakacji 2008/2009 doprecyzowałem mój koncept: “Trzystopniowy system pomagania ludziom”.

Pierwszy stopień to bardzo pasywna forma inspirowania ludzi (np. blog), drugi to trochę bardziej aktywna (np. spacery, gdzie rozmowa toczy się pod konkretną osobę, “studencki czwartek”, “Orest inspiruje”) i trzeci bardzo aktywny, który właśnie wdrażam (konsultacje, doradzanie, zmiana nastawienia, “wmontowywanie” konkretnych umiejętności potrzebnych do poradzenia sobie z daną sytuacją życiową bądź zawodową). Aby sprawdzić na ile ten ostatni stopień będzie mnie pasjonował, dawał przyjemność i dostarczał rezultatów innym ludziom, wprowadzam pilotażowo “Orest konsultuje”. Pierwsze dwa już są wdrożone, bardzo sprawnie działają i bardzo mi się to podoba co robię :)

Dlatego też mając pewne wyobrażenia, marzenia dotyczące tego co chcecie robić wysoce rekomenduję (I highly recommend :D ) opracowanie sobie takiego modelu stopniowego wprowadzania marzenia w życie. Nie rzucając się na głęboką wodę a małymi kroczkami testować czy to faktycznie jest tak jak chcieliście. W każdej chwili zawsze możecie się wycofać lub zmodyfikować swoje marzenia. Parę przykładów:

    • chcąc być dziennikarzem - zamiast poświęcać kilka lat na studia, zabijać się o praktyki, staże i uczyć się na nich jak parzyć kawę a dopiero później sprawdzać jak to jest być dziennikarzem, możecie zacząć samemu pisać artykuły, teksty czy to w formie bloga, czy to do gazetki studenckiej czy do gazety lokalnej. Macie też możliwość wyboru tematyki, o której chcecie pisać (w Waszym mieście z pewnością coś się dzieje, możecie uczestniczyć w takich wydarzeniach i pisać relacje, wysyłając do gazety - coś o tym wiem :) ),

    • muzykiem, piosenkarzem, piosenkarką - zamiast na wieloletnie studia, przebijać się przez wytwórnie, castingi itd. możecie przetestować marzenie śpiewając czy grając na różnych występach w szkole, konkursach na studiach, na warsztatach teatralnych, śpiewać na weselach czy przed kamerką internetową i umieszczać na YouTube :)

    • grafikiem komputerowym - zamiast uganiać się od razu za płatnymi zleceniami, na których możemy stracić, jeśli nie wywiążemy się z umowy, bądź nie wykonamy zlecenia bo się nam odechciało, możemy spróbować krótkimi działaniami zaangażować się darmowe przedsięwzięcia: porozmawiać z informatykiem, dyrektorem szkoły do której chodziliśmy, że wykonaliśmy! już grafikę na stronę szkoły i czy taka im odpowiada, skorzystać zgłosić się do akcji typu “Logo pro bono” (znam kilka osób, które bardzo chciały zajmować się grafiką i nie zdecydowały się skorzystać z możliwości przetestowania swoich marzeń) :)

    • trenerem, szkoleniowcem, coachem, mentorem - zamiast robić kosztowne certyfikaty, kursy możecie ucząc się samemu z książek, blogów zacząć praktykować ze znajomymi, wymyślać swoje sposoby i wdrażać w życie,

    • menedżerem, kierownikiem, liderem - zamiast MBA, staże, wieloletnie mordęgi w korporacjach, będąc studentami możecie popróbować przywództwa w grupie studentów. To bardzo proste, zwłaszcza, że studenci rzadko kiedy mają ambicje pokierować grupą i jeszcze rzadziej wiedzą jak to robić. Podobnie w spółdzielniach, komitetach, stowarzyszeniach do których należymy. Tu wystarczy się schylić i wziąć w dłoń pałeczkę (o tym jak przejąc przywództwo w grupie studentów czy pracowników oraz jak angażować ludzi w projekty będę pisał w następnych postach),

    • przedszkolanką - zamiast studia pedagogiczne, kursy, umowy o pracę, wpierw możemy zapoznać się z osobami, które pracują w przedszkolach, złożyć propozycję towarzyszenia na wycieczkach, przy zabawach itd. Bez ponoszenia kosztów sprawdzimy, czy przebywanie z dziećmi i branie za nie odpowiedzialność przez kilka godzin dziennie jest tym co nam sprawia przyjemność,

    • inne zajęcia? Podawajcie w komentarzach to wspólnie znajdziemy ciekawy sposób :)

Gdzie jest wartość w czytaniu książek?

Thursday, April 23rd, 2009

Dziś Światowy Dzień Książki. Badania i szacunki pokazują, że 46% Polaków nie czyta w ogóle, a ci co czytają w większości sięgają po opowiadania i romanse. W zeszłym roku tylko 38% przeczytało choć jedną książkę. “Good for You”, bo w łatwy sposób można wskoczyć do czołówki :)

U Bartka przeczytacie o podejściu “1 godzina dziennie”, u Michała jak czytać książki, u Alexa jaką czytanie robi różnicę a u Ludwika obejrzycie filmik, gdzie Will Smith tłumaczy dlaczego warto czytać.

Znam jednak osoby, które czytają dużo (nawet więcej ode mnie), czytają wartościowe książki, dużo notują, wiele zapamiętują… lecz niewiele z tej wiedzy jest przez nie wykorzystywana. To jakby oczytać się z książek instruktażowych dotyczących jeżdżenia samochodem a na co dzień i tak poruszać się tylko pieszo. Mamy wiedzę, która jest tylko informacją, bez (jak ja to nazywam) “aktu wykonawczego”.

Tak jak się chce
Nie ma jednej metody, która odpowiada każdemu. Taką sobie należy wypracować, na podstawie chęci, potrzeby, możliwości, czasu itd. W moim wypadku wygląda to tak, że czytam to co chcę, kiedy chcę i w ilości takiej jakiej chcę. Nie ma miejsca na zmuszanie się: jak mam ochotę i możliwości to potrafię czytać przez 8 godzin dziennie lub tylko 30 minut przed snem lub wogóle nie dotknąć książki przez tydzień. Takim sposobem w zeszłym roku przeczytałem ok. 20 (może 30) pozycji. Czytam wolno, bardzo wolno, czasem 5 stron na godzinę. Tu powstaje “akt wykonawczy”.

Akt wykonawczy
To taka forma praktycznego przełożenia wiedzy na działania. Moje notatki z czytania książek, notatki ze studiów bardzo często zawierały fragmenty: “Gdy znajdę się w takiej sytuacji / Będę miał do czynienia z… to postąpię tak, tak i tak”. To jest gotowa do użycia, dopasowana do nas wiedza z książki. Obecnie najczęściej korzystam z wizualizacji - po przeczytaniu danego fragmentu książki (akapit, rozdział) przypominam sobie sytuacje ze swojego życia i modyfikuję je w oparciu o te nowe informacje, aby w przyszłości być skuteczniejszym. W głowie powstaje taki akt wykonawczy i postawiony w danej sytuacji jestem w stanie działać w nowy sposób. To podejście szczególnie polecam, bo pozwala dopracowywać nam różne nasze zachowania, koncepcje życiowe, przekonania wykorzystując wiedzę z książek, które czytamy. To podejście sprawdza się także przy czytaniu blogów, artykułów, oglądaniu filmów, filmików… sprzyja “mentalnemu Frankensteinowi” :)

Te dwie wytyczne - czytanie tego co się chce, kiedy chce i w ilościach jakich się chce oraz tworzenie aktu wykonawczego - zrobiły znaczną różnicę w moim życiu :) Stąd gorąco zachęcam do czytania na własnych zasadach i refleksyjnie… nie tylko ze względu na Światowy Dzień Książki.

PS: Temat rozszerzyłem w kolejnym poście o czytaniu.

Twoja sieć konsultantów.

Sunday, April 19th, 2009

Dziś opiszę Wam pewną koncepcję, która krąży mi po głowie już pół roku, a z racji innych priorytetów jeszcze nie wcieliłem w życie :) Mowa o “Sieci Konsultantów” czyli sieci osób do których zawsze możemy się zwrócić po opinię. Ten model jest trochę teoretyczny, z racji tego, że jeszcze go nie wdrożyłem… z drugiej strony pewne jego elementy już wykorzystuję a Wy pewnie także.

Zamysł sieci konsultantów jest prosty - mieć numery telefonów i zgody na zadzwonienie do osób, które będą potrafiły odpowiedź nam na nasze pytanie, wydać opinię, poradzić, skonsultować coś z tematyki, w której te osoby się specjalizują. Specjalizacja nie oznacza, że ktoś musi mieć w tym kierunku wykształcenie, certyfikaty czy nawet pracować w takim zawodzie - wystarczy, że się na tym obszarze zna, jest wciąż na czasie i ma łatwość udzielania konsultacji.
To także oznacza, że te osoby z naszej sieci wiedzą o tym, że mogą do nas zadzwonić gdy mają jakieś pytanie lub potrzebę skonsultowania się w obszarze, w którym akurat my się specjalizujemy.

Przykładowo osoba X specjalizuje się w komputerach, a dokładniej w instalacji i konfiguracji różnych systemów operacyjnych, w doborze sprzętu, konfiguracji sieci. Osoba Y specjalizuje się w księgowości.
Jeśli osoba X działająca przy komputerach będzie chciała zatrudnić sobie pomocnika (np. studenta) i będzie chciała, aby pomocnik zarobił jak najwięcej przy czym koszty uzyskania dochodu były jak najmniejsze, to może zadzwonić do osoby Y (zajmującej się księgowością) i zapytać się o formę zatrudnienia, która najlepiej spełniałaby te warunki. Z drugiej strony osoba Y (księgowy) chcąc kupić sobie nowy komputer, który będzie w stanie udźwignąć oprogramowanie księgowe powinna wiedzieć, że może zadzwonić do osoby X (od komputerów) i zapytać jakie parametry taki komputer powinien mieć i gdzie można taki nabyć w przyzwoitej cenie :)

Zamysłem nie jest wykonywanie za kogoś danego zadania (księgowy nie stworzy umowy o pracę, a osoba od komputerów nie będzie dokonywać zakupu komputera) a uzyskanie darmowej opinii, konsultacji, odpowiedzi na pytanie. Wszystko powinno dać się załatwić przez telefon i najlepiej w minutę bądź dwie. Również pytania nie powinny być zbyt banalne, bo w ten sposób tylko zawracamy komuś głowę pytaniem, na które odpowiedź znajdziemy szybko w Google. Zamysł jest taki, aby wykorzystywać sieć do konsultacji w tematach, w których trzeba indywidualnej porady (nietypowa sytuacja, specjalne wymagania itd.). Myślę, że dzwonienie częściej niż raz na kilka tygodni byłoby zbyt uciążliwe dla konsultanta, więc warto wykorzystywać taką pomoc tylko w specjalnych sytuacjach (choć to zależy od uzgodnień).

Jak zbudować sobie taką sieć?
Mam dwa pomysły:
1. Przeglądamy naszą książkę telefoniczną w komórce i wyławiamy osoby, o których wiemy, że się w czymś specjalizują. Spisujemy sobie na kartce imiona i nazwiska takich osób oraz dziedziny. Te dziedziny to np. IT, księgowość, podatki, prawo, giełda/inwestycje, zarządzanie ludźmi (menedżer), zdrowie i sport (trener sportowy, dietetyk, lekarz) itd. Z każdej dziedziny wybieramy sobie jedną (może być więcej) osobę, która mogłaby być naszym konsultantem. Dzwonimy do takiej osoby, aby zapytać się o to czy wciąż specjalizuje się w tej dziedzinie i po wyjaśnieniu czym jest taka sieć konsultantów pytamy się, czy możemy w razie czego liczyć na jej opinię. Tym samym my deklarujemy swoją pomoc z dziedziny, którą my się zajmujemy :)

2. Wypisujemy sobie dziedziny, w których czasem mamy dość ważne pytania, potrzebujemy konsultacji. Do tych dziedzin dopisujemy osoby, które znamy i wiemy, że się tym zajmują (z książki telefonicznej w komórce, kontaktów z Naszej Klasy, GoldenLine itd.). W dziedzinach, w których nie mamy nikogo możemy zapytać znajomych czy znają kogoś takiego, kogo poszukujemy… dzwonimy i deklarujemy sobie wzajemną pomoc :)

Model ten możecie wykorzystać dowolnie, według Waszego uznania. Przestrzegałbym jednak przed wyręczaniem się konsultantami - konsultanci mają służyć nam jedynie wiedzą, a taka wiedza najczęściej kosztuje, więc korzystajcie z niej wtedy, kiedy to wskazane :)

Jakieś pomysły na zmodyfikowanie tego modelu? Chętnie z Wami na ten temat porozmawiam :)

Ile sensu jest w Twoim życiu?

Tuesday, April 14th, 2009

Dziś będzie krótko i trochę refleksyjnie… a co! :) Trochę poza kolejką, ale warto o tym napisać.

W trakcie ostatnich życiowych porządków usunąłem z życia nieistotne rzeczy, a precyzyjniej: wybrałem tylko te najistotniejsze. Nie zmienia to faktu, że cała masa różnych rzeczy do zrobienia w życiu zostało odciętych. Czasem posługuję się taką punktacją dla różnych rzeczy, gdzie określam sobie dość orientacyjnie jakie czynności dodają mi zadowolenia z życia. Te drobne zazwyczaj określałem na +1 czy +3, te trochę lepsze na +5 czy +10. Są natomiast rzeczy, które w naszym życiu dają +100 czy +10′000! :)

Właśnie te “plus tysiące” są tymi czynnościami, rzeczami, przyjemnościami, które nadają życiu sens. Samo z siebie życie jest bez sensu - to refleksja, z którą noszę się już kilka lat. I dużo w niej racji, wszak wraz ze śmiercią wszystko znika, więc jaki sens przez XX lat coś robić? ;) Skoro jednak mamy do dyspozycji te XX lat, to warto zagospodarować je tak, aby mieć wiele zadowolenia z życia. Ot tak po prostu pożyć sobie “tu i teraz”.

Zapewne znacie słynną anegdotę o profesorze, studentach, kamieniach, żwirze i piasku. Celowo odciąłem sobie te drobne, nieistotne rzeczy (piasek, +1/+3), aby mieć więcej czasu i aby na spokojnie zająć się tymi istotnymi rzeczami (kamieniami). Po zeszłym tygodniu, gdzie przedreptałem ok. 40 kilometrów na samych spacerach dopiero zauważyłem, że trochę za mało działań podjąłem w tej kategorii “+100 wzwyż”. O ile dobrze, że wiem które to działania są z tych wyżej punktowanych o tyle spostrzeżenie jest smutne, bo zbyt duża ilość “punktów zadowolenia” brała się z tych drobnych rzeczy. Lecz problem rozpoznany to problem w połowie rozwiązany :)

Ciekaw jestem jak u Was jest z realizacją tych najważniejszych, najistotniejszych zadań. Może warto, aby zrobić sobie taki tydzień w którym skupicie się tylko na “kamieniach” odcinając piasek i żwir? Jeśli zrobi się trochę pusto (jak napisał mi Leszek w jednym z komentarzy) to znaczy, że mamy problem. Jeśli jednak nasze zadowolenie z życia będzie na wysokim poziomie, to najpewniej jest to właściwa droga :)

A na koniec słowa z filmu “Hitch” wypowiedziane przez Alexa Hitchensa (Willa Smitha):

“Begin each day as if it was on purpose!”

(do “each” jeszcze mi trochę brakuje, ale to kwestia czasu :) )

“Mentalny Frankenstein”

Friday, April 10th, 2009

Zapewne spotkaliście się ze stwierdzeniem, że człowiek jest sumą doświadczeń, wydarzeń i spotkanych ludzi. I jest to jedna z tych prawd o których warto pamiętać :)

To kim jesteśmy, kim będziemy zależne jest od tego co przeżyjemy, z kim się spotkamy, czego dowiemy itd. Często dzieje się to podświadomie, nie zdajemy sobie sprawy jak wielki wpływ mają na nas ludzie z naszego otoczenia. Może zdarzyło się Wam, że ktoś Wam zwrócił uwagę, że zachowujecie się jak któreś z rodziców, argumentujecie jak przyjaciel, opowiadacie historie jak wujek Władek ;)

Dlatego też dziś o czymś, co nazywam “mentalnym Frankensteinem”. Pamiętacie postać Frankensteina, który miał ręce od różnych osób, nogi jeszcze od innych, tyłów od jeszcze innych, tak samo było z elementami twarzy, a jeszcze od kogoś innego miał mózg? :) Nie wiem jak to było z oryginalną wersją Frankensteina, ale w wersjach komediowych spotkać można szalonego profesora, który “skleja” postać idealną (z najlepszych części).

Mentalny Frankenstein różni się od tego tradycyjnego tym, że nie jest złożony z części ciała, a z umiejętności, cech, podejścia do różnych spraw, stylu zachowania różnych ludzi.
Przykładem takiego “Mentalnego Frankensteina” jestem ja… i to bardzo świadomym przykładem.

Mając już 8 lat świadomie kopiowałem od kilka lat starszego kuzyna styl zachowania (poważniejszy), sposób argumentowania oraz zainteresowania. W późniejszych etapach życia spotykałem różne osoby, które posiadały jakąś cechę, umiejętność, coś wyjątkowego co chciałem też mieć… więc kopiowałem sobie. Podświadomie kopiujemy z telewizji… możemy także kopiować świadomie, o czym pisze Artur Król na blogu Bartka Popiela. W swoim życiu miałem i mam kilka takich “mentalnych dawców”. Choć są to często postaci wykreowane, to nie zmienia to faktu, że pewne rzeczy można skopiować sobie :)

Obecnie dzięki internetowi, a co za tym idzie sporej ilości filmików na YouTube z wystąpieniami różnych ludzi, blogom, artykułom itd. mamy możliwość łatwego docierania do takich “mentalnych dawców” i kopiowania z nich to, co nam bardzo odpowiada. Styl prezentowania można kopiować od Steva Jobsa, przemawiania od Baracka Obamy, podejścia do życia od Leo Babauty itd.

Ważna uwaga!
Od im większej ilości osób będziemy kopiować sobie różne cechy, umiejętności, tym bardziej niepowtarzalną osobą będziemy. Stąd też był mój prolog o zarządzaniu znajomościami, aby jak najpełniej korzystać z tych znajomości i mieć odpowiednią rotację ludzi w swoim otoczeniu. Jest pewne niebezpieczeństwo, że kopiując od jednej osoby będziemy postrzegani jako marna kopia oryginału (spotkałem się ze stwierdzeniem, że jestem kiepską kopią Alexa Barszczewskiego… i z tym się zgodzę, bo w zeszłym roku było wiele elementów, które sobie od niego skopiowałem). Nawet dochodzę do wniosku, że tym im bardziej wierna kopia tym mierna ;)

Kwestie moralne, etyczne
Odnośnie niektórych ostatnich tematów poruszacie kwestie moralności/etyczności pewnych podejść. I przy tym temacie ta sprawa może być śliska. Jeśli byśmy naśladowali, skopiowali kogoś w stosunku 1:1, jawnie pasożytowali na naszym “dawcy”, sprzedawali jako swoje ich osiągnięcia to jest to wątpliwe etycznie. Jeśli jednak takich dawców będziemy mieli wielu, z każdego coś sobie skopiujemy do swojej osoby, to w efekcie powstanie niepowtarzalna, indywidualna mieszanka, która będzie tworzyć coś nowego - nowe spostrzeżenia, metody, technologie, pomysły itd.

PS: Pamiętajcie, że Wy też jesteście “mentalnymi dawcami” dla osób w swoim otoczeniu :)

Zapraszam do dyskusji i dzielenia się Waszymi spostrzeżeniami :)