Posts Tagged ‘Rozwój osobisty’

Jeśli już jesteś na studiach… wykorzystaj to!

Saturday, October 18th, 2008

Czytając tytuł już można odczytać moje nastawienie do studiów. W tej kwestii jestem dwulicowy… lecz o tym za chwilę. Najważniejsze, że temat przewinął się już w serii postów Jak wybrać studia? Jak z nich skorzystać? (polecam 3 części).

Moja dwulicowość w kwestii studiowania ujawnia się w tym, że:

    • jeśli powiesz mi, że studia nie są do niczego Tobie potrzebne, że możesz nauczyć się innych ciekawszych rzeczy, że wolisz pracować, że (ogólnie mówiąc) chcesz rzucić studia i żebym Ciebie wspierał, to będę Cię w tym wspierać,
    • jeśli powiesz mi, że studia są tym co chcesz robić, że wiesz co na nich się nauczysz, co osiągniesz, wiesz dlaczego na nich jesteś, że chcesz nadal studiować i żebym Ciebie wspierał… też będę Cię w tym wspierać :)

W życiu jak i na tym blogu nie chodzi o to co ja sądzę o czymś… tylko co Ty, Drogi Czytelniku, sądzisz na dany temat. Ja staram się naświetlić pewne rzeczy, możliwości, stratę czasu czy niebezpieczeństwa. Post więc utrzymam w duchu dwulicowości ;) Skupię się jednak bardziej na tym, że jeśli jesteś już na studiach i masz zamiar studiować, to że możesz świetnie wykorzystać ten czas.

Najważniejszą kwestią jest powód dla którego jesteś na uczelni:

    - chowanie się przed wojskiem,
    - dla dyplomu,
    - czegoś się nauczyć,
    - poznać ludzi,
    - “nie wiem co w życiu robić”
    - kombinacje powyższych.

W różnymi czasie studiowania każdy powód choć przez chwilę wpływał na to, że jeszcze studiuję - jeden był ważniejszy, drugi mniej ważny.

Druga sprawa to czy zaczynasz nowy etap w życiu czy kontynuujesz szkołę średnią. Na kierunku możesz mieć od 30 do 200 osób - to sporo więc może się okazać, że wszystkich nie poznasz. Mała klasa to jedna duża grupa z kilkoma podgrupami. Jeśli nie ciągniesz za sobą kolegów ze szkoły średniej to masz możliwość wyboru grupy czy też stworzenia własnych według swoich potrzeb z osób dostępnych na uczelni. Dlatego zastanów się z kim zawierasz i podtrzymujesz kontakt na studiach - tutaj nikt nie narzuca Tobie z kim się będziesz kolegować, bo jesteś osobą dorosłą i masz wybór… chyba, że znajdujesz się na trzecim poziomie piramidy Maslowa i Twoją najważniejszą potrzebą jest przynależenie do grupy (np. do ćwiczeniowej) i nie zwracasz uwagi na to, czy jesteś w niej szanowany i czy masz możliwość realizowania siebie. Wykorzystaj możliwość stworzenia sobie otoczenia z osób, wśród których chcesz przebywać i wśród których masz możliwość rozwijania siebie.

Wykorzystuj sposobności do pokazania tego co potrafisz, do bycia aktywnym, do zbierania doświadczenia i budowania swojej marki. Studia to czas, gdy już ukierunkowujesz swoje plany zawodowe. Nie wszystkim wychodzi i wielokrotnie słyszeliście, że absolwent prawa pracuje w okienku pocztowym czy absolwent informatyki zmywa garnki. Studia to dobry czas na przetestowanie tego co chcecie w życiu robić, zwłaszcza w najbliższych latach po studiach. Studiujesz na Akademii Muzycznej a urzeka Cię pisanie wierszy, poematów… to pisz wiersze i poematy a studia wykorzystaj do tego, aby rozwijać się w pisaniu - czerp inspiracje, poznawaj osoby o podobnych zainteresowaniach, twórz koła zainteresowań… lub jak mówił Marek Hołyński na Bootstrapie (5:38 - 6:00): “Masz pomysł to idź go zrób”.

Rozmawiaj o tym co chcesz w życiu robić, o swoich planach i zainteresowaniach. Założyciele Googla poznali się w czasie studiów na Uniwersytecie Stanforda - Larry Page i Sergey Brin. Założyciele Naszej Klasy również. Pewnie są inne przykłady gdzie osoby poznane na studiach tworzyły coś wielkiego na lata… projekty, firmy czy też trwałe związki czy rodziny. Nie byłoby to pewnie możliwe, gdyby nie to, że rozmawiali o swoich planach i o tym co chcieliby zrobić. Sama rozmowa o danej branży, o nowych komputerach, nowych przepisach prawnych to za mało, aby zrobić coś samemu.

Ucz się być fair. Studiowanie to wielka pokusa przejścia na ciemną stronę mocy. Łatwo uczynić z dyplomu poświadczenie nabycia umiejętności kantowania wszystkich we wszystkim. Też jest to jakaś umiejętność, lecz gdy chcesz w życiu osiągnąć coś wielkiego, a przy tym spać spokojnie i wszystkim mijającym na ulicy ludziom móc spojrzeć w oczy i powiedzieć “Tak… wobec wszystkich jestem fair!” to nie warto dać się skusić.

I tak dalej… Bo studia można wykorzystać na różne sposoby, zgodnie z tym, czego od nich oczekujecie. Praktyki zawodowe, wyjazdy na konferencje, poznawanie ludzi nauki, działalność prospołeczna (poradnie prawnicze tworzone przez studentów) itd. Ja swoje drugie studia wykorzystałem do walki z lenistwem - dorzucając do planu kolejne zajęcia narzuciłem sobie sporą ilość obowiązków i w taki sposób lenistwo omijałem szerokim łukiem :) Nauczyłem się też uczyć się samemu.

Możliwości jest wiele, nie o wszystkich wiem. Chętnie dowiem się od Was jak jeszcze można wykorzystać studia. Zapraszam do komentowania :)

Chcę tego, co Ty chcesz…

Thursday, June 26th, 2008

Ostatnimi dniami złapał mnie twórczy zastój, w którym to usilnie staram się napisać post “Spotkanie z innością…”. Idzie jak po grudzie, tym bardziej, że wiele można na ten temat powiedzieć, lecz trudno ubrać to zgrabnie w kilkadziesiąt zdań. Dlatego dla oderwania się coś innego.

Dziś piszę pod wpływem książki pt.: “Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” (”How To Win Friends and Influence People”) autorstwa Dale Carnegie (jestem w trakcie czytania i pod wielkim wrażeniem). Sedno książki bardzo przystępnie opisała Małgosia na swoim blogu Zatoka Zen w poście “Jak zdobywać przyjaciół i zjednywać sobie ludzi? Carnegie pisze, że aby wywołać u innych “poczucie ważności” należy mówić o potrzebach i chęciach tych innych osób. Mówiąc o tym, co chce druga osoba skupiamy jej uwagę, zyskujemy sympatię.

Inne podejścia, stosowane w coachingu mówią o tym, aby określać swoje potrzeby, patrzeć przez swoje “chcę/potrzebuję”. Ważne są moje potrzeby, bo dzięki nim będę działał sprawnie (troszkę egoistyczne) lecz, według Carnegie, aby zyskać sympatię drugiej osoby, zjednać sobie drugą osobę należy patrzeć przez pryzmat jej potrzeb, o nich mówić, do nich dążyć. Połączyłem to więc w dość prostą zasadę, banalny sloganik: “Chcę tego, co Ty chcesz.” :)

Co mi to daje? Jak mogę chcieć czegoś, co chcą inni? Śpieszę z wytłumaczeniem. Cały zamysł tego podejścia oparty jest o motto życiowe Jacka Santorskiego: “Nie szukaj wsparcia, lecz wspieraj, nie szukaj miłości, lecz kochaj”. Według Santorskiego sukces emocjonalny jest możliwy, gdy jesteśmy dla innych i dajemy siebie innym. Niewielu było i jest takich, którzy są naprawdę szczęśliwi żyjąc tylko dla siebie. Dlatego też, aby nie przesadzić z tym “życiem dla innych” warto odnaleźć swoje potrzeby i dążyć do zaspokajania potrzeb innych patrząc przez pryzmat swoich.

Moją potrzebą stało się szczęście i zaspokajanie potrzeb innych osób. Dzięki temu, że inni się realizują ja zaspokajam swoją “egoistyczną” potrzebę “poczucia ważności” :)
Kilka dni temu przejrzałem moje wysłane, bardzo ważne maile i odpowiedzi na nie (maile, w których to ja czegoś potrzebowałem). Z zaskoczeniem stwierdziłem, że odpowiedzi otrzymałem tylko wtedy, gdy napisałem o “potrzebie” tej drugiej strony.

Jeden z przykładów:

    1. Do firmy X gdzie błędnie wpisano moje dane do bazy danych, napisałem maila, w którym chciałbym, aby poprawiono te dane, bo zależy mi na tym aby były prawdziwe i zgodne ze stanem faktycznym - odpowiedzi nie otrzymałem.

    2. Do firmy Y gdzie również błędnie wprowadzono moje dane, napisałem, że jeśli firma chce posiadać wiarygodne dane i jak najbardziej aktualne, to przesyłam nowe… i odpowiedź otrzymałem szybką i uprzejmą :)

Co ciekawsze, cała zasada ma bardzo pozytywną właściwość: “Gdy ja zwracam uwagę na potrzeby innych, inni zwracają uwagę na moje potrzeby.” Nie wiem jak to działa, być może jest zaraźliwe, lecz działa. Warte wypróbowania :)

Jeśli zechcecie podzielić się wrażeniami z używania tej prostej zasady lub dodać coś od siebie, to możecie to uczynić w komentarzach :)
Technorati Profile

Jakie decyzje podejmujemy?

Wednesday, June 18th, 2008

W ostatnich tygodniach (odkąd prowadzę blog) otrzymuję przeróżne pytania i prośby dotyczące pomocy w podjęciu decyzji. Postanowiłem więc napisać o trzech najważniejszych rodzajach podejmowanych przez nas decyzji oraz o tym, że decyzje warto podejmować.

Na początek troszkę o wspomnianych rodzajach:

1. Najgorsza decyzja - to decyzja, którą podjął za nas ktoś inny (rodzina, otoczenie, najlepszy przyjaciel/przyjaciółka itd.). Dlaczego najgorsza? Dlatego, że nie jest to nasza decyzja, nie jest podjęta na podstawie naszych doświadczeń, umiejętności energii i naszej oceny wydarzeń.
Często zdarza się mieć mylne przeświadczenie o tym, że to my podjęliśmy decyzję, gdy ta decyzja jest podejmowana na zasadzie “Na złość mamie uszy sobie odmrożę”. Raz, że nasza decyzja jest zanegowaniem decyzji innych osób a dwa, że najprawdopodobniej nie przyniesie nam żadnych korzyści - najczęściej wyrządzamy sobie w ten sposób krzywdę, stale upierając się, że nam tak dobrze… i przyzwyczajamy się, że “dobrze” jest wtedy, gdy jest “źle”.
Z tą decyzją wiążą się też utarte schematy postępowania. Robimy tak, bo “wszyscy tak robią”. Polecam post Alexa Barszczewskiego - Chcesz innych rezultatów - postępuj inaczej.

2. Najlepsza decyzja - to ta, którą my podjęliśmy, w pełni świadomie, w pełni samodzielnie, po pełnej analizie wszystkich czynników wraz z tymi “przeciw”. Taka decyzja najczęściej odpowiada na nasze potrzeby, dlatego jest najlepsza. Zdarza się, że decyzje podjęte przez kogoś innego (rodzinę, partnera…) są czasem korzystniejsze, lecz nie są nasze. Jako że mamy wolną wolę skłaniam się ku temu, aby każdy indywidualnie podejmował decyzje dotyczące własnej osoby. W niczym nie przeszkadza tutaj porada czy opinia bliskiej czy dalszej osoby, bo to może przynieść głębszą analizę czynników, które wpływają na tę decyzję. Mamy wtedy szerszy obraz.
Z najlepszą decyzją wiąże się…

3. Najgłupsza decyzja - to decyzja w stylu “Trwam dalej” lub “Nic nie zmieniam” gdy dzieje się nie najlepiej lub już źle. To również trwanie w decyzji, którą podjęliśmy jakiś czas temu a warunki, otoczenie, nasze potrzeby i cele się zmieniły. Taka decyzja bardzo często dotyczy wyboru kierunku (na którymś semestrze wiemy, że to nie to, lecz nadal studiujemy, bo “muszę” ukończyć ten kierunek”), pracy (chociaż już ani nie rozwija, ani nie jest przyjemna a i pieniądze nie są już naszym priorytetem), partnera (bo kiedyś chcieliśmy a teraz on/a się zmienił/a, my się zmieniliśmy, nic już nie czujemy do niego/niej itp.), bycia kimś kim się nie chce już być.

+ korzystna i niekorzystna - o tym poniżej.

Warto abyśmy wszyscy pamiętali, że to mój podział decyzji i w takich kategoriach oceniam podejmowane przez nas decyzje (przez siebie również) - ileż to człowiek podjął najgorszych i najgłupszych decyzji :)

Teraz warto wspomnieć o tym co zrobić, aby nie podejmować decyzji najgłupszych. Wielu z nas (ja przede wszystkim) przez wiele czasu oczekuje (oczekiwałem) zmiany, choć stale podejmuje takie same decyzje lub nie podejmuje żadnej. Czekamy na “mannę z nieba” choć nie robimy nic nowego, co tę “mannę” nam da.
Polecam post Jerzego Kostowskiego - Podejmij decyzję! Szczególnie zwróćcie uwagę na zagadkę o żabkach. Mówiąc “podjąć decyzję” mam na myśli pociągnięcie za sobą działania. Gdy naszą decyzją jest “nie zmieniam niczego” a oczekujemy zmiany to jest to najgłupsza decyzja i bardzo szkodliwa dla nas. Rzucić palenia nie da się mówiąc “rzucam” po czym sięga się po kolejnego. Tak samo jest gdy “poczekam, zobaczę co się wydarzy” to raz, że taka decyzja nie zmienia naszej postawy (jesteśmy bierni - najgłupsza decyzja) a dwa, że czekamy na coś co spłynie z otoczenia (najgorsza decyzja, bo nie nasza).

Z tych rozważań można wysunąć jeden ciekawy wniosek:
“Jakakolwiek podjęta przez nas decyzja jest decyzją najlepszą”.

Nie oznacza to, że będzie decyzją najkorzystniejszą, lecz stajemy się najlepsi w tym co trenujemy. Trenując podejmowanie decyzji będziemy podejmować coraz korzystniejsze :)

Zapraszam do komentowania i wysuwania ciekawych spostrzeżeń :)

Ocenianie innych podług swojej miary…

Thursday, June 12th, 2008

Post jest ściśle powiązany z poprzednim “Polemizować” z osobą czy jej poglądami?. Warto wrócić do niego lub zapoznać się z nim przed przeczytaniem tego postu. Tutaj chcę wskazać na niecelowość a nawet na niebezpieczeństwo oceniania innych wedle swoich norm, wartości i priorytetów.

Z “miarką”, którą oceniamy innych jest jak z linijką - posiada odpowiedni kształt, długość, jednostki miary oraz precyzję. Gdyby dwie osoby chciały zmierzyć długość ołówka, a każda z nich miałaby przy sobie inną miarkę to wyniki mogłyby wyjść różne. Mogłoby okazać się, że ten sam ołówek ma długość 15 cm albo 5,9 cala. A co by było, gdyby którejś osoby linijka była za krótka, albo w innym kształcie lub nieprecyzyjna?

Co ciekawsze, najczęściej jest tak, że na “naszej linijce” mamy całkiem różne jednostki, dla których nie ma przeliczników (jak z cm na cale). Precyzja z jaką mierzymy lub sposób przyłożenia linijki jest różny - zamiast długości mierzymy szerokość.

Tak więc na wstępie warto wiedzieć, że słowo “miara” czy też “nasza linijka” zawiera “wartości osobiste”, “normy” i “priorytety”.

    Wartości to zasady społeczne, zbiory postępowania (nakazy, zakazy), które nam narzucono a z którymi się utożsamiamy: (sposób w jaki mierzymy: szerokość, długość…) rodzina, małżeństwo, wiara, praca, prawo, (Bóg, Honor, Ojczyzna) itp.

    Normy to nasze określone działania w określonych sytuacjach: (jednostki miary) “Pracuję maksymalnie 8 godzina na dobę”, “Od 22:00 nie odbieram telefonów”, “Zawsze ustępuję miejsca starszym” itp.

    Priorytety to to co dla nas najważniejsze, stawiamy najwyżej: (istota i precyzja pomiaru) rodzina, miłość, pieniądze, seks, “imprezowanie”, pasja, zdrowie itp.

“Miarę” wyrabiamy sobie poprzez doświadczenie życiowe oraz wiedzę, jaką pochłaniamy, książki, rozmowy z innymi ludźmi. Jako że rozwój każdego z nas przebiega inaczej, spotykamy innych ludzi, czytamy (prawda? ;) ) inne książki, uczestniczymy w różnych wydarzeniach, tak więc nasze “miary” są zapewne inne.

“Jak często więc zdarza nam się wymagać od innych takiego samego jak nasz sposobu zachowania, takiej samej interpretacji zdarzeń, takie samego zdania i sposobu myślenia?”

Niesie to za sobą takie zagrożenia:

    • dość częste nieporozumienia,
    • kłótnie,
    • obrażanie na kogoś lub kogoś,
    • brak współpracy,
    • zawód (w rodzinie, w pracy, wśród znajomych, społeczeństwa),
    • niezrozumienie,
    • agresję, nienawiść,

W naszym społeczeństwie dość popularnym wyrazem stał się ostatnio termin “tolerancja”, za sjp.pwn.pl:
«poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych»
Niech ten, kto jest tolerancyjny pierwszy kamieniem rzuci… ;)

Moje obserwacje są dość jednoznaczne: Nie potrafimy tolerować inności, a za zwrotem “Toleruję Ciebie, Was” kryje się myśl “Jesteś w błędzie, myśl sobie tak, rób tak, lecz nie chcę mieć z Tobą do czynienia”.

Zrozumienie tego zagadnienia niesamowicie poprawia relacje z innymi i podnosi jakość życia. Zdarzało mi się wielokrotnie “mierzyć” innych poprzez swoje priorytety czy wartości i wyciągać błędne wnioski.

Aby więc podnieść jakość życia, spróbować zrozumieć innych warto ustalić “warunki pomiaru” czy też spróbować wypracować własne metody przeliczania.

    - Moje rozumienie wartości “rodzina” to kobieta, mężczyzna i co najmniej jedno dziecko otaczające się szacunkiem, opieką i zrozumieniem.
    - Dla homoseksualisty wartość “rodzina” może znaczyć dwoje mężczyzn lub dwie kobiety, pies lub kot albo również co najmniej jedno dziecko otoczenie miłością, bądź mieszkające pod jednym dachem.
    - Dla pracoholika, nie mającego czasu na spędzenie ani chwili z rodziną, wartość “rodzina” może znaczyć osoby, które są na jego utrzymaniu i z którymi jest związany prawnie.

I jeśli ja powiedziałbym, że dbam o rodzinę to pracoholik mógłby nie zgodzić się: “Jak możesz dbać, skoro żonie nie dajesz na solarium, dziecku na tenisa a do tego trzymasz ich w 70 m2?” a homoseksualista “Gdzie dawanie przykładu tolerancji, gdzie miłość i dzielenie obowiązków?”.

Zauważyliście różne sposoby pomiaru drugiego człowieka? :)
Chciałbym, aby każdy z nas zastanowił się nad swoim sposobem mierzenia innych ludzi.

Najlepszym sposobem jakim znam na zrozumienie innego człowieka jest komunikacja, rozmowa, pytania, wymiana poglądów. Im częściej będziemy spotykać osoby różniące się od nas, posiadający inny zestaw “linijek” tym nasz “zbiór miar” się powiększy, w ten sposób szybciej zrozumiemy (zmierzymy) nowo napotykane osoby. Współczesne cywilizowane społeczeństwa zaspokoiły już potrzeby filozoficzne i bezpieczeństwa (1 i 2), a obecnie szuka przede wszystkim sposobów zaspokojenie potrzeby przynależności i uznania (3 i 4 stopień z Piramidy potrzeb Maslowa).
Większy “zbiór miar” podnosi jakość życia, bo (z moich obserwacji) nic tak nie podnosi pogody ducha jak zrozumienie i dobry kontakt z innymi osobami :)

Jak zwykle zapraszam Was do wymiany poglądów i rozszerzenia naszych “zbiorów miar” :)

“Polemizować” z osobą czy jej poglądami?

Tuesday, June 10th, 2008

eiobaZamysłem postu jest skłonienie Was do refleksji “z czym/kim tak naprawdę polemizujemy?”. Słowo “polemizować” jest tutaj eufemizmem. Zastanawiałem się nad “dyskutować”, “atakować”, “spierać się”. Nie mniej pozostawię sobie trochę miejsca do ciekawych interpretacji :)

Na wstępie jeszcze dodam, że kolejny post Ocenianie innych podług swojej miary jest ściśle powiązany z tym postem.

Jak to jest więc z nami? Czy spieramy się z osobą czy też jej poglądami?
Z czym warto i jakie korzyści można osiągnąć gdy będziemy zwracać na to uwagę?

Wyodrębniam (dla celów tego postu) dwa rodzaje relacji:

1. Wyrażanie swoich poglądów, swojego zdania, swoich spostrzeżeń, opartych najczęściej o własne doświadczenia życiowe i obserwacje.
2. Wyrażanie pewnych i twardych sądów (wyroków), wiążących opinii, prawd oczywistych, przedstawianie “faktów”.

Ad 1. Jest to relacja typowa dla rozmów towarzyskich, rodzinnych, przyjacielskich a i obecnie dla forów i blogów internetowych. Zdarza się, że wytykamy niepoprawny sposób myślenia. Gdy więc dwie (lub więcej) osoby rozmawiają, wymieniają się poglądami w sposób jednoznaczny określając, że są to poglądy:

    • “Sądzę, że wpływ na to zdarzenie ma…”
    • “Wychodzę z założenia, że…”
    • “Jestem zdania, że…”
    • “Mam wrażenie, że…”
    • “Podoba mi się / lubię…”

Są to poglądy, sposób postrzegania pewnych wydarzeń, zjawisk, rzeczy i osób w sposób subiektywny, w pełni zindywidualizowany… i nie koniecznie musi być taki jak nasz.

Wszelka więc próba atakowania osoby za “jej analizę przeżytych zdarzeń” mija się z celem i jest po prostu bezsensowna i nieefektywna. A dość często przydarza się nam użyć słów:

    • “jesteś głupi…”
    • “nie znasz się…”
    • “dziwny jesteś…”
    • “źle, mylisz się…”
    • “nie masz racji…”

W efekcie atakujemy osobę za to kim jest i obrażamy jej system wartości i norm. Na ten system nie mamy większego wpływu oraz nie jest to dla tej osoby miłe… a w dodatku nie daje jej żadnych konkretnych wskazówek do zmiany siebie czy poglądów.

Ad 2. Dość powszechnym jest również (i sam również byłem tego przykładem), że wypowiadamy się na tematy na o których nie mamy pojęcia. Wyrażamy wiążące opinie i sądy, niedysponując odpowiednią wiedzą, staramy uchodzić się za specjalistów, choć nimi nie jesteśmy. Przez otoczenie zostajemy wtedy postrzegani jako “głupki”, “nieuki”, “niekompetentni” itp. Wykazujemy się niekompetencją, ignorancją lub niedbalstwem. Warto więc wcześniej sprawdzić czy to co mówimy jest zgodne z faktami lub zabezpieczać swoją wypowiedź przykładami z Ad 1: “Mam wrażenie…” itp.

Gbyśmy jednak mieli do czynienia z takim typem rozmówcy, to również niecelowe jest ocenianie tej osoby (a zdarza nam się tak). Ciekawym i dość efektywnym zabiegiem jest zasugerowanie tej osobie aby rozszerzyła swoją wiedze i obszar obserwacji, a wtedy z czystym sumieniem będzie mogła się wygłaszać prawdy.

Warto więc w obydwu przypadkach odnieść się do doświadczeń tej osoby. Osobiście staram się zrozumieć sposób rozumowania i poznać elementy, które zadecydowały o pewnym wyborze, o poglądzie. Możemy przecież zapytać:

    • “Dlaczego tak uważasz?”
    • “Co spowodowało, że masz taki i taki pogląd?”
    • “Co sądzisz o tym, aby włączyć w Twoje rozważania taki czynnik?”
    • “W oparciu o jaką wiedzę jesteś gotów wyrażać tak zobowiązujące opinie?”

Zapewniam Was, że uzyskamy lepszy skutek niż atakowanie. Jeśli nawet dopytując kogoś o tok rozumowania, o doświadczenia jakie wpłynęły na tak ukształtowany światopogląd danej osoby, uznamy, że wciąż się nie zgadzamy to nie pozostaje nam nic innego jak uznanie prawa drugiej osoby do takiego poglądu. Skoro my mamy prawo do pewnych poglądów, dlaczego czasem odbieramy je innym? :)

Dobrą praktyką jest podawanie argumentów, przedstawianie sposobów analizowania różnych doświadczeń życiowych czy też dostępnej wiedzy… lecz to druga osoba sama powinna przekonać się, odrzucić lub uznać pewien pogląd za taki, który jest z nią zgodny.

Warto zajrzeć też do postu Joanny Boj - “Komunikaty ja” i rozważania o pokojowej komunikacji.

Zapraszam serdecznie do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami :)

——————
Powyższy post w całości jest moim sposobem postrzegania tego tematu. Wszelkie wskazówki, poruszone obszary są moim subiektywnym odczuciem, opartym na doświadczeniu i wiedzy jaką posiadłem :)