Orest Tabaka - kreatywnie i prosto o stylu życia i rozwoju własnym

7×2 > 1×30 »

2012-01-30

Nie… to nie żaden kod zniżkowy czy kod do gry komputerowej. To pewne ciekawe spostrzeżenie dotyczące regularności. Tytuł należy przeczytać tak: 7 razy po 2 minuty dziennie daje lepsze efekty niż 1 raz w tygodniu przez 30 minut!

I tą prawidłowość zobaczyłem robiąc sobie poranne ćwiczenia - dużo lepsze efekty do sprawności ciała daje poćwiczenie sobie minutę, dwie każdego dnia (parę brzuszek, przysiadów, pompek i podciągnięć - u siebie wykorzystuję swiss ball) niż przypomnienie sobie raz na tydzień i wybranie się na 30 minut na siłownię i pocenie, by nadrobić stracony czas.

Na oko widać różnicę - oszczędność czasu, lepsze efekty w długim terminie, człowiek się nie spoci w 2 minuty takiej “zabawy” (odpada specjalne przygotowanie, dodatkowy prysznic)… i łatwiej znaleźć/zebrać się na 2 minuty rano niż raz w tygodniu wykroić 30 minut. A życie jest pełne takich nietypowych podejść… i zachęcam Was do ich poszukiwań. Nasze życie daje się fajnie “hakować”… tylko trzeba czasem przysiąść, pomyśleć… i wdrożyć w życie :)

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Talent Management | Komentarze (18)

Ty = płynny koncept »

2012-01-24

Można (i jest to powszechne podejście) powiedzieć sobie, że jestem jaki jestem i tak już będzie, sam nie zmienię i nikt nie zmieni. I wszystko jest OK, gdy nam to bardzo odpowiada: czujemy się z takim sobą dobrze, inne ważne dla nas osoby z nami także, oraz od życia otrzymujemy to co chcemy/potrzebujemy.

Gorzej, gdy z tym jacy jesteśmy nie czujemy się dobrze, inni też nie… a i od życia nie dostajemy tego co chcemy. Zabicie się wtedy dechami i zalanie betonem, bo przecież “ja to ja i się nie zmienię” jest kiepskim pomysłem. Sad but true! Oczywiście co kto woli, niemniej jest lepsze podejście.

Chodzi o potraktowanie siebie jako płynnego konceptu, jako kawałka plasteliny z którego będziemy lepić siebie. Lepsza plastelina niż kawałek nieociosanego drewna, bo ten ostatni trudniej się obrabia… a i później trudniej wprowadzić zmiany :) I gdy już jesteśmy taką plasteliną polecam przyglądać się innym osobom, spotykać na swojej drodze ciekawych ludzi, ruszać się z domu i angażować w ciekawe inicjatywy… a także wpuszczać w sytuacje, w których nie byliśmy a które mogą nas początkowo lekko przerażać. Wówczas łatwiej “sklejać nowego siebie” z różnych elementów. Ci różni ludzie pokażą nam, że można inaczej, ciekawiej, sytuacje i różne doświadczenia dadzą impulsy do przemyśleń i zmian.

W praktyce wygląda to tak, że początkowo zmiany będą drobne, będzie ich mało… ot tak wstydliwie zaczynamy coś tam sobie zmieniać. Później, jeśli dobrze siebie “wrzucimy” w odpowiednie otoczenia, wyzwania, sytuacje życiowe to tych zmian będzie sporo, będą odważne, duże… by z czasem było ich coraz mniej - wszak już główną figurkę z plasteliny (znaczy nas) będziemy mieć ulepioną, a zajmować się będziemy już tylko detalami, by całość była kształtna i dokładnie taka jaka chcemy.

I nie ma ekstra drogi na skróty… zmiany to proces…

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia, Talent Management | Komentarze (6)

Gdy ktoś idzie do przodu… idź za nim! »

2012-01-19

Spotykając na swojej drodze wiele niesamowitych osób, mógłbym stanąć, wytrzeszczyć oczy i zazdrościć czego to te osoby nie osiągnęły. I tak robiłem i wielu z nas tak robi. Jest jednak dużo lepsze podejście - zamiast tak stać w miejscu i zazdrościć tym “idącym do przodu” dużo lepiej ruszyć się i iść za takimi osobami. Nie koniecznie krok w krok… ale mniej więcej w takim kierunku.

Łatwo się mówi, trudniej robi? Pewnie, że tak! :) Cały więc trick polega na tym, by się ruszyć gdy wydaje się to trudne, ciężkie. Niektórym opowiadam czasem co się działo, gdy pierwszy raz wylądowałem na Gran Canarii mając przed sobą 2 tygodnie spania pod gołym niebem, bycia zupełnie sam czy dbania o higienę w toaletach publicznych. Czy było łatwo zrobić choć kapkę tego, co zrobił Radek ruszając dookoła świata? Pewnie, że nie! Ale zamiast stać i patrzeć z zazdrością na podróż Radka sam zabookowałem bilety i ruszyłem wtedy tylko na 2 tygodnie. Później na 3… a teraz byłem miesiąc poza domem, w 7 krajach (niektórych tylko na chwilę), wielu miastach, śpiąc u różnych znajomych, autokarach/TGV czy na lotniskach. Teraz bookowanie biletu i ruszenie gdzieś przychodzi z łatwością… i nagle sam zauważam, jak niektóre osoby rozdziawiają buzię i zazdroszczą, wybijając sobie z głowy opcję ruszenia się gdzieś… gdziekolwiek.

… a życie jest za krótkie, by tylko stać i patrzeć jak żyją inni! :)



Nicea, Francja, Morze Śródziemne: Always look at the bright side of life…

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia, Talent Management | Komentarze (10)

Zostań hrabią Monte Christo… »

2011-12-26

Wpisując się w świąteczno-refleksyjny nastrój, dziś przypomniałem sobie o pewnym ważnym dla mnie filmie: Hrabia Monte Christo. Kto nie wiedział, temu polecam - co roku w okresie noworocznym gości w telewizji, więc będzie okazja.

Film nie tylko urzeka ze względu na historię czy niezwykle czarującą Dagmarę Dominczyk… ale na przesłanie, które sobie już dawno temu wyciągnąłem: pracuj nad sobą… nawet (a może przede wszystkim) gdy okoliczności nie sprzyjają.

Przesłanie bardzo życiowe, zwłaszcza, że z rozwijaniem siebie jest jak ze zbożem - trzeba pierw zasiać, dbać, by po czasie zebrać właściwe plony. I powtarzać cykl, wszak spoczywanie na laurach przynosi opłakane skutki.

I właśnie rzecz w tzw. small steps (małych krokach). Mogą być w postaci przemyślanego działania, konsekwentne… a mogą być spontaniczne, wykorzystujące nadarzające się życiowe okazje i sposobności.

To gdzie teraz jestem zaczęło się właśnie od tych małych kroków. Nie ulegajcie chęci założenia, że mam extra, że moje życie to same blaski - łatwo się nimi oczarować gdy obok umykają nam cienie. Każdy ma problemy osobiste czy wyzwania życiowe - nikt nie żyje w 100% tylko po błyszczącej stronie medalu… bądźcie czujni i nie dajcie się temu zwieść :)

Jakie jest więc przesłanie tego postu?
Jest nim zachęcenie Was nie do robienia postanowień noworocznych (te są dość popularne… i mało skuteczne) a do nastawienia się na pewien kierunek - kierunek względnie systematycznego rozwijania się nawet, a może szczególnie, gdy nasza sytuacja nie jest taka w której chcielibyśmy być.

Możemy sobie zadawać pytania “co osiągnąłem, gdzie jestem i dokąd zmierzam”… choć osobiście wolę zrobić tylko małe spojrzenie wstecz, a energię skupić na wyznaczenie nowego kierunku i podejmowanie małych kroczków, gdy jest ku temu okazja…

A post przyszedł do głowy, gdy chilloutuję sobie po aktywnym półroczu, zastanawiając się nad kierunkiem rozwijania siebie. 4 lata temu ziarno zostało zasiane… spore plony zebrałem, ale wciąż można więcej. Czy w kolejnym roku będę znów mógł porozmyślać na tej szkockiej ławce (ze zdjęcia)… czy może będę gdzieś w zupełnie innym miejscu geograficznie i życiowo? Nie wiem - życie pokaże :)

Jedno jest pewne - to będzie kolejny rok w którym dołoże starań, by przesunąć się z pozycji w której jestem do kolejnej, która będzie jeszcze atrakcyjniejsza dla mnie i ludzi, którymi się otaczam. Czego sobie i Wam życzę… zawsze życzyłem :)

Pozdrawiam ze Szkocji!



Ławka, gdzie przysiadam sobie popatrzeć w morze, poczytać, pomyśleć…


Latarnia… przed nią jest ta ławka…


Nowe miejsce do spokojnego odpoczynku… kolory, zapachy… i pomyślec, że nigdy tu nie zaszedłem, choć mogłem.

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Inspiracja, Styl życia | Komentarze (12)

Przyjaciele z pozytywną energią… »

2011-12-18

Zasadniczo (upraszczając) możemy podzielić ludzi na 3 grupy:

    1. Osoby, których stan domyślny to bycie osobą pozytywną, optymistyczną, radosną, cieszącą się z życia. Tak mają poukładane sprawy i tak odbierają rzeczywistości, że nie muszą mieć żadnych specjalnych powodów by się cieszyć. Potrzebują za to specjalny powód by się smucić.

    2. Osoby, których stan jest neutralny i potrzebują zarówna specjalnego powodu, aby być smutnymi jak i specjalnego, by mieć dobry nastrój.

    3. Osoby, które domyślnie są zdołowane, ponure, nie cieszą się z życia i potrzebują specjalnego powodu, aby się cieszyć.

Pytanie teraz - z osobami z której grupy chcielibyśmy budować relacje, mieć za znajomych i przyjaciół, spędzać czas? Wielu z Was wybierze 1, ewentualnie jeszcze 2 grupę… Dlaczego więc tak często w życiu pozbawiamy się tego wyboru (pomijamy sytuacje, gdy wyboru za bardzo nie mamy: np. odsiadka w więzieniu) i utrzymujemy relacje z osobami, które stale trzeba “karmić” dobrymi powodami, by choć trochę poczuły zadowolenia albo “zarażają” nas swoim negatywnym postrzeganiem świata? :)

A no właśnie taka nasza pokręcona natura. Jednak świadomość istnienia takiego podziału ułatwia sprawę. Można przecież świadomie zacieśniać kontakty z osobami, które są pozytywne, a ucinać kontakty z osobami, które musimy “dźwigać” lub zarażają nas swoim złym nastrojem. Mam takie przekonanie (i korzystam z niego w życiu), że do toksycznego wujka na imieniny wcale nie musimy jechać czy wpuszczać marudzącej sąsiadki/teściowej :) To, że wybór mamy jest oczywiste - to czy z niego korzystamy to wyższa szkoła jazdy :)

No i final thought: my pozytywni wcale nie musimy odpowiadać osobom, które wolą kontakty z osobami negatywnie odbierającymi rzeczywistość. Może być tak, że ktoś z nami utnie kontakt, bo irytujemy ich swoim dobrym nastrojem… cóż… jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim… itd. ;)

PS: Osoby pozytywne nie muszą być lekkoduchami - każdy z nas ma problemy, rzeczy z którymi się zmagamy - nie rzecz w tym kto ma tego więcej, a to jak do tych wyzwań podchodzimy i je odbieramy.

Wartościowe? Kliknij w "Lubię to!" lub podziel się nim ze znajomymi!
Kategoria Podejścia | Komentarze (17)