Archive for May, 2009

Jak przygotować się na upały (i na mrozy)?

Friday, May 1st, 2009

W ostatnim 5 tygodniach w Legnicy tylko dwa razy lekko pokropiło, może z 4-5 dni było bardziej pochmurnych… a tak to słonecznie :) Skutek taki, że temperatury za dnia przeważnie przekraczają 20 stopni, a w ostatnich dniach dochodzą do 25° C w cieniu. Oprócz tego, że przy takiej temperaturze większość osób przyodziała się w krótkie rękawy… to także zaczęła narzekać na “upały” :)

Polska leży na takiej szerokości, że zimą mamy -20° C a latem nawet +35° C… co oznacza, że amplituda wynosi ponad 50°. Trudno jest się przyzwyczaić do niskich lub wysokich temperatur, bo po kilku miesiącach mamy całkowitą zmianę. Swego czasu źle znosiłem wysokie temperatury, takie powyżej 25 czy 30 stopni. Zimą jest inaczej, bo wychodzę z założenia, że łatwiej się ubrać niż rozebrać… latem czasem nie ma z czego się rozbierać. I właśnie przy 20 stopniach wiele osób już nie ma się z czego rozbierać :)

Dlatego też od 6 lat przygotowuję się odpowiednio na mrozy a od 3 na upały (okolice marca/kwietnia oraz listopada/grudnia). W tym celu stosuję dwa zabiegi:

Zimne i ciepłe prysznice
Kończąc tradycyjny prysznic w lekko ciepłej wodzie (według własnego uznania) 2-3 razy na tydzień funduję sobie prysznic hartujący: ciepło-zimny. Oprócz tego taki prysznic poprawia krążenie i wpływa na elastyczność skóry. Po letnim prysznicu podkręcam ciepłą wodę tak, aby zaczęło mi się robić baardzo ciepło. Tak przez 2-3 minuty, zwiększając ilość ciepłej wody… po czym gwałtownie zmieniam na samą zimną wodę i tak przez około minutę się schładzam. Znów podkręcam ciepłą wodę, jeszcze mocniej niż za pierwszym razem. I teraz w zależności od tego, czy przygotowuję się na upały czy na mrozy wygląda to tak:

    • na upały: kończę tym gorącym prysznicem; wychodząc z pod kabiny mam wrażenie, że w mieszkaniu jest chłodno,

    • na mrozy: znów gwałtownie zmieniam na zimny, przez około minutę się schładzam i koniec. Dzięki temu mam wrażenie, że w mieszkaniu jest baardzo ciepło. Czasem tak ciepło, że jeszcze z mokrą głową i tylko w koszulce zdarza mi się wychodzić na balkon (nawet przy -10 stopniach) na kilka minut.

Późno się ubieram, późno się rozbieram
Łatwo można zaobserwować, że gdy po lecie temperatura spadnie w okolice 10 stopni to wiele osób już nosi kurtki i czapki, a gdy po zimie podskoczy do 15 stopni to na ulicach przoduje krótki rękaw. Ja działam przeciwnie:

    • na upały: po zimie staram się jak najdłużej chodzić w kurtce, z długim rękawem. Mieszając to z odpowiednimi prysznicami efekt jest taki, że w ostatnim miesiącu pomimo temperatur w okolicach nawet 25 stopni jeszcze nie byłem na dworze w krótkim rękawku… cały czas długi rękaw typu koszule, golf! Mam się z czego rozbierać, gdy temperatury podskoczą do 30 stopni :)

    • na mrozy: zdarzało mi się jeszcze nad ranem przy +2° (po nocnych przymrozkach) iść na uczelnie w krótkim rękawku, a na porządku dziennym jest, że długi rękaw zakładam dopiero poniżej ok. 13° C a kurtkę poniżej 0.

Te dwa działania pozwoliły mi w ostatnich latach na spokojne funkcjonowanie zarówno przy niskich temperaturach jak i przy wysokich, zachowując dobry nastrój i trzeźwość myślenia. Dodatkowo te hartujące prysznice (zimno-ciepłe) w połączeniu z odpowiednim podejściem sprawiły, że zamiast dwu- czy trzykrotnego łapania grypy w okresie zimowym łapię jedno podgrypienie, z którym sobie spokojnie radzę.

Pamiętajcie, że nie chodzi tutaj o katowanie się prysznicami czy przemarzaniem. Wszystko w granicach własnego rozsądku, możliwości i chęci :)