Posts Tagged ‘matura’

Nie ważne jak się zaczęło - ważne jak się kończy.

Tuesday, May 6th, 2008

Kilka lat temu pewien znany polityk też wiedział, że najważniejszy jest koniec… i jak skończył? Skończył marnie. Morał z tej historyjki taki, że wiedzieć nie znaczy zrobić. Ważnym jest więc, aby na “koniec” odpowiednio się przygotować :)

W zasadzie wszystko do tej pory zostało powiedziane w tym temacie. Pokuszę się więc o przypomnienie i uszeregowanie tej wiedzy. Warto wrócić do postu Moje 15 minut - jak podzielić sobie czas?, gdzie odnioszę się do trzech części naszej prezentacji. Wspomniałem tam, że każda z części jest tak samo ważna. Dobra realizacja każdej z części jest niemalże gwarantem dobrego wrażenia z prezentacji… i warto pamiętać, że od prezentacji oczekuje się wrażenia (emocji) a nie wiedzy.

Jeśli więc zrobimy dobre pierwsze wrażenie (wg postu Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz… wchodzimy!), które to wrażenie obejmuje już wstęp naszej wypowiedzi, powinniśmy zadbać oto, aby rozwinięcie nie było gorsze od wstępu. Najlepiej, aby było lepsze.

Gdyby jednak rozwinięcie nie poszło tak, jak się spodziewaliśmy, to cały czas pozostaje koniec… i to jest najważniejsze.

W poście Moje 15 minut - jak podzielić sobie czas? zwracam uwagę, że zakończenie jest najważniejszym fragmentem jeśli chodzi o efekt, o wrażenie, o emocje. Solidne przygotowanie zakończenia, dobrze dobrana puenta, trafne spostrzeżenie jest jak kropla wody dla zbłąkanego pustynnego wędrowca. Tym wędrowcem jest komisja - dajcie im tą kropelkę wody.

Po ostatniej “kropelce wody” uśmiechnijcie się (gdy Wasz temat jest pozytywny, radosny) lub pozostańcie w nostalgicznym nastroju (gdy Wasz temat jest pesymitywny, smutny). Takie oddanie emocji w ostatniej sekundzie zapada w pamięć. Komisja nie będzie tak samo mocno skupiona przez całe 15 minut, bo takich prezentacji wysłucha tego dnia kilkanaście. Członkowie komisji zapamiętają sam koniec, bo on będzie przełomowy - to czas, aby obudzić się by za chwilę zadać Wam trzy pytania.

Po chwili podziękujcie za wysłuchanie prostym “Dziękuję” lub “Dziękuję za uwagę”. W tym momencie powinniście zostać poproszeni o to, aby usiąść w ławce / przy stoliku specjalnie dla Was przygotowanym. Uczyńcie to. Nie warto udzielać odpowiedzi na stojąco - potraktujcie komisję jak partnerów a nie jak swoich uczniów. Idąc w kierunku ławki, rozepnijcie guzik w garniturze, marynarce czy żakiecie. Siedzenie z zapiętym uniformem ogranicza ruchy, podwija go co nie wygląda reprezentacyjnie. Usiądźcie spokojnie, delikatnie odsuwając i przysuwając krzesło.

Uwaga do Pań: Jeśli już zdecydowałyście się na spódniczkę, co gorsza na bardzo krótką, to przećwiczcie siadanie z gracją. Ławka dla Was przygotowana może nie być zakryta obrusem czy materiałem. Siadając nie róbcie pod stołem sceny z “Nagiego instynktu” (w wykonaniu Sharon Stone), aby nikt, a zwłaszcza męska część komisji nie zastanawiała się, czy coś widziała czy nie widziała (jak to zastanawiali się widzowie po obejrzeniu filmu). Lepiej, aby skupili się na Waszej odpowiedzi niż… na rozstrząsaniu wewnętrznego dylematu :)

Dobrą praktyką jest wysunięcie się do przodu (postawa “do rozmówcy”), opierając się o ławkę nie łokciami, a “przedłokciem” - to ta część między nadgarstkiem a łokciem, bliżej łokcia :)
Postarajcie się nie krzyżować nóg, gdyż “oczytani” członkowie komisji mogli dostać w swoje ręce książkę pt.:”Jak rozpoznać kłamcę w 5 sekund”. Sam mam zwyczaj siadać ze skrzyżowanymi nogami, co wcale nie oznacza, że rozmówców “mam gdzieś” czy odrazu kłamię, a o czym rozpisują się takie interesujące książeczki :)

Dłonie powinny być na stole, widoczne - można złożyć je w tzw. koszyczek. Jest to dość popularny gest ostatnimi czasy, a najważniejsze, że jest praktyczny - łatwiej gestukuluje się udzielając odpowiedzi. Pilnujcie, aby nie złożyć dłoni w gest modlitewny - komisja może poczytać to za brak pewności, za “czekanie na cud”. Pamiętajcie, że przecież jesteśmy pewni tego, co wiemy :)

O udzielaniu odpowiedzi opowiem w następnej części.

Jak zawsze czekam na Wasze spostrzeżenia i pytania :)

Słowotok, co zrobić aby płynnie mówić?

Monday, May 5th, 2008

W dobie powszechności blogów (dzisiejszy temat maturalny :) ), komunikatorów tekstowych, maili zapominamy o komunikowaniu głosowym. Łatwiej nam coś napisać niż powiedzieć, choć nie zawsze tak jest. Zapewne znacie z doświadczenia, że najłatwiej jest Wam wypowiadać się na tematy, na których się znacie. Zdarza się, że mamy problemy z płynnym wypowiedzeniem się, a już sztuką zdaje się być płynne mówienie na temat, o którym nie mamy pojęcia.

Co więc można uczynić, aby płynnie wypowiadać się podczas prezentacji?

Odpowiedź pierwszą podałem we wcześniejszym akapicie: zapoznać się dobrze z naszym tematem prezentacji :)
Tak, to prawda! Dobra znajomość tematu, wielu przykładów, zagadnień, wielokrotne wypowiadanie się na ten sam temat sprawia, że nabieramy dużej wprawy. Jeśli wrócicie do postu “Dzień przed - jak sie przygotować?” przeczytacie:

“Codzienne przemyślenia sprawiają, że wciąż udoskonala się prezentację, dobierając lepsze słowa, lepsze argumenty czy też tworząc inny schemat wypowiedzi. Warto próbować tworzyć prezentację w oparciu o różne argumenty, o różne przykłady czy motywy - sprawi to, że mając większą możliwość wyboru, zbliżając się do terminu prezentacji, wybierzemy te najwłaściwsze.”

Jest też sposób na dokładne zaznajomienie się z tematem. Jeśli wykonamy prezentację w oparciu o powyższą wskazówkę, to nie powinniśmy mieć problemu z doborem słów i płynnością wypowiadania się.

Drugą rzeczą jaką możemy wykonać, to podczas prezentacji mówić powoli, spokojnie i bardzo prostym językiem. Utarło się, że mówienie wyszukanym językiem, bardzo złożonymi zdaniami sprawia wrażenie, że mamy do czynienia z osobą wyedukowaną. Może i tak jest, lecz już od dawna osoby światłe przyjęły sposób mówienia prostym językiem, najbardziej komunikatywnym. Dzięki temu odbiorcy nie muszą analizować szczegółowo zdania po zdaniu, aby zrozumieć przekaz. Ciężko oceniać przekaz, którego się nie zrozumiało.
To wcale nie oznacza, że nie wolno używać wielu terminów literackich, wielu pojęć, słów bardziej wyszukanych, tym bardziej iż one są oceniane pozytywnie przez komisję. Dobrą praktyką jest, aby pojęcia i trudniejsze (niespotykane) słowa wplatać w prosty tekst.

Trzecim sposobem jest robienie pauz, krótkich przerw między częściami wypowiedzi. W czasie tej 2-3 sekundowej przerwy możemy zastanowić się co powiedzieć. Pamiętacie z postu “Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz - wchodzimy!” możliwy wstęp? Oto fragment:

“(…) Czy te wspaniałe dzieła to wynik ciężkiej pracy, talentu, szczęścia? A może … W końcu znalazłem! (pauza - zaczynamy spokojnie) Historia zaczyna się…”

To jeden ze sposobów wstawiania pauz, przerw. Takie chwilowe zatrzymanie akcji oddziela części, daje wrażenie, że wypowiedź jest uporządkowana i tak ją zaplanowaliśmy.

Czwarty sposób to mówienie o czymś tuż przed wejściem do sali. Pisałem o tym w poście “Pierwsze wrażanie…”:

“(…) Możecie porozmawiać o filmie i kolacji na którą zabieracie Waszą drugą połówkę po prezentacji. Gdy uruchomicie “program mówienia” to łatwiej będzie Wam zmienić temat (z kolacji i planów na temat naszej prezentacji) niż gdybyśmy mieli załadować “program mówienia” od początku.”

Piąty sposób to oddychanie. Nie zapomnijcie nabierać powietrza między zdaniami. Na bezdechu długo nie jesteście w stanie mówić :)

Uwaga:
Nie warto uczyć się prezentacji na pamięć - to nie recytacja. W sytuacji, gdy zapomnimy jednej linijki możemy się pogubić i nie odnaleźć miejsca, od którego chcemy “recytować” dalej. Prezentacja to nie uroczysty odczyt czy konkurs recytatorski. Prezentacja to jak rozmowa z audytorium. To jakbyśmy dostali pytanie i staramy się odpowiedzieć własnymi słowami. Argumentów dostarczy nam nasz plan ramowy, na który spoglądamy tak często, jak tylko potrzebujemy. Warto po każdej części, po każdym przykładzie spojrzeć na kartkę, aby odnaleźć to, co mamy powiedzieć. Mówcie według kolejności na planie ramowym.
Pamiętajcie: dokładnie opracowaliśmy temat, znamy go na tyle, aby opowiadać o nim dużo i długo :)

Napiszcie mi swoje sposoby na płynne mówienie. Jak radzicie sobie w sytuacji, gdy zabraknie Wam słów? :)

Moje 15 minut - jak podzielić sobie czas?

Saturday, May 3rd, 2008

Tradycyjna prezentacja składa się z 3 części (tzw. trójpodział):
- wstęp,
- rozwinięcie,
- zakończenie.

Nic odkrywczego tutaj nie przedstawię, gdyż jestem zwolennikiem “trójpodziału”. Podświadomie każdy z nas czuje, że tak jest najlepiej. Schody zaczynają się w momencie “jak traktujemy każdą z części”. Utarło się, że we wstępie mówimy (piszemy) “co powiemy” w całej prezentacji, w rozwinięciu podajemy przykłady a w zakończeniu mówimy “co powiedzieliśmy”. Sęk w tym, że niewiele osób lubi słuchać trzy razy to samo :)

Co w takim razie zrobić? Na sam początek warto rozplanować sobie nasze piętnaście minut na 3 nierówne części i proponuję zrobić to tak:
- wstęp: 1-2 minut,
- zakończenie: 1-2 minut,
- na rozwinięcie pozostaje ok. 11-12 minut.

Wstęp:
O możliwym wstępie pisałem w poście Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz - wchodzimy! Warto przeczytać sobie i stworzyć własny wstęp w którym postawimy jakąś tezę, jakieś pytanie, jakąś wątpliwość. Wstęp służy temu, aby zaciekawić audytorium (w naszym przypadku komisję), aby przedstawić jakiś problem. Ludzie lubią cudze problemy i chętnie oglądają w telenowelach jak bohaterowie rozwiązują dany problem. Na to zwrócili uwagę specjaliści od marketingu i wiele osób, które tworzą prezentacje :)

Rozwinięcie:
Rozwinięcie to najważniejsza część prezentacji - najbardziej merytoryczna. To tutaj podajemy punkty, motywy, czynniki, cechy, które potwierdzają lub odrzucają postawioną we wstępie tezę oraz przykłady (np. postaci, zdarzenia z literatury), które obrazują te motywy. I jakby nie było w tym nic szczególnego, gdyby nie to, że wielu z nas popełnia tutaj poważny błąd - za dużo motywów, za dużo przykładów! Wielu z nas myśli, że jak powie “o wszystkim” to będzie dobrze. Nawet jeśli będziecie się starać, to w 15 minut wszystkiego nie powiecie :)
Warto więc wybrać najważniejsze 2 do 4 rzeczy (motywów, cech) i o nich opowiedzieć solidnie, rzetelnie oraz podać po dwa przykłady z literatury, które potwierdzają daną cechę. Słyszeliście, że lepiej zrobić mniej a lepiej, niż dużo a źle. Zawsze pozostaje nam to “mniej” lecz dobrej jakości, a “dużo” kiepskiej jakość nie nadaje się do niczego.

Przykład:
- Temat: “Mickiewicz wielkim poetą był!” :)
- Cechy jego “wielkości” to np.: wspaniała ręka, świetne metafory, obrazowość, ciekawe opisy osób, bogate słownictwo, zawiłe historie, patriotyzm itp. Cech jest wiele, lecz warto wybrać ze 2 do 4/5 najważniejszych, tych które mają największy wpływ na jego “wielkość”.
- Przykładów w literaturze Mickiewicza potwierdzające każdą z tych cech również znajdziecie wiele. Wystarczy wybrać po dwa, trzy dobre (najlepsze) przykłady na każdą cechę.

4 (cechy) x 2/3 (przykłady) = 8/12 (punktów)

Poświęcając na każdy przykład po około minucie (8 minut), aby opowiedzieć go solidnie. Na opis każdej cechy poświęcając również po ok. 1 minucie otrzymamy 12 minutowe rozwinięcie.

Zakończenie:
To najważniejszy fragment prezentacji jeśli chodzi o efekt. To tutaj mówimy o tym, co dała nasza prezentacja, jaką wątpliwość czy problem rozwiązaliśmy, jakie korzyści płyną dla nas (mnie i audytorium) z tego, co przedstawiliśmy w prezentacji. Jeśli więc na wstępie zadaliśmy pytanie o wielkość Mickiewicza, to tutaj warto przypomnieć to pytanie i przedstawić efekt rozwiązania.

Przykład: “Wielkość Mickiewicza (wyrażona patriotyzmem, bogatymi opisami itp.) napawa nas, Polaków, dumą. Powinniśmy doceniać jego niezwykłość i korzystać z jego spuścizny, która nas zachwyca! :). Dzięki tej “wielkości” w historii polskiej literatury zainstniało wielu innych pisarzy, którzy czerpali inspirację z Mickiewicza…”

Zastanawiacie się zapewne jak z tematu Mickiewicza zrobić prezentację 15 minutową? :)
Oto przykład Steve’a Jobs’a jak z 1 minuty zrobić 90 minut.

PS: Jak zapewne zauważyliście, napisałem, że najważniejszy jest wstęp, najważniejsze rozwinięcie i najważniejsze zakończenie - i nie pomyliłem się nigdzie :) Każda z części jest najważniejsza. Zawalenie którejś z nich osłabia efekt całej prezentacji.

PS 2: Przepis podany wyżej nie jest przepisem na idealną prezentację. Nie jest przepisem nawet na bardzo dobrą prezentację. Jest przepisem na o wiele lepszą prezentację, niż większość maturzystów (i nie tylko) robi.

PS 3: Zdaję sobie sprawę, że wielu z Was ma już gotowy plan ramowy i teraz pomyśli, że ma zły. Jeśli wybraliście dużo cech i wiele przykładów, to cały czas możecie poprawić wstęp i zakończenie.

Czekam na Wasze pytania, spostrzeżenia, doświadczenia. Ten blog jest dla Nas, więc śmiało piszcie :)

Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz… wchodzimy!

Thursday, May 1st, 2008

W poprzednim poście dość szczegółowo opisałem co można zrobić przed prezentacją. W tej części powiem Wam dlaczego tak ważne jest pierwsze wrażenie i jak zrobić dobre pierwsze wrażenie.

Odnosząc się do tytułu postu chcę wyjaśnik kilka kwestii. Najważniejsze to to, że pierwsze wrażenie możemy zrobić tylko raz - jeśli nie zrobimy dobrego wrażenia to nie zyskamy przychylności komisji czy chociażby nie zainteresujemy ich naszą prezentacją. Komisja to ludzie, ludzie to subiektywna ocena. Nikt nie będzie oceniał nas tylko ze względu na merytoryczne przesłanie lecz za wrażenie jakie zostanie po prezentacji. Warto więc to dobre wrażenie zacząć od pierwszego wrażenia. Druga istotna rzecz to to, że nasza prezentacja to tylko 20 minut - w tym czasie nie zdążymy nazbyt skutecznie zmazać kiepskiego pierwszego wrażenia (co innego, gdy we wrześniu łapiemy kilka “pał” a pod koniec semestru mamy same piątki). Po trzecie - pierwsze wrażenie to pierwsze wejście!

Zapytacie zapewne jak zrobić pierwsze dobre pierwsze wrażenie, skoro niektórzy członkowie komisji nas kiedyś uczyli (nas znają)? :)

Może tak się zdarzyć, że dwoje członków komisji będzie Was znało - jest to mało prawdopodobne ale może tak być. Jeden członek komisji zapewne będzie Was znał chociażby z widzenia. Sytuacja w jakiej się znajdziecie to całkiem inna sytuacja od codziennej - bardzo oficjalna, specyficzna, ważna dla Was i dla nich. To sprawia, że dla tej specyficznej, niecodziennej sytuacji możemy zbudować w głowach komisji nowy obraz, nowe “pierwsze wrażenie”.

Pamiętacie jak pisałem o ważności stroju i o jego mocy budowania wizerunku? Pamiętacie o próbie zrelaksowania się i wprawienia w dobry nastrój przed prezentacją? (wszystko w poprzednich postach)

Przed wejściem na salę warto rozpocząć rozmowę ze znajomymi (z którymi przybyliśmy) lub z osobą bliską. Bądźcie dalecy od tematu matury, wybierzcie tamaty przyjemne, przyszłościowe. Możecie porozmawiać o filmie i kolacji na którą zabieracie Waszą drugą połówkę po prezentacji. Gdy uruchomicie “program mówienia” to łatwiej będzie Wam zmienić temat (z kolacji i planów na temat naszej prezentacji) niż gdybyśmy mieli załadować “program mówienia” od początku. Mówcie, śmiejcie się, wymyślajcie… wprawcie się w dobry nastrój. Oddajcie wszystkie portfele, klucze, komórki, torebki, zegarki naszym znajomym - tym zaufanym :) Weźcie ze sobą tylko dowód osobisty i kartkę z planem ramowym oraz teczkę (podkładkę) pod kartkę. Jeśli mamy inne materiały do prezentacji to również je weźmy.

Dowód i plan prezentacji w ręce, dobry nastrój, uśmiech na twarzy, plecy wyprostowane, pierś do przodu, zapinamy środkowy guzik garnituru, głęboki wdech - WCHODZIMY!

Wejdźmy pewnie. Komisja nas zawoła lub wychodząca osoba nas poprosi - nie ma więc potrzeby pytania “Czy mogę wejść?” Od progu uśmiech i pewność siebie, pewny lecz spokojny krok. Przywitajmy się. Jeśli mamy materiały zapytajmy, “czy możemy położyć je tutaj (na bocznym stoliku dla nas)?” Podejdźmy do komisji i okażmy dowód osobisty komisji. Możemy nawiązać krótką rozmowę, o czymś miłym. Zapytajmy o samopoczucie (gdy komisja wygląda na zadowoloną), o sprytny sposób radzenia sobie komisji z “tą stertą papierów” którą ma na stole (ukryty komplement), czy też skomentujmy lub przywitajmy się z maskotką, która będzie na stole komisji (nie powinno jej tam być, ale jeśli będzie to można w ten sposób wprowadzić miły nastrój :)
Gdy komisja nas “wylegitymuje” i odda nam dowód to zamiast chować go po kieszeniach polecam położyć go na naszym stoliku. Pamiętajmy cały czas o uśmiechu i o pewności siebie psychicznej i fizycznej - nie garbimy się, poruszamy się swobodnie, bez pośpiechu. Taka pewność siebie gwarantuje nam, że komisja zwróci na nas pozytywna uwagę, zaciekawi się.

Gdy pierwsze sekundy poszły po naszej myśli to teraz czas na rozpoczęcie naszej prezentacji. Przygotujmy komputer, materiały, wszystko co zaraz wykorzystamy. Zacznijmy spokojnie. Weźmy do ręki teczkę, podkładkę z kartką na której mamy plan ramowy, w drugą rękę długopis lub wskaźnik. Stańmy na przeciwko komisji w stanie spoczynku - żadne baczność, to nie armia - poruszajmy się, chodźmy po sali, gestykulujmy. Możemy rozpocząć klasycznie, nudnie, np. tak:

“Tematem mojej prezentacji jest “…”. Pan “XXXXX ZZZZZ” był wielkim poetą. Urodził się… zmarł… Napisał wiele ciekawych utworów i dziś je przeanalizuję…”

… i po dobrym wrażeniu!. Nie oczekujcie rezultatów innych niż uzyska cała reszta maturzystów. Większość zacznie tak samo, zrobi takie samo, kiepskie lub tylko zwykłe wrażenie.

Zróbcie inaczej, ciekawiej, od zadania pytania, od przyjęcia innego punktu widzenia. Zaczynając inaczej zrobimy inne wrażenie, np.:

“Dziś jest ten dzień, do którego przygotowywałem się wiele tygodni. Przez wiele dni szukałem odpowiedzi “dlaczego Mickiewicz wielkim poetą był”. Jak Gałkiewicz zastanawiałem się dlaczego? “Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam. Wcale się nie zachwycam! Nie zajmuje mnie! Nie mogę wyczytać więcej jak dwie strofy, a i to mnie nie zajmuje. Jak mnie to zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca!” (kij w mrowisko) Od wielu lat rzesze krytyków próbowało wyjaśnić fenomen Mickiewicza. Czy te wspaniałe dzieła to wynik ciężkiej pracy, talentu, szczęścia? A może … W końcu znalazłem! (pauza - zaczynamy spokojnie) Historia zaczyna się…”

Które rozpoczęcie jest lepsze? Które zaciekawi komisję?
Moja wstawka fragmentu Ferdydurke Gombrowicza może być takim kijem w mrowisko, może wywołać zmieszanie komisji. Lepiej aż tak nie zaskakiwać, lecz każde śmiałe, ciekawe spostrzeżenie zapewni nam zainteresowanie komisji i skupi ich uwagę.

PS: Proponuję każdemu z Was zrobienie indywidualnego, własnego wstępu do prezentacji. Uwzględnijcie temat, powagę tematu oraz powagę osób będących w komisji. Odejście od pewnych niepisanych praw, jakie rządzą prezentacją, może dać dobre rezultaty (gdy osoby w komisji są młode, życzliwe) lub kiepskie (gdy komisja jest zasadnicza, o podejściu tradycyjnym). Przećwiczcie wstęp, napiszcie go sobie na kartkę, nauczcie się prawie na pamięć. Odegrajcie go jak aktorzy, ale nie teatralni. Wstęp ma być naturalny, nie pompatyczny.

Dla przykładu zobaczcie:
Steve’a Jobs’a - wspaniała prezentacja iPhone’a.

Dodane o 21:01
PS 2: Znalazłem ciekawy fragment na www.43folders.com:

“Metaphorically: clear your throat as little as possible when you start. Try to open with something in the real world — an anecdote, a memory, an image, something that grounds your talk in the “right now” and that skips the whole “Here are the nine things you will learn today…” jibber jabber. You can always do an introduction second, once you’ve set the tone and gotten people’s interest.”

Trudno Wam będzie nauczyć czegoś komisję, lecz możecie wskazać o czym opowiecie, Wasz punkt zaczepienia, Waszą drogę interpretacji tematu. Pamiętajcie - obrazy, anegdoty, wspomnienia, emocje…

A jak Wy planujecie rozpocząć prezentację? Jak chcecie stworzyć dobre pierwsze wrażenie? Podzielcie się ze mną :)

Poranek w dniu prezentacji…

Monday, April 28th, 2008

Doczekaliśmy się dnia, w którym pokażemy efekt naszej pracy. Mam nadzieję, że noc była pełna przyjemnych snów i co najważniejsze była nocą przespaną. Zarówno “dzień przed” i “dzień matury” mogą wyglądać różnie. Zależy to od podatności na stres (3 przypadki z postu Dzień przed - jak się przygotować?) oraz od pory naszego egzaminu. Jeśli więc nasze spotkanie z komisją odbędzie się z samego rana, w okolicach godziny 9-10, to przed egzaminem nie zawiele zrobimy.

Zapytacie zapewne “dlaczego tak ważne jest co będę robił przed prezentacją?” :)

Znacie takie powiedzenie, że “ktoś wstał lewą nogą” albo “jaki pierwszy dzień w roku taki cały rok” - dotyczy też każdego tygodnia i dnia. Co prawda znam wiele osób, dla których udany bądź nieudany początek dnia nie definiuje stanu na cały dzień (tydzień, rok). Hołdując ich zasadzie w jednym z kolejnych odcinków napiszę post “Nie ważne jak się zaczęło - ważne jak się kończy”. Jestem gorącym zwolennikiem tej zasady i na wielu płaszczyznach staram się ją wykorzystywać. Mam jednak świadomość, że wielu z Was żyje w mylnym przekonaniu, że kiepski początek oznacza kiepski koniec, tak więc przedstawię parę sposobów i sugestii aby Wasz początek tego dnia był “co najmniej dobry” :)

Posłużę się podziałem, o którym wspomniałem w pierwszym akapicie i którego zalecam przyswoić sobie. Bez tego podziału ten post będzie miał mniejszą moc sprawczą. Ważne są też pory egzaminu.
Proszę, przeczytajcie wszystkie przypadki i pory, gdyż każdy kolejny sposób zawiera dodatki lub modyfikację sposobów z poprzednich przypadków!

Przypadek 1:

egzamin w godzinach porannych, południowych lub popołudniowych - warto wstać tak jak zwykle, aby spokojnie móc się umyć, zjeść, ubrać i zrobić to, co mamy zaplanowane na ten dzień. Wam ciężko coś poradzić, bo Wy sobie doskonale dajecie radę. Możecie spokojnie sobie przed egzaminem przećwiczyć jeszcze raz prezentację, przypomnieć to, co mamy do powiedzenia. Sugeruję jednak, aby na miejsce egzaminu wybrać się troszkę wcześniej niż zwykle. Jeśli natrafimy na korki, awarię autobusu, zastanie nas deszcz to będziemy mieli chwilkę, aby się ogarnąć. Nie mówię o wyprzedzeniu jedno- czy dwu-godzinnym, co mogłoby Was niepotrzebnie zestresować. Wy jednak sami wiecie co do Was należy i jak najlepiej sobie radzicie :)

Przypadek 2 oraz Przypadek 3 (”wczoraj” zrobiliśmy coś, co stawia nas na równi z przypadkiem 2):

egzamin w godzinach porannych - należy wstać na tyle wcześnie, aby spokojnie móc się umyć, zjeść, ubrać, odpowiednio przygotować, lecz na tyle późno aby się wyspać. Budzik nastawimy dzień wcześniej (link do w/w postu). Po podstawowych czynnościach warto przypomnieć sobie punkt po punkcie tezy, argumenty, przykłady i wnioski z naszej prezentacji. Tym samym odświeżymy sobie obraz naszej prezentacji. Zarezerwujmy sobie rano czas na chwilę rozrywki po próbie z prezentacją - może to być ulubiony odcinek jakiegoś sitcomu, jeden level w ulubionej grze (najlepiej level, który już przeszliśmy, który znamy świetnie) lub gra na jakimś instrumencie. Nie wybierajcie strzelanek, czy innych gier agresywnych - nastawieni zbyt wojowniczo możecie potraktować komisję jak wroga, a to nienajlepszy pomysł! Taki miły akcent na początku dnia nastawi nas na uśmiech i spokój. Czytanie książek dla Przypadku 3 nie polecam - książki są mało absorbujące i może się skończyć zbytnim myśleniem o prezentacji. Na egzamin warto wybrać się ze znajomym(i) lub (szczególnie w przypadku 3) z drugą połówką albo osobą szczególnie nam bliską, w obecności której jesteśmy spokojni i zrelaksowani.

południe - możemy pospać dłużej, lecz nie na tyle aby być “przespanym”. Po zjedzeniu przypomnijmy sobie tylko to, o czym będziemy mówić na prezentacji. Wszystkie inne argumenty już znamy i je wykorzystamy podczas odpowiedzi. Ostatnie kilka dni naprawdę dużo ćwiczyliśmy, więc napewno sobie poradzimy i będziemy pamiętać. Przypominamy sobie układ i tylko to o czym będziemy mówić - punkt po punkcie!
Po przypomnieniu, mając więcej czasu, możemy obejrzeć nawet cały film lub pouprawiać jakiś sport na tyle spokojnie, aby się nie zmęczyć. Jeśli wcześniej nie biegaliście, nie jeździliście rowerem to nie polecam - po kilku minutach wysiłku Wasz organizm będzie wyczerpany a umysł przestanie pracować na wysokich obrotach. Zróbcie coś ożywczego, wybierzcie się na “5 minutowe” zakupy do hipermarketu (po wzięciu wózka włączamy stoper i staramy się go odstawić w 5-10 minut)! Nie wierzycie że można?! Można :) Mogą być problemy na kasie, lecz frajda to niesamowita a i bardzo ożywcza. Dobra w momencie, gdy wywołuje zdrowe odruchy rywalizacji, czyli nie przetrącamy klientów, nie przepychamy się, nie demolujemy sklepu!!

popołudnie - moglibyśmy spać do woli, lecz nie polecam. Dla porządku powiem, że jest metoda związana ze zbyt długim spanie przeznaczona dla skrajnego przypadku 3 - nie polecam! Polega to na tym, że śpimy tak długo, ile nam się uda. Może to być 12-14 godzin, będziemy tak “przespani” że zatracimy “nasze poczucie rzeczywistości”. Będąc tak “odrealnionym” zmniejszymy stres, bo komisja nie wyda nam się aż takim zagrożeniem. Nie polecam tego, ani żadnej innej formy “odrealniania się”!!! W życiu będziecie mieli wiele sytuacji, kiedy zostaniecie postawieni w sytuację występu publicznego dlatego są inne, naturalne metody zmniejszania stresu. Tamta metoda jak i wszystkie “odrealniające” mają tę wadę, że wraz ze spadkiem stresu spada nasza efektywność umysłowa i fizyczna!!
Wstajemy więc wyspani, zjemy śniadanie, przygotujemy wszystko co chcemy zabrać w bardzo widocznym miejscu - ja kładę klucze, komórkę, dokumenty, chusteczki!, kartki zdecydowanie wcześniej na kanapie, więc tuż przed wyjściem zabieram wszystko co mam na kanapie. Albo pójdę ze wszystkim albo z niczym. Wrazie czego zamykając drzwi zorientujecie się, że nie macie kluczy i wrócicie po nie. Strój mieliśmy przygotowany już wczoraj - wyciągniemy go z szafy przed samym wyjściem. Jak w porach opisanych wyżej przypominamy sobie tylko to o czym będziemy mówić, w kolejności takiej jak będziemy mówić - punkty, a nie całe zdania. Dużo ćwiczyliśmy ostatnio, więc prezentacja sama z nas wyjdzie jak będziemy pamiętać “o czym mamy mówić”!
Dla zrelaksowania się możemy wybrać film, spacer z aparatem po parku (z nastawionym budzikiem, aby w porę wrócić do domu) lub basen ze znajomymi. Jedno- czy dwu-godzinna zabawa w wodzie zdziała cuda. Uwaga jak w przypadku uprawiania sportu. Jeśli wcześniej nie bawiliśmy się tak na basenie, to zalecam “nie zmęczyć się”! Możemy również rano upiec ciasto, przygotować pyszny obiad - coś co nam się uda. Pierwszy duży sukces tego dnia nastawi nas “łapczywie” na kolejny :)

Znając już naszą sytuację, różne sposoby, przypomnijcie sobie takie, które już używaliście. Opracujcie własne i zastosujcie je. Już dziś zaplanujcie sobie ile czasu będziecie rano potrzebować. Zależy to od długości Waszego śniadania, przygotowań (Panie - pamiętajcie o fryzurze, zwłaszcza po basenie!), 10 minut na przypomnienie o prezentacji, długości filmu itp. Warto nastawić sobie budzik / przypomnienie na 1,5 - 2 godziny przed egzamin - to czas jaki potrzebujecie na ubranie się w to, co przygotowaliśmy wcześniej, na make-up, na dojazd do szkoły. Pamiętajcie tę godzinę i postarajcie się tak zaplanować czas, aby po zakończeniu rozrywki płynnie przejść do przygotowań, bez budzika. Budzik ma być sygnałem awaryjnym i warto anulować go jak już zaczniemy się szykować. Dla osób, o większej podatności na negatywne oddziaływanie stresu, polecam dotarcie do szkoły prawie “na ostatnią chwilę”. Omijajcie znajomych maturzystów szerokim łukiem, nie rozmawiajcie z każdym kto wyszedł akurat z sali. Istnieje duża szansa, że ten ktoś wspomni o złym humorze komisji, o tym, że się nie przygotował i komisja dała “wredne pytania”. Wy wiecie swoje, dobrze się przygotowaliście - napewno sobie poradzicie. :)

Napiszcie mi, proszę, swoje sposoby na dobre rozpoczęcie dnia. Jeśli macie jakieś doświadczenia, to podzielcie się nimi :)